Prawda jest pierwszą ofiarą każdej wojny. Siedzę tu w Polsce, tak samo jak Wy. Mam dostęp do tych samych informacji co większość z Was. Może ciut więcej, bo krążę też po bardziej niszowych, specjalistycznych serwisach, czy grupach komentatorów. Jednak sam dostęp do informacji to jeszcze nie wszystko, trzeba dane interpretować, filtrować. Podpowiem dziś kilka rzeczy.
„Pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda” , te słowa miał wypowiedzieć Ajschylos. Jego domeną był teatr i literatura. Nic dziwnego, ze bardzo trafnie mógł ocenić manipulacje i dezinformacje wokół konfliktów zbrojnych. Wszak to też teatr, ale nie w służbie kultury, a zniszczenia.
Ajschylos (przyjmując, że to on) przestrzega, że w czasie konfliktów zbrojnych informacje są manipulowane, a propaganda zastępuje fakty, aby kształtować poparcie. Przytoczone słowa to przestroga przed dezinformacją i utratą obiektywizmu.
Podczas wojny wszystkie strony manipulują informacją. Ukrywają niekorzystne fakty, wyolbrzymiają swoje sukcesy i demonizują przeciwnika, aby zarządzać morale własnego społeczeństwa. Wojenny przekaz medialny staje się narzędziem walki, nie uświadczycie rzetelnej informacji z żadnej strony.
Teatr wojenny, to obszar na którym prowadzone są działania wojenne. Ogromny zasięg współczesnej broni znacznie go poszerza. A zasięg propagandy jest globalny i niemal natychmiastowy. Dziś już cała planeta jest obszarem prowadzenia wojny, obszarem wojennego teatru manipulacji, aktorstwa, blefu i zwykłych kłamstw.
Strategie stron
Wojna z Iranem jest konfliktem asymetrycznym i to bardzo. Zaznaczam, że już podczas studiów zajmowałem się współczesnymi konfliktami zbrojnymi, w tym właśnie wojnami asymetrycznymi, bo to rodzaj konfliktów szczególnie rozwijający się od upadku ZSRR. W takich konfliktach strony przyjmują zupełnie inne metody, bo mają zupełnie inne cele, a zarazem na przełomie tysiącleci wszystko wskazywało, że w kolejnych dekadach wszystkie wojny będą miały właśnie taki charakter.
W tym konflikcie propaganda jest szczególnie istotna dla strategii obu stron. To nie jest wojna (przynajmniej na razie), w której przeciwne strony zmagają się o kontrole nad danym obszarem. Większość wojen tak właśnie wygląda, różne strony walczą bezpośrednio o kontrolę, technologia się zmienia, pojawiają się nowe rodzaje sił zbrojnych i sposoby ich koordynacji. Ale „wojna się nie zmienia” (jak głoszą w serii „Fallout”). No chyba, ze trochę się zmienia. w tym przypadku mamy nowość, USA i ich sojusznicy nawet nie udają, że nie próbują bezpośrednio walczyć o kontrolę nad terytorium.

Trump i USA dążą do obalenia władz Iranu i chcą to osiągnąć przez presję na Iran i zabijanie przywódców, tak, by opozycja mogła przejąć władzę. Propaganda jest tu kluczowym narzędziem. Konieczne jest pokazywanie zbrodni irańskich fundamentalistów i nagłaśnianie skutecznych ataków na przywódców. I to idzie zaskakująco szybko. Szczerze byłem zaskoczony w jakim tempie spadają irańskie kluczowe figury. Sami amerykanie się nie spodziewali, że będą aż tak skuteczni. Strona irańska próbowała dementować, zaprzeczać… ale to niemożliwe na dłużą metę. Jeśli przez eliminację przywódców struktury władzy się załamią, to istotnie może wywołać bunt i pomóc zainstalować inne władze, bardziej przychylne USA, a mniej współpracujące z Rosją i Chinami. Realizacja tej strategii wymaga minimalizacji strat wśród cywilów i infrastruktury cywilnej. Irańczycy muszą wiedzieć, że nie są celem ataku, że celem są ich władze, często znienawidzone przez ludzi, którzy byli torturowani, a ich bliscy zamordowani.
Ajatollahowie chcą utrzymać się przy władzy. Wojna z Iranem wynosi konflikt asymetryczny na nowy poziom, ponieważ Iran to ogromne państwo, z bogatymi zasobami naturalnymi, ponad 90 mln ludności. I to państwo korzystające ze wsparcia dwóch potęg (Rosja i Chiny) od dekad różnych napięć przygotowywało się na podobny scenariusz. Przygotowano się z pełną świadomością, że ani na morzu, ani w powietrzu nie będą w stanie pokonać Amerykanów. dlatego rozwinięto ogromny przemysł dronowy umożliwiający przeciążanie obrony przeciwlotniczej i szukanie luk do ataku na bazy i infrastrukturę. Zadbano o odporność tego przemysłu na bombardowania poprzez rozproszenie i dywersyfikację produkcji. Teraz ajatollahowie starają się maksymalnie zwiększyć uciążliwość i koszt tego konfliktu dla całego regionu i Świata. „Walka na przetrwanie” jest typowa dla konfliktów asymetrycznych, niedawno widzieliśmy odzyskanie władzy przez Talibów w Afganistanie. Oni nie pokonali Amerykanów, oni po prostu ich przetrwali. Ajatollahowie muszą utrzymać się przy władzy tak długo, aż USA i Świat uznają, ze dalsze ataki nie mają sensu. W tym jest dla nich waży przekaz, że cały Iran jest atakowany, cierpią niewinni, a władze są stabilne i niewzruszone. W ich interesie jest też rozciągniecie konfliktu terytorialnie, poprzez powiązane z nimi grupy w Libanie czy Iraku, w tym dążenie do walk lądowych o partyzanckim charakterze.
Przekaz propagandowy z perspektywy strategii stron
Trzeba uważać na dezinformację. Obie strony będą kłamać. Amerykanie ogłosili zabicie Chameneiego, a Iran ogłosił, że to nieprawda, że przywódca żyje. W tym przypadku kłamali Persowie i to już wiemy. Dużo trudniej jest z przypadkiem ataku na szkołę dziewcząt, czy zabicia kobiecej drużyny siatkówki. Iran nagłaśnia ofiary cywilne, w tym liczby rosną lawinowo. Tyle, ze możliwości weryfikacji z zewnątrz, przez niezależne instytucje są niemal zerowe w totalitarnym kraju odciętym od Internetu. W przypadku zabitych uczennic analiza fotografii „przed i po” potwierdza, ze niemal na 100% doszło do trafienia wskazanej szkoły. Okoliczności i liczba ofiar są niepewne. Z punktu widzenia USA taki atak to wizerunkowa katastrofa. Z punktu widzenia Iranu jest odwrotnie, „im gorzej tym lepiej”. Zresztą pocisk odpalane z Iranu też ranią i zabijają cywilów, ale jak wygląda informacja o kilku osobach zabitych lub rannych na tle „Amerykanie zabili ponad 100 dziewczynek!” Tragedią każdej wojny są ofiary cywilne, a we współczesnych wojnach ludzie nie tylko giną, strony zaczynają grać zwłokami. Informacje o zamordowanych dzieciach rozchodzą się szybko, trudno jest to kwestionować, bo to może być prawda. Nikt nie chce być łotrem, który kwestionował zabicie niewinnych dziewczynek. Tymczasem dla Iranu martwe dziewczynki są lepsze niż żywe. Im więcej ofiar cywilnych w wyniku ataków USA, tym większe szanse na przetrwanie reżimu. Można się spodziewać, że liczby ofiar będą celowo zawyżane, tym bardziej, że ciężko je zweryfikować w niezależny sposób. Agencje informacyjne mogą najwyżej powtarzać przekaz irański, a jak wspomniałem, nikt nie chce być tym **ujem, który bagatelizuje zabijanie dzieci.
„Do czterech tygodni”
Ta wojna ma potrwać kilka tygodni… To możliwe. Bo po kilku tygodniach obie strony opadną z sił. Zapasy pocisków balistycznych i dronów po stronie Iranu staną się trudne do uzupełnienia, negatywne efekty dla światowej gospodarki sprawią, że zewsząd zaczną się naciski na „powstrzymanie tego szaleństwa”. Chiny już zwracają się do Iranu, żeby nie zagrażał żegludze, bo to boli ich gospodarkę. Równolegle za najdalej 4 tygodnie możliwości obronne przed irańskimi pociskami też zostaną przeciążone. Matematyka jest tu bezlitosna. Iran przygotował się do takiego konfliktu. Dlatego Trump działa też w nowy sposób, dążąc do likwidacji przywódców i wzywając do rebelii. To całkowicie nowy sposób, bo bezpośrednie zabicie przywódców obcego reżimu do tej pory nie miało miejsca. Było albo zbyt trudne do wykonania, bo to zazwyczaj osoby dobrze chronione, albo nawet nie chciano tego robić, bo przecież ktoś musi podpisać kapitulację, prawda? Z kimś trzeba prowadzić negocjacje. Czas pokaże już wkrótce, na ile trwały i stabilny jest irański system. Z drugiej strony, zgodnie z „Ustawą o kompetencjach wojennych” Trump może prowadzić działania „bez zgody Kongresu” najwyżej przez 60 dni. Zatem, jeśli irański reżim wytrzyma 60 dni, to może liczyć na wewnętrzną opozycję w USA. Jako, że 60 dni to ponad dwa razy więcej niż „cztery tygodnie”, a opinia publiczna w USA w większości z ataku zadowolona nie jest, można się spodziewać, że po 60 dniach zgody na dalszy atak nie będzie. Ajatollahowie muszą wytrzymać co najmniej 60 dni, Trump musi wywołać rebelie zmieniającą reżim, najlepiej w czasie krótszym niż 28 dni. To są warunki dające przewagę Iranowi. Ajatollahowie wiedzą jakie są zasady tej gry, i wiedzą, że wystarczy przetrwać, żeby wygrać oraz wiedzą dokładnie jak długo muszą przetrwać. I to wcale nie jest długo. To sprzyja wysokiej determinacji.
A co sprzyja wygranej USA? Osamotnienie Iranu. Państwa regionu, nie stają po stronie Iranu, a wręcz przeciwnie. Tu rolę odgrywa wiele zaszłości, zaznaczę tylko, że tzw. „świat islamu” nie jest spójny. Persowie nie są Arabami, posługują się własnym językiem, na dodatek w Iranie dominuje szyicki odłam islamu, który przez wielu innych muzułmanów traktowany jest jak herezja, a sam Iran jest od dawna rywalem lub zagrożeniem dla sąsiadów. Za Iranem nie ujął się nawet Putin, który być może nie chce zepsuć relacji z USA przy rozmowach w sprawie Ukrainy. Za Iranem nie ujmują się Chiny. Marynarka Republiki Ludowej wycofała się z manewrów, jakie miała prowadzić wspólnie z Iranem (a mogła być obecna w regionie!), a na dodatek Chińczycy naciskają, żeby Iran nie blokował dostaw z Zatoki Perskiej. Nie naciskają na USA, tylko na Iran.