Ustawka w Kościele Św. Anny pokazuje jak ogromne jest zapotrzebowanie na oszustwo. Ludzie tak bardzo pragną informacji o wydarzeniach zgodnych z ich oczekiwaniami, że przyjmują je bez refleksji. Stają się też całkowicie odporni na fakty przeczące ich wizji.
Do debaty publicznej po raz kolejny powraca temat aborcji. W Polsce od ponad 20 lat w kwestii przerywania ciąży panuje kompromis. Jak to zwykle bywa z kompromisami, jest to rozwiązanie, które nie satysfakcjonuje w pełni żadnej ze stron. Obrońcy życia podnoszą co jakiś czas, że panujące rozwiązanie to zgoda na zabijanie, np. na „aborcję eugeniczną”, a zwolennicy aborcji płaczą nad tym, ze polskie prawo dotyczące aborcji jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Mimo wszystko kompromis trwa od ponad 20 lat, pomimo licznych zmian rządów, które raz były konserwatywne, raz lewicowe itd. Do tej pory kompromisu nikt nie ruszył, chociaż hasła zmian w jedną lub drugą stronę pojawiały się od czasu do czasu.

Teraz do sejmu wpływa nowy projekt, a w ostatnia niedzielę episkopat wzywał do ochrony życia i kwestionował wspomniany kompromis. O czym będzie odczytywany list było wiadomo bodaj od tygodnia. Był zatem czas na skrzyknięcie się na „spontaniczny protest”. Na internetowych grupach osoby zazwyczaj nie chodzące do kościoła zadeklarowały, że tego dnia przyjdą, żeby wyjść. Data i godzina „spontanicznego protestu” były znane, zatem i kamerzysta mógł przypadkiem przejść „z tragarzami”.
Organizatorzy wprost przygotowywali całe zajście jako „flash mob”. Co to takiego? Z angielskiego możemy to dosłownie tłumaczyć jako „błyskawiczny tłum”. Chodzi przy tym o sztuczny tłum ludzi gromadzących się w miejscu publicznym w celu przeprowadzenia krótkotrwałego zdarzenia, zazwyczaj zaskakującego dla przypadkowych świadków. Z tym, że jak ktoś w ramach „flash mob” udaje, że boi się sztucznego dinozaura, to zazwyczaj media nie relacjonują tego na zasadzie: „sztuczny dinozaur jest przerażający, patrzcie, mamy nagranie, jak ludzie się go strasznie boją!”
Tymczasem zadziwiający jest dalszy los tej ustawki w kościele, która żyje sobie dalszym życiem w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. W tych samych grupach, które skrzykiwały się na „spontaniczny protest”, teraz rozpowszechniane jest info o tym jak to „ludzie wychodzą z kościoła, brawo!” Ta część społeczeństwa jest tak spragniona informacji o masowym opuszczaniu kościołów, że gotowa jest sama to zainscenizować i cieszyć się tak, jak by to się działo naprawdę.
Taki początek debaty publicznej nad nowym projektem ustawy nie zwiastuje niczego dobrego. Czeka nas kilka tygodni (może miesięcy?) emocjonalnego wrzasku i przepychanek. Będą wyzwiska, oskarżanie o wszystko co najgorsze (a to o morderstwa, a to o tortury) i zapewne bez żadnej rzeczowej konkluzji. Zresztą czego się spodziewać, jeżeli obie strony praktycznie nie stosują rzeczowych argumentów? Ba, publicyści i krzykacze obu stron popełniają karygodne błędy w argumentacji. Cóż, najwyraźniej z góry wiedzą, że to jest spektakl pod określoną publikę, a nie rzeczywista dyskusja, która ma kogokolwiek przekonać.
Szerzej o aborcji i projekcie już wkrótce.
A jeżeli ktoś nie kuma o co chodzi z tymi „tragarzami”, to koniecznie musi nadrobić „Misia” Barei.
Brak komentarzy