Iran: wszystko się kończy (?)

Kończy się czas, kończą się pociski, kończy się cierpliwość. Prawdopodobnie kończy się też sama wojna. Czy ktokolwiek wygrał?

Mijają dwa tygodnie amerykańsko-izraelskich ataków na Iran. Cała operacja była zapowiedziana na „trzy, cztery tygodnie”. Kilka faktów przemawia za tym, że ta wojna zbliża się do końca.

O wojnie przeciw Persom pisałem już dwa razy. Na samym początku i w trakcie.

Wojna miała trwać „do czterech tygodni” i doprowadzić do obalenia władz Iranu. Minęły dwa tygodnie, a parafrazując „Persowie trzymają się mocno” (Chińcyki trochę gorzej). Buntu i obalania władz nie ma i nie było. Są głosy, że to z powodu Ramadanu, że bunt rozpocznie się wraz z końcem świętego miesiąca… więc tym przekonamy się za niecały tydzień. Sami Amerykanie już raczej w to nie wierzą.

Czy wojna się kończy?

W poprzednim tekście wyjaśniałem strategie stron. Amerykanie potrzebują szybkiego sukcesu, Persowie mogą „grać na czas”, wystarczy, że przetrwają. Amerykanie dążyli do obalenia irańskich władz, a Persowie musza tylko przetrwać i podnosić koszty całej operacji, by zniechęcić do jej kontynuowania. I to robią, mocno podnoszą koszty dla całego Świata, a nie tylko USA i Izraela.

Argumenty „na tak”
Po pierwsze, czas właśnie się kończy się Trumpowi. Z zapowiedzianych „czterech tygodni” zostały dwa. Trochę więcej czasu ma do 60 dniowego terminu, w którym dalsze walki będą wymagały aprobaty Kongresu. A aprobata Kongresu będzie pod znakiem zapytania, jeśli w 4 tygodnie nie będzie sukcesu. Trzeba pamiętać, że w tym roku, na jesieni zaplanowane są wybory do Kongresu USA, zatem presja jest szczególna. Dla Trumpa najlepiej byłoby zakończyć awanturę, zanim Kongres będzie musiał zająć stanowisko, bo dla politycy starający się o ponowny wybór mogą mieć opór przed popieraniem kosztownej wojny, która nie przynosi zapowiadanego rezultatu. I to już słyszymy, Trump twierdzi, że już „wszystko zbombardował i już nie ma nic wartego bombardowania”. W ten sposób może ogłosić, że wygrał, chociaż nie zrealizował deklarowanego celu. To wygodny i możliwy wariant zakończenia wojny. Trump dał sobie 3-4 tygodnie, a nie 3 dni jak Putin, ale to i tak mało czasu.

Po drugie kończą się pociski. Obu stronom. Ataki dronami ze strony Iranu są coraz słabsze. Minęły dwa tygodnie, a Iran wystrzeliwuje o 90% mniej dronów niż w pierwszych dniach. Owszem, może „oszczędzają na później”… Ale w takiej taktyce nie widzę sensu. Bo zapasy pocisków kończą się obu stronom. Gdyby Iran nadal miał na dość dronów i atakował jak w pierwszych dniach, to mógłby przeciążyć obronę przeciwlotniczą i boleśnie uderzyć bazy USA, ich sojuszników i sam Izrael. I po prostu wygrać. To by pokazało, że amerykańsko-izraelski sojusz się przeliczył, że Amerykanie nie są w stanie obronić sprzymierzeńców, że trzeba grzecznie prosić Iran, żeby przestał strzelać. Wtedy to Persowie dyktowaliby warunki Izraelczykom, w zamian za zaprzestanie ostrzału. Dlatego bardziej przychylam się, że brakuje im gotowych do użycia pocisków i wyrzutni, a nie, że „sprytnie chowają na później”.

Po trzecie, cierpią Chiny. Blokada dostaw z Zatoki Perskiej uderza gospodarczo głównie w kraje Azji, w tym ważnego sojusznika Iranu, czyli Chiny. Głównym narzędziem walki ze strony Iranu jest blokowanie dostaw ropy i gazu, a Chinom zależy by te dostawy jednak docierały. I to jest argument za tym, żeby także Iran powstrzymał się od agresywnych działań, jeśli USA i Izrael zaprzestaną ataku.

Taki przykład mógłby faktycznie rozwiązać problem…

Europa nie popiera ataku, opowiada się za powrotem do dyplomacji. Państw zainteresowanych przerwaniem wojny jest o wiele więcej, niż popierających atak, zatem dalsza eskalacja to psucie relacji z niemal całym Światem.

Argumenty na „nie”

Siły lądowe. Podkreślałem na samym początku, że USA w regionie nie gromadzą sił lądowych, czy wojsk zdolnych do inwazji na Iran. To się minimalnie zmienia. Do Zatoki Perskiej kierowane są oddziału US Marine Corps. To nie są (na razie) duże siły, absolutnie nie do inwazji na Iran. Mogą jednak wykonywać mniejsze operacje specjalne, albo dokonać inwazji na strategiczne wyspy w cieśninie Ormuz. Takich wysp jest tam kilka, Iran ma na nich swoje bazy, w tym wyrzutnie pocisków i bazy szybkich łodzi, przy pomocy których może atakować przepływające tankowce. Zniszczenie tych baz lub zastąpienie ich amerykańskimi pomogłoby zapewnić bezpieczną żeglugę… ale to oznacza przedłużenie wojny.

Izrael może stwierdzić, że „jeszcze nie skończyliśmy”. Izrael prowadzi działania lądowe przeciwko sprzymierzeńcom Iranu oraz może uznać, że zagrożenie rakietowe i bronią masowej zagłady ze strony Iranu nie zostało zneutralizowane. Nawet jeśli Trump będzie chciał się wycofać, to Netanjahu może eskalować.

Iran może powiedzieć „jeszcze nie skończyliśmy”. Chęć zemsty, wzięcia odwetu na napastnikach, chęć dotkliwego uderzenia w celu pokazania, że wrogowie ustąpili przed siłą Persji może być ogromna, tym bardziej, ze po zabiciu kilkudziesięciu przywódców, władze w Iranie sprawują nowi ludzie. To osoby, które nagle dostały ogromną władzę i odpowiedzialność. Dzieje się to w skrajnych warunkach, w tym wśród ofiar są ich przyjaciele i członkowie rodzin (np. ojciec obecnego przywódcy). Jak wskazałem wyżej, są argumenty za tym, że to Trump ma inicjatywę, od niego zależy czy wojna będzie eskalować, czy się skończy. Ale Iran może te inicjatywę łatwo przejąć, gdy USA zechcą się wycofać z ataków. Propagandowo to będzie miało znaczenie kto zada ostatnie uderzenie.

Facebook