Hello szkło. Czy CDS spełnia oczekiwania?

Jakiś czas temu napisałem nieco żartobliwy tekst o promocji miasta. Jak zwykle w takich przypadkach uaktywnili się bezkrytyczni, acz anonimowi fani CDS. Mam wrażenie, że jest ich coraz mniej, jednak używane argumenty, a właściwie czysty stosowany przez nich czysty hejt, wymagają przypomnienia paru faktów. Tym bardziej, że nakręcają się kolejnymi „rankingami”. Fakty jednak są takie, że CDS nie spełnia pokładanych w nim nadziei. 

Akt lokacyjny „Miasta Szkła” i przekazanie kluczy do Miasta CDS-owi. Okazało się to „kluczem do skarbca”.

Za dwa dni Rada Miasta przyglądnie się działalności Centrum Dziedzictwa Szkła. Zatem powracam do tej instytucji, przypominając też o wpadkach w materiałach promocyjnych Krosna. Opisałem je tutaj. Ponieważ był to tekst w żartobliwym dziale „Hello Krosno”, to pozwoliłem sobie troszkę pożartować np. z nieudolnych mapek. Co gorsza okazuje się, że te nieudolne mapki nadal są rozdawane turystom!

Wtedy okazało się, że parę osób uznało tekst za jakiś zupełnie nieuzasadniony atak na CDS. Z jednej strony dziwne, prawda? Wskazuję na dezinformacje w materiałach rzekomo informacyjnych, a ktoś to uznaje za „atak na wielką atrakcję”? Niedorzeczne? Nie do końca, jeżeli przyjmiemy, że taki kształt materiałów „informacyjnych” to nieprzypadkowa strategia promocji CDS. Nie żartuję, proponuję poważnie przemyśleć temat i zastanowić się nad tym czym miał być CDS dla Krosna, a czym się stał. Poniżej podzielę się moimi spostrzeżeniami i wrażeniami, zanim temat trafi na sesję Rady Miasta.

Założenie
Przyjęto założenie, że markę można zbudować na tym, z czym miasto się kojarzy najbardziej. Krosno kojarzy się ze szkłem, bo chyba w każdym miejscu w Polsce można napić się piwa z kufla z napisem „Krosno”. Skojarzenie jest zatem oczywiste. Tylko czy to wystarczy, żeby wszyscy nagle zapragnęli przyjechać do Krosna – miasta czyniącego kufle? Takie skojarzenia czasem mogą być motorem promocji, a czasem nie. Np. Sopot kojarzy się z molo i Festiwalem i to na pewno przyciąga turystów. Za to Katowice kojarzą się większości Polaków z węglem, a Gdańsk ze stocznią. Czy to wystarczające powody by wydać miliony na budowę marki „Miasta Węgla” albo „Miasta Stoczni”? Raczej wątpliwe. W Krośnie zaryzykowano z „Miastem Szkła”.

Dobrym sposobem na odświeżenie pamięci może być wywiad, który kilka lat temu zrobiłem z prezydentami Krosna. Krosno = Szkło – podaję linka, część rozmowy dotyczy CDS, a część innych spraw. Te inne sprawy to np. „nocna linia MKS”, która jeszcze niedawno była zdaniem prezydenta złym pomysłem, a później okazała się dobrym rozwiązaniem.  Wróćmy jednak do szkła i podsumujmy główne cele stawiane CDS:

1. CDS miał przejąć zadanie promowania miasta. Poprzez nową markę miał przyciągać turystów do innych atrakcji regionu.
2. Miała być wspólna promocja, „zintegrowany bilet”, promowanie gastronomii.
3. Spółka CDS miała się przy tym samodzielnie utrzymywać.

Procent realizacji wyżej wymienionych zadań? Zero. Stawiane cele nie zostały osiągnięte. Trwają jedynie starania o wypełnienie wskaźników wymaganych do rozliczenia projektu, które były warunkiem uzyskania dotacji. Osobiście uważam, że „walka o wskaźniki” przyniosła efekty odwrotne od celów, jakie miał realizować CDS.

Ad. 1. CDS nie przejął zadań promocyjnych miasta. Miasto poza finansowaniem strat spółki nadal finansuje też działania promocyjne. Co więcej te działania skupione są w dużej mierze na promowaniu CDS, kosztem innych atrakcji miasta i regionu. Trzeba to jeszcze raz wyraźnie powiedzieć: liczba zwiedzających CDS nie jest liczbą turystów przyciągniętych do Krosna przez CDS. Wśród zwiedzających są mieszkańcy Krosna i powiatu (ja sam już wielokrotnie zwiedzałem), CDS zwiedzają też wycieczki szkolne z terenu miasta. Ponadto CDS zwiedzają turyści, którzy i tak prawdopodobnie zatrzymaliby się w Krośnie. Aktualna promocja CDS-u przez miasto wygląda na skierowaną właśnie do tej grupy, do ludzi, którzy w wakacyjnej podróży są gotowi zatrzymać się na kilka godzin w naszym mieście. Materiały promocyjne miasta, które przede wszystkim promują CDS, a marginalizują pozostałe atrakcje, uważam za element konkurencji o tego przejezdnego turystę (lub o kuracjuszy z pobliskich uzdrowisk). Taki turysta praktycznie nie ma możliwości by spędzić w mieście więcej czasu, zwiedzić więcej niż jeden obiekt, więc trzeba go nakłonić do zwiedzenia tej instytucji, która musi wypełnić „wskaźniki projektu”. Negatywną stroną takiej promocji jest to, iż turysta, który akurat nie jest zainteresowany szkłem, w ogóle nie będzie zainteresowany Krosnem, proste? To już się przebija w komentarzach pod artykułami czy dyskusjach na temat CDS. Miłośnicy CDS wprost twierdzą, że to „największa atrakcja” lub wręcz „jedyna atrakcja i poza tym w miecie nie ma nic”. Już kiedyś o tym pisałem, takie argumenty to zaprzeczenie całej idei tworzenia CDS, ale niestety, chyba nic innego im nie zostało. Nie widzicie, że mówiąc turystom: „w tym mieście nie ma w sumie nic wartego zobaczenia poza CDS”, odstraszacie ich? To nie jest zachęta, żeby zostać w Krośnie i okolicy na dłużej. Ci turyści najwyżej przejazdem wpadną do CDS, żeby zaraz wrócić na parking i do autokaru. Nie wymyślam tego. Czasem rozmawiam z turystami na Rynku i faktycznie często tak wygląda ich program wycieczki do Krosna. Niewypełnienie „misji promocyjnej” przyczynia się do kolejnych kosztów, o czym wspomnę odnosząc się do punktu trzeciego.

Ad. 2. Oczywiście ten punkt powiązany z punktem pierwszym. Wspólna promocja Krosna i regionu przez CDS praktycznie nie istnieje. Skoro CDS zamiast przyciągać nowych turystów, zaczyna rywalizować z innymi o turystę, który będzie w Krośnie bardzo krótko, to nie może być mowy o wspólnej promocji czy „zintegrowanym bilecie”. Trochę podobnie z gastronomią. Miasto przekazało kilkaset tysięcy na przystosowanie lokalu w budynku CDS. Serca radnych zmiękczono mówiąc, że „powstanie spółdzielnia socjalna, pomożemy ludziom potrzebującym” etc. W końcu żadna spółdzielnia nie powstała, lokal na bistro wydzierżawił prywatny podmiot, który wabi do siebie zwiedzających CDS. W tym układzie zrozumiałe jest, że nie będzie promocji innej gastronomii w Rynku. To zrozumiałe, bo przecież „Szklane Bistro” płaci czynsz spółce, a nie kto inny. Ktoś teraz ma ochotę napisać komentarz w tonie: „ale ty głupi jesteś, patrz ilu ludzi jest w ogródkach na Rynku, a ilu było przedtem”, zatem uprzedzam i od razu raczę jednak przypomnieć, że  „przedtem” na Rynku były remonty! CDS hucznie otwarto w 2012, a na Rynku nadal nie było warunków do biesiadowania. Klienci zaczęli wracać wraz z zakończeniem remontów. Można zresztą ludzi w ogródkach zapytać: „przepraszam, czy Pan/i był/a dziś w CDS?” W większości przypadków nie byli tego dnia w CDS, zatem frekwencja w ogródkach nie ma żadnego związku ze szkłem, a raczej z miłą obsługą, smacznym jedzeniem, spotkaniami z przyjaciółmi i zimnym piwem. Po to ludzie przychodzą na Rynek, a nie dlatego, że akurat nie mieli się gdzie podziać po wycieczce do CDS. Niby prosta rzecz, ale szaleństwo fanatyków centroszklarstwa osiągnęło taki szczyty, że nawet to trzeba tłumaczyć.

Ad. 3. Czyli właściwa przyczyna powyższych punktów. Spółka miała sama spłacić kredyt  i sama się finansować. Jednak CDS nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać, a gmina musiała dołożyć ponad 7 milionów do spłaty kredytu. Najwyższa Izba Kontroli twierdzi, że to efekt nierealnych założeń. Prezydent Piotr Przytocki, już otwarcie zaczyna przyznawać, że spółka przynosić będzie dalsze straty. Po trzech latach informacje o stratach przynoszonych przez CDS zaczęły się pojawiać nawet w Krosno24. Projekt jest finansową klapą, tego nie da się ukryć. Zapewne dlatego próbuje się go ratować robiąc reklamę CDS pod przykrywką promocji miasta. To dlatego miasto przekazuje środki na przystosowanie lokalu pod gastronomię, żeby CDS miał dodatkowe dochody od najemcy. Pod koniec 2015 roku Radę Miasta Krosna przekonano, że spółka potrzebuje nowego pieca, że będzie …rozwijać produkcję. CDS miał promować lokalny przemysł, a teraz okazuje się, że trzeba ratować wynik finansowy i konkurować w produkcji z hutami szkła artystycznego. Pieca oczywiście nie kupiono, przetarg anulowano i ogłoszono nowy …na remont starego pieca. Z tego co wiem CDS nie oddał miastu różnicy pomiędzy kosztem zakupu nowego, a remontem starego pieca (zostawiam to jako temat do sprawdzenia dla radnych). Mamy po prostu nowoczesne Centrum Dezintegracji Szmalu. Kwoty są niemałe. Na samą spłatę kredytu CDS wydano 7,5 mln. Do tego doszło 400 tysięcy na lokal gastronomiczny i taras, oraz 1,3 mln „na piec”, którego spółka wcale nie kupiła. Do tego dochodzi regularne dokapitalizowanie. W sumie to daje już kilkanaście milionów niezapowiedzianych strat, a z roku na rok ta kwota będzie rosnąć. Już w 2016 roku podsumowano dopłaty do CDS na około 15 milionów! Podkreślam, to jest piętnastomilionowy wydatek, którego miało nie być. Do tego mamy „koszty pośrednie”. Żeby utworzyć CDS trzeba było przenieść BWA. Teraz dla BWA potrzebna jest nowa lokalizacja. Na ten cel trzeba kolejne około 1,5 mln z budżetu. W nowej lokalizacji koszty funkcjonowania BWA będą wyższe o kilkaset tysięcy rocznie (ja się nie zdziwię, jak to będzie blisko milion) niż do tej pory. Z nowej lokalizacji BWA zostanie usuniętych kilka firm, które tworzyły miejsca pracy na preferencyjnych warunkach i płaciły czynsz zasilając budżet miasta. Usunięcie ich to spadek wpływów, a może i likwidacja miejsc pracy. Z nowej lokalizacji BWA trzeba będzie wysiedlić między innymi kilka stowarzyszeń. Miasto znajdzie im nową lokalizację w innym budynku (budynkach?) gminy. W takim razie ten inny budynek nie zostanie już wykorzystany w sposób, który dałby zysk gminie. Może przydługo wymieniam, ale działania mają po prostu skutki, w tym finansowe. Dalsze skutki finansowe to efekt niewypełnienia „misji promocyjnej”. Gmina Krosno odpaliła nową stronę promocyjną. W sumie wygląda to tak, jak powinna wyglądać strona CDS, przy założeniu, że CDS przejmuje zadanie promocji miasta. Jednak to nie strona CDS, a strona miasta. Jest to koszt poniesiony przez gminę, którego by nie było, gdyby CDS wypełnił „misję promocyjną”. Pojawiają się też kolejne pomysły na promocję, są to projekty kosztowne, które będą wymagały nakładów w przyszłości. Wśród nich był np. pomysł budowy „piramidy przy dworcu”. Piramida nie byłaby potrzebna, gdyby promocja miasta przez CDS była w pełni skuteczna, a że nie jest to się wymyśla kolejne „szklane motywy”.
W ubiegłym roku ruszyła dodatkowa akcja „Rynek Krosna. Serce Miasta”. To też jest akcja finansowana przez Miasto, bo uznano, że jest potrzebna dla „ożywienia Rynku”. Jest to zatem kolejny wydatek ponoszony dlatego, że CDS nie spowodował zapowiadanego ożywienia. Szczególnie w 2016 roku odkryło to specyficzny paradoks. Mianowicie ten sam redaktor z Krosno24, który wychwala CDS za ożywienie Rynku, równocześnie brał pieniądze za organizowanie akcji, która ma ożywić upadający Rynek. W tym roku to nie było już tak wyraźne, bo tym razem akcję zlecono komuś innemu, więc krytykował (co jest już ciekawostką samą w sobie). Warto tu zaznaczyć, że CDS lokalizowano przy Rynku właśnie po to, żeby go ożywić. Inaczej zasadną lokalizacją byłby tereny „pohutnicze”, gdzie możliwe było oparcie się na prawdziwym dziedzictwie przemysłu szklarskiego. Tymczasem CDS upamiętniający krośnieński przemysł z XX wieku wkomponowano pomiędzy budynki z XV-XVII wieku, które miały zupełnie inne funkcje.

W tym miejscu odniosę się jeszcze do mojego „ulubionego” argumentu, który niestety jest popularny: „no dobra, ale jaka inna atrakcja Krosna jest tak wypromowana jak CDS? Trzeba to dalej promować!” Ci ludzie nie zauważają, że efekty są niewspółmiernie małe do wydanych milionów. Pisałem już, że za dodatkowe miliony wpompowane w CDS można było zrobić jeden z najdroższych filmów w historii polskiej kinematografii (tak, za kilkanaście milionów można zrobić naprawdę niezły film). Możliwe, że zainwestowanie tych samych środków w budowę i promocję wielkiego pomnika andyjskiej lamy dałoby lepszy efekt promocyjny niż CDS. Wyobrażacie sobie? Taki „Miś na miarę naszych możliwości”. Wielka lama, powiedzmy za 6 milionów + drugie tyle na gigantyczną kampanię promocyjną. Absurd powiecie? A jednak cała Polska by o tym słyszała, ba, to by poszło w szeroki świat. Ludzie by przyjeżdżali zrobić sobie selfie z tą absurdalną atrakcją, a nadal byłoby taniej niż dopłacać do CDS. Różnica jest tylko taka, że gdyby ktoś próbował na poważnie przedstawić taki pomysł (ten z andyjską lamą), to natychmiast zostałby nazwany idiotą, a tymczasem CDS, który miał się sam utrzymywać, ale trzeba do niego dopłacać, to „bardzo słuszny projekt promocyjny, dzięki, któremu ktoś tam może usłyszeć o Krośnie”. A gdyby tych pieniędzy nie wydawać na promocję? Gdyby je przeznaczyć na bardziej przyziemne sprawy? Na każdym osiedlu i w każdej dzielnicy są liczne potrzeby. Na każdym spotkaniu słyszycie, że „nie da się bo nie ma pieniędzy”. Co się z nimi stało? „Poszły w piec”. To jest KILKANAŚCIE MILIONÓW, które mogły być wkładem własnym na niejeden projekt. W efekcie to może oznaczać, że utraciliśmy w czasie funkcjonowania CDS ponad 30 milionów, które mogły być wydane na inne potrzeby. Jeszcze raz przypomnę, piszę w kategorii „strat” z dwóch powodów: po pierwsze tych kosztów miało nie być, po drugie nie zostało wykonane zadanie.

Rankingi
Utworzenie „forsożernego” CDS przyczyniło się do wygranej Krosna w rankingu samorządów „najlepiej wykorzystujących środki unijne” w kategorii miast na prawach powiatu. Tyle, że to „najlepiej” wcale nie znaczy najlepiej. Po prostu przelicza się ilość pozyskanych „ojro” na „mieszkańcoosobę” i jak wychodzi dużo, to według „rankingotwórców” jest dobrze. Przecież nikt nie zajmuje się oceną tysięcy jednostek samorządu pod względem merytorycznej oceny, czy dany wydatek z funduszy unijnych miał tak naprawdę sens, o ile jest przepłacony, czy generuje straty w dalszych latach. Niestety, myląca nazwa kategorii w rankingu Rzeczpospolitej może uspokoić niejednego mieszkańca. Po co zastanawiać się nad kwotami, czytać jakieś dokumenty i raporty, skoro Rzeczpospolita mówi, że jest najlepiej? Jak jest, to jest! Podobnie było zresztą z rankingiem Podkarpackiej Organizacji Turystycznej.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Szpieg 28 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Bardzo dobry artykuł Hauerze. Podejrzewam że gdybyś przyjrzał się ile osób jest zatrudnionych w spółce i co to są za osoby, czym się zajmują itp. to doszedłbyś do kolejnych ciekawych wniosków.

  • admin 29 sierpnia 2017 Odpowiedz Author

    Dzisiaj byłem na komisji, która przyjmowała info o CDS…

    „Do instytucji kultury zawsze trzeba dopłacać”.

    A do tego „Pieniądze wracają bo to daje miejsca pracy, bo jest taki wskaźnik w takim wzorze, że turysta zostawia pieniądze i to można oszacować i wtedy wychodzi, że wcale nie jest źle” …

    Serio, można było wybudować lamę.

  • Szpieg 29 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Dopłacać to można do domów kultury, a nie spółek utworzonych za ciężką kasę.
    Ale to plaga wszystkich samorządów, każdy prezydencio chce coś po sobie zostawić, wielkiego, drogiego i obciążającego budżet na lata. Gliwice mają halę Podium, a u nas w Rudzie jest Technodrom… znaczy, Aquadrom.
    Naprawdę, bardzo istotne jest ilu i jacy kolesie panującego znaleźli w tych spółeczkach ciepłą przystań. Lama by im tego nie zapewniła 😉

  • Kala 29 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Rzeszów ma Fontannę Multimedialną i okrągłą Kładkę dla pieszych.

    Kładka chociaż utrzymania specjalnego nie wymaga – bo sprawa kosztów nowych programów fontanny była już nie raz źródłem lokalnego hałasu.

    Ma też fontanna unikalną zdolność obniżania standardu mieszkania w okolicznych blokach mieszkalnych – generując hałas zarówno samodzielnie jak i poprzez odwiedzających.

  • Uriel 31 sierpnia 2017 Odpowiedz

    A tak właściwie, patrząc na sytuację w oderwaniu od tych wszystkich problemów z CDS-em – czy uważasz że Krosno ma potencjał na bycie miastem turystycznym? Czy powinno się „iść tą drogą”?

  • Szpieg 1 września 2017 Odpowiedz

    Te miasta turystyczne to się zrobił termin-wytrych już dawno temu. A w istocie niewiele miast ma taki naprawdę silny potencjał turystyczny. Bo w gruncie rzeczy nie wystarczy nawet mieć jakąś jedną mocną atrakcję, która przyciąga ludzi na jeden dzień (wejdą, zwiedzą, zjedzą obiad, kupią pamiątkę, pojadą), ale szereg atrakcji dodatkowych, by tego klienta utrzymać w mieście i okolicach na kilka dni, a może i dwa tygodnie. To jest wtedy miasto z potencjałem turystycznym. Najlepiej żeby było jakieś dobre zaplecze noclegowe, okolica ciekawa do zwiedzania itp, połączony szereg warunków i atrakcji. Na Śląsku co drugie paskudne poprzemysłowe miasto w centrum aglomeracji twierdzi że jest turystyczne, bo ma odrestaurowaną jakąś sztolnię czy szyb kopalniany – co jest bzdurą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook