Kara śmierci – podsumowanie

Podsumowuję temat kary śmierci, żeby zamiast jałowych dyskusji i wymiany 100 razy tych samych argumentów z różnymi osobami, po prostu podrzucać przeciwnikom jednego linka. W efekcie jest to powtórzenie tego, co było już w kilku miejscach na tym blogu. Argumentacja w formie skondensowanej i uniwersalnej. Jeżeli ktoś ma inne zdanie to zapraszam do podzielenia się nim w komentarzu.

Kara śmierci dla polityków – to o czym się nie mówi

Za co stosuje się karę śmierci? Oczywiście pomijamy tu zbrodnicze reżimy, które karę śmierci wymierzają za nielegalny handel towarem luksusowym takim jak mięso, albo nawet zupełnie bez powodu. Mówimy o krajach cywilizowanych. Za co w normalnym cywilizowanym społeczeństwie może zostać zastosowana kara śmierci? Czasem ktoś powie „kara śmierci za terroryzm”. Zwykle mówi się, że za morderstwo. Czasem dodaje się, że za „szczególnie okrutne morderstwo”, albo już ktoś jedzie po emocjonalnej bandzie to mówi:  „kara śmierci dla pedofili-morderców”. Wszystko to pewnie bardzo ważne, ale politycy zwykle nie poruszają kilku istotnych kategorii przestępstw, które w cywilizowanym kraju mogą być zagrożone karą śmierci: szpiegostwo, zdrada stanu, sprowadzenie na kraj groźby wojny lub rewolucji. To są przestępstwa, których w znacznej mierze mogą dopuszczać się właśnie politycy!  Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa stosowanie kary śmierci w tych sprawach to kwestia kluczowa. Co bez tej kary możemy o możemy zrobić zdrajcy? Skazać na 1000 lat wiezienia, ukarać grzywną, odebrać stanowisko i majątek, zdegradować? Śmiech na sali. Kto dopilnuje wykonania takiego wyroku gdy zdradzone państwo upadnie i znajdzie się pod okupacją? Kara śmierci to co innego, można wykonać ją szybko, a skutki są nieodwracalne w żaden sposób. Tym samym kara śmierci ma znaczenie odstraszające dla każdego kto chciałby spróbować zamachu lub zdrady stanu albo wywoływania krwawej rewolucji oraz dla szpiegów przekazujących informacje państwu, z którym np. prowadzimy wojnę na większą lub mniejszą skalę. Powiesz: „nieprawdopodobne scenariusze”, „takie rzeczy się nie zdarzają”, ale to nic nie zmienia. Jeżeli nikt nie dopuści się zdrady stanu albo wywoływania krwawej rewolucji, jeżeli nie będzie wojny, to też nikt nie będzie orzekał takiej kary. Nie ma żadnego powodu by jej nie przywrócić, bo jak już taka nieprawdopodobna sytuacja zaistnieje, to będzie za późno na cały proces legislacyjny przywracający karę śmierci do kodeksu. Karę śmierci w tych przypadkach może popierać nawet osoba, która jest przeciw karze śmierci za tak zwane „zwykłe morderstwa”.

Kara śmierci w czasie wojny

Wyrzeczenie się kary śmierci w czasie wojny jest prostym sposobem na to, by w chwili zagrożenia państwa bardzo szybko skapitulować. W normalnym kraju, który chce bronić swoich granic, w czasie wojny karą śmierci zagrożeni są szpiedzy, dywersanci i dezerterzy.

Żadna inna kara wobec tych rodzajów przestępstw nie jest adekwatna i wystarczająca. Szpiedzy przekazujący wrogowi informacje mogą doprowadzić do zagłady całej armii, a zatem i do upadku państwa w wyniku przegranej.  Jeżeli szpieg zakłada, że druga strona wygra, to żadna kara, oprócz kary śmierci, nie będzie dla niego odstraszająca. Będzie tak dlatego, że wszelkie inne kary są odwracalne. Zwycięzca może nagrodzić szpiegów uwalniając ich z więzień, oddając stracony majątek z nawiązką, rozdając stanowiska itd. Tylko kara śmierci może być skuteczna, każda inna w tej sytuacji jest taka jakby jej nie było.

Podobnie z sabotażystami. Mogą wysadzać obiekty strategiczne, atakować konwoje z zaopatrzeniem, niszczyć łączność, ogólnie dezorganizować działania armii. Co im za to można zrobić w kraju, który wyrzekł się kary śmierci nawet w czasie wojny? Skazać na grzywnę? Areszt? Czy może pogrozić palcem? Niestety prawdopodobnie w razie wojny żołnierze sami rozwiążą ten problem poprzez samosądy. Trudno oczekiwać, że pozostawią bezkarnym drania, który wysadził w powietrze ich kolegę. Problem w tym, że państwo prawa nie powinno funkcjonować w ten sposób.

Kolejna grupa to dezerterzy. Myli się ten, kto uważa, że profesjonalna, zawodowa armia jest niewrażliwa na dezercję. Człowiek, który idzie do wojska dla pieniędzy, może uważać, że w czasie pokoju to jest dobra posada, ale w czasie wojny, gdy wkoło spadają bomby, może nagle zmienić zdanie. Właśnie dlatego ważne jest by wśród wojska panowało silne poczucie patriotyzmu, więzi z krajem i narodem, a dezerterzy muszą być karani śmiercią. W innym przypadku jednostki będą się rozsypywać z byle powodu. W końcu dlaczego Kowalski ma nadstawiać karku, jak Nowak za próbę dezercji został zamknięty w bezpiecznym areszcie na tyłach?

Proszę zauważyć, zdrajcy lub agenci wroga mogą zabijać oficerów, mogą zabić prezydenta, premiera, innych ministrów, a państwo polskie będzie mogło najwyżej zamknąć ich w celi. I to nie na dożywocie, a tylko do czasu przegranej, co przy takim podejściu jest praktycznie pewne. Karę śmierci w czasie wojny powinna popierać każda rozsądna osoba mająca na względzie dobro państwa, nawet jeżeli wzdryga się przed stosowaniem kary śmierci wobec morderców w czasie pokoju.

„Dlaczego ksiądz kłamie?”

O karze śmierci, a raczej przeciwko karze śmierci, wielokrotnie wypowiadali się dostojnicy Kościoła. Słyszymy, że: „Tylko Bóg może odebrać życie”, że „nie powinno zależeć na karze śmierci nikomu, kto uważa się za obrońcę życia” oraz, że „przykazanie nie zabijaj obowiązuje zawsze i wszędzie, od początku życia aż do naturalnej śmierci„, a Kościół jest przeciwny stosowaniu kary śmierci. Jak takie rzeczy powie mi wikary, albo proboszcz to mogę go prosto w oczy zapytać „dlaczego ksiądz kłamie?” Ciekawe, czy ktoś odważy się w ten sposób odezwać gdy głupoty gada jakiś kardynał albo biskup?

Teraz po kolei się rozprawmy z tymi bzdurami. Ksiądz mówi „Tylko Bóg może odebrać życie”, ale czy ksiądz postuluje odebranie broni policji albo likwidacje Wojska Polskiego? Czyli policjant może w pewnych okolicznościach strzelać, a nawet zabić. Księża tego nie kwestionują.  Gdyby do Polski wkroczyli jacyś biedni, białoruscy poborowi, siłą wcieleni do armii i zmuszani do walki, to ksiądz kapelan pójdzie i jeszcze pobłogosławi polskiego żołnierza, który będzie do nich strzelał, i to tak, żeby zabić. Zatem dlaczego ksiądz kłamie, że tylko Bóg może odebrać życie?

Następne: „nie powinno zależeć na karze śmierci nikomu, kto uważa się za obrońcę życia”, ale dlaczegóż nie, proszę księdza? Jeżeli kara śmierci jest formą obrony społeczeństwa, to jest równie usprawiedliwiona przez obrońcę życia, jak pistolet w ręku policjanta czy matki broniącej dziecka przed pedofilem. Czy może ksiądz twierdzi, że obrońca życia powinien domagać się zakazu używania broni przez policję i sam też nadstawiać gardło mordercom? Nie? Katechizm Kościoła Katolickiego przecież naucza wprost, że wolno zabić w obronie życia: „Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios” (KKK 2263, a w KKK 2265 Kościół rozszerza prawo do zabijania napastników na „odpowiedzialnych za życie drugiej osoby, wspólne dobro i bezpieczeństwo państwa”).  Zatem dlaczego ksiądz kłamie?

„Przykazanie nie zabijaj obowiązuje zawsze i wszędzie, od początku życia aż do naturalnej śmierci„, w takim razie dlaczego w kolejnych rozdziałach Pisma Świętego Izraelici zabijają zwierzęta? dlaczego zabijają na wojnach? Dlaczego Dawid zabił Goliata? Dlaczego sam Bóg nakazuje karanie morderców śmiercią? Dlaczego potwierdza to także Nowy Testament w tym apostoł Paweł, który naucza, ze „nie na darmo władza nosi miecz”? Czyżby dlatego, proszę księdza, że słowo użyte w przykazaniu „Nie zabijaj” nie odnosi się do zabijania zwierząt, zabijania w obronie własnej, zabijania na wojnie oraz zabijania z wyroku sądu? W takim razie dlaczego ksiądz kłamie, że niby jest inaczej?

„Kościół jest przeciwny stosowaniu kary śmierci” – dlaczego ksiądz kłamie? Przecież KKK 2266 stwierdza wyraźnie: „nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi”.
EDYCJA: Po zmianach w katechiźmie dopuszczalnośc kary smierci znajduje się w KKK 2267: „Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem (…)”.

Do tego ostatniego nawiązał Abp. Michalik: „Katechizm Kościoła katolickiego mówi, że zanim zastosuje się karę śmierci, trzeba ocenić, czy da się ochronić życie i wzbudzić w przestępcy poprawę, stosując karę dożywocia” – dodał też, że „w wyjątkowych przypadkach kara śmierci jest dopuszczalna” ale nie chciał się wypowiedzieć na temat jej przywrócenia. Czcigodny księże arcybiskupie, żeby zastosować w „wyjątkowym przypadku” karę śmierci w państwie prawa, to ta kara najpierw musi być przewidziana w kodeksie. Proszę się zdecydować! Jak jest dopuszczalna, to episkopat powinien poprzeć przywrócenie jej do Kodeksu Karnego, a jak jest nie do zaakceptowania to zmieńcie Katechizm, najlepiej przeredagujcie Pismo Święte po swojemu i konsekwentnie zgłoście postulat całkowitego rozbrojenia policji oraz likwidacji art 25 Kodeksu Karnego o obronie koniecznej. Czcigodny Episkopacie, „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie”, a nie jakieś takie: „jestem za, a nawet przeciw”. I to samo biskup Pieronek, najpierw mówi o dopuszczalności przez Kościół kary śmierci w wyjątkowych przypadkach, a później z grubej rury, że jak ktoś jest za jej przywróceniem do Kodeksu Karnego to od razu „występuje przeciw chrześcijaństwu”. Cóż, ksiądz Pieronek występuje przeciwko logice, czym mocno szkodzi chrześcijaństwu.

Lewicowe szpagaty

Nie tylko Kościół Katolicki ma problem z tym tematem. Niezwykłych myślowych szpagatów w związku z karą śmierci dokonuje szeroko rozumiana lewica. Przede wszystkim znamienne jest to, że zupełnie nie reaguje na to, iż w sprawach rzekomo świeckiego państwa i stanowienia prawa, wypowiada się Kościół. Pewnie gdyby księża mówili nie o karze śmierci, a o in vitro, eutanazji czy aborcji, to zaraz podniósłby się wrzask: „Czy tego kleru nikt uciszyć nie może!!! Niech on idzie na swoje podwórko i tam zajmie się swoimi sprawami, jak można dłużej tolerować wtrącanie się do polityki???” – tymczasem nikt z lewicy nie reaguje na mieszanie się biskupów w sprawę kary śmierci. To dowodzi, że lewicy nie chodzi o żadne zasady „neutralnego państwa”, tylko o narzucanie swojej ideologii i swoich poglądów. Nikt z liderów lewicy najwyraźniej nie ma odwagi by być konsekwentnym co do głoszonych zasad. Kolejna niekonsekwencja to walka o legalizację aborcji, a równocześnie przeciwko karze śmierci „bo każdy ma prawo do życia”. Niebywałe, morderców chronić, a nienarodzone dzieci zabijać. Zresztą nie wszystkich morderców, bo zwykle nawet lewica nie kwestionuje wyroków śmierci wydanych na nazistowskich zbrodniarzy. To dopiero by było, gdyby Hansa Franka skazać na 21 lat, trzymać w znakomitych warunkach z dobrymi obiadkami, spacerami, siłownią, biblioteką, może jakaś muzyczka do tego? Chyba nawet lewicowa wrażliwość by nie zdzierżyła takiego wyroku. Ci, co bardziej szaleni lewacy jeszcze potrafią komunistów rozgrzeszać, ale nazistów nigdy. Czasem się zastanawiam co tacy fanatycy mają w miejscu gdzie zwykli ludzie mają mózg? Bo to jest niezły fenomen, jak ktoś mówi, że „nawet najgorszy morderca nie zasługuje na śmierć, ale śmierć faszystom, a pedofilii w czarnych sukienkach to bym powywieszał” itd. To jest właśnie niezwykłe, jak ci sami ludzie potrafią atakować Kościół za głupie wypowiedzi o pedofilii oraz domagać się usunięcia Kościoła z przestrzeni publicznej, a równocześnie, wręcz z nabożną czcią, cytują głupie wypowiedzi kapłanów o karze śmierci i domagają się by traktować je jako obowiązujące w społeczeństwie.

Lewica mocno się wygłupiła też w związku z głośnymi wypadkami spowodowanymi przez pijanych kierowców rozpoczął się prawdziwy wyścig pomysłów na zaostrzanie kar i wprowadzanie innych rozwiązań, które maja „przeciwdziałać”. Pomysł obowiązkowego alkomatu w każdym samochodzie pozostawiam bez komentarza, bo z tego co widzę nie ma potrzeby nikogo przekonywać o głupocie tego rozwiązania. Za to zwracam uwagę na coś innego, na ten festiwal prześcigania się w pomysłach na zaostrzenie kar. „Katoprawica” nie było w tym względzie lepsza, obie strony dostały na tym punkcie jakiegoś kociokwiku. Kilku politykom zadałem w związku z tym pytania na fb, pod ich apelami o zaostrzenie kar. Pytałem każdego o to samo: „czy surowość kary może odstraszać sprawcę, albo chronić społeczeństwo przed recydywą?” Proste pytanie, wydaje się, że odpowiedź powinna być oczywista, szczególnie w kontekście ich wypowiedzi o tym, że „muszą być surowsze kary dla pijanych kierowców”. Jednak wiecie co się stało? Żaden (ani żadna) nie odpowiedział! Nikt. To proste, bo TE SAME osoby przy okazji dyskusji o karze śmierci za morderstwo twierdzą, że „surowość kary jest bez znaczenia”. Trudno o większa niekonsekwencję. Ci ludzie twierdzą, że nawet kara śmierci nie odstraszy człowieka, który kalkuluje i planuje popełnienie zbrodni z premedytacją, a równocześnie potrafią twierdzić, że surowsza kara powstrzyma kompletnie bezmyślnego idiotę, który zamroczony alkoholem wsiada za kierownicę.

Kara śmierci dla morderców

Teraz kilka zdań o tym, co jest najczęściej poruszane w kontekście kary śmierci, mianowicie „kara śmierci dla morderców”. Zwykle temat powraca przy głośnych morderstwach, szczególnie gdy sprawcami okazują się jednostki wybitnie zdegenerowane lub recydywiści. Teraz powrócił na fali procesu „mamy Madzi” i mowy sędziego wydającego wyrok. Spróbujmy jednak na chwilę wyłączyć emocje i skupić się na logicznych argumentach. Czy są przypadki, w których tylko kara śmierci będzie skuteczna? Moim zdaniem są, wymienię tu kilka.

Terroryzm – pierwsza okoliczność to działalność terrorystyczna. Członek takiej organizacji może być przekonany, że przejmie ona władze w kraju, tym samym żadna kara więzienia nie będzie dla niego odstraszająca. Co więcej, jego kamraci mogą próbować go odbić lub porywać zakładników by ich wymienić na więźniów. To są zagrożenia, które można ograniczyć stosując karę śmierci.

Ucieczki – nie ma 100% sposobu uniknięcia przypadków ucieczek. Ba, w Polsce zdarza się, że przestępca wcale nie musi uciekać, tylko nie raczy wrócić po przepustce. Żeby pozostać na wolności może popełniać kolejne przestępstwa, w tym morderstwa. Kara śmierci może w takim przypadku odstraszać od posunięcia się do takich czynów.

Zabójstwa (i inne przestępstwa) w więzieniu – Jak ukarać kogoś, kto już jest skazany na wielokrotne dożywocie + 500 lat, jeżeli zabije współwięźnia lub strażnika? Przypominam, że niekiedy w zakładach karnych dochodzi do buntów, a strażnicy i pracownicy administracji wpadają w ręce przestępców. Stają się zakładnikami! Co może powstrzymać od torturowania i zabijania zakładników, kogoś kto już dostał dożywocie za 10 morderstw, a teraz trzyma kilku przerażonych kolesi zamkniętych za jazdę rowerem po piwku i naczelnika więzienia jako zakładników?

Zorganizowana przestępczość (mafia) – zorganizowane grupy przestępcze uzyskują przewagę nad wymiarem sprawiedliwości. Szef mafii może wydać swoim ludziom rozkaz zabicia świadka, sędziego, prokuratora czy policjanta. Państwo nie może zabić mafioza, ani nikogo z jego „żołnierzy”. To daje ogromne możliwości zastraszania i powoduje, że walka ze zorganizowaną przestępczością jest o wiele trudniejsza.

Zamachy, których sprawcy zakładają, ze zostaną zatrzymani – przeprowadzenie samego zamachu, czy to z użyciem broni czy materiału wybuchowego wbrew pozorom nie jest takie trudne. Trudność pojawia się dopiero gdy sprawca chce uniknąć zatrzymania i odpowiedzialności. W sytuacji gdy kara jest względnie niska sprawca może łatwiej się na nią zgodzić, tak jak Breivik w Norwegii. Dokonał masakry bezbronnych (bo jak wiadomo lewica jest przeciwko posiadaniu broni) ludzi na obozie lewicowej młodzieży, po czym poddał się gdy na miejsce przybyli uzbrojeni policjanci. On wiedział, że grozi mu za to maksymalnie 21 lat, które spędzi w dobrych warunkach, gdzie będzie mógł pisać sobie książki o swojej ideologii. Może nawet liczy, że wypuszczą go wcześniej, jako bohatera i prekursora jakiegoś „nowego porządku”? Wątpię czy zdecydowałby się na taki czyn wiedząc, że za morderstwo grozi kara śmierci.

Dożywocie „absolutne” czy absurdalne?

Przeciwnicy kary śmierci, w tym księża mówią nieraz o jakimś „absolutnym” czy „bezwzględnym” dożywociu”. Słyszeliście pewnie o tym? W skrócie chodzi o to, żeby to była prawdziwa kara dożywotniego więzienia, bo z tego tzw. „dożywocia” to jednak więźniowie wychodzą. Zatem takiej „bezwzględnej” kary dożywocia zwyczajnie nie ma. Tym samym ktoś kto mówi, że karę śmierci zastępuje się „absolutnym dożywociem” chyba nie wie co mówi. Rozważmy jednak „co by było gdyby”. Po pierwsze to „bezwzględne dożywocie” nie daje żadnej szansy resocjalizacji, bo z założenia przestępca skazany na taka karę, nie ma być przywrócony do społeczeństwa (zresocjalizowany). Czyli faktycznie jest to kara śmierci tyle, że wykonywana przez „śmierć ze starości”. Przy tym wcale nie spełnia tej samej roli, co kara śmierci w powyżej wymienionych przypadkach i to zarówno w części o karze śmierci na wojnie, jak i za morderstwo. Ba, wręcz powodowałaby dodatkowe problemy! Bo jak dożywocie nie jest „bezwzględne” to jeszcze taki bandzior może liczyć, że kiedyś wyjdzie. A jak jest „bezwzględne” to będzie gotów zabijać, zarówno strażników jak i przypadkowe osoby w czasie ucieczki. Już nic gorszego niż bezwzględne dożywcie go nie spotka (chyba, że samosąd…).

Niedorzeczne argumenty

O „absolutnym dożywociu” i argumentach księży czytałeś już wyżej. Teraz czas na najbardziej niedorzeczne argumenty przeciwników kary śmierci wraz z moim komentarzem.

– „Kara śmierci jest niecywilizowana” – Polska miała być „drugą Japonią”, jednak nic z tego. Zatem można się oszukiwać, że jesteśmy bardziej cywilizowani od Japończyków, bo oni nie znieśli kary śmierci. Tę karę stosuje się też w USA czy Singapurze. Za to karę śmierci zniosła …Rosja. Ciekawa awangarda cywilizacji i humanitaryzmu, prawda? Opozycjoniści mają tam dziwne wypadki, dziennikarzy mordują „nieznani sprawcy”, tysiące mieszkańców Kaukazu znika bez śladu w „obozach filtracyjnych”, ale Rosja jest cywilizowana i postępowa, bo zniosła karę śmierci? Dla mnie to żaden wyznacznik, wolę cywilizację w wydaniu dzisiejszej Japonii.

– „W USA jest kara śmierci, a morderstw mają więcej niż u nas” – błędne jest porównywanie obszarów o zupełnie różnym społeczeństwie i kulturze i przede wszystkim błędne jest uogólnienie „a w USA”. Stany Zjednoczone to państwo federacyjne złożone de facto z pół setki państw (stanów). Jedne mają karę śmierci, inne nie. Część z nich tę karę zniosło, a później przywróciło. O tym, czy kara śmierci działa odstraszająco mogą mówić dane z tych konkretnych miejsc. Można sprawdzić jak po zniesieniu i przywróceniu kary śmierci zmieniała się przestępczość i ilość morderstw. Dla przykładu w stanie NY liczba morderstw po przywróceniu kary śmierci spadła o ponad 70%, ale przeciwnicy kary śmierci nie dopuszczą do swoich umysłów by to miało jakikolwiek związek. Dla nich ten spadek był spowodowany tylko i wyłącznie „innymi czynnikami”. Równocześnie nie pojmują, że właśnie wysoka przestępczość w USA jest spowodowana „innymi czynnikami” takimi jak np. wojna z narkotykami (która nakręca przestępczość tak jak nakręcała prohibicja alkoholowa w latach 20 ubiegłego wieku).

– „Nie ważna jest surowość, tylko nieuchronność kary” – czyli sztandarowa bzdura. Żeby było ciekawej często ci sami ludzie potrafią postulować zaostrzenie kar za gwałty, pedofilie czy nawet zajmowanie miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych. Po co, jeżeli uważają, że liczy się tylko „nieuchronność”? Działanie odstraszające surowości kary jest oczywiste, inaczej bez sensu byłoby nawet podnoszenie wysokości mandatów. Gdyby wysokość wyroków nie miała znaczenia to równie dobrze jak skazywać na grzywny czy wiezienie można by grozić palcem, byle „nieuchronnie”.

– „Ktoś może się pomylić” – jest to bardzo trafne spostrzeżenie. Właściwie zawsze i wszędzie ktoś może się pomylić. Na przykład swego czasu w Łodzi ktoś przez pomyłkę zamiast gumowych kul, załadował do policyjnych strzelb breneki – specjalną amunicję do rozbijania silników samochodowych. Dwie osoby zginęły. Czy z tego powodu ktoś zgłosił postulat odebrania policji broni palnej? Pałki też by im od razu zabrać, bo w Słupsku policjant zabił nastolatka, poważne zamieszki z tego były. A wiecie, że wojsko może przypadkiem, przez pomyłkę, ostrzelać cywilny cel? Zdecydowanie, wojsko trzeba zlikwidować, bo ktoś może się pomylić. To wszystko to jeszcze mały pikuś, wręcz sporadyczne przypadki. W Polsce co roku tysiące ludzi pada ofiarami błędów kierowców. Czy zakazano samochodów? Czy jakiś biskup z tego powodu grzmi, że „kto jeździ autem, ten występuje przeciw chrześcijaństwu”?

– „Już nie zdarzają się przypadki, w których kara śmierci jest konieczna” – po pierwsze, to nie jest prawda, bo się zdarzają. Po drugie, nawet gdyby się nie zdarzały od lat, to nie stanowi to żadnego argumentu do likwidowania kary śmierci. Po prostu jeżeli nie będzie zbrodni zagrożonych tą karą, to nie będzie się jej stosować. Nie ma powodu likwidować. Weźmy taki przykład, powiedzmy, że zaostrzono kary za gwałty ze szczególnym okrucieństwem oraz, że w wyniku tej zmiany prawa w kolejnych latach tego typu zbrodni było coraz mniej, aż przestały się pojawiać takie przypadki. Czy to byłby jakikolwiek powód do ponownego złagodzenia prawa i obniżania kar?

– „Kara śmierci to też morderstwo, tylko dokonane przez państwo”. Po pierwsze, głupota twierdzenia, że „nawet państwo nie ma prawa zabić człowieka” powinna być widoczne na pierwszy rzut oka. Przecież nikt nie oczekuje, że nieuzbrojona policja będzie walczyć z gangsterami, albo, że granic będą strzegli żołnierze z pistoletami na wodę (o czym wspominałem wyżej). Po drugie jeżeli kara śmierci jest morderstwem, to kara więzienia jest porwaniem. Wyobrazacie sobie coś takiego: „nie możemy karać porywaczy więzieniem, bo to czyni z nas takich samych zbrodniarzy jak oni” albo „nie możemy karać złodzieja grzywną, bo to czyni nas takimi samymi złodziejami” itd. Uwaga, teraz bardziej na poważnie, do morderstw za przyzwoleniem państwa lub wręcz z udziałem państwa dochodzi szczególnie tam, gdzie nie ma kary śmierci! Przykład:  policjanci zastrzelą zabójcę ich kolegi „w czasie próby zatrzymania”, a ich znajomi „gliniarz i prokurator” przymkną na to oko bo „się skur***** należało”, to w takich przypadkach mamy do czynienia z morderstwem dokonanym za przyzwoleniem organów państwa. Czy to już dotyczy Polski? Nie wiem. Wiem jednak, że w czasie strzelaniny w Magdalence w Polsce nie było już kary śmierci, a dwaj gangsterzy podejrzewani o zabicie policjanta bronili się w desperackiej walce na śmierć i życie. W razie zatrzymania groziło im najwyżej dożywocie… a może wiedzieli, że np „popełnią samobójstwo” w celi? Tak przecież skończyli w Niemczech skazani na więzienie członkowie terrorystycznej Frakcji Czerwonej Armii (RAF). Tak, to byli mordercy i moim zdaniem zasługiwali na karę śmierci, tej jednak nie było w kodeksie. Dlatego „popełnili samobójstwo w więzieniu” i to w czasie gdy ich kumple przetrzymywali zakładników żądając ich uwolnienia (zresztą to była nie pierwsza akcja terrorystyczna mająca na celu uwolnienie członków RAF). Co ciekawe przywódca grupy został znaleziony …zastrzelony. Ot typowe „samobójstwo w celi”. Moim zdaniem był to wyraźny sygnał od państwa do terrorystów: „co z tego, że nie ma kary śmierci? Jak trzeba to i tak was zabijemy”. To jest przykład morderstwa popełnionego przez państwo, do takich rzeczy może dochodzić w krajach bez kary śmierci. Państwo niemieckie poradziło sobie zabijając terrorystów pomimo braku kary śmierci. Pytanie tylko, czy to nadal jest działanie państwa prawa? Czy przy porównywaniu odstraszającego efektu kary można traktować Niemcy jako kraj bez kary śmierci? Przecież tę karę tam wykonano w trybie doraźnym, bez żadnych procesów i adwokatów.

To podsumowanie zrobiłem z powodu „sprawy szatana z Piotrkowa”, pomimo której nadal w Polsce istnieją przeciwnicy kary śmierci. Przypuszczam, że gdyby te 25 lat temu wykonano na nim wyrok śmierci, to i tak mówiono by dziś o nim przy okazji dyskusji o znoszeniu/przywracaniu kary śmierci. Ktoś by powiedział: „Gdyby nie kara śmierci, to dziś wiezienie opuszczałby wampir z Piotrkowa, pedofil i zabójca czterech chłopców”. Na to przeciwnicy kary śmierci odpowiedzieliby: ” I dobrze! Dzięki resocjalizacji na pewno stałby się innym człowiekiem, mógłby wrócić do społeczeństwa”. Wyroku śmierci jednak nie wykonano, więc przeciwnicy kary śmierci piszczą dziś inaczej.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Piotr 7 maja 2014 Odpowiedz Author

    Ostatnio miałem kilka dyskusji z przeciwnikami kary śmierci. Z mniejszym lub większym powodzeniem przekonywałem, że w pewnych sytuacjach dożywocie i inne kary nie są wystarczające. Praktycznie nie przedstawili nowych argumentów, jednak do kilku spraw się odniosę w komentarzu.
    Najbardziej istotne było zwrócenie uwagi, że zapis z Katechizmu KK 2266 został istotnie zmieniony i nie ma w nim już mowy o dopuszczalności kary śmierci przez Kościół. W Polsce wciąż funkcjonuje wydanie Katechizmu bez tej zmiany, także w internetowych wersjach nie zawsze jest wprowadzona. Wyjątkowo obłudni (lub głupi) przeciwnicy kary śmierci próbują używać tej zmiany jako argumentu przeciw karze śmierci, zapominają jednak, że zdanie mówiące o jej dopuszczalności przeniesione zostało do KKK 2267 (z tego powodu przeedytuję mój wpis na blogu).
    Osoba opierająca swój sprzeciw wobec kary śmierci na argumentach „religijnych” jest wyjątkowo trudna do przekonania, ponieważ wyklucza jakiekolwiek racjonalne argumenty. Potrafi się posuwać nawet do tego, żeby twierdzić, iż „Katechizm zabrania” chociaż wyraźnie napisane jest w nim, że „nie wyklucza” (od kiedy „nie wyklucza” = „zabrania”?). Pogląd takich osób zwyczajnie nie jest oparty na żadnej Biblii, ani żadnym Katechizmie. Jest oparty na indywidualny wyobrażeniu Boga, jakie ma taka osoba. Na tym opiera się jej system wartości i światopogląd. Zmiana poglądu na karę śmierci miałaby dla takiej osoby daleko idące i trudne do przewidzenia konsekwencje. To może tłumaczyć fanatyczną obronę irracjonalnych poglądów. Na ogół fakt, że są przeciwnikami kary śmierci daje im poczucie, ze są lepszymi ludźmi, ze są dobrzy, w przeciwieństwie do „ogarniętych żądzą zemsty zwolenników mordowania”. Takiej osobie już nawet nie chodzi o karę śmierci, tylko o własną samoocenę. Poza tym rzeczy, które wygadują o tym jak powinno wyglądać dożywocie które „może być gorszą kara od kary śmierci” (o tym będzie niżej) całkowicie wyklucza katechizmowy zapis, że kara w miarę możliwości powinna służyć poprawie skazańca (tym bardziej dowodzi to, że żaden Katechizm nie jest dla tych ludzi istotny, ich przekonania biorą się nie z samej religii, tylko z ich prywatnych wyobrażeń o religii).

    Kolejna kwestia jest znamienna, mój wpis na blogu o karze śmierci został opublikowany kilka miesięcy temu. Starsza wersja nawet kilka lat temu. Staram się podsyłać linka przeciwnikom, prosząc ich by całościowo się do tego odnieśli, jeżeli maja inne zdanie. Żaden się tego nie podjął. Próba rzetelnego odpowiedzenia na zawarte tu argumenty pokazałaby od razu, w której części argumentacji takiego przeciwnika ks znajduje się wielka dziura niekonsekwencji wypełniona absurdem.

    Jeden z takich przeciwników, zamiast całościowej odpowiedzi stwierdził tylko, że „nie ma tu nic poza irracjonalna żądzą zemsty”. Doprawdy byłem ciekaw na podstawie czego wysnuł taki wniosek, ale nie szło z niego tego wyciągnąć. Tak jest i kropka, pomimo tego, ze mój felieton skupia się na racjonalnych argumentach, a równocześnie nie zawiera najbardziej prostackich argumentów opartych właśnie na prostym poczuciu sprawiedliwości „oko za oko”. Najwyraźniej chłopak nie doczytał. Tak na marginesie okazało się, że nie potrafi też uzasadnić, że zemsta jest irracjonalna. Wszak możliwość odwetu reguluje liczne zachowania w świecie ludzi i zwierząt. Nawet w tak prostych sytuacjach jak zaczepka dresiarza, nie chronimy się tylko możliwością zatrzymywania jego ciosów, chroni nas możliwość odwetu, czyli zagrożenia napastnikowi własnymi uderzeniami.

    Ze strony przeciwników ks usłyszałem tez szereg innych argumentów, czasem śmiesznych, ale nieraz po prostu strasznych. Do tej drugiej kategorii zaliczam argument, że „kara śmierci jest droższa niż dożywocie”. Ten argument oparty jest na wyliczeniach, zgodnie z którym taniej jest kogoś zamknąć do końca życia, niż przeprowadzać te wszystkie procesy i ekspertyzy, które maja wykluczyć skazanie niewinnej osoby na karę śmierci. Dlaczego to jest straszne? Bo Ci ludzie w imię oszczędności gotowi są godzić się na skazywanie niewinnych ludzi na dożywocie (które ma być karą straszliwą, jeszcze gorsza niż śmierć, o czym niżej) byle tylko nie było kary śmierci. Jest to równoznaczne ze zgodą na większą ilość pomyłek sądowych i osadzanie niewinnych ludzi. Tym samym ryzyko odniesienia trwałego urazu psychicznego i fizycznego w wyniku pomyłki sadowej będzie wyższe. Co gorsza, ponieważ tacy przeciwnicy kary śmierci z lekkością podchodzą do przemocy wśród więźniów oraz do samobójstw w celach (w oparciu o humanitarną i nie mająca nic wspólnego z żądzą zemsty zasadą: „dobrze mu tak skurwielowi!”), to po wprowadzeniu postulowanych przez nich rozwiązań ryzyko śmierci niewinnej osoby w efekcie pomyłki sądowej też może być wyższe, niż gdyby po prostu stosować karę śmierci.

    Notorycznie powtarzanym argumentem jest twierdzenie, że „dożywocie może być jeszcze straszniejsze niż kara śmierci”. Proszę zwrócić uwagę, że to niekonsekwencja i absurd w ustach każdej osoby, która równocześnie twierdzi, że jest przeciw karze śmierci z powodów humanitarnych, albo dlatego, że jest przeciwko „zemście”, ponieważ karę łagodniejszą (wg. nich) chce zastąpić karą „znacznie surowszą”. Co maja na myśli? Tu już mamy potok poglądów iście przerażających: ograniczanie widzeń, żadnych przepustek, żadnych rozrywek, praca przymusowa (a kto nie pracuje, ten nie je, czyli groźba zastosowania jednej z najbardziej okrutnych form kary śmierci – śmierci przez zagłodzenie!), przyzwolenie na przemoc wśród więźniów („cytat: „będą gwałcić takiego zwyrodnialca”). spod płaszczyka humanitaryzmu wyłazi jedna wielka patologia. To wyklucza możliwość poprawy – resocjalizacji, bo taki więzień nie będzie miał kontaktu ze społeczeństwem na zewnątrz, to praktycznie wyklucza możliwość walki o uwolnienie niewinnie skazanego, bo będzie miał ograniczony kontakt z rodziną, adwokatami, mediami. to rozwiązanie dopuszcza nawet mordowanie współwięźniów czyli szybko doprowadzi do wytworzenia hierarchii na szczycie której będą stali najbardziej zwyrodniali więźniowie z wyrokami dożywocia, a na dole będą niewinnie skazani i ci mniej zdeprawowani, z niższymi wyrokami etc. Oczywiście tych humanitarystów nie zraża, że takie dożywocie nie funkcjonuje chyba nigdzie na świecie poza Koreą Północną…

    Innym ciekawym argumentem było twierdzenie przeciwnika kary śmierci, że: „mnie tam wszystko jedno, czy dożywocie, czy kara śmierci. Mógłbym zaryzykować nawet śmierć”. Przyjmijmy założenie, że to prawda i faktycznie, ta osoba jest tak niebezpieczna jak islamski fundamentalista, gotów na śmierć. To nadal nie jest argument przeciw karze śmierci, a wręcz przeciwnie. Jeżeli jest tak aż tak niebezpieczny, to będzie też groźny dla strażników, współwięźniów i każdego kto mu stanie na drodze do wolności bo będzie gotów „nawet zaryzykować śmierć”. O wiele bezpieczniej będzie takich ludzi, którym „jest wszystko jedno” skazywać na śmierć, a nie dożywocie. Im i tak jest „wszystko jedno”.

    Kolejny dyskutant był dość inteligentny, ale śmieszny zarazem. Zacząłem zadawać mu pytania, które miały mu pomóc do samodzielnego dojścia do wniosku, ze jednak są takie przypadki, w których kara dożywocia nie zastąpi kary śmierci. Mniej więcej w połowie połapał się o co chodzi i przestał odpowiadać na pytania stwierdzając prost: „nie dam ci argumentu!” Genialne! Nie jest ważna rzeczywistość wokół, najważniejsze jest, żeby nie przegrać dyskusji, zatem: „nie dam Ci argumentu”, bo wiem, że masz rację, a ja na to nie mam żadnej kontry. Dla tego człowieka jest jeszcze nadzieja, bo myśli logicznie i bardzo szybko (połapał się na 2 pytania przed czasem). Teraz wystarczy, ze zmieni priorytety, naprawdę, przyznanie się, ze nie miało się racji to nic złego. Śmiało, tylko krowa nie zmienia poglądów 😉

    Kolejnym fajnym argumentem było twierdzenie przeciwnika kary śmierci, że on się boi, że mógłby zostać niewinnie skazany na tę karę. Uwaga, ta sama osoba potrafi twierdzić, że dożywocie jest równie odstraszające. Zatem zaraz, bardziej się boisz kary śmierci niż dożywocia, a twierdzisz, że odstraszają tak samo? Inny wariant tego argumentu jest jeszcze zabawniejszy, a brzmi: „a gdyby Ciebie omyłkowo skazali na karę śmierci?” Nadążacie? Osoba twierdząca, że kara śmierci jest mniej straszna od dożywocia i nie jest odstraszająca, osobiście próbuje odstraszyć mnie od popierania przywrócenia kary śmierci przy pomocy groźby kary śmierci. Wyborne.

  • W obronie broni. | Sufrażystka 2 września 2016 Odpowiedz

    […] Nie ma powodu, by ryzykować los ludzi zgromadzonych wokół morderców pozostawionych przy życiu. Jak zamknie się mordercę w więzieniu, to on już będzie bezkarny, bo nic gorszego od dożywocia nie dostanie i wtedy może zabić strażnika lub współwięźnia, albo co gorsza uciec. Humanitaryzm zadziałać tu może jedynie jako narzędzie niesprawiedliwości, kiedy to bać się będą praworządni obywatele, a nie ci najgroźniejsi, dlatego: 3. Projekt ustawy o karze śmierci i wykaz podpisów. „Zawsze popierałam karę śmierci, ponieważ wierzę, że ludzie, którzy są gotowi odebrać komuś innemu życie, tracą swoje prawo do niego. Kara śmierci powinna być stosowana bardzo rzadko, ale nikt nie powinien być z góry pewny, że bez względu okrucieństwo swojej zbrodni zawsze uniknie kary śmierci.” ~ Margaret Thatcher —> klik […]

  • Yeri 3 września 2016 Odpowiedz

    To mądra kobieta była.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook