Na Canal+ leci właśnie „Czarny czwartek”, film którego akcja osadzona jest w realiach zbliżonych do tych panujących w PRL w czasie masakry robotników w Gdyni. Jest jednak co najmniej jedna, bardzo wyraźna różnica, która pokazuje, że mamy do czynienia z rzeczywistością alternatywną. „Czarny czwartek” (lub Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł) to polski film w reżyserii Antoniego Krauze. Przedstawiać ma wydarzenia z masakry robotników w grudniu 1970 roku.
Wszystko niby się zgadza, daty, miejsca, nazwiska, didaskalia. W filmie wykorzystano nawet archiwalne nagrania funkcjonariuszy z tragicznego 17 grudnia 1970 roku. Jedna różnica jednak wyraźnie wskazuje na „rzeczywistość alternatywną”. W 1970, w PRL istniało stanowisko Ministra Obrony Narodowej. W „Czarnym czwartku” takiej postaci nie ma, pomimo faktu, że to wojsko dokonuje masakry, a film pokazuje decyzje podejmowane na różnych szczeblach. Najwidoczniej PRL i Ludowe Wojsko Polskie z tej „alternatywnej rzeczywistości” funkcjonuje bez Ministra Obrony Narodowej.
Brak komentarzy
Ten film powinien nosić tytuł: „Gdzie jest generał?”
Proszę się nie dziwić, że nie pokazano w filmie udziału generała Jaruzelskiego, którego prezydent Komorowski zaprosił do Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Przecież „Czarny czwartek” był pod patronatem „Bula” Komorowskiego. Od razu poczułem się bezpieczniej, wiedząc, że minister obrony, z 1970 zasiada w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.
Zepsułeś… przyznaj jednak, że wyjaśnienie z „rzeczywistością alternatywną” było eleganckie.