Pomysł obniżenia torów w Krośnie powraca regularnie. Ostatnio dopytuję o tę sprawę przewodniczącego komisji infrastruktury, posła Bogdana Rzońcę. Bezskutecznie, ani razu nie odpowiedział. Tymczasem wczoraj widziałem coś potwornego.
W razie powrotu połączeń kolejowych Krosnu grozi drogowy paraliż. Torowisko przebiega przez środek miasta, w tym przynajmniej przez trzy duże skrzyżowania. Przejazd pociągu to zablokowanie ruchu kołowego. Na ten temat wraz ze stowarzyszeniem Idea Carpathia zorganizowaliśmy spotkanie z udziałem inżynierów i samorządowców, a także skierowaliśmy petycję (<-kliknij, żeby przeczytać) do PKP i władz województwa. To było prawie dwa lata temu. Sprawa jest w toku, nic mi nie wiadomo o jakimś przełomie. Tymczasem uruchomiono połączenie szynowymi „motorakami” z Zagórza do Jasła. Wspomniany na wstępie poseł Rzońca robi z tego wielki sukces. Niestety, ostatnio widziałem coś strasznego. Ul. Lwowska, zamknięty przejazd, rośnie kolejka samochodów, gdy nagle nadjeżdża karetka na sygnale. Jest to „zespół S”, czyli karetka specjalistyczna, z lekarzem na pokładzie. Jadą w stronę szpitala i tylko możemy sobie wyobrażać, co dzieje się w środku, gdy także karetka musi się zatrzymać przed szlabanem. Mijają długie i cenne dla pacjenta minuty, a pociągu jak nie było, tak nie ma. W międzyczasie kierowca wyłączył sygnał dźwiękowy. Wszyscy nadal czekamy. Wreszcie jest… przejechał puściutki „motoraczek” do Jasła. Karetka uruchomiła sygnały i pognała na szpital.
Przejazd PUSTEGO „motoraka”, z którego tak cieszy się Pan Rzońca, zablokował już nie tylko setki ludzi w samochodach, ale i karetkę, prawdopodobnie z ciężkim przypadkiem (bo zwykle takie wozi się S-kami na sygnale). Tymczasem ciężko wyciągnąć od Pana posła cokolwiek o inwestycji, która może rozwiązać problem. Co mamy zrobić? Mamy zacząć blokować tory, żeby ktoś zaczął myśleć?

Brak komentarzy