Kult Cargo po polsku

Kulty Cargo – mało znane w Polsce zjawisko. Ta nazwą określa się religie powstałe na skutek zderzenia prostych społeczności z wysp na Oceanie Spokojnym z nowoczesną technologią krajów Europy i USA. Ale zaraz, czy tak naprawdę w Polsce nie mamy czegoś podobnego? 

cargo_cult_eiobaKult Cargo fot. www.eioba.pl

Powstanie kultów Cargo to ciekawe zjawisko dla antropologów, socjologów czy badaczy egzotycznych wierzeń i religii. Szczególnie mocno kulty Cargo rozwinęły się podczas II Wojny Światowej, gdy na wyspach Oceanu Spokojnego pojawiły się jednostki wojskowe USA. Ilość i jakość przywożonych dóbr robiła ogromne wrażenie, szczególnie że w drodze wymiany lub podarków pewne drobiazgi trafiały w ręce tubylców (np. konserwa czy scyzoryk). Okazało się, że miejscowa ludność widząc, iż biali budują pasy startowe i lądowiska, czego wynikiem jest przylatywanie samolotów z żywnością i innymi dobrami, zaczęła ich naśladować! W przekonaniu tubylców samoloty i statki z ładunkami były darem od bogów, a biali opanowali magiczne rytułały dzięki którym otrzymują wszelkie dobra (Cargo z ang. ładunek). Fakt, że wśród żołnierzy USA byli nie tylko biali, ale także czarni, odebrano jako dowód, że rdzenna ludność wysp także może nauczyć się tych rytulałów, które sprawiają zsyłanie Cargo z nieba. Tubylcy zaczęli wznosić domostwa w sposób podobny do ustawienia budynków w bazach wojskowych, prowadzili musztrę na wzór żołnierzy, a nawet zaczęli budować pasy startowe i atrapy samolotów (jak na załączonym zdjęciu). Kapłani zakładali atrapy słuchawek noszonych przez wojskowych nawigatorów itd. Przekonanie, że dobra („Cargo”) mają spaść z nieba było tak silne, że miejscowi w żaden sposób nie chcieli przyjąć, iż to wszystko jest produktem ciężkiej pracy. Po prostu uznali, że im tez się należy i na pewno dostaną to samo, gdy będą naśladować to co robią Amerykanie, gdy zrobią to samo co oni. Problem w tym, że naśladowali nie tych Amerykanów co trzeba. Nie naśladowali całego systemu wytwarzania dóbr, a jedynie grupę zajmująca się konsumpcją. Z tych powodów kulty Cargo zwykle wywołują uśmieszki i poczucie wyższości u osób, które się o nich dowiadują. Jednak czy tak bardzo się różnimy?

Różnimy się

Owszem, mamy większą wiedzę niż mieszkańcy Fidżi czy Nowej Gwinei w latach 40-tych, ale czy pod pewnymi względami nie myślimy dokładnie tak jak oni? Zapewne słyszeliście nieraz, ze „nam się coś należy”, choćby dlatego, że „ominął nas Plan Marshalla”, albo, ze „nas zdradzili sojusznicy”, albo że „Unia musi dać na biedne regiony”. Tak, w czasie referendum unijnego było to szczególnie widoczne: „wejdźmy do Unii, a Unia da nam kasę i będzie u nas taki dobrobyt jak tam”. Czyż to nie podobne do myślenia typowego dla kultu Cargo, że dobrobyt ma spaść z nieba? wystarczy tylko naśladować bogatszych: wprowadzić podstawowa stawkę VAT na to co oni, podnieść akcyzę, ograniczyć produkcję mleka itd, a zapanuje dobrobyt, skorzystamy jak Grecja i Hiszpania (ostatnio jakoś przestali podawać te przykłady krajów, którym rzekomo „dobrobyt spadł z nieba/Unii”).
Brzmi to podobnie, bo to jest to samo myślenie, oparte na magicznym życzeniu, żeby dobrobyt nie wymagał pracy, żeby jacyś bogowie, albo Unia dała. Na nic zdały się ostrzeżenia noblisty Friedmana, że żeby być bogatym „trzeba robić to co kraje bogate robiły kiedy były biedne”. My niestety wchodząc do Unii nie nasladowaliśmy tego, co robiły kraje zachodnie, zeby się wzbogacić. Naśladujemy ich zachowania z czasów, gdy już przejadają swój dobrobyt i popadają w zadłużenie. Ostatnio często przypominam, że polscy „kapłani unijnego cargo” przekonywali, że jak będziemy naśladować Unię, to najdalej za 10 lat zniknie bezrobocie. Było to zupełnie bezpodstawne twierdzenie, bo już wtedy na terenie postkomunistycznego kraju (NRD), który wszedł do Unii po około 10 latach bezrobocie było 13%. Jak można było spodziewać się innego wyniku w Polsce? Czy Poalcy sa bardziej pracowici niż Niemcy? Czy Polska mogła dostać więcej pieniędzy niż teren dawnego NRD z RFN i Unii razem wziętych? A może za czasów komunistycznych Polska miała silniejsza gospodarkę niż NRD? Nic z tych rzeczy… a jednak kapłani kultu cargo w polskim wydaniu przekonali lud (w znacznej części). Gorzej, oni nadal to robią. Podczas wizyty w Krośnie prezydent Komorowski stwierdził, że „Jesteśmy dzisiaj członkiem tej części świata, która rozwija się najszybciej i jest najzamożniejsza, mam na myśli szeroko pojęty świat zachodni ze szczególnym uwzględnieniem Unii Europejskiej„. Ciekawe prawda? Azja (szczególnie południowo-wschodnia) zostawia Unię daleko w tyle pod względem rozwoju, ale „kapłan” polskiego kultu cargo dalej wierzy w Unię. Może po prostu nie wie, co dzieje się na Świecie, tak jak nie wiedzieli kapłani z Fidżi?
Prezydent Krosna, Piotr Przytocki, na tym spotkaniu zwracał uwagę na takie realne problemy, których rozwiązania są poza zasięgiem samorządu: „emigracja wykształconej młodzieży, nie tylko do większych ośrodków, ale i poza kraj (…) Niski poziom zaufania inwestorów zagranicznych do stabilności prawa w Polsce, to jest już chyba slogan, a niestety niewiele się w tym zakresie zmieniło” – mówił. Jednak kapłan kultu cargo do tego się nie odniósł, zamiast tego wskazuje źródło dobrobytu: – „Mam na myśli umiejętne wykorzystanie nowej, gigantycznej szansy, przed którą stoi Polska – to nowa perspektywa budżetowa UE”. Tak, dalej naśladujmy organizm gospodarczy, który zaczyna się zwijać, z jego bezrobociem, stagnacją i uciekającymi firmami, bo dzięki temu (zdaniem kapłanów polskiej odmiany kultu Cargo) „Stoimy w obliczu ogromnej szansy na dogonienie tych zaległości, uniknięcie błędów” – jak mówił w Krośnie Komorowski.
Do kultystów Cargo niestety nie dociera, że „fundusze unijne” nie są manną z nieba. To są pieniądze zabierane z realnie działających, rentownych gałęzi gospodarki krajów europejskich, a następnie wpompowywane przez biurokracje w różne przedsięwzięcia, które często są przepłacone, niewydajne. Za „unijne fundusze” płacimy realną cenę gdy tankujemy samochód lub kupujemy masło. Tyle, że tam nie ma tabliczek: „kupując ten produkt finansujesz Unię”. O nie, Unia wydaje na „informacje” tylko w jedną stronę. Zabiera po cichu, szczególnie ukrytymi i pośrednimi podatkami, ale wydaje już głośno: z wielkimi tablicami informacyjnymi, w blasku fleszy i przy pokaźnych wydatkach na reklamę/propagandę (ostatnio okazało się, że na reklamę Unii idzie więcej pieniędzy niż na reklamę Coca-Coli). Jeżeli (jako społeczeństwo) nabieramy się na to, to czy tak naprawdę różnimy się od tubylców z Fidżi wierzących, że cargo spadnie im z nieba?

Komentarze

komentarzy

1 Komentarz

  • Yeri 26 października 2013 Odpowiedz

    Buhahhaha, zabiłeś mnie tym felietonem, haha, nie mogę przestać się śmiać 🙂
    Jak się nie da wytłumaczyć normalnie (przywoływany powyżej Friedman nie dał rady) to trzeba z humorem.
    Piąteczka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook