Star Wars VII: kupony zostały odcięte

Epizod VII: Odcinanie kuponów. Tak właściwie powinien brzmieć tytuł najnowszej części Gwiezdnych Wojen. Widzom zaserwowano wtórne widowisko posklejane ze starych motywów i doprawione sentymentami. Efekt kasowy będzie. Niestety to oznacza bardzo zły sygnał wysłany do filmowców. 

Dzisiaj temat trochę lżejszy, filmowy.

Uwaga: poniżej znajdują się spoilery i słowa zniechęcenia do najnowszej części sagi Star Wars.

Wielu fanów Star Wars jest zawiedzionych najnowszym epizodem. Zaryzykowałbym twierdzenie, że większość, lub nawet prawie wszyscy. No może oprócz tych, którzy dobrze wiedzieli, jak będą wyglądały Star Wars w wykonaniu Disneya i Abramsa.

miki wars
Jedna z obaw graficznych co do siódmej części Star Wars.

Nowy, VII Epizod oparty jest na sentymentach i kalce z poprzednich części, głównie z IV. Ilość powtórzonych motywów przekracza wszelkie dopuszczalne normy. Postacie są nijakie i papierowe.
W nowej odsłonie nie ma już Imperium, ale w zamian jest „Najwyższy Porządek”, używający takich samych statków i mundurów jak Imperium. Nawet mają swoją wersję Vadera: łazi taka płaczka na czarno i w masce. Opowiastka o tym, że ta beksa rozwaliła Lukowi szkołę Jedi jest niemal tak głupia jak cała reszta scenariusza.
Tylko Gwiazda Śmierci jest tym razem 10x większa, za to na szczęście dla przygłupiastych głównych bohaterów, jest znacznie łatwiejsza do zniszczenia.
W dzisiejszych czasach już ciężko zachwycić widzów efektami specjalnymi, więc cóż pozostaje?
Premierze towarzyszyła na tyle duża akcja promocyjna oparta na marce poprzednich części, że zapewne będziemy mieli do czynienia z wielkim sukcesem kasowym. To oznacza bardzo zły sygnał do filmowców: „Po co wymyślać coś nowego, oryginalnego, skoro można jeszcze raz sprzedać to samo?”

Więcej nie komentuję, kto nie wierzy, może się sam przekonać jakim gniotem jest EVII. Kupony zostały odcięte.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Szpieg 11 stycznia 2016 Odpowiedz

    Ojtam, trochę przesadzasz. Liczyłem po prawdzie na dłuższą i bardziej wnikliwą recenzję z Twojej strony. Przynajmniej od punktów i po kolei. To może ja od siebie, i podyskutujemy. Nie twierdzę że film jest mega, acz aż tak w czambuł bym go nie potępiał. Mroczne Widmo pamiętasz??? Ratowali je tylko Liam Neeson i Darth Maul z Palpatinem.

    UWAGA SPOJLERY!!!!!

    1. Darth Emo – tak go z Anią nazwaliśmy, zresztą nie my pierwsi, na Twitterze jest prześmieszny profil Emo Kylo Ren.
    https://twitter.com/kylor3n
    Przykładowy wpis z dzisiaj: i was not crying in the shower ,i just realized how i’ll never get to meet darth vader and then soap got in my eye 😛

    Ale tak na poważnie – też nas oczywiście rozwalił na początku, ponieważ cała Saga przyzwyczaiła nas już, że to po Jasnej Stronie występują te niezdecydowane, walczące ze sobą chłopaczki – jak Luke czy Anakin w takim Ataku Klonów chociażby (on się tam momentami zachowuje całkiem jak jego emo-wnuk), a jak pojawia się koleś z Ciemnej strony w czarnej pelerynie to ma +300 do klimatu, mega charyzmę, wymiata w walce i jest takim czarnym charakterem jakim każdy z nas chciałby być 😉 Darth Maul nie gada dużo, ale jest rzeźnikiem i budzi grozę w walce, Dooku to śp. Christopher Lee i więcej dodawać nie trzeba, Vader wiadomo, Palpatine nawet jak jest zwykłym senatorem to ma tę mroczną charyzmę i magnetyzm głównego knuja. Generalnie kibicowało się złym chłopakom. Tutaj następuje zmiana konwencji – mamy jeszcze zupełnie nieukształtowanego młodego Dark Jedi, bo Sithem on nie jest, nie ma tytułu i szkolenia nie ukończył, kuszonego uwaga – nie przez Ciemną Stronę, a przez Jasną. Facet cierpi, miota się, zapatrzony w dziadka prawie jak ja w mojego z Wehrmachtu (też mam hełm w pokoju :-P), chce być jak on ale wie że ma aparycję i głos totalnej cioty więc nosi maskę, złożył sobie klimatyczny miecz żeby się go wszyscy bali, a i tak wpada w gniew jak panna z okresem i nawet szturmowcy zamiast drżeć ze strachu, obracają sie na pięcie i go olewają. To go wszystko totalnie frustruje, i dopiero zabijając swojego ojca dokonuje mocnego (acz pytanie czy ostatecznego) przejścia na Ciemną Stronę, acz poweru mu to nie dodaje. W sumie nawet jego miszczu w niego powiątpiewał i póki nie zabił Hana, nie chciał go dalej szkolić. Prawie jak Yoda Luka. Moim zdaniem może się czuć zbulwersowany ten kto oczekiwał klimatycznego złego a`la reszta Darthów, a tu patent na miarę Lorda Hełmofona – ale to tak jakby reżyser chciał powiedzieć – patrzcie, to zło w świecie SW wcale nie jest zawsze cool i trendy, jest też tchórzliwe, chwiejne i żałosne. (Trochę jak ten zły w Ostatnim Smoku). Pewnie że wolałbym Darth Revana z jednej z moich ulubionych gier (identyczna niemal maska), ale temu typkowi dam szansę.
    A jak z tym rozwaleniem szkoły przez niego było, to też nie jest wyjaśnione, jest mowa o ile pamiętam że się zbuntował i wszystko zniszczył – ale nie jest powiedziane że wszystkich wyciął, może zwyczajnie zabrał zabawki i coś zdemolował, a Luke odebrał to jako giga-porażkę (w końcu jego krew i najbardziej obiecujący uczeń), też strzelił emo-focha (to u nich rodzinne) i zwiał na wygnanie? Poczekam do następnych części żeby to się jakoś rozjaśniło.

    2. Bardziej niż Darth Emo, drażni mnie ten cały Nowy Porządek, jak to stwierdził mój brat, wyglądają jak grupa cospleyerów Imperium. Sami smarkacze i panienki w obcisłych mundurkach (Hauer, Red Alerta pamietasz??? :-P) Brak charyzmatycznej postaci przywódcy wojskowego, jak Gubernator Tarkin czy Admirał Piett, ten cały Hux to wg mnie największa porażka filmu – jeśli taki patałach pryszczaty jest tam głównym generałem, to nic dziwnego że baza się w proch rozpadła. Samą koncepcję Dartha Emo z przyczyn jakie wyłożyłem powyżej, jestem w stanie łyknąć, ale jak w Nowej Nadziei pojawiał się okrągły stół z generałami Imperium to się czuło tę moc i mrok, a tu jak Hux ma to swoje „porywające przemówienie a`la przywódca Hitlerjugend” to wygląda to żenująco. (Starczy choćby porównać jak Palpatine przemawia do Senatu i ogłasza się Imperatorem). Tak samo ten ich Największy Przywódca – taki Darth Gollum animowany, zero charyzmy i zero grozy. Ci goście to faktycznie za bardzo trącą Disneyem i są ukłonem w stronę smarkatych widzów. Lukas robił te ukłony tylko po stronie „dobrych” – Jar Jar Binks, Gunganie, Ewoki, a tutaj dla odmiany spieprzyli tym ukłonem „złych”. Tyle na ich plus, że szturmowcy w końcu walczyć się nauczyli i nie są takimi totalnymi łajzami rozwalanymi przez Ewoki.

    3. Powtórzenia – i owszem, dużo ich, a ten z Mega Gwiazdą Śmierci i sposobem jej rozwalenia to już w ogóle. Zwłaszcza że baza pojawia się w połowie filmu z dupy, wcześniej nikt nie wiedział co toto potrafi, a w Nowej Nadziei od początku idzie o zniszczenie Gwiazdy Śmierci. Acz podoba mi się motyw, że całkowicie kopnęli w dupę tzw Expanded Universe, czyli 30 lat coraz głupszych książek w których w każdej widać przepotężną Nową Republikę i coraz to nowe resztki imperium próbujące z nią walczyć i rozgramiane przez głównych bohaterów – tutaj mamy powtórkę z rozrywki, czyli Nowa Republika pewnie rozpadła się bądź zdziadziała przez 30 lat jak Unia Europejska, na boku wyrosła jej zdecydowana junta wojskowa i trzeba było reaktywować Rebelię.

    Dyskutujmy :)))

  • Piotr 12 stycznia 2016 Odpowiedz Author

    Nie chciałem nadmiernie spoilerować. Stwierdziłem też, ze nie warto od razu, z góry na dół jechać po niemal każdej scenie. Popatrzmy na Twoje punkty.

    1. Jakiego rozjaśnienia oczekujesz? To jest film, w którym szukają mapy do Luka Skywalkera. Nie ważne kto, kiedy i po co zrobił te mapę. Po prostu jest fajnie jak jest mapa, prawda? Jak w filmach Disneya o piratach. Taka tylko różnica, ze tam zwykle jest to mapa do skarbu, którą zrobił ktoś, po tym jak go ukrył, a po to, żeby do niego z powrotem trafić. Jednak coś się wydarzyło (umarł?) i dlatego skarbu szuka ktoś inny, kto nie do końca rozumie mapę… no ale tu? Kto, kiedy i po co do diaska zrobił mapę? Czyli innymi słowy: czy ktoś w ogóle przemyślał kluczowy motyw tej fabuły? Czy chodzi tylko o klimatyczne poszukiwanie starego Luka? Odpowiadam trochę nie w temacie Emositha, ale chodzi mi o ukazanie, że oczekiwanie jakiegoś sensu, czy wyjaśnień jest daremne. Ty się tam doszukujesz głębi, a to jest po prostu chłopczyk dla nastoletnich fanek filmu, które mają się rozczulać nad tym, ze może nie jest taki strasznie zły.
    Luke oczywiście powtórzył dokładnie to co zrobił Obi-Wan, bo jak wspomniałem: fabuła jest do bólu wtórna. Co do nowego miecza, to aż dziwne, że przy swoich umiejętnościach ten emo nie pociął się po nadgarstkach.

    2. Tak właśnie, Nowy Porządek jest wyraźnie drażniący. To tak jak by reżyser chciał powiedzieć, że zrobił coś nowego, podczas gdy wyszła mu marna kopia ze zmienioną nazwą. Poza tym, co Ty chcesz od „Darth Golluma”? Przecież ma 10x większy hologram niż ktokolwiek inny!! Nie czujesz tej grozy…?

    3. Tak, multum powtórzeń. 10x większa gwiazda śmierci jest jakąś superbronią, którą wyprodukowano nigdy nie testując, ani nie opracowując teorii tej technologii, bo cała reszta galaktyki jest nagle zaskoczona. Ta, nikt nie zauważył opracowania broni, która za każdym użyciem musi zgasić jakąś gwiazdę 😉 BTW, nie wiem czy sami twórcy się zorientowali, ale oni w E VII wprowadzili de facto technologię „planety odbywającej podróże międzygwiezdne”, co też jakoś tak jest bez echa. …pewnie nie zauważyli i to dlatego.

    W sumie dyskutować można, ale po co? Jeżeli w przypadku innych produkcji twórcy potrafią w remaku wprowadzić więcej nowości i świeżości niż Abrams kręcąc kolejną część?

  • Szpieg 12 stycznia 2016 Odpowiedz

    Wiesz, w tej części jest „mapa do Lukea” a w Mrocznym Widmie były „midichloriany”. Nic dziwnego, że Anakin sfiksował, jak dzieci wołały za nim na placu „Twój stary midichloriany!”. Akurat mapa do znalezienia czegoś to nie patent Disneya, bo np w Starwarsowych grach (jak KOTOR, gdzie występuje Revan), czy tych kreskówkach „Rebelianci” czy „Wojny Klonów” co i rusz czegoś tam szukają i za czymś się gonią po starych świątyniach.
    Darth Gollum zapewne w oryginale jest wielkości Yody, stąd ten hologram 😛 Nie no, postać tragiczna, grozy i charyzmy w nim tyle co w wicekrólu Federacji Handlowej, do tego ujawnianie go na początku kampanii? Palpatine dopiero w drugiej części starej trylogii mignął na chwilę.
    Ja się nie bulwersuję aż tak mocno jak Ty, bo niczego wielkiego nie oczekiwałem – dla mnie Gwiezdne Wojny to stara trylogia, jak łyknąłem z musu prequele ze „straszliwą” Federacją Handlu i żałośnie pokazaną przemianą Anakina w Vadera przy drewnianej grze Christiansena, to wszystko już łyknę. Bezsensów w prequelach było mnóstwo (np czemu jedni Jedi znikają po zabiciu i wracają jako duchy a inni nie?), Rada Jedi nie wyczuwała Mrocznego Lorda sithów pod samym nosem, nic tylko siedzieli na pufach i gadali itp., a jak już przyszli go aresztować to stali jak kołki itp. A to jeszcze był Lucas, żaden Disney. A Federacja Handlowa z badziewnymi droidami wydającymi durne odgłosy zaskoczenia w stylu „o-ooo?!” New Order to jej godny kontynuator. Prequele ratowali aktorzy – Neeson, McGregor, Jackson, Lee, koleś grający Palpatina. Tutaj też klimat podtrzymywał Ford jak długo był na ekranie. Pewnie nowa trylogia będzie porównywalna z prequelami, chociaż jak mówię, dam jej szansę – jest jeden patent który może ją uratować od powielania schematu starej trylogii – mianowicie gdyby się okazało, że ta panienka od pierwszej części namaszczana na następczynię Luka przejdzie w ostatniej części na Ciemną Stronę, a Darth Emo przejdzie na jasną i będą walczyli (zresztą idę o zakład, że krewnymi są, a Luke zmajstrował ją na boku). Dlatego właśnie czekam aż do końca żeby się co do Emo wypowiedzieć, bo Anakin np po samym Mrocznym Widmie wydaje się niedorozwiniętym smarkiem, kompletnie w nim śladu przyszłego Lorda Sithów, nawet Jawy nie kopnął czy coś 😛
    IMO to Han Solo powtarza Obi Wana z Nowej Nadziei, Luke będzie powtarzał Yodę.

  • Piotr 12 stycznia 2016 Odpowiedz Author

    Mapa do znalezienia „czegoś” to częsty motyw. Tylko wypada jakoś umotywować kto, kiedy i PO CO (!!!) zrobił mapę, żeby nie obrażać intelektu widza. „W Kaczych Opowieściach” Disney lepiej to potrafił zrobić, niż w super-hiper produkcji…

    Wiesz, w drugiej trylogii (niech zaginie na wieki) przynajmniej musieli dostosować fabułę do punktu końcowego, jakim jest początek E IV. W Trzeciej trylogii (oby jej nie zakończyli) Abrams może czynić co chce. Ot jak szturmowiec z energetyczną tonfą, który wyskakuje, żeby była efekciarska scena walki. Abrams lubi efekciarskie sceny walki, tylko nie umie tak zrobić, żeby to miało jakikolwiek sens fabularny.

    Wracając do Luka, Abrams powtarza motywy, a nie całe postacie. Czyli najpierw jest motyw mistrza Jedi, który po zdradzie ze strony swojego ucznia i zniszczeniu szkoły, odsuwa się na boczny tor i nie bierze udziału w dalszej walce. To jest czysta wklejka z Obiego.

  • Szpieg 12 stycznia 2016 Odpowiedz

    A mnie ten szturmowiec akurat podobał się, przynajmniej widać że szturmowcy to nie takie sieroty jak w starej trylogii. Energetyczne lance którymi można sfechtować miecz świetlny miały już droidy przyboczne Generała Grievusa (te w pelerynach). Moim zdaniem bez sensu patent, ale już Papcio Lucas go wprowadził, nie Abrams.

  • Szpieg 12 stycznia 2016 Odpowiedz

    A co do twórczej sraczki Abramsa w nowych częściach, to już chyba wszystkie najgłupsze możliwe patenty przerobiło to całe Expanded Universe, którego zagorzali fani teraz w ogóle dostali szału i wylewają pomyje na Disneya za skasowanie fanfic-landu.
    W jednej z serii książkowych pojawia się np. uwaga – Pogromca Słońc – czyli NIEZNISZCZALNY stateczek wielkości myśliwca, który jednym strzałem zmienia słońce w Super Nową, powodując zniszczenie całego układu gwiezdnego. Moim zdaniem patent dużo durniejszy niż stacja wielkości planety, a jednak toto istniało i fani SW się tym jarali (acz nie wszyscy). Że już o kilkunastu klonach Palpatina, każdorazowo uśmiercanych przez Luka, nie wspomnę.

  • Piotr 12 stycznia 2016 Odpowiedz Author

    Postaw sprawę jasno. Po prostu nie uważasz, ze E VII jest dobrym filmem. Jedynie stwierdzasz, ze E I – III były już głupkowate, a EU było jeszcze gorsze 😉

    Co do „szturmowca z tonfą” to podkreślam, ze chodzi mi o sposób jego wprowadzenia do fabuły. Wyskakuje znikąd i dzięki temu mamy scenę walki, która nijak nie wynika z przebiegu fabuły. Gdyby nie to, szturmowcy zwyczajnie powinni zastrzelić Finna. Pojawienie się w innych częściach „lanc” nie ma nic do tego 😉

  • Szpieg 12 stycznia 2016 Odpowiedz

    „Gdyby nie to, szturmowcy zwyczajnie powinni zastrzelić Finna. ”
    powiedział facet, który bronił swego czasu cięcia bagnetem w „Patriocie”. Tamten Angol też powinien nadziać szarżującego Mela z tomahawkiem, zamiast go próbować ciąć 😛

    Nie mówię nigdzie że to jest dobry film, jest to film właśnie na poziomie I-III, które też były odcinaniem kuponów. Nie spodziewałem się za bardzo niczego lepszego, to i nie jestem aż tak zbulwersowany tym co obejrzałem, a najlepiej będzie podsumować całą VII-IX, jeśli dożyjemy 😛

  • Kala 12 stycznia 2016 Odpowiedz

    Oglądałem dzień po oficjalnej premierze. Z synami. Synom się podobało, ale oni ledwo (lub wcale) kojarzą oryginalną trylogię. Oglądałem niedługo po obejrzeniu najnowszego Bonda (Spectre) i w tym zestawieniu Gwiezdne Wojny są dla mnie lepszym filmem.

    Są wtórne – ale taki był zamiar twórców. To jest reboot serii. Reboot w wykonaniu JJ Abramsa, którego nową wersją Star Treka wielu się zachwyca. Ja jakby mniej, ale poza Star Trek: TNG nigdy specjalnie nie kumałem świata trekkies.

    UWAGA SPOILERY

    Co do fabuły mam podobne zastrzeżenia co wszyscy – wtórna i dziurawa. Wtórność mnie aż tak nie drażniła – co drugi film z gatunku space opera leci tym samym schematem. Jest dużo miejsca na rozwój fabuły w kolejnych częściach – i ten zabieg też mniej kłuł w oczy niż w ostatniej ekranizacji Hobbita, którą rozwleczono ponad miarę. Podobała mi się przede wszystkim główna bohaterka – wg mnie jest szansa na dobrą, mocną bohaterkę w kanonie Sci-Fi. W miarę spoko bohaterski szturmowiec, przemiana wewnętrzna 100 razy bardziej wiarygodna niż przemiana Anakina z drugiej trylogii. Kompletną klapą jest dla mnie Darth Emo i Oficjalny Fanklub Dartha Vadera (TM) (AKA Nowy Porządek). Jednak najsłabszą postacią po stronie Fanklubu jest Kapitan Phasma. Szczególnie urzekła mnie filozofia opierania się przemocy poprzez wykonywanie wszystkich poleceń i delikatny komentarz po fakcie.

    Zdecydowanie dużym plusem jest strona wizualna. Kapitalne scenografie na początku z wrakami niszczycieli na pustyni. Świetna i w końcu wiarygodna wizja źródłą energii dla nowego niszczyciela światów (Starkiller – dokładnie tak, jak wg oryginalnego planu Lucasa miał się nazywać Luke). Co dziwniejsi obcy już tak nie trącą gumowymi maskami jak kiedyś. Moi młodzi byli pod wrażeniem.

    Dziur w fabule jest masa. 1. Po grzyba ta cała Kapitan Phasma? 2. Mamy mapę całego wszechświata z dziurą, i na podstawie wiadomych krawędzi nie potrafimy wydedukować brakujących fragmentów? 3. Darth Emo rozwalił cały Nowy Porządek Jedi? Jak? Zapłakał się na śmierć i potonęli we łzach? Albo umarli ze śmiechu z jego gigantycznego nochala i przetłuszczonych kudłów? 4. Miecz świetlny dostraja się psychicznie do właściciela? Przechowywuje wspomnienia i wizje?Od kiedy? 5. Oficjalny Fanklub Dartha Vadera (TM) – nie będący żadnym oficjalnym tworem rzędu Imperium czy Republiki – buduje sobie po cichu bojową planetę? Nikt tego nie wyłapał? (Gwiazdę Śmierci Imperium budowało bądź co bądź jako projekt rządowy). 6. Co się kurna działo te 30 lat po ostatnich częściach i upadku Imperium? Przeciwko czemu właściwie walczą Rebelianci, skoro Imperium poszło do piachu? Likwidują nieautoryzowane fankluby Dartha Vadera (bez TM) wspierając jedynie kanoniczny i oficjalny Oficjalny Fanklub?

    No dziurawe to jak sito. Ale jest dużo miejsca na fajny rozwój postaci.

    Czekam na taką wersję: Laska w trakcie kolejnych starć z Darth Emo przechodzi powoli na Ciemną Stronę. Darth Emo dokonuje przemiany w Tego, Który Przywróci Mocy Równowagę (TM) (Zakon Jedi rąbnął się tylko o kilka pokoleń (jak Bene Gesserit w Diunie)). Po czym ginie epicko i niepotrzebnie, równowagę mocy przywraca bohaterski Nawrócony Szturmowiec (TM). Głównym złym Sithem okazuje się ku uciesze fanów Jar Jar Binks. IX część pozostawia otwarte wątki do kontynuacji dla czawrtej trylogii. Reżyserem zostaje Almodovar, seria skupia się na wewnętrznych rozterkach moralnych głównych bohaterów. Jest nakręcona jako film czarno biały. I niemy.

  • Piotr 12 stycznia 2016 Odpowiedz Author

    @Kala, podobało się bo to Disney dla dzieci 😛

    Ad. 1. Po grzyba ta cała Kapitan Phasma? No przecież ktoś musiał dreptać bez ochrony, żeby można bo było porwać i zmusić do wyłączenia wszystkich osłon przy pomocy pulpitu dostępnego w pustym pomieszczeniu. Kto jak nie ona?
    Ad. 2. Bo tam najważniejsza była kreska (jak pamiętam). Ja pytam raczej kto i po co robił tę mapę? Gdzie jest motyw?
    Ad. 3. Zapewne utonęli.
    Ad. 4. No proszę Cię, Abrams jakoś musiał przekazać ważne informacje widzom. Widocznie nie miał lepszego pomysłu.
    Ad. 5. Tak właśnie to wygląda.

    @Yeri, Braun niech się nauczy wreszcie, ze mówi się Łukasz Niebchódek!

  • Szpieg 12 stycznia 2016 Odpowiedz

    Przyznaję, że mogli trochę powalczyć z tą Phasmą, a potem choćby powiesić ją za nogi nad przepaścią, żeby z niej wycisnąć hasło. Byłoby to bardziej na miejscu niż randomowy szturmowiec z tonfą. Postać o niewykorzystanym potencjale. Może więcej pokaże w innych filmach, niekoniecznie cycki.
    A Braun się widzę w Chewbaccę zmienia.

  • Mitz 12 stycznia 2016 Odpowiedz

    Yeri: wyjąłeś mnie z butów! 😀 Rewelacja!

  • Yeri 12 stycznia 2016 Odpowiedz

    Prawda? 🙂
    Na wypadek gdybyś pierwszej części nie widział:
    https://www.youtube.com/watch?v=bYRYHLUNEs4

  • Kala 13 stycznia 2016 Odpowiedz

    Słynne wejście Brauna o Gwiezdnych Wojnach zawsze na czasie. Jeżeli on to z bani na miejscu improwizuje, to czapki z głów.

    A co do Star Wars VII:
    Może się niejasno wyraziłem. Mnie się podobało. Przede wszystkim wizualnie, potem główna bohaterka. Poza tym Star Wars to Star Wars i kropka.

    Zobaczymy, co wymodzą w kolejnych częściach.

    Mapę do Luke’a robił sam Luke. Może szukając kryjówki. Może przesłał mu ją agent nieruchomości (Polecam ta kryjówkę Panie Skywalker. Jest zagospodarowana piwnica z siłownią, podgrzewany basen i prywatna plaża – planeta ma dwa słońca, więc sezon na brąz trwa cały rok). Może zamawiając pizzę podał adres dostawcy. Serio to takie ważne? Mnie bardziej rozwala fakt, że mają mapę Całego Wszechświata/Znanego Wszechświata/Znanej Galaktyki z dziurą – i nie są w stanie wymóżdżyć, gdzie jest brakujący fragment. Mnie uczyli, że do orientacji ciała w przestrzeni potrzeba 6 punktów (na widocznej mapie jest całe mnóstwo gwiazd), ale ja się nie znam. Może to tylko dekoracje – coś jak „Here Be Dragons” na starych mapach. Mając z kolei zidentyfikowany brakujący fragment wystarczyło go systematycznie przeczesać – i nie mam tu na myśli metody z Kosmicznych Jaj.

  • Piotr 13 stycznia 2016 Odpowiedz Author

    No proszę Cię Kala, jak to nie ważne?
    Skąd ta mapa? Kto, kiedy i po co ją zrobił? Luke się tak bawi w chowanego gdy trwa wojna i giną całe światy? O to chodzi?

  • Szpieg 13 stycznia 2016 Odpowiedz

    Akurat bawienie się w chowanego gdy giną światy to typowe „Jedi Business”. Kenobi chował sie na Tatooine a Yoda na Dagobah, gdy ginęły światy. Uaktywnili się dopiero jak pojawił się smarkacz z wielką Mocą. Mimo że np Kenobi dysponował najlepszą wiedzą o głównym siepaczu Imperium, i nie podzielił się nią z Rebelią, choć na pewno o niej wiedział.

  • Szpieg 13 stycznia 2016 Odpowiedz

    Akurat bawienie się w chowanego gdy giną światy to typowe „Jedi Business”. Kenobi chował sie na Tatooine a Yoda na Dagobah, gdy ginęły światy. Uaktywnili się dopiero jak pojawił się smarkacz z wielką Mocą. Mimo że np Kenobi dysponował najlepszą wiedzą o głównym siepaczu Imperium, i nie podzielił się nią z Rebelią, choć na pewno o niej wiedział. Obaj Miszczowie siedzieli cicho przez 20 lat, gdy Vader i Imperator podbijali Galaktykę.

  • Yeri 13 stycznia 2016 Odpowiedz

    To tylko potwierdza wersję Brauna, że te filmy to taka propagandowa legenda Republiki.
    „I oto młody Luke udał się na Dagobah. Tam spotkał zielonego człowieczka, który swym mikrym wzrostem i przestawnym szykiem zdań nie sprawił na nim szczególnego wrażenia, więc początkowo Luke potraktował go z góry, z typową dla młodzików swadą. Lecz szybko pojął, albowiem był był bystry, że mikra postura kryje w sobie siłę tysiąca mężów, a zagadkowej mowie zawarta jest mądrość całych pokoleń Jedi. Padł więc na kolana, oddał pokłon Mistrzowi, pełen szacunku i pokory. Mistrz ujrzał w nim dobre serce i szczery zapał i przyjął go na ucznia wierząc, iż naprawi on zło którego dopuścił się jego ojciec.”
    Tak to mniej więcej wygląda. Jak sami zauważyliście, sensu nie ma to żadnego, jeśli się przebić przez romantyczną otoczkę, rodem z „Legend kung-fu.”
    Jest więc to, co zauważył Braun (szacun!), propagandowa wersja prawdziwych wydarzeń, które stosunkowo łatwo zrekonstruować;
    „Yoda i Kenobi pierwsi zrozumieli, że siła gniewu ludu prowadzonego przez Anakina (który teraz przyjął imię Vadera i tytuł Lorda, żeby odciąć się raz na zawsze od bolszewickiej hołoty) jest tak wielka, że nie podołają jej nawet elitarni Jedi z bezpieki. Chcąc jednak zyskać na czasie zagrzewali ich morale wzniosłymi słowy o szczęściu Republiki, sami zaś, korzystając z kupionego czasu, uciekli tchórzliwie na sam kraniec galaktyki, gdzie skryli się na zapomnianych planetach drżąc ze strachu, by nie dosięgła ich tam sprawiedliwość. Szczęściem dla nich, świeżo restaurowana władza była bardziej zainteresowana naprawianiem gospodarki, zrujnowanej latami lewicowych rządów, więc bezpiecznie przeczekali 20 lat. Gdy już myśleli, że przyjdzie im tam dokonać żywota pojawiła się niespodziewanie nowa nadzieja- syn Anakina, Luke, wychowywany przez ostatniego wiernego sługę Yody, w nieświadomości do swego pochodzenia i w nienawiści do prawdziwego ojca, osiągnął wiek męski i odnalazł Yodę w jego samotni. Stary tyran wyczuł w nim swoja ostatnią szansę na zemstę i manipulując Lukiem niczym kukiełką wdrożył swój ostatni plan…”.

    Tak to wygląda. Szpiegu, Ty jesteś obeznany w stalinowskich balladach i prawdziwych ich wersjach, pasuje?

  • Szpieg 13 stycznia 2016 Odpowiedz

    Hyhy, dobre. Ale ja to zawsze kibicowałem Imperium 😛
    Ten artykuł też trafnie obnaża tych „idealnych” Jedi 😉 :
    http://thefederalist.com/2015/10/22/9-reasons-the-jedi-are-actually-the-bad-guys-in-star-wars/

  • Piotr 14 stycznia 2016 Odpowiedz Author

    @Szpieg: „Akurat bawienie się w chowanego gdy giną światy to typowe „Jedi Business”. Kenobi chował sie na Tatooine a Yoda na Dagobah, gdy ginęły światy”. Toż piszę, że skopiowano motyw ukrycia się mistrza Jedi, po tym jak jego uczeń przeszedł na Ciemną Stronę i rozwalił szkołę. Kropka w kropkę. To jednak w niczym nie tłumaczy KTO, KIEDY i PO CO zrobił mapę. Jeżeli Luke ukrył się, a jednocześnie zrobił mapę w kawałkach, żeby go znaleźli, to dopiero to nazywam „zabawą w chowanego”. Taka „mapa dla mapy”, bez żadnego kurka sensu.

  • Szpieg 14 stycznia 2016 Odpowiedz

    Rany, Hauer, aleś się zafiksował na tej mapie,,, 😛 Prawie jak swego czasu na snajperze na wieży w jednej sesji.
    Podejrzewam że to się wyjaśni w następnej części, a nawet jak nie, to jest tam masa rzeczy durniejszych i bardziej wymagających wyjaśnienia niż ta mapa, o sporej części napisał Kala – jak upadła ta szkoła, jak zbudowali tę wielką bazę itp. Jak się nie wyjaśni, to reżyser zostanie Jar Jar Abramsem.

  • Piotr 14 stycznia 2016 Odpowiedz Author

    Nie wyjaśni się. Jak sobie w ogóle wyobrażasz wyjaśnienie którejkolwiek z tych trzech kwestii?

  • Yeri 14 stycznia 2016 Odpowiedz

    Haha, to oczywiste, że nic z tego się nie wyjaśni. Motyw z mapą jest prze-głupi, to co Kala zauważył jeszcze bardziej.
    A że się Hauer mapy czepił to ja go rozumiem, to jak „przegryzienie kabli psem” w „Czterech pancernych” (tylko tam się sami kapnęli, że przegięli i wycięli scenę). A tu cały scenariusz się opiera na tym queście z mapą, więc lipa.

  • Szpieg 14 stycznia 2016 Odpowiedz

    Obejrzyjcie to np.
    https://www.youtube.com/watch?v=AcgGb6-2M7g

    Z filmu wyleciało masę scen, tutaj namierzyli 10 najważniejszych, a jest ich pewnie jeszcze więcej, bo miał mieć o pół godziny więcej. Np, ja się zastanawiałem co się stało z tą pomarańczową w pinglach, bo straciła się w momencie ataku na jej knajpę w lesie, a miała odnaleźć się w bazie Rebelii bis, i rozmawiać z Leią, tylko scena wyleciała. Może wyleciała też scena gdzie mówią coś o tej Waszej cholernej mapie. A nawet jeśli nie, to ten szczegół akurat, najmniej mnie uwiera.
    Swoją drogą warto obejrzeć wycięte sceny ze wszystkich poprzednich części, niektóre są faktycznie z dupy, ale spora część różne rzeczy wyjaśnia/uzupełnia.
    Np muszę zrewidować swoje zdanie na temat smarkatego Anakina co nawet Jawy nie kopnął, okazało się że z Mrocznego Widma wyleciała scena gdzie smarkacz bije takiego zielonego ludka (nota bene tego samego którego w Nowej Nadziei już dorosłego Han Solo zastrzelił w knajpie), bo ten mu zarzucił oszukiwanie na wyścigu. Rozdziela ich Qui Gon i ględzi coś że przemoc niczego nie rozwiązuje…

  • Yeri 14 stycznia 2016 Odpowiedz

    Hihi, jeśli wyrzucili scenę z mapą, to tak, jakby wyrzucili z „Wiedźmina” sceny pokazujące co się dzieje z oponentami Geralta, ciśniętymi akidockimi rzutami za kamerę, wyglądałoby, że jakoś tak bez sensu znikają. A, czekaj, oni to wyrzucili. Aha, no, tego.

  • Szpieg 15 stycznia 2016 Odpowiedz

    Ano, podobnie jak patent np ze zniknięciem „pinglatej” przypomina mi patenty Boskiego Uwe Bolla, jest sobie jakiś istotny bohater, jest, i nagle po prostu znika bez wyjaśnienia :-/
    Ciekawe czy Phasma też miała więcej scen, tylko powycinali.

  • Piotr 15 stycznia 2016 Odpowiedz Author

    „To wszystko ma sens, tylko ukryty w scenach, które JJ wyciął!!” Tak, tak…

    Poza tym TA mapa to nie jest szczegół. To jest cholerna oś fabuły od początkowych napisów, do ostatniej sceny tego czegoś.
    „Mapa do czegoś…” jest bardzo fajnym zabiegiem pozwalającym zbudować ciekawą fabułę. Jednak wypada wiedzieć kto, kiedy i po co zrobił mapę, bo to determinuje jej charakter i pozwala na dalsze ciekaw zabiegi fabularne. Tych ciekawych zabiegów nie ma u Jar Jara, bo u niego nie ma sensownego pomysłu na genezę mapy. No nie ma z czego ukręcić i już. Skoro tak, to buduje fabułę z kalki poprzednich części. Najwyżej rzuca jakieś fragmenty na powiększalnik.
    Jak wspomniałem, filmy robione jako remake zwykle wnoszą zwykle więcej świeżości i nowości niż coś, co mogło być kolejną historią sagi.

  • Van 9 lutego 2016 Odpowiedz

    Bardzo mi się nowy epizod podobał. Grał na mojej nostalgii koncertowo. Płakałem od pojawienia się Sokoła Milenium, i byłem wściekły po śmierci Hana, a z kina wyszedłem roztrzęsiony, nie mogąc wydusić słowa. Dobrze, że chociaż Sokoła nie zniszczyli. Bałem się, że coś mu zrobią. Na szczęście okazał się być twardszy niż prezydencki tupolew.

    p.s. Moja trzynastoletnia Maja wyszła z kina zachwycona, szczególnie postacią Rey oraz syna R2D2 i Gwiazdy Śmierci. Uważa też że postać Nawróconego Szturmowca to jakaś porażka.

  • Piotr 13 lutego 2016 Odpowiedz Author

    @Van, widocznie jesteś fanem mangi i nie przeszkadza ci powtarzanie tej samej fabuły. Wystarczy, ze w kółko są tacy sami bohaterowie i ten sam schemat, a już jest wystarczająco fajnie 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook