Kolejny nudnawy i głupi odcinek TWD. Ten serial od względem fabularnym może być już nie do uratowania. Dziury w fabule łatane są w sposób ordynarny, dialogi zastępują sceny „milczenia i patrzenia”. I już wszystko (czyli nic) wiadomo.
Uwaga, będzie spoiler. Kilka rzeczy po prostu zasługuje na napiętnowanie.
Szósty epizod The walking Dead poświęcony jest Tarze. Kto to? A taka drugoplanowa postać, która czasem ma znaczenie dla niektórych epizodów. Tym razem „dostała własny odcinek”. Może ma stać się jedna z głównych postaci? A może scenarzyści chcą, żebyśmy ją bardziej polubili zanim zginie?
Mniejsza z tym. Mamy zatem prymitywny trik z retrospekcją. Akcja pokazywana na wyrywki: raz to co wcześniej, raz później. „Ojej jakie to zaskakujące, bo przez takie skakanie widz czegoś wiedział”. Szczerze gardzę takim nieuzasadnionym manipulowaniem montażem.
Pomijam tu wszelkie niedorzeczności wokół nowej grupy, która spotkania Tara, bo tego zwyczajnie jest za dużo. Zwrócę uwagę tylko na jedno, na to w jak beznadziejny sposób scenarzyści odnoszą się do koszmarnych dziur fabularnych, których narobili na przełomie sezonów. O samych absurdach głównego wątku fabularnego więcej pisałem np. tutaj. I jak to jest łatane? Po przerwie miedzy sezonami i po kilku odcinkach nowego sezonu, które były słabo związane z tym głównym wątkiem dostajemy Tarę, która oznajmia, że grupa Ricka „zabiła wszystkich Zbawców”. Tzn. Tara nie wie, ze to nieprawda, nie wie że Zbawców było znacznie więcej. W tym jednak miejscu autorzy scenariusza podają nam swoja łatę na fabułę: „Grupa Ricka myślała, ze to koniec”. Jak? W „stacji satelitarnej” i w późniejszej akcji z uprowadzeniem Carol i Maggie, dokładnie WSZYSTKO wskazywało, że to tyko mała część większej grupy, która brutalnie haraczuje wiele osad. I co? Nic. Żadnego przygotowania na dalszą konfrontację, ani nawet szukania tych innych osad. W całym rzekomo „przegadanym serialu”, ani jednego dialogu nt. sytuacji i tego, czy to aby na pewno koniec „Zbawców”, by po upływie kolejnych kilku odcinków, w pobocznym dialogu Tara objawiła nam w sposób niezamierzony, że Rick jest idiotą. Dalej mamy nowy element serialu: sceny „milczenia i patrzenia” zastępują dialogi. W ten sposób teraz bohaterowie wymieniają informacje, a scenarzyści nie muszą się męczyć z tym, jak napisać konwersację, żeby z rozmowy w oczywisty sposób nie wyszły fabularne dziury. Na koniec odcinka zostawiają nam niewiadomą: czy ten murzyn z dredami przeżył, czy zginął? Jeżeli wrócił do Alexandrii, to powinniśmy się o tym dowiedzieć. Jeżeli nie wrócił, tez powinna być informacja, choćby jakieś zdanie w dialogu: „hej Tara, dlaczego wracasz sama?!” Ale nie. Tego czy wrócił nie pokazano, dialog zastąpiono milczeniem. To daje scenarzystom szansę na następną „zaskoczkę”. Ja jednak takich zaskoczek nie trawię. Odpalam „Westworld” na HBO poprzedzony „Światem Dzikiego Zachodu” z 1973. Papa Foxie.
Fot. Strefa The Walking Dead – Polski Fanzone

Brak komentarzy
Nie ma fabuły, a z zapowiedzi wynika, że będą łagodzili język i usuwać przemoc 😀
Wkrótce TWD będzie jak TCB (The Care Bears), znane w Polsce jako „Troskliwe Misie” 🙂