„Premier Izraela nie żyje, a USA przegrywają wojnę”

Dodajmy do tego „największy atak Iranu od początku wojny” i może jeszcze „pożar na lotniskowcu”. Powracam do tematu wojny z Persją. Od soboty dużo się wydarzyło, w tym wyraźne są przesunięcia w kwestiach, które wskazałem jako symptomy eskalacji lub zakończenia wojny. To będzie też tekst o dezinformacji i chwytliwych nagłówkach.

Polecam sobie przypomnieć tekst z 14 marca, czyli z „półmetka wojny”, jeśli przyjąć, że będzie trwałą „do czterech tygodni” jak zapowiadał D. Trump.

Nie minęły jeszcze 4 dni, a wydarzyło się sporo. Po pierwsze Trump coraz więcej mówi, ze będzie kończył te wojnę, że osiągnął co chciał. Tyle, że to nie on teraz decyduje kiedy wojna się skończy, USA tracą inicjatywę.

Wyraźnie rysuje się scenariusz, który zasygnalizowałem. Iran mówi: „jeszcze nie skończyliśmy”. Jakie to ma znaczenie dla inicjatywy i dynamiki w konflikcie? Przewagę zyskuje strona, która ma zdolność do eskalacji lub zakończenia konfliktu. Tę zdolność USA właśnie wyraźnie tracą. Widzimy, że chcą się wycofać, ale Persowie stawiają warunki. Chcą odszkodowań i zmian układu sił w Zatoce Perskiej. I to oni decydują kiedy zakończy się konflikt, bo mogą atakować wszystkich sojuszników USA dookoła i wszelkie statki płynące przez Ormuz.

Czy to ważne?

Tak. Media już szeroko poinformowały, że to miejsce odpowiadające za 20% światowego handlu ropą. To dużo, to ma znaczenie dla Twojej sytuacji na stacji benzynowej. Ale to nie koniec, tam przechodzi nie tylko handel ropą. Siarka. Cieśnina odpowiada za około 50% światowego handlu siarką. Surowcem niezbędnym dla produkcji nawozów, czy w metalurgii.

Iran ma powody, żeby przedłużać konflikt i ma narzędzia, żeby przedłużać konflikt. A czas działa na niekorzyść Trumpa, USA i całej gospodarki na Świecie. Zatem kto przejmuje inicjatywę w dynamice tego konfliktu? Iran, strona wielokrotnie słabsza.

„Największy atak Iranu od początku wojny”
Iran zdobywa tez przewagę propagandową. Służy temu pogoń za „klikanością” mediów. Krzykliwe nagłówki, pogoń za sensacją, wyolbrzymienia, to służy propagandzie irańskiej. „Największy atak Iranu od początku wojny” to dobry przykład. Chodzi o dzisiejszą wiadomość i atak na ambasadę USA w Bagdadzie. Krzykliwy nagłówek jest jednak tylko półprawdą, albo i g… prawdą. Bo to był największy atak „na Bagdad”. Do tej pory nie było większego ataku „NA BAGDAD”. Natomiast ogólnie, w skali ataków, Iran wysyła o 90% mniej pocisków niż na początku wojny. Wokół jest jeszcze mnóstwo celów, na które można wysłać „największe ataki od początku wojny”, bo te cele nie były atakowane, albo były w niewielkim stopniu. Medialna manipulacja sugeruje jednak, że Iran atakują jeszcze mocniej niż w pierwszych dniach (bo „największy atak Iranu…”), co oznacza, że skala ataków medialnie jest wyolbrzymiana ponad dziesięciokrotnie.

„USA przegrywają wojnę”
Tak. I nawet już nieszczególnie to kryją. Trump chce się wycofać, chociaż nie zrealizował zadeklarowanego celu obalenia władz Iranu. Przyznaje wprost, że „nikt się nie spodziewał, że Iran zaatakuje sąsiadów”. To znaczy, prawdopodobnie ktoś się spodziewał. Jestem wręcz pewien, ze w CIA i Pentagonie są analitycy, którzy ostrzegali przed takim scenariuszem, ale ktoś przekonał Prezydenta i jego najbliższe otoczenie, że to się nie wydarzy. I teraz Trump jest zaskoczony, ze Iran atakuje kraje udostępniające terytorium do atakowania Iranu.

USS Tripoli płynie właśnie „na pełnej” do Zatoki Perskiej. Fot. archiwalne (wikipedia) Marine Corps Sgt. Samuel Ruiz

Wspomniany atak na Bagdad w głównej mierze był przeprowadzony z terenu samego Iraku. Iran ma w regionie licznych uzbrojonych zwolenników. Już w pierwszym wpisie o tej wojnie wskazałem, że Persowie będą wzywać swoich zwolenników do wygnania amerykanów z Zatoki. I to właśnie się dzieje. USA nie zgromadziły sił lądowych, a zwalczanie takiego przeciwnika wymagałoby właśnie sił lądowych. I ciekawostka: USA przerzucają Marines do regionu. Do Zatoki Perskiej ruszyła grupa uderzeniowa zdolna do szybkich rajdów i operacji desantowych. Mogą podjąć walkę z proirańskimi milicjami (np. w Iraku), albo desantować się na wyspy w cieśninie Ormuz by chronić żeglugę. Tylko, że przybędą tam gdzieś za tydzień. Co to oznacza? Że Amerykanie stracili inicjatywę. Nie przewidywali użycia tej jednostki, nie dyktują warunków, tylko reagują na działania Iranu. Muszą sprowadzać siły, których nie planowali używać, co pokazuje, że się przeliczyli. To Iran ma inicjatywę i kreuje warunki pola bitwy. Jeśli Marines zaczną walczyć gdy przybędą na miejsce, czyli za ponad tydzień, to wojna będzie trwałą dłużej niż zapowiadane 4 tygodnie. A raczej płyną tam, żeby walczyć.

Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Szczególnie, gdy nie doceni się przeciwnika.

Samo wysłanie USS Tripoli w rejon Zatoki Perskiej dowodzi, ze plan się nie powiódł, jest modyfikowany. USA nie narzucają tempa i zasad, tylko zmuszone są reagować na działania przeciwnika.

Podsumowując, ostatnie kilka dni wskazuje, że sytuacja prowadzi do eskalacji, a zarazem utraty możliwości wycofania z konfliktu przez USA, dopóki Iran na to nie pozwoli.

„Netanjahu nie żyje”
I to jest bardzo ciekawy element. Informacje o śmierci premiera Izraela komentowane są jako „fake news”… ale… Jest kilka ale. Netanjahu miał rzekomo zginąć 14 marca. Na potwierdzenie, że to „fejk” , następnego dnia opublikowano zrobione „na luzie” nagranie w kawiarni. Ot premier Izraela nic sobie nie robi z plotek o jego śmierci, ani z zagrożenia. Tymczasem zmiana jest wyraźna.
Przed 14 marca 2026 aktywność publiczna Netanjahu byłą normalna: pojawiały się zdjęcia dziennikarskie z przemieszczania się i spotkań, wystąpienia medialne, konferencje. Informacje o rozmowach z przywódcami państw.
Po 14 marca nagle jego wizerunek zmienił się na bardzo ograniczony, co może być tłumaczone utajnieniem działalności ze względu na wojnę. Taka zmiana z „pełnej jawności” do „wyjątkowo kontrolowanych kontaktów” jest nietypowa dla lidera państwa w kryzysie, co budzi naturalne wątpliwości. Ba! Dowodem na to, że żyje ma być wspomniane nagranie z kawiarni, którego wydźwięk jest całkowicie sprzeczny z utajnieniem działalności. Z jednej strony: „żyję i nic sobie nie robię z zagrożenia, poszedłem do kawiarni”, a z drugiej strony ten sam człowiek praktycznie znika z przestrzeni publicznej. Ja tu czuję duży dysonans.
Normalnie w kryzysie międzynarodowym liderzy (np. Trump w tym samym czasie) publicznie potwierdzają rozmowy i pokazują swoją aktywność. W przypadku Netanjahu nie ma niezależnych wypowiedzi przywódców innych państw, które potwierdzałyby, że rozmawiali z nim telefonicznie lub osobiście od 14 marca. Trwa wojna. Główny sojusznik Izraela mówi, że chce to zakończyć, nawet wycofać się. Trump zwraca się do innych przywódców w różnych sprawach, oni mu odpowiadają, ale nikt w tym samym czasie nie potwierdza, że rozmawia z Netanjahu? To nie pasuje do schematu dyplomacji w czasie kryzysów. W zasadzie brak jest niezależnego potwierdzenia, że Netanjahu żyje. Są oficjalne komunikaty z Izraela, ale to tylko jedno źródło. Cała reszta to „echo”, odbicie z tego jednego źródła. Minimum wiarygodności, to niezależne potwierdzenie z dwóch różnych źródeł. Tymczasem od 4 dni nawet Trump nie mówi, że rozmawiał z premierem Izraela. Nic takiego nie znajduje. Ostatnia informacja o rozmowach Trumpa z Netanjahu jaką znalazłem, pochodzi z 9 marca. Naprawdę dużo zmieniło się od tamtego czasu. Pomiędzy 10, a 17 marca Trump wysyłał szereg sprzecznych sygnałów o końcu wojny, o obrażeniu się na sojuszników, że nie pomagają, a nawet o tym, że „może nie powinniśmy tam być”. To jest cały tydzień, a przez ten czas, ani nie ma informacji by rozmawiał o tym z premierem Izraela, ani premier Izraela tego nie komentuje. Jeszcze 13 marca Netanjahu wypowiadał się publicznie o konflikcie, dając ostre komentarze, przekonywał, że Izrael właśnie tworzy warunki do obalenia reżimu w Iranie. Od 14 marca milczy, chociaż jego główny sojusznik mówi, że tam już nie ma co bombardować i być może będzie się zwijał.
Wystarczyłyby 2-3 rozmowy z innymi przywódcami, którzy publicznie potwierdziliby: „rozmawiałem z premierem Izraela, nie mogę zdradzić szczegółów, ale zgadzamy się w kwestii…” i tu jakiś nic nie znaczący ogólnik. Jakie byłoby znaczenie takich informacji? Potwierdzenie z niezależnych źródeł, że premier Izraela żyje. A to, ze w czasie kryzysu przywódcy podejmują rozmowy, nie jest niczym dziwnym, to wręcz niezbędne i konieczne dla zakończenia wojny. Jeśli Trump chce się wycofać, jeśli przywódcy Europejscy chcą zakończenia tej awantury, to przez 4 dni ktoś z nich powinien rozmawiać z Netanjahu.
To jest bardzo ciekawy wątek, bo jeśli Netanjahu żyje, to mamy do czynienia z niezwykłym sposobem zarzadzania komunikacją, który to tworzy pożywkę dla teorii spiskowych i wzmacniania wizerunku Iranu, jako siły zdolnej zabić (lub zastraszyć) premiera Izraela. Unikanie bezsprzecznego udowodnienia, że Netanjahu żyje nie ma sensu. Bezsprzeczne udowodnienie, ze żyje jest łatwe, wystarczy, że odbędzie rozmowę z przywrócą innego państwa, albo da wywiad komuś z dużej, niezależnej agencji prasowej. A jednak, Izrael nie generuje takich dowodów… Natomiast jeśli nie żyje, to mamy do czynienia z niesamowitym spiskiem, i bodaj najdłuższym ukrywaniem faktu śmierci przywódcy państwa, bo to już byłyby praktycznie 4 dni. To jest coś co graniczy z niemożliwością. Iran nie dał rady nawet przez dobę ukryć, że przywódca nie żyje, a próbowali zaprzeczać.

Facebook