Nie takie JOWy straszne jak je obsmarowują

Teza o „zabetonowaniu sceny politycznej” lansowana zgodnie przez PO, PiS, SLD, PSL, TVP, TVN, Wyborczą, Polską, Frondelka etc. oparta jest na fałszywej przesłance. Sami zobaczcie gdzie tkwi oszustwo. Czy to nie wydaje się Wam podejrzane, że PO i PiS zgodnie straszą nas dominacją PO i PiS w sejmie?

potrafisz
Jeden z banerów promujących Kukiza.

Przez cały dzień zawrotną karierę robi twierdzenie: „JOW się nie sprawdziły! Wybory w UK dowodzą, że JOW betonują scenę polityczną i gdyby je wprowadzić w Polsce to sejm byłby podzielony na PO i PiS”. Tymczasem jest ono fałszywe. To nie jest tak, że: „poprzednie wybory w UK były proporcjonalne i wygrała w nich partia A i partia B. Później Brytyjczycy stwierdzili, że to trzeba zmienić i wprowadzili JOW. Jednak okazało się, że się to nic nie zmieniło, a tylko zabetonowało scenę polityczną i dalej jest partia A i partia B”. Nie, nie było takiego zdarzenia. Zarówno w tych, jak i w poprzednich wyborach w Wielkiej Brytanii obowiązywała ordynacja większościowa oparta na JOW. Tym samym teza że JOW doprowadzą do zabetonowania istniejącego układu sił lansowana zgodnie przez PO, PiS, SLD, PSL, TVP, TVN, Wyborczą, Polską, Frondelka etc. oparta jest na fałszywej przesłance. To zresztą zabawna sytuacja: do tej pory PO i jej sympatycy straszyli Polaków PiS-em, a PiS i ich sympatycy straszyli wyborców Platformą. Teraz PiS i PO zgodnie straszą Polaków POPiS-em, zgodnie lansując fałszywą tezę.

Jakie są zalety systemu JOW?
Jest prosty. Wygrywa ten, kto dostanie najwięcej głosów w okręgu. Głosy liczone są szybko, na miejscu bez żadnej PKW, nie potrzeba skomplikowanych przeliczników „głosów na mandaty” ani czekania na wyniki z Przemyśla by wiedzieć czy Krosno będzie miało posła. Dzięki prostocie są to wybory tanie i łatwe do kontroli. Nawet jeśli ktoś twierdzi, że: „Panie! I tak nic się nie zmieni w tej polityce!” to niższe koszty i łatwość kontroli są chyba wartością samą w sobie, prawda?
Inne bonusy:
Posłowie są bardziej związani z wyborcami.
Rząd powstaje szybciej i jest bardziej stabilny.
Skrajne czy „branżowe” partyjki nie szantażują 90% społeczeństwa.
Partie mają bardziej obywatelski charakter.

Do tego ja zdecydowanie opowiadam się za połączeniem wyborów w JOW z instytucją „recall” czyli prawa odwoływania posła przez wyborców, gdy nie spełnia naszych oczekiwań. Jest to kolejny atut w ręku obywatela kontrolującego swoich przedstawicieli.

Brak komentarzy

  • Szpieg 8 maja 2015 Odpowiedz

    Nawet jeśli na początku się zabetonuje, to w końcu ludzie zrozumieją że „mają moc” i wówczas system pomału zacznie się zmieniać. Będzie istniała taka możliwość, by z niej skorzystać, a w obecnym systemie jest to absolutnie niemożliwe.

    Paradoksalnie, zarzut że „Kukiz ma tylko te JOWy” jest jego atutem. Idea JOW nie jest ani lewicowa ani prawicowa, wyborcy o różnych poglądach i dotychczas niezdecydowani/zniechęceni mogą dzięki takiemu programowi Kukiza przestać gryźć się o nieistotne szczegóły i spróbować zmienić system – a potem dopiero wrócić do wojen ideologicznych. Właśnie ci niegłosujący mogliby raz i drugi pójść, zagłosować, i wywrócić ten system. W końcu jest ich cholera 55-60%!

    Chyba też dlatego ja się tak „zaangażowałem emocjonalnie” po stronie Kukiza – wszystkie inne „spory i różnice” polityczne oraz programy już dawno przestały mieć dla mnie znaczenie w tym systemie który jest, Mam sprecyzowane, konserwatywne poglądy, ale szans na rozwój kraju i normalność w obecnym systemie, zdominowanym przez „bandę czworga” nie widzę,

  • Yeri 9 maja 2015 Odpowiedz

    Kukiz sensownie wypowiada się o współpracy ze wszystkimi z którymi będzie się dało realizować jego wizję, np JOWy, to chyba strasznie POPiSowi nie leży, bo strasznie go różne Moniki Olejnik i inne takie o to atakują (na szczęście Kukiz 3ma fason).
    Podobnie jak Szpiegu myślę, że JOW przyniesie efekt stosunkowo szybko, nawet nie jeśli w pierwszym momencie, to do ludzi to zaraz dotrze. Zresztą od tego są różne Hauery 🙂

    Piotrek, to prawo odwołania posła gdzieś działa czy to nowatorski pomysł?

  • Jan Sebastian 9 maja 2015 Odpowiedz

    No nie takie straszne, zwłaszcza po tym, co wyszło w UK a szczególnie UKiP. 13% i jeden mandat – o taaaaaak. Skończmy z dyskusją o JOW-ach, bo to temat czwartorzędny.

  • jow 9 maja 2015 Odpowiedz

    @Jan Sebastian, potrzebowales wyborów 2015 żeby dowiedzieć się że w jow partia która ma 10-15% może nie dostać nawet jednego miejsca? To wybacz ale nie wiesz o czym piszesz. Co w tym strasznego? System większościowy nie jest proporcjonalny, to powinno być oczywiste. Zacznijmy o tym dyskutować bo system to podstawowy problem, a wypowiedzi takie jak Jana Sebastiana pokazuja ze wielu Polaków nadal jest ignorantami gotowymi powtarzać wszystko co im podrzuci TV.

  • Yeri 9 maja 2015 Odpowiedz

    No fakt, teraz to jest problem pierwszorzędny, bo przez ordynację nie ma możliwości żadnych właściwie zmian, obecny system sprzyja utrzymaniu „układu”, któremu nie dość, że nie zależy na żadnych zmianach na lepsze, to jeszcze jest mu na rękę jak jest. A wyborca jest właściwie pozbawiony jakiejkolwiek kontroli nad tym.
    Bez JOWów można obiecywać gruszki na wierzbie, a możliwości rozliczenia tego są żadne, zresztą tak to się właśnie kręci od ćwierćwiecza.

  • Szpieg 11 maja 2015 Odpowiedz

    Napisałbym coś, ale zacytuję po prostu, bo czasu dziś nie mam na wywód.
    Zajrzałem sobie na lewacki lisowy natemat.pl i widzę tam skowyt wielki. Jak również oczywiście demolowanie wizji JOW – że zabetonowanie.
    Całą tę argumentację o zabetonowaniu pięknie w dwóch komentarzach rozwalili Panowie:

    Tomasz Rysiak:
    „Przecież w JOW-ach nie chodzi o wprowadzenie do sejmu kilkunastu małych partii ale raczej o system selekcji kandydatów w danym okręgu, gdzie to partia będzie zabiegała o to żeby dobry i popularny kandydat kandydował z jej listy. Jest to przeciwieństwo obecnej sytuacji gdzie droga do sejmu prowadzi przez wieloletnie podlizywanie się wierchuszce partyjnej w zamian za obietnicę umieszczenia na liście na miejscu „biorącym”. W tym ostatnim bowiem przypadku, kandydat odpowiada nie wobec społeczeństwa które go wybrało ale wobec osoby układającej listy (Tusk, Kaczyński, lokalny baron). Potencjalne działanie JOW-ów dobrze widać w bezpośrednich wyborach na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast (senat nie jest dobrym przykładem, bo tam nie kandydują osoby którym się coś chce). Wśród szefów miast jest znacznie większa liczba osób które są sensowne (niezależnie od opcji politycznej) niż w sejmie czy rządzie. W szczególności, już w chwili obecnej mamy znaczną liczbę szefów miast, którzy są bezpartyjni lub są ewentualnie wspierani przez daną partię (która chce ogrzać się w blasku danego kandydata). W przypadku jednomandatowego okręgu wyborczego, taka osoba, niezależnie od tego czy będzie prezydentem miasta czy też parlamentarzystą będzie znacznie bardziej niezależna i odpowiedzialna w stosunku do swoich wyborców i w konsekwencji będzie znacznie bardziej wartościowym parlamentarzystą niż obecne maszynki do głosowania spod znaku BMW.”

    oraz Piotr Hildebrandt:
    „Tom Ash Ty jesteś głupi, ponieważ JOW przyniosly by cos przeczactego temu co mowisz. Teraz i tak masz zabetownowanie, lecz jednoczesnie partie s azabetonowane ideologicznie, poslowie nie maja mozliwosci wplywac na partie. W JOW poslowie maja prawo glosu ito pokazaly JOW w Angli – Cameron musial przyjac poglady antyimigracyjne i anty UE, bez JOW byloby to niemozliwe
    „Kłamstwo z tym zabetonowaniem. Pamietajmy, że system partyjny nie oznacza zabetonowania – w JOW oznacza, że partia może sie zmienac, ewoluowac poniewaz wplyw maja na jej kształt wybrani kandydaci. Partii zależy na poparciu popularnego kandydata – przejmuje ich wizje, postulaty. Dlatego np Cameron stal sie antyimigracyjny, anty UE. Bez JOW miałby pelnie wladzy i w dupie postulaty ludzi.” @tom ash”

    Normalnie, sam bym tego lepiej nie ujął.

  • Szpieg 12 maja 2015 Odpowiedz

    Jeszcze co do drugiego komentarza – myślę że to ważny argument również do wykorzystania przez Ciebie Hauerze, w Twoich fejsbukowych krucjatach 😉 : JOWowy system dwupartyjny sprawia, że partie przestają być organizacjami o charakterze mafijnym, rządzonym np przez 15 lat przez tego samego człowieka i jego miernych zauszników. Zwróćcie uwagę jak to jest w Stanach czy GB – tam liderzy co jakiś czas się wymieniają, bo żaden z nich nie ma możliwości zabetonowania partii i zmienienia jej w swój prywatny folwark. Kaczor czy Tusk, decydując tak naprawdę kto startuje i kogo wybiorą a kogo nie, zapewniają sobie władzę na całe lata. Ileż miernych kreatur odpadłoby z polityki na zawsze – a tak, najbardziej znienawidzony i skompromitowany polityk może wejść z miejsca 1-go albo 2-go, bo z nikim o miejsce w okręgu nie rywalizuje, co najwyżej z innymi miernotami na swojej liście o liczbę głosów.

  • Piotr 12 maja 2015 Odpowiedz

    Szpiegu, oni nie kumają. Oni nie dyskutują. To jest partyjny amok. „Partia matka” mówi, że JOW to zło, a oni powtarzają, bo ktoś im „ukradł 20%”. Rozumiesz? Ktoś IM ZABRAŁ. Jak łopatkę w piaskownicy. Platformersy, PiSklaki, lewaki, kanapowcy, a nawet największa porażka tych wyborów czyli Tanajno jednym głosem biadolą, że „Kukiz zabrał ich procenty!!!” Oni mają dwa slogany: „zabetonuje!” i „W UK się nie sprawdziło!” , a normalny człowiek musi przynajmniej 10 zdań tłumaczenia napisać, których zresztą nie przeczytają.

  • Szpieg 12 maja 2015 Odpowiedz

    To prawda, niestety. Ale ten partyjny amok ma uzasadnienie, powiem na przykładzie PIS bo ta partia 10 lat temu była mi bardzo bliska. W UK czy USA w systemie jednomandatowym Kaczyński już dawno straciłby władzę w PIS, bo jest anachroniczny, nieskuteczny i chory psychicznie. Nie mógłby się otoczyć wiernymi miernotami, bo nie decydowałby w tak absolutnym wymiarze o tym kto dostaje mandat. Jakość kadr partii poprawiłaby się na tyle, że możliwe byłoby jego odsunięcie i pójście w innym kierunku. Pamiętam bardzo dobrze że w 2005 roku wokół PIS zebrała się pokaźna grupa zacnych, szanowanych w swoich miastach i województwach postaci. Szybko okazało się, że ich rady czy opinie nic nie znaczą, że o ich miejscu w partii nie decyduje ich poparcie społeczne i autorytet, tylko decyzja wodza i jego miernych klakierów. Że są rozstawiani po kątach i poniewierani przez ludzi, którzy powinni im z miotłą po korytarzu zasuwać. PIS bardzo szybko wypłukał się intelektualnie i zaczął podążać za frontem i planami jednego, omylnego, zafiksowanego starego człowieka, który wiódł go od klęski do klęski, coraz bardziej zacieśniając władzę nad partią właśnie dzięki temu, że nie został nikt kto mógłby mu podskoczyć, bo to on o wszystkim decyduje. A nie wyborcy stojący za daną postacią w jego partii, z którą w tym momencie trzeba się liczyć i może nawet utracić władzę na rzecz grupy takich postaci. Kaczyński świetnie wie, że JOWy odbiorą mu władzę nad PIS, wiedzą to też jego pretorianie. Jeśli ktoś w PIS sympatyzuje z JOW, musi milczeć. Młode PISklaki muszą atakować JOW, bo całkowicie zależą od tych wyżej. Na tym ta machina polega. No i oczywiście mamy jeszcze tabuny zwykłych ludzi, którzy się na to łapią. Zabetonowanie samo w sobie nie jest złem, ale absolutnym złem jest zabetonowanie w takiej formie jaką wymusza system proporcjonalny. Nawet gdyby w JOW nadal dominowały PO i PIS, to byłyby po pewnym czasie całkiem inne partie.

  • Cookie 13 maja 2015 Odpowiedz

    Jaśnie oświecony Panie Dymiński – tłumacz nam głupim i maluczkim. Mentorski ton jest żenujący – sorry proszę go sobie darować.

    JOW-y to nie jest żadne rozwiązanie. Żadne. Bo skoro chodzi o odpartyjnienie sceny politycznej, to jaskrawy przykład Wielkiej Brytanii, gdzie rządzą dwie partie naprzemiennie jest chyba nadto jaskrawy. JOW-y niczego nie rozwiązują, dając możliwość manipulowania granicami okręgów w taki sposób, aby partia rządząca aktualnie aż nadto wpływała na wynik wyborów. JOW-y to w końcu ogromna możliwość marginalizowania partii (czy nawet organizacji), które w społeczeństwie mają spore poparcie i z poglądami których znaczna grupa społeczeństwa się identyfikuje. Przykład UKIP-u. Uważa Pan, że to jest ok ? No to sorry – różnimy się (ale nie wiem czy mi wypada, ehh) I w drugą stronę, Szkocka Partia Narodowa, mająca o połowę mniejsze poparcie ma 56 razy więcej mandatów w Izbie Gmin, niż UKIP. To naprawdę trzeba argumentować, że chyba coś tu nie gra ??? Poza tym frekwencja w wyborach w UK spada, właśnie przez system wyborczy, do którego Brytole są zwyczajnie zniechęceni.
    Ale oczywiście ja głupi bronie interesu partyjnego, nie wiem czyjego, bo nigdy nie należałem do żadnej.

    A wie Pan i pana kumple w czym jest większy problem w tym kraju ??? Co mogłoby w większym stopniu ( bo nie w 100%) może sprawić, że coś w kraju ruszy ?? Wprowadzenie kadencyjności. Wszędzie. Od radnego, przez wójta burmistrza, do posła, senatora. Tak jak ma prezydent. 2 kadencje i dzięki. Czas na następnych. Wtedy w znacznym stopniu ograniczy się tworzenie oligarchii i oligopoli. Wtedy będzie rotacja, wtedy władza – nazwijmy to – nie zdąży zepsuć i zdegenerować. To jest tylko połowiczne rozwiązanie, bo nie ma prostej recepty na polskie bolączki (nie jest tak jak chce Mr Kukiz – że oto wprowadzimy JOW-y i nagle wszystko będzie cacy. A już szczyt błazenady dziś w radiu- gdy Kukiz twierdzi, że Polki rodzą dzieci w UK, bo tam są JOW-y – litości).

    Dużo pracy przed nami. Trudna droga przed Polską, bo naszym krajem rządzili już wszyscy, od prawa do lewa. I PO, Pis, SLD, PSL itd… I co ? Polska klasa polityczna w całości nadaje się do wysadzenia w powietrze. Ale opowiadanie, że JOW-y zrobią z Polski tygrysa Europy to mit. Takie jest moje zdanie, i fajnie by było, gdyby uznał Pan i Panu podobni, że można być przeciwnikiem JOW-ów, i jednocześnie niekoniecznie lemingiem, pisiorem czy jakimś innym betonem. Można poprostu mieć inne zdanie

  • Piotr 13 maja 2015 Odpowiedz

    Do przedmówcy: Przepraszam, gdzie tu jest mentorski ton poza Pańskim wpisem?

    Ja staram się spokojnie i merytorycznie tłumaczyć. Wyjaśniłem tu powyżej we wpisie na blogu, że powtarzany uparcie argument „jaskrawego przykładu Wielkiej Brytanii” jest fałszywy i wyjaśniłem dlaczego. Tymczasem Pan wkracza z mentorskim tonem i po prostu powtarza ten sam fałszywy argument. Zadaniem JOW-ów po prostu nie jest dawanie głosu grupom, które liczą 7, 10 czy 12 procent. Tak właśnie: uważam, że „przykład UKIP” jest OK. To jest przykład jak działają JOW-y. Partia konserwatywna musiała zweryfikować swój program. Musiała dostosować się do oczekiwania wyborców, bo inaczej by poległa w wyborach opartych na JOW. Dostosowała się i przetrwała, ale musi spełnić obietnice, bo UKIP może ją zmieść w następnych wyborach, jeżeli okaże się, że kłamała. Równocześnie „przykład UKIP” pokazuje, ze system brytyjski jest stabilny, odporny na chwilowe mody i kaprysy.
    Przykład Szkockiej Partii Narodowej też jest pozytywny. posłowie są reprezentantami swoich wyborców, w swoich okręgach. Jeżeli inne ugrupowania były zbyt skłócone by wygrać na tamtym terenie, to co w tym dziwnego, że Szkotów reprezentuje partia Szkotów? Poseł nie musi być związany z duża partią, która zdobędzie dużo głosów w skali całego kraju. Wystarczy, ze ma oparcie w swoim okręgu. To jest zaleta JOW, a nie wada. Frekwencja wyborcza spada w wielu krajach. Pamiętajmy jednak, że Wielka Brytania nie jest krajem taj jednolitym jak Polska. Są tam liczne mniejszości narodowe i religijne, mocno zróżnicowane regiony. Znaczna część kraju chce niepodległości. Duża część społeczeństwa chce wyjścia z Unii. Gdyby tam był taki system jak w Polsce, to do wyborów wystartowałoby kolejnych kilkanaście partii, a parlament byłby sparaliżowany, niezdolny do działania. Mogłoby się okazać , że jakaś mała radykalna partia (odpowiednik naszej Samoobrony) z poparciem 8% jest siłą decydującą o podejmowaniu ustaw. Proszę nie odrywać krytyki JOW, od sytuacji w systemach proporcjonalnych i od tego, że zmiana reguł powoduje zmianę taktyki startujących.

    Co do kadencyjności, to oczywiście jestem za. Zawsze popierałem. Nie trzeba mnie przekonywać, ani odkrywać Ameryki na nowo. Natomiast wypowiedź o „rodzeniu dzieci” proszę traktować jak figurę retoryczną. Proszę zwrócić uwagę, że nasi rodacy znajdują godne warunki do życia, tam gdzie władze wybiera się w JOW, a nie w systemie proporcjonalnym. To nie jest bezpośrednia zależność, ale twierdzenie, że „system nie ma żadnego znaczenia” po prostu nie ma szans się obronić. Nawet zastosowany przelicznik w metodzie proporcjonalnej ma znaczenie, co dopiero tak radykalna zmiana.
    Przy tym o „robieniu tygrysa Europy” dzięki JOW-om nie słyszałem 🙂 Tu chodzi o zmianę w podstawach systemu, bo na razie wszyscy obiecują drugie Japonię, drugie Irlandię. Wszyscy obiecują, ze wystarczy ich wybrać i będzie fajnie, a efekt jest taki, ze partia, która ma 8% może zablokować każdą reformę. Nikt za to nie odpowiada, wszyscy chcą dobrze, „tylko koalicjant nie pozwolił”.
    Fajnie by było, gdyby uznał Pan, że można być za JOW i nie być półgłówkiem. Naprawdę można mieć inne zdanie. Niestety jest faktem, ze głównie partyjny beton się broni przed JOW, a wielu zwykłych uczciwych ludzi daje się przekonać temu, co powtarza telewizja, gazety i cała reszta. Ja doskonale rozumiem, że można być przeciwnikiem JOW. Gdzieś niedawno nawet napisałem, że sam byłem takim przeciwnikiem. User podpisujący się „Szpieg” też napisał, że był przeciwnikiem. To jest naturalne. Jesteśmy wychowani w „proporcjonalnym” środowisku politycznym i w pierwszym odruchu uważamy system większościowy za błędny „bo partia co ma 10 % głosów nie dostaje 10% mandatów!” Dopiero po głębszym przemyśleniu możemy zrozumieć, ze partia, która dostaje zaledwie 10% wcale nie musi mieć mandatów w sejmie i nie ma w tym nic złego. Polski parlamentaryzm byłby lepszy bez współrządzących: UW, PSL, Samoobrony czy LPR.

  • Cookie 13 maja 2015 Odpowiedz

    No cóż, nikt nikogo nie przekona.
    Mi podoba się różnorodność w parlamencie, bo nasze społeczeństwo, wbrew temu co Pan twierdzi, jest różnorodne.

    A brytyjski system JOW-ów to zabetonowanie systemu politycznego w obrębie dwóch partii. Nic w tym dobrego. Proszę Pana – w latach 80-tych i 90-tych Liberalni Demokraci potrafili osiągać w wyborach grubo ponad 20 % poparcia. I ledwie po kilkanaście mandatów – i cóż, Pan uważa że to jest ok, ja uważam, że nie.

    Idźmy dalej – w UK blisko 60% okręgów – czyli JOW-ów – to są tak zwane seat safety. Czyli okręgi, w których od wielu wielu lat wiadomo, że wyga albo Partia Konserwatywna, albo Partia Pracy. No i gdzie tu logika. Jak ma się czuć wyborca np. Partii Pracy, który mieszka w okręgu w którym z góry wiadomo, że wygra Torys (lub odwrotnie) ? To jest mechanizm właśnie przez który spada frekwencja, bo po co mam iść na wybory, jak mój głos i tak na nic nie wpłynie ? Żadne korzyści.

    Pisze Pan, że JOW-y to ograniczenie „chwilowych kaprysów i mody”. No to ja czegoś nie rozumie, proszę mi wytłumaczyć, Panu chodzi i możliwości łatwiejszego usuwania złych posłów/parlamentarzystów czy nie ? Jeśli się zabetonujemy, to rzeczywiście nikt nie będzie ulegał modzie i kaprysom. To po co JOW-Y ? Nie będzie mody na nic innego, to będzie PO i PIS. Po co reszta?

    I jeszcze o brytyjskim parlamencie – wybieranym przecież z JOW-ów. Tam w Izbie Gmin funkcjonuje wewnątrz frakcji tak zwany Bicz – czyli rzecznik dyscypliny. Czuwa nad tym, by w najważniejszych głosowaniach przestrzegana była partyjna dyscyplina, by deputowani głosowali zgodnie z interesem partii czyli Premiera. No i … ?

    Moim zdaniem JOW-y niczego nie rozwiązują, są tylko hasłem, które w niczym nie naprawi Polski. Jeśli ktoś nie znajdzie sposobu na usunięcie z życia politycznego pokolenia, które o 25 lat nie chce odejść od koryta (wszelkiej maści od SLD przez PO do PIS), to ani JOW-y nie pomogą i nic się nie zmieni. Prędzej zawalczyłbym o wprowadzenie zapisów o kadencyjności wszystkich tych, których wybieramy. Byłbym ciekawy czym zajął by się taki Ryszard Czarnecki albo Misiu Kamiński albo Leszek Miller, gdyby nagle okazało się, że Panom już dziękujemy. Przecież niektórzy pełnią funkcję od czasów PRL-u. To jest prawdziwy rak, który toczy polskie życie publiczne. To samo w samorządzie, niektórzy uprawiają pielgrzymki i od 4 czy 5 kadencji są radnymi. I to trzeba rozpier…..ć w pierwszej kolejności !!!

  • Piotr 13 maja 2015 Odpowiedz

    No cóż, nie przekonamy się. Ja to wszystko wiem, o czym Pan pisze. Po prostu zupełnie inaczej oceniamy pewne zjawiska i nie przestaniemy nagle oceniać ich inaczej.

  • Cookie 13 maja 2015 Odpowiedz

    To przy najmniej szanujmy się, bo nie każdy przeciwnik JOW-ów to partyjny działacz i beton. Pozdrawiam

  • Yeri 13 maja 2015 Odpowiedz

    „To przy najmniej szanujmy się, bo nie każdy przeciwnik JOW-ów to partyjny działacz i beton”

    No to już szyderczo zabrzmiało w kontekście Twoich wypowiedzi wcześniejszych. Na dzień dobry imputujesz Piotrkowi mentorski ton którego sam używasz, pozwalasz sobie na uszczypliwości typu „jaśnie oświecony” (niby dlaczego??), a na koniec apelujesz o szacunek , „bo nie każdy przeciwnik JOW to partyjny beton”.
    Primo- według mnie zachowałeś jak „partyjny beton”.
    Secundo- to wg Ciebie „partyjnemu betonowi” nie należy się szacunek? Bo tak wynika z ostatniego zdania.

  • Szpieg 13 maja 2015 Odpowiedz

    Nie jestem pewien, czy gdzieś funkcjonuje „kadencyjność wszędzie i dla wszystkich”. W przeciwieństwie do JOW, tak szeroki zakres kadencyjności nie jest sprawdzonym rozwiązaniem.
    To, że w parlamencie w GB czy Kongresie występuje dyscyplina partyjna nie jest równoznaczne ze zrobieniem sobie przez jednego przywódcę z Republikanów czy Konserwatystów prywatnego folwarku na 15 lat.
    Ponieważ u nas faktycznie „proporcjonalne” środowisko polityczne jest mocno zakorzenione, salomonowym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie na wzór niemiecki – połowa posłów z listy partyjnej, połowa z większościowych wyborów. Lepsze już to, niż utrzymanie proporcjonalnej patologii.
    Jasne, że JOW nie jest wolny od wad, i że ktoś od lat może mieszkać w okręgu w którym nie ma szans wybrać reprezentanta z partii jaką popiera. Jednak wybiera się reprezentanta z okręgiem związanego. Za to u nas od lat na wszystkich listach są ciągle te same partyjne miernoty, zrzucane często jako spadochroniarze, nie reprezentujące nikogo poza partią, nie znające i nie interesujące się swoim okręgiem. Też mi możliwość wyboru. W najgorszym razie wychodzi na to samo, a wg mnie jest znacznie gorsze.

  • Piotr 14 maja 2015 Odpowiedz

    Też uważam, że patologii w systemie proporcjonalnym jest więcej. W brytyjskim JOW można manipulować granicami okręgu? W polskim systemie można manipulować przelicznikami głosów na mandaty, progiem wyborczym, możliwością blokowania list, tworzeniem lub likwidowaniem listy krajowej etc.
    W dyskusji o JOW najwięcej nieporozumień wynika z odmiennego zrozumienia pojęć, które tak samo lub podobnie się nazywają, ale zupełnie inaczej funkcjonują w różnych systemach. Np. w systemie proporcjonalnym mamy „upartyjnienie”, bo to liderzy partii decydują kto będzie na liście i jak ktoś im nie pasuje to go więcej nie wpuszczą. Chętnych jest wielu bo przy konstrukcji list i systemu czasem wystarczy zaledwie kilka tysięcy głosów uciułanych w ogromnym okręgu. Takie pionki uzależnione od szefa partii można dowolnie wymieniać, byle spełniony był warunek, ze na liście będą kobiety i mężczyźni, mieszkańcy poszczególnych powiatów w okręgu no i będzie odpowiednia reprezentacja branżowa: nauczyciel, emeryt, lekarz, pielęgniarka, związkowiec, prawnik, przedsiębiorca etc. Nie ważne kto z nich wejdzie, nie ważne z jakim programem. W systemie proporcjonalnym dopiero po wyborach układana jest koalicja z nowym programem, a posłowie zależni od szefów będą to popierać niezależnie co obiecali wyborcom. I to jest upartyjnienie: liderzy partii rozstawiają partyjne pionki jak chcą i dogadują program działania między sobą po przeprowadzonych wyborach. Nie ważne czy partie będą 3 czy 13. W takim układzie liderzy są niemal nietykalni. Wystarczy, że ich partia będzie miała zdolność zdobycia 7-8%, a mają pewne miejsce w sejmie, a może i stanowisko wicepremiera. To jest chore. To jest upartyjnienie. W GB poseł jest bardziej związany z wyborcami w okręgu, a zwycięska partia ma w 99% przypadków samodzielną większość, wiec nie ma rozmywania odpowiedzialności na koalicjanta. Lider partyjny musi zabiegać o człowieka szanowanego na tym niewielkim obszarze, poparcie wyborców jest realną siłą posła wobec partii. To jest odpartyjnienie i nie ważne czy partie w parlamencie są 2 czy 12.

  • Cookie 14 maja 2015 Odpowiedz

    Ale listy krajowe zostały w Polsce zniesione, próg wyborczy jest od 22 lat taki sam, oczywiście istnieje możliwość przeliczania liczby mandatów, to fakt. Więc w protokole zbieżności ustalmy, że po prostu nie ma idealnego systemu, którym nie da się manipulować. Moim głównym zarzutem do JOW-ów jest i pozostanie niereprezentatywność wyników wyborów, bo teoretycznie wybory można wygrać z dużym deficytem głosów (tzn mieć znacznie mniej niż inni). Skoro uważacie, że to jest ok, to wasza sprawa. Z drugiej strony można osiągnąć całkiem sporą liczbę głosów i de facto nie mieć prawie żadnej reprezentacji.
    Nie zgadzam się też, że odpartyjnieniem będzie to o czym Pan pisze, tzn nieważne 2 czy 12 partii. System proporcjonalny daje jednak możliwość samodzielnego rządzenia, nie możemy tego wykluczać.

    Zgoda – mase posłów nie wie nawet często nad czym głosuje, bo ich głosowania są emanacją woli lidera. Ale jak się chyba zgodziliśmy JOW-y wcale tego nie eliminują (niekoniecznie muszą).

    Miejsca na listach wyborczych… no cóż – w JOW-ach też startują partie. Też tych kandydatów ktoś zatwierdza. Jasne – jak mnie nie wezmą na listę, to mogę sam się zgłosić i wystartować i nawet zdobyć mandat. I zostajesz sam – i co dalej ? A z resztą ilu kandydatów niezależnych jest w parlamencie brytyjskim ? Tego nie wiem, warto by sprawdzić, ale chyba nie za wielu.

    Podsumowując – nie ma optymalnego rozwiązania. Sprzeciwiam się tylko tezom, które głoszą, że JOW-y to jest recepta na wszystkie patologie w naszym kraju. Nie jest tak, jak usiłuje nam wcisnąć Kukiz, że wprowadzimy JOW-y i nagle wszystko się zmieni. Mamy JOW-y w wyborach do rad gmin, proszę Pana – niech Pan rzuci okiem na pobliski Sanok – kto tam zdobył najwięcej mandatów ? Pis. No i jak…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook