„Piekarz H.” z Krosna

Piekarza H. potraktowano w Urzędzie w Krośnie jak przestępcę, chociaż w jego sprawie nie zapadł prawomocny wyrok. Gdy temat „domniemania winy” opisaliśmy w portalu KrosnoCity, odezwał się ktoś apelujący o to by …zaczekać na prawomocny wyrok. Dzisiaj, na podstawie dostępnej wiedzy, próbuję odtworzyć wersje obrony i oskarżenia. Szczególnie z tym drugim jest problem, ale staram się!

Dzisiaj podzielę się troszkę wiedzą i spostrzeżeniami  ze sprawy, którą śledzę od 2010 roku. To co wtedy się wydarzyło, na sesji w marcu, było najbardziej skandaliczną sytuacją, jaką widziałem w historii krośnieńskiego samorządu. W swoich relacjach starałem się pokazywać obie strony konfliktu i ich racje, niestety, jedna ze stron do tej pory nie była zbyt zainteresowana przedstawieniem swojego stanowiska. Chronologię wydarzeń zamieścił portal KrosnoCity.pl: O co chodzi z tym Hejnarem?

Radny Stanisław Czaja, przewodniczył Komisji Geodezji przed sesją w „Puchatku”.

Podwójny skandal w „Puchatku”

O skandalicznej sesji wyjazdowej, która odbyła się w „Puchatku” w marcu 2010 roku przypominałem już kilka razy ( Gdzie będzie Droga G?). Przed głosowaniem pojawiły się poważne wątpliwości co do tego, czy radnych nie wprowadzono w błąd. Zadawane były pytania, kilku radnych chciało wyjaśnień, ale ani prezydent, ani naczelnik, ani przewodniczący rady nie zrobili nic, żeby wyjaśnić. Sytuacja jest jednak podwójnie skandaliczna, mam na myśli zachowanie mediów. Na sali były obecne prawie wszystkie lokalne media, a żaden dziennikarz tematu nie podjął. Nie poinformował swoich odbiorców o tym, w jaki sposób zadziałali ich przedstawiciele, w ich imieniu. Podkreślam, że takie rzeczy się zwykle nie zdarzają, jak są pytania i wątpliwości, to jest dyskusja, wyjaśnienia, a w razie potrzeby przekładanie punktu na później, aż przyjdzie naczelnik, albo prezydent, który będzie mógł odpowiedzieć na pytania. Czasem ogłaszana jest przerwa na ponowne obrady komisji, a w „Puchatku” nic. Dziennikarze to przemilczeli. Z niektórymi o tym rozmawiałem, jeden stwierdził: „to taka niejasna sprawa, po co mieszać i pisać o tym?” Jak to po co? Jeżeli zadaniem mediów jest „społeczna kontrola władzy” i przekazywanie informacji obywatelom, o tym, jak pracują ich przedstawiciele, to takie zachowania też muszą znajdować się w relacjach. Nie tylko uśmiechy i przecinanie wstęgi i podziękowania na placu zabaw czy sali gimnastycznej. Czego kolego nie możesz napisać? Że mieszkaniec przyniósł na sesje dowody na to, że radnych wprowadzono w błąd? Że radny zadawał pytanie o tą sprawę, a nikt nie odpowiedział? Że pomimo braku wyjaśnień zrobiono głosowanie? To tak trudno jest napisać? Gdyby mieszkaniec przyszedł na sesję to właśnie to by zobaczył, a zadaniem mediów jest przekazać mu tę informację. Gdyby sesje były nagrywane w całości, a nagranie publikowane w Internecie, to każdy po  kliknięciu by to zobaczył. Zatem czego kolego nie możesz napisać? Tego co jest w protokole z komisji, która poprzedziła sesję? Ja wiem, że części radnych i niektórym urzędnikom w Krośnie wydaje się, że komisje są jakimiś wewnętrznymi, tajnymi naradami. Są w błędzie. Komisja to obrady „kolegialnego organu przedstawicielskiego” i są jawne, protokoły z komisji moim zdaniem powinny wisieć w BIP-ie, w Internecie, żeby każdy mieszkaniec miał do nich łatwy dostęp. Teraz też jest dostęp, tylko lekko utrudniony, trzeba się zwracać na piśmie, trzeba wiedzieć kiedy interesująca nas sprawa była na komisji (po latach to może być trudne) i w efekcie można sobie poczytać lub dostać marnej jakości kserokopię. No ale można, zatem kolego dziennikarzu, czego nie możesz napisać? Nie możesz zwrócić się o protokół z komisji geodezyjnej, z 25 marca 2010 roku i zacytować co kto powiedział? Czy po lekturze tego protokołu nie widzisz, że władza publiczna potraktowała „piekarza H.” jak przestępcę, pomimo, że nie było w spawie żadnego wyroku? Nie możesz pojechać na ul. Wyszyńskiego i zobaczyć w jakiej odległości od domów przebiegać ma „nowa trasa drogi G”, a o czym nie mówi się podczas komisji? Nawet nie musisz jechać… włącz sobie google maps albo  geodezyjny system informacyjny dostępny na www.krosno.pl i zobacz nie ruszając się z domu. Taki problem jest poinformować mieszkańców, że na podstawie nieprawdziwych, nie sprawdzonych, informacji podjęto uchwałę dotyczącą sposobu realizacji wielomilionowej inwestycji, a skutkiem może być wypłata nawet kilkumilionowego odszkodowania? Zrobiono to w imieniu mieszkańców, na ich koszt, to dlaczego nie mają wiedzieć? Ja np. nie życzę sobie, żeby w imieniu gminy Krosno (czyli również moim) , wygłaszano przed sądem bolszewickie teksty o tym, że „oskarżony nie udowodnił swojej niewinności”. Ja chcę żyć w mieście, w którym, zgodnie z prawem, obowiązuje domniemanie niewinności. Niestety sprawa „piekarza H.” pokazuje, że mamy domniemanie winy.

Radni: Bogumiła Romanowska i Wojciech Kolanko podczas sesji w „Puchatku”. Chcieli wyjaśnień, nie dostali odpowiedzi.

Czego jeszcze nie możesz napisać kolego dziennikarzu? Pewnie, że urząd przedstawiał nieprawdziwe zarzuty? To jest udokumentowane, a ostatnio przed sądem potwierdzili to świadkowie. Jeden przykład:  prezydent donosił na „piekarza H.”, że ten prowadzi roboty budowlane, których nie zgłosił. Okazało się, że zgłoszenie robót było, przyjęte i podbite przez …prezydenta Krosna. W historii tej sprawy jest już cała seria nieprawdziwych zarzutów przedstawianych w imieniu mieszkańców, a później umarzanych. Nawet jednego nie możesz opisać, skoro zostało wyjaśnione i umorzone? Jak to się dzieje, kolego dziennikarzu, że jak jest sprawa z marginesu społecznego, np. jakieś zabójstwo przy alkoholowej libacji, to na sali sądowej jest pełno dziennikarzy, temat trafia na pierwsze strony, a jak sprawa dotyczy oskarżeń stawianych piekarzowi, w imieniu wszystkich mieszkańców, to sala jest praktycznie pusta? Wiem, że tam w „Puchatku” ten temat zainteresował przynajmniej niektóre media. Gdy piekarz H. został radnym Krosna, to w jednej z publikacji ukazało się jego zdjęcie, co do którego na 99% jestem przekonany, że zrobione było właśnie w marcu 2010 na tej skandalicznej sesji w Puchatku. Ktoś  zwrócił uwagę na piekarza H. i jego sprawę, zrobił mu zdjęcie, ale publikacji z tego nie było, jakiś szlaban?

Jeszcze jedna osoba bardzo ciekawe rzeczy mi mówiła o tej sprawie, a brzmiało to tak: „K***a, nie piszcie o tym, nie przed wyborami! Zobacz, inni nie piszą!” No tak, mieszkańcy mogą się ewentualnie dowiedzieć, co robią ich przedstawiciele, ale dopiero jak przedłużą „kontrakt”. Odpowiedziałem, że „Przecież mieszkańcy mają prawo wiedzieć, a to co zrobiono w Puchatku, to było świństwo”. Na to dostałem odpowiedź: „Wiesz jak to jest, jak drwa rąbią, to wióry lecą…” Ciekawe prawda?

O co w tym chodzi? Jakie są wersje?

Obrona:

Zajmując się tym tematem przez prawie 3 lata próbowałem między innymi ustalić o co chodzi Urzędowi. O tym za chwile, najpierw wersja obrony, bo tu jest przynajmniej jakiś logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, a wersja nie zmienia się, pomimo zmiany zarzutów. Wersja „piekarza H.” jest dość prosta i spójna, on twierdzi, że uzyskał zezwolenie na budowę piekarni, bo chciał budować piekarnię. Następnie rozpoczął prace budowlane, początkowo własnymi siłami, przygotowując teren, na którym chciał wznieś piekarnię. Równocześnie uiszczał opłatę za zamianę działki rolniczej, na działalność gospodarczą, bo chciał prowadzić działalność gospodarczą – piekarnię. Jak się okazało pierwszy raz usłyszałem o nim gdy byłem początkującym dziennikarzem, w 2004 roku. Nawet nie wiedziałem jak się ten piekarz nazywa, dopiero później, w 2010 skojarzyłem dwa różne wątki. Pewna osoba powiedziała mi wtedy, że „jest problem w pobliżu nowego cmentarza, Urząd dokonał pochówków poza granicą cmentarza, a teraz chce przesunąć granice, a tam facet buduje piekarnię i jak zmienią granice, to na niego przesunie się strefa ochronna i nie będzie mógł otworzyć piekarni. Czy ty byłbyś zainteresowany opisaniem tej sprawy?” – osoba, która mi to powiedziała, miała mnie skontaktować tym piekarzem. Do spotkania czy kontaktu telefonicznego nie doszło, bo sprawa została rozwiązana, piekarnia nie była zagrożona i „nie ma już po co tematu ruszać”. No to nie ruszałem, skoro doszli do porozumienia, to po co się mieszać?

Facet buduje piekarnię, a Urząd widzi tu dobre miejsce na drogę.

Okazało się po latach, że „facet co buduje piekarnię” i „piekarz H”, który przyszedł na sesję w marcu 2010 to ta sama osoba. Wtedy w 2003/2004 obawiał się, że gdy zakończy inwestycje, ktoś wymierzy strefę ochronną od nowej granicy cmentarza, okaże się, że strefa np. zahacza gdzieś o róg budynku i SANEPiD nie pozwoli otworzyć gotowej piekarni. Dalej piekarz H. twierdzi, że pracował pomału, własnymi siłami (ew. z pomocą braci), żeby obniżyć koszty, nie spieszył się też bo było duże zamieszanie w związku ze zmianą przepisów przy wejściu do Unii Europejskiej – Mogło się okazać, że będę musiał zmieniać projekt, wolałem się nie spieszyć – powiedział mi oskarżony piekarz H. Jak twierdzi, dokonał wyrównania terenu, usunął stary silos do gaszenia wapna i płytę po budynku gospodarczym, która kolidowała z dojazdem do inwestycji. W międzyczasie prowadził korespondencję z Urzędem Miasta np. w sprawie podziału działki, czy zrobienia drogi zjazdowej. W pismach pojawia się określenie „dla powstającego zakładu”.  W efekcie, w 2008 roku, nowy kierownik budowy, przejął teren w pełni przygotowany do realizacji właściwej części zadania: wykopów, wylania fundamentów, wznoszenia ścian itd. Przez cały czas prace nadzorował kierownik budowy, doglądał wykonywane prace. To jest wersja obrony, według której piekarz H. uzyskał zezwolenie na budowę piekarni i prowadził prace, bo chciał zbudować piekarnię.

Oskarżenie:

I tu jest problem, bo Urząd zawiadamiający o możliwości popełnienia przestępstwa, dostarczający świadków i dowody, występujący jako oskarżyciel posiłkowy, odwołujący się od decyzji o umorzeniu sprawy i od uniewinniającego wyroku, unika udzielania odpowiedzi, odmawia komentarza (np. w 2011 roku) i wyjaśnień. Aktualnie redakcja KC czeka już od 2 tygodni na odpowiedzi na pytania zadane w tej sprawie. Niestety, wersję oskarżenia mogę najwyżej próbować odtworzyć na podstawie dostępnych pism i wypowiedzi przed sądem.

Według tej wersji piekarz H. dostał zezwolenie na budowę, jednak początkowo Urząd twierdził, że w ogóle nie zgłosił robót, ani ich nie rozpoczął. Jest to o tyle zaskakujące, że zgłoszenie robót nastąpiło w Urzędzie Miasta, podbite przez „prezydent miasta Krosna”. Ta początkowa wersja jest dość ciekawa, bo wg. niej piekarz H. to jakiś kompletny szaleniec, wcale nie chciał być prawdziwym piekarzem, z własną piekarnią, a tylko chciał kolekcjonować zezwolenia i uiszczać opłaty. Późniejszą korespondencję z Urzędem, w sprawie „drogi do powstającego zakładu” prowadził widocznie z nudów i dla zabawy. Ta wersja szybko upadła, między innymi dlatego, że Nadzór Budowlany potwierdził fakt zgłoszenia robót, a prokuratorskie śledztwo ustaliło, że jednak inwestor rozpoczął prace poprzez geodezyjne wytyczenie terenu pod budowę i nie bardzo jest jak to podważyć. Tu jest zastanawiające, jak w ogóle powstała wersja o tym, że „nie zgłosił rozpoczęcia robót”. Czy to możliwe, że zmieniając plany drogi, nie sprawdzono, jakie zezwolenia na budowę, jakie zgłoszenia rozpoczęcia robót są na nowej trasie? Jeżeli tego nie sprawdzono, to skąd pomysł, że miało być „taniej”, jeżeli nawet nie wiadomo, jakie odszkodowania, za jakie inwestycje trzeba wypłacić? A jeżeli sprawdzono, to czy to znaczy, że świadomie i z premedytacją, prezydent złożył fałszywe zawiadomienie do Nadzoru Budowlanego? Miedzy innymi tę kwestię maja wyjaśnić odpowiedzi na pytania, jakie zadała redakcja KrosnoCity.pl UM Krosna.

„Piekarz H.”, czyli Janusz Hejnar przed Sądem w Krośnie

W każdym razie ta wersja szybko padła. Była kolejna, że piekarz H. uzyskał zezwolenie, rozpoczął roboty, uiszczał opłatę za zamianę przeznaczenia terenu, ale przerwał inwestycję, na ponad 2 lata, bo wcale nie chciał być piekarzem z własną piekarnią. Jaki miałby mieć w tym motyw? Zagadka. Wiadomo za to, że w tym czasie usunął płytę po dawnym budynku gospodarczym. Tu jest mój ulubiony fragment tej wersji. Okazuje się, że piekarz H. przerwał prace nad piekarnią (pomimo, że dalej płacił za zamianę przeznaczenia terenu!), ale w tym samym czasie wykonywał inne roboty, nie związane z inwestycją. Tak, tak, to usłyszałem w sądzie, ze strony oskarżenia, jeszcze w poprzednim procesie: ponieważ płyta nie znajduje się w obrębie nowego budynku, to jej usunięcie nie było związane z przygotowaniem terenu pod budowę. Szanowny czytelniku, urzędnik wie lepiej od inwestora, od kierownika budowy i od osoby wykonującej prace na budowie, co jest związane z budową, a co nie. Za to Hejnar jest tak głupi, że zamiast prowadzić inwestycje, wykonuje inne roboty, do niczego nie potrzebne, ale na tej samej działce. Jest to straszny łamaniec myślowy, ale najwyraźniej tak to musiało wyglądać zdaniem oskarżyciela posiłkowego, występującego w imieniu wszystkich mieszkańców Krosna. W innym wypadku wypadałoby przyjąć, że piekarz H. jednak tej budowy nie przerwał… Przepraszam, nie ta wersja, teraz oskarżamy.

Prezydent Krosna, Piotr Przytocki, w sprawie „Piekarza H.” reprezentowany jest jako oskarżyciel posiłkowy.

W wersji oskarżenia zagadką jest to co działo się z dziennikiem budowy o ile obrona po prostu twierdzi, że kierownicy budowy wpisywali na bieżąco wykonywane prace, to zdaniem oskarżenia wpisy „budzą wątpliwości”. Początkowo twierdzono, że „Hejnar znalazł sobie kierownika budowy, który uzupełnił dziennik”, to znaczy, zarzucano, że w 2008 roku, kierownik, pan Ludwik, wpisał do dziennika prace, które rzekomo były wykonywane we wcześniejszych latach, w tym rozpoczęcie prac (Urząd twierdził, ze przed 2008 rokiem nie zrobiono nic, nawet nie rozpoczęto budowy), a faktycznie nie miały miejsca. Ta wersja upadła, choćby dlatego, że pan Ludwik zachorował i przed 2008 rokiem opuścił Krosno, stracił kontakt z piekarzem H (do tego stopnia, że Hejnar myślał, że pan Ludwik nie żyje i nie zpłacił mu za nadzór prowadzony nad budową). Na dodatek, niezależnie potwierdzono dwa fakty: prace na budowie zostały rozpoczęte, a wpisów do dziennika dokonywał jednak pan Ludwik.

Wersję zmieniono na bardziej karkołomną: Hejnar rozpoczął budowę, ale przerwał ją na dłużej niż dwa lata. Co prawda uiszczał opłatę za zmianę przeznaczenia terenu, korespondował z Urzędem na temat „powstającego zakładu”, a nawet prowadził inne prace na tej samej działce (patrz usuniecie płyty opisane wyżej) , ale nie prowadził budowy, a jedynie namawiał (podżegał) kierownika budowy, do wpisywania na bieżąco nieprawdy. Tę wersję badał sąd rejonowy w poprzednim procesie, zakończonym wyrokiem uniewinniającym.

W efekcie zmieniono zarzut na mniej banalny, teraz wersja wygląda mniej więcej tak: Hejnar rozpoczął budowę, ale przerwał na dłużej niż dwa lata. Co prawda uiszczał opłatę za zmianę przeznaczenia terenu, korespondował z Urzędem na temat „powstającego zakładu”, a nawet prowadził inne prace na tej samej działce (patrz usuniecie płyty opisane wyżej) , ale nie prowadził budowy. Podczas kontroli nadzoru budowlanego posłużył się dziennikiem budowy „który to dziennik poświadczył nieprawdę”. Przy tym nikt już nie zajmuje się tym, w jaki sposób i kto wprowadził nieprawdziwe informacje do dziennika budowy. Poświadczył nieprawdę, budowa jest nielegalna, nie powstanie ponad 30 miejsc pracy, człowiek będzie zrujnowany, bez odszkodowania i na ch*j drążyć?

Motyw, jaki jest motyw?

Urząd Miasta Krosna, tutaj zwykle obradują Radni.

Jaki jest motyw działania oskarżonego? Czym się kierował starając się o zezwolenie i prowadząc budowę? Obrona odpowiada krótko i prosto: uzyskał zezwolenie na piekarnie, rozpoczął budowę i kontynuuje ją, bo chce wybudować piekarnie i piec pieczywo. Tylko czy to może być tak banalne? Oskarżenie twierdzi, że nie. Początkowo, gdy twierdzono, ze przed 2008 rokiem nie wykonano żadnych prac, oskarżano piekarza H. o to, że zaczął budowę, gdy dowiedział się o zmianach w planie przebiegu drogi G. Jak wiemy, ta wersja padła. Teraz jest mniej więcej tak: piekarz H. rozpoczął budowę, ale przerwał na ponad 2 lata, w międzyczasie w jakiś niezidentyfikowany sposób wszedł w posiadanie dziennika budowy „poświadczającego nieprawdę” (aktualnie nikt nie zadaje sobie trudu by wskazać kto i kiedy miał dokonać rzekomego sfałszowania dokumentu). Budowę wznowił w 2008 bo dowiedział się, że tamtędy pójdzie droga G, a on chce wyższe odszkodowanie.

Z tym motywem jest pewien problem, a nawet kilka problemów. Możliwe że coś się wyjaśni gdy (jeśli) otrzymam odpowiedzi na pytania skierowane do Urzędu Miasta. Sprawa pierwsza: zmiana trasy drogi w Studium nastąpiła dopiero w 2010 roku. To jest podstawowy dokument planistyczny, inne muszą być z nim zgodne. Dopiero po zmianie w Studium można wprowadzić drogę do miejscowego planu zagospodarowania, uzyskiwać decyzje środowiskowe, robić projekty. Jeżeli dobrze rozumiem, to przed 2010 to była najwyżej „koncepcja zmiany trasy drogi”. Piekarz H. musiałby zatem przewidzieć przed 2008 rokiem, że koncepcja się zmieni, zgromadzić stosowną dokumentację: zezwolenie na budowę, zgłoszenie rozpoczęcia robót i dziennik budowy potwierdzający jej prowadzenie. Ponadto, najpóźniej w 2008 musiał przewidzieć, że ta koncepcja będzie zaakceptowana i zrealizowana w możliwie krótkim terminie, żeby opłacało się robić „inwestycje pod odszkodowanie”. Oskarżony rzekomo zrobił to wszystko, a nawet mu się nie chciało machnąć łopatą (żeby faktycznie przedłużyć zezwolenie), zamiast tego wykonywał inne, ciężkie prace, na tej samej działce, ale nie związane z budową (usuniecie płyty, które wg. obrony było co prawda związane z budową, ale kto by im wierzył). Termin realizacji też jest istotny, bowiem, jeżeli chodzi o odszkodowanie, to znaczy, że jasnowidz H. przewidział, że inwestycja pójdzie szybko. Dla porównania w Krośnie zaplanowano np. ulicę „Łukasiewicza II” czy ulicę Skrajną i te pomysły nie są realizowane od kilkudziesięciu lat.

Kolejny problem, to fakt, że piekarz H. podejmuje działania przeciwko prowadzeniu drogi przez jego działkę. Przekonuje, że to będzie za drogo, alarmuje, że radni podejmują decyzje na podstawie nieprawdziwych informacji, co więcej, jego słowa mają potwierdzenie w dokumentach. Informuje prezydenta na piśmie, że uchwała była podjęta z naruszeniem prawa, wzywa radnych do uchylenia uchwały itd. Na dodatek jest przekonujący, bliski przekonania większości Rady. To troszkę nie pasuje do wizerunku osoby, która zainteresowana jest tym, żeby zgarnąć odszkodowanie, a nie zbudować piekarnię. Przecież, jak powstrzyma budowę drogi przez swój teren, to nie będzie miał szans na odszkodowanie, prawda?

Za to inna osoba jest wyraźnie zainteresowana zmianą trasy drogi na piekarnię Hejnara.

Przewodniczący Rady, Stanisław Słyś, po katolickiej „święconce” na Rynku

Przewodniczący Rady Miasta, Stanisław Słyś brał udział w obradach komisji geodezyjnej przed sesją w „Puchatku” w 2010 roku. Był jedną z tych osób, które przekazywały radnym informacje niezgodne z prawdą, przekonywał przy tym, że nowa trasa będzie bardziej korzystna (potwierdza to protokół z 25 marca 2010). To Stanisław Słyś przewodniczył obradom w „Puchatku” i to on zarządził głosowanie, pomimo braku wyjaśnień odnośnie nieprawdziwych informacji podawanych na komisji, pomimo braku odpowiedzi na pytania od radnych. To Stanisław Słyś nie był zainteresowany stanem faktycznym, gdy Janusz Hejnar zwrócił się do Rady Miasta o zmianę uchwały, bo ta w marcu 2010 była podjęta na podstawie nieprawdziwych informacji. Tymczasem piekarz H, od samego początku, od pierwszych przesłuchań, składając też oświadczenia w sądzie twierdzi, że poprzedni przebieg drogi znajduje się pobliżu zabudowań rodziny Stanisława Słysia, przewodniczącego Rady Miasta, który dąży do zmiany trasy drogi, zdaniem „Piekarza H”, zmiana trasy drogi to „rodzinny interes przewodniczącego”. Oficjalnie zmianę trasy tłumaczy się tym, że „będzie taniej”. Tylko czy będzie tak faktycznie, jeśli trzeba będzie wypłacić odszkodowanie za piekarnię?

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Yeri 6 lutego 2013 Odpowiedz

    No tak śledząc historię tej afery na KrosnoCity byłem przekonany, że ktoś z władz miejskich musi mieć jakiś interes w zmianie przebiegu trasy, skoro tak się tego czepił i tak robi się Hejnarowi „pod górkę”. Parę razy w komentarzach pytałem o co może tu chodzić, coś tam mi niejasno sugerowano, ale w końcu wiem o co chodzi.
    Hehh, stawianie tak wydumanych oskarżeń na podstawie tak wydumanych dowodów powinno być karane, a domaganie się udowodnienia niewinności świadczy, że ktoś pomylił epoki.

  • duch burka 6 lutego 2013 Odpowiedz

    ale jaja !

    to afera na cała Polskę !

    • 15 listopada 2013 Odpowiedz

      Proponuję przypomnieć, nagłośnić przed kolejnymi wyborami – przecież będą 😉

  • znawca z koziej wolki 15 listopada 2013 Odpowiedz

    Wladze w Krosnie biora w lape nie od dzisiaj. Ucza sie od najlepszych z Warszawy jak pod stolek gruba gotowke przyjmowac.

  • Lukasz 15 listopada 2013 Odpowiedz

    Piotr, super że to śledzisz i o tym piszesz! Gratuluje wytrwałości bo niestety to trochę walka z wiatrakami, ale walczyć trzeba, przynajmniej na ile sił starczy. Szkoda tylko że reakcja ze strony mieszkańców jest zerowa, ale trzeba o tym mówić i to nagłaśniać żeby ludzie wiedzieli co władza wyrabia.

  • wer 18 listopada 2013 Odpowiedz

    Piotrze wydaje mi się, że tzw. „domniemanie niewinności” obowiązuje li tylko w procesie karnym, w toku postępowania. Częstym jest błąd, który rozszerza domniemanie niewinności na każdą inne sferę życia.

  • Piotr 18 listopada 2013 Odpowiedz Author

    Ależ nie! Domniemanie niewinności polega na tym, że każdego oskarżonego o popełnienie czynu zagrożonego karą uważa się za niewinnego do czasu udowodnienia mu winy zgodnie z ustawą.
    Jeżeli Piekarza H. oskarżono to i tak, dopóki nie zostanie skazany nie można traktować go jak winnego. Tymczasem Urząd i Rada Miasta podjęły decyzję w sprawie zmiany trasy drogi tak, jakby Piekarz H. już był skazany. To potwierdza protokół z komisji z 2010 roku. Padają tam argumenty, że budowa jest nielegalna, pomimo, że nie było jeszcze żadnego wyroku w sprawie.

    Art 42 Konstytucji jest jasny: „każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu” tymczasem krośnieński samorząd potraktował Piekarza H. jak winnego, bez wyroku. Założono, że jego inwestycji po prostu nie ma na trasie planowanej drogi.

    Proszę zwrócić uwagę jaka awantura była w związku z „domniemaniem winy” Doktora G. W przypadku Piekarza H. sytuacja jest podobna, tyle, że nie chodzi o konferencję prasową, tylko o podjęcie uchwały.

  • wer 19 listopada 2013 Odpowiedz

    Każdego oskarżonego uważa się za niewinnego w procesie karnym. I tyle. W postępowaniu administracyjnym ta zasada nie obowiązuje, ergo – Rada Miasta podjęła decyzję taką, jaką jej pasowała, bez naruszenia domniemania niewinności. A czy ta decyzja była słuszna to już zupełnie inna sprawa.

  • Yeri 20 listopada 2013 Odpowiedz

    Hm, a przypadkiem postępowanie administracyjne nie jest od innych spraw niż uznawanie kogoś za winnego/niewinnego i nie powinno bazować w tych kwestiach na ocenie Sądu?? I dopóki ów Sąd nie uzna czyjejś winy traktować go jak niewinnego??

  • Piotr 20 listopada 2013 Odpowiedz Author

    Dokładnie tak Yeri. Radnych poinformowano, że Piekarz H. prowadzi budowę nielegalnie (nie było wyroku) oraz dodano, że ma wstrzymana budowę (co było nieprawdą). Przed jakimkolwiek wyrokiem sądu podejmowano decyzje tak, jakby już był skazanym przestępcą. Inna sprawa, że Piekarz H. nie był powiadomiony o tym posiedzeniu i nawet nie mógł zdementować nieprawdziwych oskarżeń na swój temat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook