To żaden news. „Kryzys państwa prawa” w Polsce trwa już ponad 10 lat. Teraz mamy kolejna odsłonę i nic nie zapowiada rozwiązania. Przeciwnie, to eskaluje…
Czy Karol Nawrocki powinien odebrać ślubowanie od wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego? Czy brak odebrania ślubowania oznacza, że nie mogą pełnić obowiązków? Co znaczy słowo „wobec”? To pytania powracające w mediach i ankietach sondażowni. Prawnicy, w tym Prezes Trybunału Konstytucyjnego oraz Minister Sprawiedliwości mają bardzo różne zdania i argumenty. Instytuty badając opinię publiczną zadają pytania o to randomowym Polakom. To cóż szkodzi, że jako działacz na rzecz Praw Człowieka, praworządności i przestrzegania Konstytucji też się wypowiem? Ano pewnie nic nie zaszkodzi.
Na wstępie zaznaczam, że nie jestem fanem obecnego rządu. Ba, pozostaję bardzo krytyczny wobec tego, jakie są priorytety i metody tego rządu. To może być ważny „disclaimer”.
Polskie prawo ogólnie rzecz biorąc w wielu kwestiach jest nieprecyzyjne, a tworząc podstawowe zasady ustroju nie zadbano o wyraźny podział kompetencji. To się mści. I w sumie o tym jest ten tekst.
Początek kryzysu
Sejm VII kadencji (z większością Platforma Obywatelska–PSL), tuż przed utratą władzy w 2015 roku wybiera 5 sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. W tym „dwóch „na zapas”, chociaż powinni być wybrani przez kolejną kadencję.
Sejm działał w ramach swojej kadencji i miał prawo wybierać sędziów na miejsca, które wygasały w czasie tej kadencji. A w listopadzie, czyli jeszcze w tej kadencji Sejmu, akurat upływały terminy kadencji trzech sędziów. Terminy kolejnych dwóch upływały już w grudniu, czyli przypadało to na kolejna kadencję Sejmu.
Politycznie wyglądało to bardzo źle, jak „skok na Trybunał” i próba zabezpieczenia wpływu na TK na przyszłość.
Jednak Sędzia Trybunału Konstytucyjnego „składa ślubowanie wobec Prezydenta”. Równolegle Platforma przegrała wybory Prezydenckie, a „na Straży Konstytucji” stanął Andrzej Duda.
Nowy Sejm dodatkowo wprowadził poprawki do ustawy o TK, w tym kontrowersyjny zapis, że „złożenie ślubowania przed Prezydentem rozpoczyna bieg kadencji sędziego TK”.
Połączenie tych elementów pozwoliło Andrzejowi Dudzie zablokować objęcie miejsc w Trybunale przez sędziów wybranych większością PO-PSL. Tylko, czy mógł to zrobić?
Jakie znaczenie ma „wobec”
Zatrzymajmy się tu na chwilę, jakie znaczenie ma „ślubowanie wobec prezydenta”? Zapis o ślubowaniu wobec prezydenta jest dość stary. Był już w wersji ustawy z 1997 roku. Został też wprowadzony w ustawie przyjętej za rządów PO-PSL w 2015 i dodatkowo „wzmocniony” poprawką przyjętą za rządów PiS po wyborach w 2015.
Tyle, że poprawka PiS okazała się nie tylko kontrowersyjna, ale i nielegalna. Dlaczego? Bo zgodnie z Konstytucją to Sejm wybiera sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Uzależnienie rozpoczęcia kadencji od ślubowania przed prezydentem oznacza w praktyce możliwość „wetowania” przez Prezydenta wyboru Sejmu. Czyli Sejm wybiera Sędziów, ale tylko takich, na których jednoosobowo zgodzi się prezydent, bo inaczej ten nie odbierze ślubowania.
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 3 grudnia 2015 r. (K 34/15) uznał, że ten przepis jest niezgodny z Konstytucją. Podkreślił, że ślubowanie ma charakter formalno-inauguracyjny, a nie kreujący mandat, dlatego Prezydent nie może wpływać na moment rozpoczęcia kadencji. Gdyby ślubowanie uruchamiało bieg kadencji, Prezydent dostałby realny wpływ na skład TK, choć Konstytucja mu takiej kompetencji nie daje. Tu wchodzi kwestia hierarchii aktów prawnych. Jak to można wyjaśnić? Wybór Sędziów jest uprawnieniem Sejmu przyznanym na poziomie Konstytucji. Akt prawa niższego rzędu, czyli ustawa, nie może tego wyboru ograniczać.
Dyskusje o znaczeniu słowa „wobec” są tu całkowicie drugorzędne. Sejm wybrał Sędziów, a ślubowanie nie jest niezbędne do rozpoczęcia ich kadencji. To wynika z hierarchii aktów prawnych: ustawa o TK nie może ograniczać zapisu w Konstytucji. To są podstawy na poziomie lekcji WOS, na dodatek w tej konkretnej sprawie potwierdzone wspomnianym już wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego.
Niezły bigos
Andrzej Duda wykorzystał jednak wspomniane „wobec” do zablokowania „nielegalnych sędziów”… ale nie tylko ich! Nie odebrał ślubowania żadnej z 5 osób wybranych przez Sejm VII kadencji. Zablokował 2 osoby „nielegalne”, faktycznie nie weszły do TK (co było zgodne z późniejszym wyrokiem TK) i 3 osoby „legalne”, które również nie objęły stanowisk (co TK uznał za naruszenie Konstytucji).
Czy musiał tak zrobić? Jak widać nie, bo sam TK uznał wybór dwóch sędziów za nielegalny.
Tymczasem Sejm z większością PiS wybrał kolejnych 3 sędziów, ci zostali zaprzysiężeni „wobec prezydenta” i zajęli miejsca w TK, ale były to miejsca, które według TK były już wcześniej prawidłowo obsadzone.
Pomimo usunięcia nielegalnego zapisu z ustawy, w praktyce to i tak działa w ten sposób, że Andrzej Duda poprzez przyjęcie ślubowania zweryfikował skład Trybunału wybieranego przez Sejm, „wetując” trzech sędziów.
W efekcie na miejsce trzech prawidłowo wybranych sędziów wybrano kolejnych trzech sędziów. Od jednej trójki Duda nie odebrał ślubowań, a od drugiej odebrał. I ta druga trójka orzeka w Trybunale.
Co to znaczy? Przepis został wykreślony jako „niezgodny z Konstytucją”, ale w praktyce jakby nadal funkcjonował. Bo to Prezydent zweryfikował którzy sędziowie wybrani przez Sejm naprawdę będą w TK, a sam TK to przyjął jak fakt dokonany. Przepis o ślubowaniu posłużył do „zawetowania wyboru sędziów”. To było dekadę temu, teraz nieprawidłowości będą się tylko utrwalać.
Organ władzy wykonawczej, jakim jest Prezydent, zaingerował w uprawnienia organu władzy ustawodawczej co do wyboru członków władzy sądowniczej. I to na bardzo wysokim szczeblu.
Dokładka bigosu
W efekcie po zmianie władzy na rządy Koalicji Obywatelskiej nie wszystkie wyroki TK są publikowane (wcześniej, w 2016 podobną praktykę stosował rząd Beaty Szydło).
Rząd (Premier) stwierdza, ze konkretne wyroki nie są wyrokami TK, ze względu na skład orzekający. Jaki jest z tym problem? Władza wykonawcza, w postaci rządu, nie posiada uprawnień do weryfikowania składu Trybunału, ani oceniania jego uprawnień. …a Premier właśnie sobie takie uprawnienie przyznał.
W ogromnym uproszczeniu, to wygląda tak, że organ władzy wykonawczej przyznał sobie uprawnienie do oceny które wyroki TK są godne uznania.
Czy to coś zmienia? Teoretycznie nie, bo wyrok obowiązuje od chwili ogłoszenia, a nie publikacji. Jednak w praktyce brak publikacji utrudnia stosowanie wyroku, a część sądów nie uwzględnia w orzecznictwie niepublikowanych wyroków. Mamy więc obok siebie dwa porządki prawne… albo jeden bigos prawny, w którym wszystko zaczyna się już mocno mieszać i przegryzać.
Jeszcze więcej bigosu
Kolejne zamieszanie wywołał Prezydent Nawrocki, który nie odebrał ślubowania od kolejnych sędziów w ostatnich tygodniach, już w 2026 roku. Prezes TK nie dopuszcza do obowiązków sędziów od których Prezydent nie odebrał ślubowania.
Zgodnie z Konstytucją i wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, to nie powinno mieć znaczenia. Kadencja sędziów rozpoczęła się gdy zostali wybrani. Jednak w praktyce brak ślubowania utrudnia, czy wręcz uniemożliwia im podjęcie obowiązków.
Zrobiono co prawda scenę ślubowania „wobec prezydenta”, ale bez jego obecności, acz tego nie chce uznać prezes TK.
A teraz robimy żurek
Tu wkracza Minister Żurek. W związku z tym, że brak ślubowania utrudnia objęcie stanowisk leganie wybranych Sędziów, Pan Minister uruchamia przepisy karne. Wymierzone nie w Prezydenta czy Prezesa TK, którzy mają immunitety, a w osoby z otoczenia Prezydenta o „pomocnictwo lub współudział w niedopełnieniu obowiązków przez prezydenta poprzez doradzanie mu, żeby nie odebrał ślubowania od sędziów TK”.
Żurek polecił wszcząć postępowanie karne wobec doradców i urzędników, którzy mieli wpływać na decyzję prezydenta. To miałby być współudział w „niedopełnieniu obowiązków” i „przekroczeniu uprawnień”.
Logiczne? Poniekąd. Skoro Prezydent nie odebrał ślubowania, to nie dopełnił obowiązku.
Tyle, że ten kij ma dwa końce. Trzeba będzie dowieść, że istnieje taki obowiązek, a nie ma przepisu, który wskazywał by na to wprost. Jest sformułowanie w wyroku TK z 2015, ale i ono pozostawia furtkę do „opóźniania”. Żaden przepis nie definiuje wprost ani terminu, ani sankcji za jego przekroczenie, ani nie definiuje co dzieje się jeśli prezydent nie odbierze ślubowania. Ale i bez tych przepisów można postawić zarzuty i żądać ukarania, pod warunkiem, że działanie (lub jego brak) spowodowało szkodę dla interesu prywatnego lub publicznego.
No właśnie. Czy spowodowało?
Po pierwsze, to Prezes TK nie dopuszcza sędziów do pracy, a nie osoby „z otoczenia Prezydenta”, a przecież zgodnie ze wspominanym już kluczowym dla sprawy wyrokiem (K 34/15) ślubowanie wobec prezydenta „nie rozpoczyna biegu kadencji”.
Po drugie, (podobno) przeprowadzono ślubowanie „wobec Prezydenta”, ale bez jego obecności, które politycy rządzącej koalicji uznają za spełniające ustawowy wymóg.
Żeby uznać, że „otoczenie prezydenta” popełniło przestępstwo przyczyniając się do braku skutecznego ślubowania, trzeba przyjąć punkt widzenia, że ślubowanie jest niezbędne dla objęcia funkcji, a zarazem że ślubowanie w Sejmie było nieskuteczne i nie spełnia tego warunku. To wywraca narrację rządzącej koalicji. Zatem czy politycy, w tym Marszałek Sejmu, którzy zorganizowali ślubowanie „wobec Prezydenta”, ale bez udziału prezydenta przekroczyli swoje kompetencje? I czy sędziowie wybrani przez Sejm są już sędziami, czy potrzebują jeszcze namaszczenia Prezydenta? Narracja rządzącej większości stała się niespójna i wewnętrznie sprzeczna. Chyba, że o to chodzi, żeby podejrzani w wyjaśnieniach powiedzieli „no przecież Sejm wybrał i to już się liczy”…
Wejście z prokuraturą i przepisami karnymi w kwestie sporów kompetencyjnych, to nowy rozdział i raczej nie sposób na normalizację sytuacji.
Skoro ludzi z kancelarii Prezydenta można ścigać za „ułatwienie nieprzyjęcia ślubowania”, to po zmianie władzy ludzie z kancelarii Premiera będą ścigani za „ułatwienie niepublikowania wyroków”?
To tez jest ciekawe, że działaniami prokuratury uderza się nie w kluczowe figury, ale w „otoczenie”, w pracowników i doradców. Bo kluczowe figury mają immunitet.
Ryba psuje się od ogona?
Czy ryba psuje się od głowy, czy od ogona? Kryzys państwa prawa na najwyższych szczeblach państwa raczej nie pomaga zachowaniu praworządności na tych najniższych. Jednak ryba może psuć się też od ogona. Dzisiejsi posłowie, senatorowie i ministrowie, to ludzie, którzy kariery polityczne zaczynali na szczeblu radnych osiedli, miast, gmin, czy Sejmików. Wielu z nich było wójtami, urzędnikami różnych szczebli. I w dotychczasowej karierze nauczyli się ignorowania przepisów i działania zgodnie z zasadą „widzi misie”. To jest coś co bez przerwy przerabiam z lokalnym samorządem: uchwała sprzeczna z ustaw, regulamin sprzeczny z konstytucją, samorząd działający według wykreślonych przepisów, wojewoda używający nieaktualnego kpa, radca prawny urzędu zapewniający, że jak w przepisach nie ma wprost sankcji, to znaczy, że nie trzeba przestrzegać, przypisywanie pojedynczej osobie kompetencji Jednostki Pomocniczej Samorządu na drodze zarządzenia prezydenta… Mnóstwo tego jest. Ludzie przyzwyczajeni do takich standardów przenoszą swoje nawyki do Sejmu i Rządu. To jak to ma działać?
Spór plemienny
Weszliśmy na etap „sporu plemiennego”, gdzie także obywatele oceniają prawidłowość działań polityków przez pryzmat sympatii politycznych, a nie logiki, czy zasad prawa.
A kryzys już stał się normą. Dzisiejsi maturzyści uczyli się czytać, gdy w 2015 rozpoczynał się obecny kryzys państwa prawa. Cała ich edukacja, w tym lekcje WOS, przebiegały w warunkach kryzysu i sporów kompetencyjnych. Ludzie, którzy zaczynali studia prawnicze w 2015, dziś już pracują w zawodzie. Cała ich prawna edukacja odbyła się w warunkach kryzysowych, gdy jeden prawnik powie tak, a drugi inaczej… Nawet ich poszczególni wykładowcy i mentorzy mogli mieć całkiem odmienne opinie.