Sąd w Krośnie bada sprawę nieprawidłowości w Zakładzie Unieszkodliwiania Odpadów podlegającemu spółce MPGK. Wielu dziennikarzy o tym wie, ale tylko ja wybrałem się na salę sądową i opisałem co się tam dzieje. W efekcie anonimowi krytycy próbują w ordynarny sposób kwestionować wiarygodność moich materiałów. Na czym polega manipulacja?
Sprawa dotyczy oszustw do jakich zdaniem prokuratury miało dochodzić w ZUO w Krośnie. Napisałem o tym dwa artykuły. Pierwszy (który znajdziesz klikając tutaj) o tym jakie są zarzuty. Ponadto napisałem tam, że gmina Krosno poniosła straty na ponad 400 tysięcy, a jednak nie skorzystała z prawa by wystąpić jako oskarżyciel posiłkowy. Pojawił się tam wpis osoby podpisującej się tak samo jak prezes MPGK, która zarzuca mi manipulację (nie wiem czy to prezes, bo każdy może się tak podpisać, a poza tym jak to mawiają: „nie jednemu psu Burek”). Osoba ta grozi mi … gniewem czytelników bo nie napisałem, że MPGK też ma status pokrzywdzonego. Tyle, że artykuł dotyczy głównie strat poniesionych przez gminę, a MPGK i gmina to nie jest to samo. To, że w sprawie występuje MPGK jako oskarżyciel posiłkowy po pierwsze nie wyręcza gminy. Po drugie samo w sobie może wzbudzać wątpliwości. Dlaczego? Wśród oskarżonych w sprawie gdzie MPGK jest oskarżycielem posiłkowym jest też były pracownik spółki (były kierownik ZUO), któremu prokuratura zarzuca między innymi oszustwa …na korzyść MPGK. OK, ktoś bardzo chce, żeby ten paradoks nagłośnić i dlatego mnie szturcha w komentarzach? W sumie trudno mi uwierzyć, żeby to sam pan prezes pisał, bo od tamtej pory widywaliśmy się wielokrotnie, zawsze był miły, uśmiechnięty i nigdy niczym nie groził, ani nawet nie wspominał. Przecież nieraz miał okazję w kuluarach powiedzieć, co mu leży na wątrobie, a nie komentarze wypisywać o jakimś „gniewie”. Ba, przecież jest tryb sprostowania w prawie prasowym, zawsze można spróbować z niego skorzystać, zamiast się wygłupiać w komentarzach. Przecież gdy faktycznie się pomylę, to ani ja, ani redakcja nie ma żadnego problemu by przeprosić i wyjaśnić, wszak „błądzić jest rzeczą ludzką”, a czytelnikom należy się informacja rzetelna. Kto mnie zna, to wie, że np. jeszcze współpracując z poprzednia redakcją starałem się naprawić błąd koleżanki, która niechcący zaszkodziła dobremu imieniu jednej z krośnieńskich szkół (przez te wszystkie zespoły szkół pomyliła numery).
Taki jeszcze pomysł podrzucę: MPGK i UMK mają też zaprzyjaźnionych dziennikarzy i redakcje, jeżeli ktoś ze spółki uważa, że ja to wszytko źle opisałem, to może niech ktoś bardziej „życzliwy” opisze? Czy może tu jest tak jak ze słynną „sprawą piekarza„, że im ciszej, tym lepiej?

Tymczasem ostatnio ukazał się drugi artykuł (zobaczysz go tutaj), o tej sprawie. Tu już jakieś „anonimki” grzmią o „manipulacji” i domagają się przepraszania za pierwszy artykuł. Żeby było śmieszniej to jeden z nich robi sensację z wklejenia linka do poprzedniego artykułu sugerując, że został on „zakryty przez redakcję”. Ubawiło mnie to serdecznie, bo ten sam link jest przypomniany w komentowanym artykule! Najwyraźniej ktoś podpisujący się jako albo „Wnikliwy Obserwator” nie popatrzył dość wnikliwie, albo próbuje ordynarnej manipulacji uważając innych czytelników za debili.
W tym drugim artykule są nowe wątki, oskarżony były kierownik twierdzi np. że jego zwierzchnicy wiedzieli o sytuacji na zakładzie, a on sam został „wmanipulowany” w odpowiedzialność. Wiadomo, jak oskarżony to może kłamać. Myślę, że warto śledzić dalsze losy tej sprawy i zobaczyć jak materiał dowodowy oceni Sąd, który właśnie ustala stan faktyczny.
Nie wykluczam jednak, że nieprzychylne komentarze pisze ktoś, kto ma pojęcie o tej sprawie i wie jakie jeszcze wątki mogą się pojawić. Może dobrze wie kto jeszcze może być przesłuchiwany? Tym samym przyjmuję, że te bezsensowne zaczepki (np. próba zarzucenia, że redakcja ukrywa artykuł, który właśnie przypomniała) mają na celu podważenie wiarygodności dalszych materiałów, które mogą się jeszcze pojawić w tym temacie, lub jest to próba zniechęcenia mnie do dalszego zainteresowania.
Wspomniałem, ze inni dziennikarze wiedzą, bo tak jest. O tej sprawie nawet padło parę zdań na jednej z sesji Rady Miasta i wiem, ze co najmniej jeden dziennikarz oprócz mnie się tym interesował. Jednak „inni nie piszą”, czyli znak to, że trzeba śledzić i relacjonować.
Przy okazji dodam, że aktualnie z MPGK w Krośnie mam kłopot z uzyskaniem informacji publicznej w innej sprawie. Kombinują i kręcą od miesiąca. Czekam jeszcze do środy, a jak nie to będzie musiała być skarga do WSA. Wkrótce więcej na ten temat na blogu.
Brak komentarzy