Dlaczego należy otworzyć „wały”?

Do znudzenia będę powtarzał: strach jest złym doradcą. Nie wpadajmy w panikę, działajmy logicznie. Nie podejmujmy byle jakich działań, byle tylko „cokolwiek zrobić”. W racjonalny sposób przeciwdziałajmy COVID-19. Poniżej uzasadniam dlaczego należy otworzyć tzw. „wały”, czyli drogę serwisową nad Lubatówką. Zaznaczam, że znaczna cześć rozporządzenia, w tym wydane na jego podstawie ustne polecenie zamknięcia lasów, to według mnie głupota. Samorząd jednak musi to rozporządzenie wprowadzać w życie. Tylko po co nadgorliwość? Postępujmy w sposób przemyślany.

W tej sprawie złożyłem wniosek do władz miasta, który niestety pozostaje bez oficjalnej odpowiedzi. Co ciekawe, urzędnicy potrafili przekazać swoje interpretacje „Nowinom” (opublikowali już 2 kwietnia!). Wygląda to na grę na zwłokę. Wokół samej sprawy powstało trochę niejasności, zatem tłumaczę.
Rozporządzenie nakazuje prezydentowi pozamykać parki, bulwary, ogrody botaniczne itp. Taki jest nakaz od góry, czy to mądre czy nie, prezydent musi się zastosować. W tym miejscu nie mają znaczenia wątpliwości co do podstaw prawnych rozporządzeń, czy to ile pracy będą miały sądy i jak będą orzekały w przyszłości w związku z „naruszeniem przepisów rozporządzenia”. Jednak co z „wałami nad Lubatówką”? Okazuje się, że Urząd do końca nie wie co to jest. Proszę zauważyć, że ten tzw. „bulwar” NIE JEST oznakowany jako droga dla pieszych czy rowerzystów. Proszę popatrzeć na oznakowanie kładki nad Lubatówką, która łączy ul. Olejarską z „wałami”, opuszczając kładkę, opuszczacie „drogę dla pieszych”. Teraz popatrzmy z innej perspektywy, tajemnicą nie jest, że ulice Tkacka i Podwale są bardzo wąskie. Wyprzedzenie rowerzysty z zachowaniem bezpiecznej odległości, na tych ulicach jest praktycznie niemożliwe bez przejechania ciągłej linii. Z tego powodu zaproponowałem jakiś czas temu władzom miasta, żeby „wały” oznakować jako trasę pieszo-rowerową, żeby ze względu bezpieczeństwa wyznaczyć tam pas dla rowerów, żeby nie jeździli slalomem miedzy pieszymi i tak dalej., A równocześnie na Tkackiej i Podwalu postawić zakaz ruchu rowerów, przekierować ruch rowerowy na tzw. „bulwary”. Wtedy odpowiedziano mi, że to niemożliwe, bo to w sumie nie są bulwary. To jest „droga serwisowa”, więc oficjalnie nie można jej oznakować jako trasy pieszo-rowerowej. I proszę zwrócić uwagę, ile to lat minęło od zrobienia „bulwarów” (podpowiem: 10 lat), a nadal konsekwentnie nie są oznakowane jako droga pieszo-rowerowa. Teraz władze zdają się twierdzić, że to „bulwar”, zatem będzie trzeba wrócić do żądania prawidłowego oznakowania. Zapewne zrobię to w trybie skargi. Nieuregulowanie tego przez tyle lat to skandal. Obawiam się, że wtedy ponownie okaże się, że to „droga serwisowa”, a skarga jest bezzasadna, bo to wcale nie jest żaden bulwar… W zasadzie to nasuwa się na myśl inne słowo na „b”. Zdjęcie poniżej pochodzi z czasów, gdy początkowo jakiś ignorant źle zamontował znaki. Na zdjęciu jest od Olejarskiej, ale po drugiej stronie mamy ten sam zestaw. Widać jednak o co chodzi: wchodzisz na kładkę, to wchodzisz na drogę dla pieszych, schodzisz z kładki, to kończy się droga dla pieszych. Idąc „wałami” znajdujesz się na czymś, co nie jest drogą dla pieszych, nie jest ciągiem pieszo-rowerowym, ani drogą rowerową. Nie jest też drogą publiczną. Takie „ni to bóbr, ni to wydra” chociaż nad potokiem…

Sama kładka działała latami bez oznakowania, jednak 6 lat temu (czyli 4 lata po modernizacji „wałów”, na którą powołuje się teraz urząd) dodano znaki. Czym to działanie tłumaczył Urząd Miasta? Uwaga: „Kładka zlokalizowana jest w bliskim sąsiedztwie parku Jordanowskiego co powoduje znaczący ruch, zarówno matek z wózkami, jak i rowerzystów”.  Tłumaczyli też, że „wały” nie są oznakowane, ktoś może wjechać rowerem, a później zjechać na kładkę i nagle spaść ze schodów. Po to teraz jest taki znak przed kładką. Natężenie ruchu rowerów tłumaczono sąsiedztwem …parku. Serio, ten ruch rowerowy to z powodu parku, naprawdę? Nie z powodu drogi, która poruszają się rowerzyści „w ruchu międzyosiedlowym”?

Wstęp był przydługi, jednak w związku z uzyskanymi wcześniej informacjami i konsekwentnym braku oznakowania „bulwaru” (np. wyznaczenia od wielu lat pasa dla rowerzystów, pomimo istniejącego zagrożenia), śmiem nadal traktować to miejsce jako drogę serwisową, zwyczajowo udostępnioną pieszym i rowerzystom, tak jak latami traktowali to miejsce urzędnicy. Obecna interpretacja z UM Krosna tworzona jest wyłącznie na potrzeby uzasadnienia zamknięcia „wałów”. Tak to widzę.

Dlaczego „wały” należy natychmiast otworzyć?

Nie, nie dlatego, że są drogą serwisową. Należy je otworzyć po prostu ze względu na bezpieczeństwo ludzi i przeciwdziałanie COVID-19. Logiczne argumenty przemawiają za pozostawieniem tej trasy jako ogólnodostępnej dla osób przemieszczających się np. do pracy. To jest ważny trakt komunikacyjny. Teraz zastanówmy się jakie są skutki zamknięcia tej trasy i jak to wpływa na sytuację epidemiczną. Poniżej pisząc o „służbach” mam na myśli Policję, Straż Miejską oraz ewentualnie  pomagających im żołnierzy Żandarmerii i WOT. Pisząc o „wałach” mam na myśli wybrukowaną trasę wzdłuż potoku Lubatówką, która nie jest w żaden sposób oznakowana, ale zwyczajowo korzystają z niej piesi i rowerzyści. Bardzo przy tym proszę, żebyśmy rozróżniali cel i funkcję działań i zakazów.

1.
Czy zamkniecie wałów zmienia coś w temacie organizacji imprez powiedzmy na 5-10 osób, np. na trawie lub ławeczce, z piwem lub tanim winem? W zasadzie nie. Libacji w tym miejscu i tak nie wolno organizować, bo jest ustawa o zachowaniu trzeźwości, a przepisy rozporządzeń wydanych w związku ze stanem epidemii w ogóle nie pozwalają się gromadzić. Czyli taka grupa łamie już co najmniej dwa przepisy, a zapewne jeszcze kolejne np. o zaśmiecaniu i nic sobie z tego nie robi. Równie dobrze mogą złamać następny przepis i przejść obok płotka. Czyli pod względem ryzyka „zgromadzeń ludności” zakaz wstępu na wały nic nie zmienia, bo tak czy inaczej nie wolno się gromadzić i kropka. To ograniczenie jest wystarczające, żeby przeciwdziałać gromadzeniu się. No czego nie rozumiesz? Nowy przepis nie spowoduje, że wały będą lepiej pilnowane. Wręcz przeciwnie, między innymi o tym piszę w punktach niżej.

2.
Brak społecznych zawiadomień. Problemem są zgromadzenia, a nie przemieszczanie się pojedynczej osoby. Jednak taka pojedyncza osoba, widząc zgromadzenie np. „smarków pijących jabole”, ma społeczny obowiązek zawiadomienia o nim. Nie traktujmy tego jak donosicielstwo! To jest obywatelska postawa. Jeśli 10 łebków chleje na wałach, to mogą się na takiej imprezce zarazić i roznieść wirusa dalej. Zaniosą go np. do sklepu, gdzie wirus zarazi Twoją mamę. dlatego powinniśmy reagować. Niestety zamknięcie wałów dla ruchu powoduje, że osoba przestrzegająca prawa nie znajdzie się w tamtym miejscu, więc nie zauważy nieprawidłowości i nie zawiadomi służb. Osoba, która trochę mniej przestrzega prawa i nielegalnie przemyka się wałami na skróty, może i zauważy zgromadzenie, ale nie zawiadomi służb, bo sama nie powinna się tam znajdować. Zatem z punktu widzenia przeciwdziałania COVID-19 nic nie zyskujemy, a tracimy możliwość wyłapania nieprawidłowości przez odpowiedzialnych obywateli. Warto tu zaznaczyć, że „dokręcanie śruby” restrykcjami, szczególnie głupimi, psuje i tak kiepskie relacje na linii obywatel-służby, czyli psuje nasze możliwości wspólnej walki z COVID-19, a także z przestępczością w ogóle.

3.
Czy zakaz wstępu powoduje, że służby będą miały więcej czasu na inne zadania, bo „wałów” nie będzie trzeba już kontrolować? To byłby absurd. W ten sposób powstałoby bezpieczne miejsce do organizacji plenerowych imprez, gdzie służby nie zaglądają, nikt nie niepokoi. Zatem „wały” nadal będą kontrolowane przez służby i takie kontrole zresztą zapowiada Urząd Miasta. Zamknięcie nie zwalnia ich z tego obowiązku. W tym względzie zamkniecie wałów nie daje nam żadnych korzyści w walce z COVID-19. Tak jak pilnowano, tak trzeba pilnować dalej. No nie do końca tak samo, trochę się zmienia…

Zakaz, który uważam za szkodliwą nadgorliwość Urzędu Miasta

4.
Czy wały będą pilnowane tak samo? Nie. Do tej pory służby miały interweniować w przypadku gromadzenia się. I jest to zasadne, bo wirus przenosi się z człowieka na człowieka. Jakaś grupa sobie imprezuje na ławeczce, a wirus to lubi, roznosi się. Później każdy idzie w swoją stronę i zanosi wirusa do rodziny, do pracy, na pocztę, do autobusu…  Jednak zamknięcie wałów dla przemieszczania się mieszkańców powoduje, że służby powinny interweniować także wobec pojedynczych pieszych czy rowerzystów. Taka pojedyncza osoba nie może się od nikogo zarazić, ani nikogo zarazić, bo jest … sama. Jednak dzięki decyzji prezydenta nie na długo! Patrol (zazwyczaj dwuosobowy) powinien tę osobę zatrzymać, wylegitymować. Być może kazać odsłonić twarz w celu identyfikacji. Następnie pouczy, albo wystawi mandat. Czyli powstaje sytuacja kilkunastominutowej interakcji pomiędzy trzema osobami, z małej odległości, a niekiedy wymiana dokumentów, zdejmowanie maseczki. Zakaz generuje w ten sposób sytuacje, w których potencjalnie może dojść do zarażenia. Równocześnie patrol traci czas, który mógłby poświęcić na przeciwdziałanie np. wymienionym wyżej zgromadzeniom, czy na nadzór nad osobami na kwarantannie. Jak widać, w ten sposób zakaz korzystania z wałów wcale nie utrudnia rozprzestrzeniania wirusa, a może wręcz ułatwić. Nie ułatwia walki z COVID-19, tylko w zbędny sposób absorbuje dostępne siły. Czyli takie działanie nie zapobiega roznoszeniu COVID-19.

5.
Trzeba przeciwdziałać zgromadzeniom, które mogą sprzyjać zarażeniom. To jest jasne, prawda? Na wałach to można zrobić dość szybko i sprawnie, przeprowadzając np. patrol na motocyklu. Funkcjonariusz może przejechać i stosunkowo szybko upewnić się, czy wszystko jest w porządku… to znaczy mógł, bo już nie może. Po pierwsze po wprowadzeniu zakazu powinien interweniować także wobec pojedynczych osób, które nie stanowią żadnego zagrożenia, o czym wspomniałem wyżej. Po drugie, na każdym wjeździe stoją płotki, co fizycznie uniemożliwia taki patrol. Zamknięcie wałów UTRUDNIA szybkie monitorowanie, czy nie dochodzi do gromadzenia się osób. Zatem jak to przeciwdziała transmisji wirusa? Nijak…

6.
„No bez przesady, nie będą się tak czepiać każdego!” Część zwolenników zakazu twierdzi, że na pewno przesadzam i wcale nie będą tak kontrolować tych pojedynczych osób… Jeżeli przypadkiem należysz do tej grupy zwolenników zakazu, to jeszcze raz się zastanów: po co chcesz zakazu, jeżeli nie chcesz jego egzekwowania? No po co? Jakąś frajdę masz z utrudniania życia innym? Lubisz konflikty wywoływać? No o co Ci chodzi, masz ty rozum człowieka? Jak mają nie kontrolować, to równie dobrze można po prostu zdjąć te płotki… Prawda?

7.
„Mniej ludzi będzie łazić”. To możliwe. Obecne przepisy i tak ograniczają mocno możliwości przemieszczania się. Wychodzić powinien tylko ten, co musi i powinien trzymać dystans przynajmniej 2 metrów od innych osób. Po zamknięciu wałów, osoby, które przemieszczały się tamtędy np. do pracy, będą musiały wybrać inną drogę. Dla pieszych alternatywą są wąskie chodniki wzdłuż Tkackiej i Podwala. Czyli te osoby, które muszą się przemieścić, zostaną skumulowane na węższym odcinku, gdzie zachowanie zalecanych 2 metrów będzie trudniejsze. Czy to pomaga w walce z COVID-19? W żaden sposób.

8.
Jeszcze gorzej jest z rowerzystami. Jak wspomniałem, wały są dla nich świetną alternatywą dla Podwala i Tkackiej, które są niebezpieczne dla cyklistów. Przeniesienie ruchu rowerowego na Tkacką w żaden sposób nie przeciwdziała COVID-19. Nadal pojedynczy rowerzysta nie ma od kogo się zarazić. Za to z pewnością wzrastają jego szanse na wypadek komunikacyjny. Zatem zamknięcie wałów sprowadza zagrożenie na cyklistów. W przypadku ciężkiego wypadku pacjent może wymagać intensywnej terapii, czyli zajmie miejsce potrzebne także do walki z COVID-19. Oby tak się nie stało, ale po co niepotrzebnie ryzykować życiem osób jadących do pracy rowerem? Otwórzmy wały.

 

Zakaz ma przeciwdziałać rozprzestrzenianiu COVID-19, taki jest cel. Tylko czy faktycznie zakaz spełnia taką funkcję? Nie widzę tego, nie ma żadnego efektu, który faktycznie przeciwdziałałby transmisji wirusa. Są tylko utrudnienia i skutki uboczne, które mogą dać odwrotny efekt. Podobnie za nieuzasadnione uważam postępowanie urzędników i prezydenta w sprawie cmentarzy czy przy cięciu kursów MKS. Ta dbałość o nas ze strony urzędu jest wzruszająca, ale lepiej byłoby skupić się na rozsądnych działaniach.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Pytacz 8 kwietnia 2020 Odpowiedz

    Już Pan nie masz o czym pisać ? Wały to robi cały czas wspaniały rząd, który wg. Pana jest lepszy od poprzedniego. Generalnie ustawowe ograniczanie naszej wolności jest niezgodne z konstytucją. Ale akurat w Krośnie najważniejsze są wały. Prawie 40 000 mieszkańców codziennie ubolewa nad zamkniętą kładką. Zwłaszcza ja mieszkaniec guzikówki normalnie nie mam jak się dostać na rynek do kościoła!. O kurcze przecież nie mogę iść na Rynek. Krucze nie mogę iść do Kościoła. Ale mogę iść do pracy przez kładkę ale gdzie?, jakież to ważne miejsca pracy są w tej części miasta do której nie można przejść kładką? Cóż za fabryki – Kaufland ? A może by tak coś na serio ? Bo całkiem niedawno twierdził Pan, że z tym wirusem to przesada i w ogóle niema się czym przejmować!!!

  • admin 17 kwietnia 2020 Odpowiedz Author

    Szanowny Pytaczu, to już jest tradycja, że Pan czegoś nie doczyta, dopowiada sobie, a później wylewa na mnie jakies zarzuty. Dalej się w to bawimy? Ja Panu coś przypomne, wytłumaczę, a Pan albo dalej będzie powtarzał swoje, albo w pewnym momencie zamilknie bez żadnego „przepraszam”?

    Akurat wały nie są najważniejsze. Gdziekolwiek Pan widział, zebym napisał, ze są najważniejsze? Nigdzie. Napisałem za to, np. że „Zaznaczam, że znaczna cześć rozporządzenia, w tym wydane na jego podstawie ustne polecenie zamknięcia lasów, to według mnie głupota” …no ale Pan to pomija… Gdyby Pan przeczytał, to by Pan wiedział co napisałem. Argumentuję, że akurat tego odcinka nie trzeba zamykać, że jest to zbędna nadgorliwość dokuczliwa dla mieszkańców. Nigdziew nie napisałem, ze dla 40000 tysięcy. Nie liczyłem. Prosze mi tylko powiedzieć, czy zamkniecie wałów jest niepotrzbne, a zarazem dokuczliwe dla choćby 50 osób, to należy je zamknąć, czy zostawić otwarte? Moim zdaniem zostawić otwarte. Pan woli zamknąć, żeby komuś na złość zrobić? No co Panu szkodzi, ze ktoś rowerem pojedzie przez wały? Przeszkadza to Panu? W czym?
    I jeszcze jednen aspekt tu poruszę: uzasadniałem, że takie zamknięcie absorbuje służby do zbednych interwencji, a sa one potrzebne gdzie indziej. No i były potrzebne… Urząd Miasta informuje o licznych dewastacjach, w różnych częsciach miasta, sprawcy zostają bezkarni. Gdzie była policja? Nie wiem… moze pilnowała cmentarza, a może spisywała kogoś idącego do pracy wałami. Dodano im bezsensownej pracy, która ani nie chroni nas przed wirusem, ani nie zapobiega przestępstwom i wykroczeniom. Dlatego uważam, że trzeba otworzyć wały.

    Odnośnie samego wirusa też prosze czytać dokładnie. Od początku uprzedzałem o niebezpieczeństwie i właściwie widzimy jak spełnia się opisany przeze mnie „czarny scenariusz”: http://piotrdyminski.pl/2020/02/02/wirus-z-wuhan-grozi-nam-apokalipsa/
    Owszem, później była publikacja piętnująca media, ale za to, że straszą, zamiast informować, że podaja tylko liczbę zmarłych, a nie wyleczonych itp. Był też etap, na którym wydawało się, że możemy uniknąć czarnego scenariusza… i właśnie wtedy Włosi, Hiszpanie i Amerykanie popełnili krytyczne błędy. Natomiast absulutnie nigdy nie twierdziłęm, że „nie ma czym się przejmować”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook