Jeszcze raz o karze śmierci

W związku z tym, że „sprawa małej Madzi” wywołała ponownie temat kary śmierci, a Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o ratyfikacji przepisów znoszących karę śmierci we wszystkich okolicznościach, w tym podczas wojny, powtarzam mniej więcej to samo co na ten temat napisałem w 2011 roku. Samą „mamę Madzi” zostawiam bez komentarza, za to sporo jest o absurdach wygadywanych przez kapłanów i właśnie o karze śmierci stosowanej w warunkach konfliktu zbrojnego.

Kara śmierci dla polityków – to o czym się nie mówi

Za co stosuje się karę śmierci? Oczywiście pomijamy tu zbrodnicze reżimy, które karę śmierci wymierzają za nielegalny handel towarem luksusowym takim jak mięso, albo nawet zupełnie bez powodu. Mówimy o krajach cywilizowanych. Za co w normalnym cywilizowanym społeczeństwie może zostać zastosowana kara śmierci? Czasem ktoś powie „kara śmierci za terroryzm”. Zwykle mówi się, że za morderstwo. Czasem dodaje się, że za „szczególnie okrutne morderstwo”, albo już zupełnie jedzie się po emocjonalnej bandzie mówiąc” kara śmierci dla pedofili-morderców”. Wszystko to pewnie bardzo ważne, ale politycy nie poruszają kilku istotnych kategorii przestępstw, które w cywilizowanym kraju mogą być zagrożone karą śmierci: szpiegostwo, zdrada stanu, sprowadzenie na kraj groźby wojny lub rewolucji. To są przestępstwa, których w znacznej mierze mogą dopuszczać się właśnie politycy!  Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa stosowani kary śmierci w tych sprawach to kwestia kluczowa. Co bez tej kary możemy o możemy zrobić zdrajcy? Skazać na 1000 lat wiezienia, ukarać grzywną, odebrać stanowisko i majątek, zdegradować? Śmiech na sali. Kto dopilnuje wykonania takiego wyroku gdy zdradzone państwo upadnie i znajdzie się pod okupacją? Kara śmierci to co innego, można wykonać ją szybko, a skutki są nieodwracalne w żaden sposób. Tym samym ma znaczenie odstraszające dla każdego kto chciałby spróbować zamachu lub zdrady stanu albo wywoływania krwawej rewolucji oraz dla szpiegów przekazujących informacje państwu, z którym prowadzimy wojnę na większą lub mniejszą skalę. Powiesz: „nieprawdopodobne scenariusze”, „takie rzeczy się nie zdarzają”, ale to nic nie zmienia. Jeżeli nikt nie dopuści się zdrady stanu albo wywoływania krwawej rewolucji, jeżeli ni będzie wojny, to też nikt nie będzie orzekał takiej kary. Nie ma żadnego powodu by jej nie przywrócić, bo jak już taka nieprawdopodobna sytuacja zaistnieje, to będzie za późno na cały proces legislacyjny przywracający karę śmierci do kodeksu.

Kara śmierci w czasie wojny

Teraz będzie o błędzie popełnionym przez Polskę, a przypieczętowanym podpisem Bronisława Komorowskiego pod koniec sierpnia.

Wyrzeczenie się kary śmierci w czasie wojny jest prostym sposobem na to, by w chwili zagrożenia państwa bardzo szybko skapitulować. W normalnym kraju, który chce bronić swoich granic, w czasie wojny karą śmierci zagrożeni są szpiedzy, dywersanci i dezerterzy.

Żadna inna kara wobec tych rodzajów przestępstw nie jest adekwatna i wystarczająca. Szpiedzy przekazujący wrogowi informacje mogą doprowadzić do zagłady całej armii, a zatem i do upadku państwa w wyniku przegranej.  Jeżeli szpieg zakłada, że druga strona wygra, to żadna kara, oprócz kary śmierci, nie będzie dla niego odstraszająca. Będzie tak dlatego, że wszelkie inne kary są odwracalne. Zwycięzca może nagrodzić szpiegów uwalniając ich z więzień, oddając stracony majątek z nawiązką, rozdając stanowiska itd. Tylko kara śmierci może być skuteczna, każda inna w tej sytuacji jest taka jakby jej nie było.

Podobnie z sabotażystami. Mogą wysadzać obiekty strategiczne, atakować konwoje z zaopatrzenie, niszczyć łączność, ogólnie dezorganizować działania armii. I co im za to można zrobić w kraju, który wyrzekł się kary śmierci nawet w czasie wojny? Skazać na grzywnę? Areszt? Czy może pogrozić palcem? Niestety prawdopodobnie w razie wojny żołnierze sami rozwiążą ten problem poprzez samosądy. Trudno oczekiwać, że pozostawią bezkarnym drania, który wysadził w powietrze ich kolegę. Problem w tym, że państwo prawa nie powinno funkcjonować w ten sposób.

Kolejna grupa to dezerterzy. Myli się ten, kto uważa, że profesjonalna, zawodowa armia jest niewrażliwa na dezercję. Człowiek, który idzie do wojska dla pieniędzy, może uważać, że w czasie pokoju to jest dobra posada, ale w czasie wojny, gdy wkoło spadają bomby, może nagle zmienić zdanie. Właśnie dlatego ważne jest by wśród wojska panowało silne poczucie patriotyzmu, więzi z krajem i narodem, a dezerterzy muszą być karani śmiercią. W innym przypadku jednostki będą się rozsypywać z byle powodu. W końcu dlaczego Kowalski ma nadstawiać karku, jak Nowak za próbę dezercji został zamknięty w bezpiecznym areszcie na tyłach?

Proszę zauważyć, zdrajcy lub agenci wroga mogą zabijać oficerów, mogą zabić prezydenta, premiera, innych ministrów, a państwo polskie będzie mogło najwyżej zamknąć ich w celi. I to nie na dożywocie, a tylko do czasu przegranej, co przy takim podejściu jest praktycznie pewne.

„Dlaczego ksiądz kłamie?”

O karze śmierci, a raczej przeciwko karze śmierci, wielokrotnie wypowiadali się dostojnicy Kościoła. Słyszymy, że: „Tylko Bóg może odebrać życie”, że „nie powinno zależeć na karze śmierci nikomu, kto uważa się za obrońcę życia” oraz, że „przykazanie nie zabijaj obowiązuje zawsze i wszędzie, od początku życia aż do naturalnej śmierci„, a Kościół jest przeciwny stosowaniu kary śmierci. Jak takie rzeczy powie mi wikary, albo proboszcz to mogę go prosto w oczy zapytać „dlaczego ksiądz kłamie?” Ciekawe, czy ktoś odważy się w ten sposób odezwać gdy głupoty gada jakiś kardynał albo biskup?

Teraz po kolei się rozprawmy z tymi bzdurami. Ksiądz mówi „Tylko Bóg może odebrać życie”, ale czy ksiądz postuluje odebranie broni policji albo likwidacje Wojska Polskiego? Czyli policjant może w pewnych okolicznościach strzelać, a nawet zabić. Księża tego nie kwestionują.  Gdyby do Polski wkroczyli jacyś biedni, białoruscy poborowi, siłą wcieleni do armii i zmuszani do walki, to ksiądz kapelan pójdzie i jeszcze pobłogosławi polskiego żołnierza, który będzie do nich strzelał, i to tak, żeby zabić. Zatem dlaczego ksiądz kłamie, że tylko Bóg może odebrać życie?

Następne: „nie powinno zależeć na karze śmierci nikomu, kto uważa się za obrońcę życia”, ale dlaczegóż nie, proszę księdza? Jeżeli kara śmierci jest formą obrony społeczeństwa, to jest równie usprawiedliwiona przez obrońcę życia, jak pistolet w ręku policjanta czy matki broniącej dziecka przed pedofilem. Czy może ksiądz twierdzi, że obrońca życia powinien domagać się zakazu używania broni przez policję i sam też nadstawiać gardło mordercom? Nie? Katechizm Kościoła Katolickiego przecież naucza wprost, że wolno zabić w obronie życia: „Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios” (KKK 2263, a w KKK 2265 Kościół rozszerza prawo do zabijania napastników na „odpowiedzialnych za życie drugiej osoby, wspólne dobro i bezpieczeństwo państwa”).  Zatem dlaczego ksiądz kłamie?

„Przykazanie nie zabijaj obowiązuje zawsze i wszędzie, od początku życia aż do naturalnej śmierci„, w takim razie dlaczego w kolejnych rozdziałach Pisma Świętego Izraelici zabijają zwierzęta? dlaczego zabijają na wojnach? Dlaczego Dawid zabił Goliata? Dlaczego sam Bóg nakazuje karanie morderców śmiercią? Dlaczego potwierdza to także Nowy Testament w tym apostoł Paweł, który naucza, ze „nie na darmo władza nosi miecz”? Czyżby dlatego, proszę księdza, że słowo użyte w przykazaniu „Nie zabijaj” nie odnosi się do zabijania zwierząt, zabijania w obronie własnej, zabijania na wojnie oraz zabijania z wyroku sądu? W takim razie dlaczego ksiądz kłamie, że niby jest inaczej?

„Kościół jest przeciwny stosowaniu kary śmierci” – dlaczego ksiądz kłamie? Przecież KKK 2266 stwierdza wyraźnie: „nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi”.

Do tego ostatniego nawiązał Abp. Michalik: „Katechizm Kościoła katolickiego mówi, że zanim zastosuje się karę śmierci, trzeba ocenić, czy da się ochronić życie i wzbudzić w przestępcy poprawę, stosując karę dożywocia” – dodał też, że „w wyjątkowych przypadkach kara śmierci jest dopuszczalna” ale nie chciał się wypowiedzieć na temat jej przywrócenia. Czcigodny księże arcybiskupie, żeby zastosować w „wyjątkowym przypadku” karę śmierci w państwie prawa, to ta kara najpierw musi być przewidziana w kodeksie. Proszę się zdecydować! Jak jest dopuszczalna, to episkopat powinien poprzeć przywrócenie jej do Kodeksu Karnego, a jak jest nie do zaakceptowania to zmieńcie Katechizm, najlepiej przeredagujcie Pismo Święte po swojemu i konsekwentnie zgłoście postulat całkowitego rozbrojenia policji oraz likwidacji art 25 Kodeksu Karnego o obronie koniecznej. Czcigodny Episkopacie, „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie”, a nie jakieś takie: „jestem za, a nawet przeciw”. I to samo biskup Pieronek, najpierw mówi o dopuszczalności przez Kościół kary śmierci w wyjątkowych przypadkach, a później z grubej rury, że jak ktoś jest za jej przywróceniem do Kodeksu Karnego to od razu „występuje przeciw chrześcijaństwu”. Cóż, ksiądz Pieronek występuje przeciwko logice, czym mocno szkodzi chrześcijaństwu.

Lewicowe szpagaty

Nie tylko Kościół Katolicki ma problem z tym tematem. Niezwykłych myślowych szpagatów w związku z karą śmierci dokonuje szeroko rozumiana lewica. Przede wszystkim znamienne jest to, że zupełnie nie reaguje na to, iż w sprawach rzekomo świeckiego państwa i stanowienia prawa, wypowiada się Kościół. Pewnie gdyby księża mówili nie o karze śmierci, a o in vitro, eutanazji czy aborcji, to zaraz podniósłby się wrzask: „Czy tego kleru nikt uciszyć nie może!!! Niech on idzie na swoje podwórko i tam zajmie się swoimi sprawami, jak można dłużej tolerować wtrącanie się do polityki???” – tymczasem nikt z lewicy nie reaguje na mieszanie się biskupów w sprawę kary śmierci. To dowodzi, że lewicy nie chodzi o żadne zasady „neutralnego państwa”, tylko o narzucanie swojej ideologii i swoich poglądów. Nikt z liderów lewicy najwyraźniej nie ma odwagi by być konsekwentnym co do głoszonych zasad. Kolejna niekonsekwencja to walka o legalizację aborcji, a równocześnie przeciwko karze śmierci „bo każdy ma prawo do życia”. Niebywałe, morderców chronić, a nienarodzone dzieci zabijać. Zresztą nie wszystkich morderców, bo zwykle nawet lewica nie kwestionuje wyroków śmierci wydanych na nazistowskich zbrodniarzy. To dopiero by było, gdyby Hansa Franka skazać na 21 lat, trzymać w znakomitych warunkach z dobrymi obiadkami, spacerami, siłownią, biblioteką, może jakaś muzyczka do tego? Chyba nawet lewicowa wrażliwość by nie zdzierżyła takiego wyroku. Ci, co bardziej szaleni lewacy jeszcze potrafią komunistów rozgrzeszać, ale nazistów nigdy. Czasem się zastanawiam co tacy fanatycy mają w miejscu gdzie zwykli ludzie mają mózg? Bo to jest niezły fenomen, jak ktoś mówi, że „nawet najgorszy morderca nie zasługuje na śmierć, ale śmierć faszystom, a pedofilii w czarnych sukienkach to bym powywieszał” itd. To jest właśnie niezwykłe, jak ci sami ludzie potrafią atakować Kościół za głupie wypowiedzi o pedofilii oraz domagać się usunięcia Kościoła z przestrzeni publicznej, a równocześnie, wręcz z nabożną czcią, cytują głupie wypowiedzi kapłanów o karze śmierci i domagają się by traktować je jako obowiązujące w społeczeństwie.

Kara śmierci dla morderców

Teraz kilka zdań o tym, co jest najczęściej poruszane w kontekście kary śmierci, mianowicie „kara śmierci dla morderców”. Zwykle temat powraca przy głośnych morderstwach, szczególnie gdy sprawcami okazują się jednostki wybitnie zdegenerowane lub recydywiści. Teraz powrócił na fali procesu „mamy Madzi” i mowy sędziego wydającego wyrok. Spróbujmy jednak na chwilę wyłączyć emocje i skupić się na logicznych argumentach. Czy są przypadki, w których tylko kara śmierci będzie skuteczna? Moim zdaniem są, wymienię tu kilka.

Terroryzm – pierwsza okoliczność to działalność terrorystyczna. Członek takiej organizacji może być przekonany, że przejmie ona władze w kraju, tym samym żadna kara więzienia nie będzie dla niego odstraszająca. Co więcej, jego kamraci mogą próbować go odbić lub porywać zakładników by ich wymienić na więźniów. To są zagrożenia, które można ograniczyć stosując karę śmierci.

Ucieczki – nie ma 100% sposobu uniknięcia przypadków ucieczek. Ba, w Polsce zdarza się, że przestępca wcale nie musi uciekać, tylko nie raczy wrócić po przepustce. Żeby pozostać na wolności może popełniać kolejne przestępstwa, w tym morderstwa. Kara śmierci może w takim przypadku odstraszać od posunięcia się do takich czynów.

Zabójstwa (i inne przestępstwa) w więzieniu – Jak ukarać kogoś, kto już jest skazany na wielokrotne dożywocie + 500 lat, jeżeli zabije współwięźnia lub strażnika? Przypominam, że niekiedy w zakładach karnych dochodzi do buntów, a strażnicy i pracownicy administracji wpadają w ręce przestępców. Stają się zakładnikami! Co może powstrzymać od torturowania i zabijania zakładników, kogoś kto już dostał dożywocie za 10 morderstw, a teraz trzyma kilku przerażonych kolesi zamkniętych za jazdę rowerem po piwku i naczelnika więzienia jako zakładników?

Zorganizowana przestępczość (mafia) – zorganizowane grupy przestępcze uzyskują przewagę nad wymiarem sprawiedliwości. Szef mafii może wydać swoim ludziom rozkaz zabicia świadka, sędziego, prokuratora czy policjanta. Państwo nie może zabić mafioza, ani nikogo z jego „żołnierzy”. To daje ogromne możliwości zastraszania i powoduje, że walka ze zorganizowaną przestępczością jest o wiele trudniejsza.

Zamachy, których sprawcy zakładają, ze zostaną zatrzymani – przeprowadzenie samego zamachu, czy to z użyciem broni czy materiału wybuchowego wbrew pozorom nie jest takie trudne. Trudność pojawia się dopiero gdy sprawca chce uniknąć zatrzymania i odpowiedzialności. W sytuacji gdy kara jest względnie niska sprawca może łatwiej się na nią zgodzić, tak jak Breivik w Norwegii. Dokonał masakry bezbronnych (bo jak wiadomo lewica jest przeciwko posiadaniu broni) ludzi na obozie lewicowej młodzieży, po czym poddał się gdy na miejsce przybyli uzbrojeni policjanci. On wiedział, że grozi mu za to maksymalnie 21 lat, które spędzi w dobrych warunkach, gdzie będzie mógł pisać sobie książki o swojej ideologii. Może nawet liczy, że wypuszczą go wcześniej, jako bohatera i prekursora jakiegoś „nowego porządku”? Wątpię czy zdecydowałby się na taki czyn wiedząc, że za morderstwo grozi kara śmierci.

Dożywocie „absolutne” czy absurdalne?

Przeciwnicy kary śmierci, w tym księża mówią nieraz o jakimś „absolutnym” czy „bezwzględnym” dożywociu”. Słyszeliście pewnie o tym? W skrócie chodzi o to, żeby to była prawdziwa kara dożywotniego więzienia, bo z tego tzw. „dożywocia” to jednak więźniowie wychodzą. Zatem takiej „bezwzględnej” kary dożywocia zwyczajnie nie ma. Tym samym ktoś kto mówi, że karę śmierci zastępuje się „absolutnym dożywociem” chyba nie wie co mówi. Rozważmy jednak „co by było gdyby”. Po pierwsze to „bezwzględne dożywocie” nie daje żadnej szansy resocjalizacji, bo z założenia przestępca skazany na taka karę, nie ma być przywrócony do społeczeństwa (zresocjalizowany). Czyli faktycznie jest to kara śmierci tyle, że wykonywana przez „śmierć ze starości”. Przy tym wcale nie spełnia tej samej roli, co kara śmierci w powyżej wymienionych przypadkach i to zarówno w części o karze śmierci na wojnie, jak i za morderstwo. Ba, wręcz powodowałaby dodatkowe problemy! Bo jak dożywocie nie jest „bezwzględne” to jeszcze taki bandzior może liczyć, że kiedyś wyjdzie. A jak jest „bezwzględne” to będzie gotów zabijać, zarówno strażników jak i przypadkowe osoby w czasie ucieczki. Już nic gorszego niż bezwzględne dożywcie go nie spotka (chyba, że samosąd…).

Niedorzeczne argumenty

O „absolutnym dożywociu” i argumentach księży czytałeś już wyżej. Teraz czas na najbardziej niedorzeczne argumenty przeciwników kary śmierci wraz z moim komentarzem.

– „Kara śmierci jest niecywilizowana” – Polska miała być „drugą Japonią”, jednak nic z tego. Zatem można się oszukiwać, że jesteśmy bardziej cywilizowani od Japończyków, bo oni nie znieśli kary śmierci. Tę karę stosuje się też w USA czy Singapurze. Za to karę śmierci zniosła …Rosja. Ciekawa awangarda cywilizacji i humanitaryzmu, prawda? Opozycjoniści mają tam dziwne wypadki, dziennikarzy mordują „nieznani sprawcy”, tysiące mieszkańców Kaukazu znika bez śladu w „obozach filtracyjnych”, ale Rosja jest cywilizowana i postępowa, bo zniosła karę śmierci? Dla mnie to żaden wyznacznik, wolę cywilizację w wydaniu dzisiejszej Japonii.

– „W USA jest kara śmierci, a morderstw mają więcej niż u nas” – błędne jest porównywanie obszarów o zupełnie różnym społeczeństwie i kulturze i przede wszystkim błędne jest uogólnienie „a w USA”. Stany Zjednoczone to państwo federacyjne złożone de facto z pół setki państw (stanów). Jedne mają karę śmierci, inne nie. Część z nich tę karę zniosło, a później przywróciło. O tym, czy kara śmierci działa odstraszająco mogą mówić dane z tych konkretnych miejsc. Można sprawdzić jak po zniesieniu i przywróceniu kary śmierci zmieniała się przestępczość i ilość morderstw. Dla przykładu w stanie NY liczba morderstw po przywróceniu kary śmierci spadła o ponad 70%, ale przeciwnicy kary śmierci nie dopuszczą do swoich umysłów by to miało jakikolwiek związek. Dla nich ten spadek był spowodowany tylko i wyłącznie „innymi czynnikami”. Równocześnie nie pojmują, że właśnie wysoka przestępczość w USA jest spowodowana „innymi czynnikami” takimi jak np. wojna z narkotykami (która nakręca przestępczość tak jak nakręcała prohibicja alkoholowa w latach 20 ubiegłego wieku).

– „Nie ważna jest surowość, tylko nieuchronność kary” – czyli sztandarowa bzdura. Żeby było ciekawej często ci sami ludzie potrafią postulować zaostrzenie kar za gwałty, pedofilie czy nawet zajmowanie miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych. Po co, jeżeli uważają, że liczy się tylko „nieuchronność”? Działanie odstraszające surowości kary jest oczywiste, inaczej bez sensu byłoby nawet podnoszenie wysokości mandatów. Gdyby wysokość wyroków nie miała znaczenia to równie dobrze jak skazywać na grzywny czy wiezienie można by grozić palcem, byle „nieuchronnie”.

– „Ktoś może się pomylić” – jest to bardzo trafne spostrzeżenie. Właściwie zawsze i wszędzie ktoś może się pomylić. Na przykład swego czasu w Łodzi ktoś przez pomyłkę zamiast gumowych kul, załadował do policyjnych strzelb breneki – specjalną amunicję do rozbijania silników samochodowych. Dwie osoby zginęły. Czy z tego powodu ktoś zgłosił postulat odebrania policji broni palnej? Pałki też by im od razu zabrać, bo w Słupsku policjant zabił nastolatka, poważne zamieszki z tego były. A wiecie, że wojsko może przypadkiem, przez pomyłkę, ostrzelać cywilny cel? Zdecydowanie, wojsko trzeba zlikwidować, bo ktoś może się pomylić. To wszystko to jeszcze mały pikuś, wręcz sporadyczne przypadki. W Polsce co roku tysiące ludzi pada ofiarami błędów kierowców. Czy zakazano samochodów? Czy jakiś biskup z tego powodu grzmi, że „kto jeździ autem, ten występuje przeciw chrześcijaństwu”?

– „Już nie zdarzają się przypadki, w których kara śmierci jest konieczna” – po pierwsze, to nie jest prawda, bo się zdarzają. Po drugie, nawet gdyby się nie zdarzały od lat, to nie stanowi to żadnego argumentu do likwidowania kary śmierci. Po prostu jeżeli nie będzie zbrodni zagrożonych tą karą, to nie będzie się jej stosować. Nie ma powodu likwidować. Weźmy taki przykład, powiedzmy, że zaostrzono kary za gwałty ze szczególnym okrucieństwem oraz, że w wyniku tej zmiany prawa w kolejnych latach tego typu zbrodni było coraz mniej, aż przestały się pojawiać takie przypadki. Czy to byłby jakikolwiek powód do ponownego złagodzenia prawa i obniżania kar?

Właściwie nigdy ze strony przeciwników kary śmierci nie spotkałem się z rzeczowym, sensownym argumentem, a wy?

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Yeri 8 września 2013 Odpowiedz

    Ja argument o możliwości pomyłki uważam za jak najbardziej sensowny, bo takie pomyłki się zdarzają i mają oczywiste dramatyczne konsekwencje. Rzecz jasna pomimo celności tego argumentu jego waga jest zbyt mała by rezygnować z kary śmierci, co zresztą sam wyżej wykazałeś, ale argument jest sensowny, nie odmawiałbym mu logiki.

    Zastanawiam się nad karą śmierci dla dezerterów- nie podoba mi się, że w razie konfliktu zbrojnego wielu ludzi nie będących żołnierzami zawodowymi może być powołanych pod broń i w tym momencie będą zagrożeni tą karą w razie dezercji, która może być przecież- co łatwo sobie wyobrazić- moralnie uzasadniona. Co więcej dotyczyłoby to nie tylko konfliktów z innymi krajami, ale także naszych wewnętrznych w wypadku wprowadzenia stanu wojennego. I w tym momencie poborowi pod broń i strzelać do buntowników- a jeśli poborowy uważa, że słuszność leży po stronie buntujących się? (wiem, wiem, w tym kraju Rząd nie myli się nigdy, ale zawsze może być ten pierwszy raz teoretycznie).

    Z drugiej strony zawodowa armia bez kary śmierci za dezercje nie wygląda za dobrze, co wykazałeś.

    Jak to widzisz Piotrze?

  • Piotr 13 września 2013 Odpowiedz Author

    Odnośnie strzelania do buntowników, to jeżeli władzę objąłby reżim strzelający do własnych obywateli, to zapewne też szybko przywróciłby karę śmierci na własne potrzeby. Trzeba pilnować wcześniej, żeby tacy ludzie nie objęli władzy, a kara śmierci za zamach stanu czy wywoływanie rewolucji jest jednym ze sposobów obrony przed takimi typami.

  • Piotr 13 września 2013 Odpowiedz Author

    Natomiast ze śmiesznych argumentów przeciw karze śmierci mam nowy: „obrońcy praw człowieka twierdzą, że kara dożywocia byłaby dla sprawców surowsza niż kara śmierci”.
    Ciekawy przypadek „obrońcy”, który domaga się surowszych kar, coś tu nie gra, prawda?

  • Yeri 13 września 2013 Odpowiedz

    Surowsza niż kara śmierci… Dobre, pewnie jeszcze wymyślą zaostrzony rygor na dożywociu ( zabierają piloty do telewizorów, siłownia tylko w popołudnia gdy największy tłok i deser po obiedzie tylko w niedzielę).

    Odnośnie tej ich całej logiki to tylko Monty Pythona puścić.

  • Mitz 29 września 2013 Odpowiedz

    Dobry felieton i sensowna analiza tematu.
    Mam jednak wrażenie że absurdalność tej ustawy jest oczywista i nie zasługuje na tak obszerną polemikę. Obecna sytuacja w europie jest jaka jest, kara śmierci nie jest i nie będzie wykonywana w naszym kraju. Sprawa jest wypełniaczem w miejsce rzeczy istotnych, może wygeneruje promil poparcia dając wrażenie jakiejkolwiek politycznej aktywności.
    Ciekawi mnie jednak, czy jeżeli wyobrazimy sobie mało prawdopodobny scenariusz w którym faktycznie dochodzi do konfliktu zbrojnego – czy jakiekolwiek przepisy prawa będą przestrzegane w tak desperackiej sytuacji?

  • Piotr 30 września 2013 Odpowiedz Author

    Czy ten temat to „wypełniacz”? Raczej nie, temat przeszedł praktycznie bez echa (nie licząc małego szumu wokół „mamy Madzi”).
    Natomiast co do przestrzegania prawa w czasie wojny to właśnie na to zwracam uwagę. Wprowadzane zmiany powodują, że to państwo albo nie będzie przestrzegać prawa (będą masowe samosądy itp.), albo bardzo szybko przegra ewentualną wojnę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook