Groza dla wampirów

„Jestem Legendą” („I Am The Legend”) to tytuł, kojarzący się dziś jednoznacznie z filmem z Willem Smithem w roli głównej z 2007 roku. Chciałem jednak przybliżyć wam książkę Richarda Mathesona, na podstawie której powstał film.


„I Am The Legend”

Jest to dzieło z pogranicza science fiction i horroru. Akcja rozgrywa się w 1976 roku, czyli w niedalekiej przyszłości – patrząc z punktu widzenia autora, piszącego w 1954 roku.

„Jestem Legendą” już zdążyła przejść dosłownie do legendy kina poprzez trzykrotną ekranizację. Poza najnowszym filmem powstały również : „The Last Man on Earth” z Vincentem Price (1964) oraz „The Omega Man” z Charltonem Hestonem (1971). Ekranizacje, szczególnie ostatnia nie są niestety wierne. W filmie „Jestem Legendą” zmieniono praktycznie wszystko, włącznie z czasem i miejscem akcji, kolorem skóry głównego bohatera oraz zachowaniem i pochodzeniem jego przeciwników. Zmieniono nawet znaczenie tytułowej Legendy! Jeżeli ktoś chce zobaczyć, jak można dokonać filmowej adaptacji książki, zmieniając wszystko oprócz tytułu, powinien przeczytać i następnie oglądnąć „Jestem Legendą”.

Uwaga: poniżej znajdują się szczegóły fabuły i zakończenia utworu.

 

Książka

Pomimo swoich lat książka Mathesona wciąga niesamowitym klimatem. Główny bohater, Robert Neville, jest ostatnim człowiekiem na Ziemi. Nocami ukrywa się w ufortyfikowanym domu przed oblegającymi jego dom wampirami. Tak, wampirami, takimi jak w starych legendach. Krwiożerczymi bestiami, które obawiają się tylko słońca, czosnku i świętych symboli. To wyraźna różnica w stosunku do filmu, gdzie główny bohater walczy po prostu z „mutantami”. Za dnia to Neville staje się łowcą. Odnajduje potwory i przebija ich serca solidnymi drewnianymi kołkami, które masowo produkuje w swoim garażu. Na jak długo starczy mu sił? Ile czasu może przetrwać w świecie opanowanym przez wampiry i czy to, co robi w ogóle ma sens? W końcu Neville zaczyna naukowo badać fenomen otaczającej go wampirzej zarazy, która okazuje się dziełem przetrwalników tajemniczej bakterii (w filmie winowajcą jest wirus – dzieło człowieka). Tym biologicznym pomysłem Matheson uwolnił nieumarłych ze starych zamczysk i legend. Wpuścił ich na ulice współczesnych miast, do supermarketów i laboratoriów naukowych. Pomysł chwycił, a inspiracje widać wszędzie wkoło, w literaturze, filmie czy grach komputerowych. Wystarczy wspomnieć „Noc żywych trupów”, „Resident Evil”, „Blade – wieczny łowca”, „Zombie survival”, „Rec” czy trylogię o Vesperze („Nocarz”, „Renegat”, „Nikt”). Oryginał pozostaje jednak niedościgniony ze względu na zaskakujące zakończenie dzieła Richarda Mathesona, zakończenie które wywraca do góry nogami relacje zwykle obowiązujące w horrorach. Bo czyż wampir może się bać?

Wydanie książkowe w języku polskim (w tłumaczeniu Pauliny Braiter) wznowiło wydawnictwo MAG, przy okazji wejścia na ekrany kin filmu „Jestem Legendą” z Willem Smithem. Aktor znalazł się nawet na okładce książki. Wygląda to nieco kuriozalnie, bowiem główny bohater w książce, w przeciwieństwie do Smitha jest biały i mocno zarośnięty na twarzy. Mimo tego drobnego zgrzytu jest to wersja warta polecenia, tym bardziej, że wydana na fali popularności filmu będzie dziś najłatwiej dostępna w bibliotekach i księgarniach (w tym wysyłkowych). Polecam ją każdemu miłośnikowi horroru i science fiction.

Dla zaostrzenia apetytu proponuję teraz fragment „Jestem Legendą” w tłumaczeniu Pauliny Braiter:

Dochodziło południe. Robert Neville zbierał w szklarni czosnek do koszyka. Na początku woń czosnku w takim stężeniu budziła w nim mdłości i żołądek ściskał mu się nieustannie. Teraz zapach przesiąknął jego dom, ubranie, a czasami zdawało mu się nawet, że ciało. Neville w zasadzie już go nie dostrzegał. Gdy zgromadził dość główek, wrócił do domu i wrzucił je do zlewu. Pstryknął wyłącznikiem; światło zamrugało, po czym rozbłysło zwykłym blaskiem. Syknął z niesmakiem przez zaciśnięte zęby. Generator znów zaczynał głupieć. Będzie musiał ponownie wyciągnąć cholerną instrukcję i sprawdzić przewody. A jeśli naprawa okaże się zbyt skomplikowana, trzeba będzie zainstalować nowy. Ze złością podciągnął do zlewu wysoki stołek, wziął nóż i usiadł ze znużonym sapnięciem. Najpierw podzielił główki na drobne cząstki w kształcie sierpa, następnie przeciął na pół każdy różowy, skórzasty ząbek, odsłaniając jasny miąższ. Powietrze zgęstniało od ciężkiego, ostrego smrodu. Gdy stał się zbyt duszący, Neville włączył klimatyzator, który wyssał gęstą chmurę woni. Teraz sięgnął na górę i z wieszaka na ścianie zdjął szpikulec do lodu. Przebił każdą połówkę ząbka na wylot, po czym nawlókł je na drut. Po jakimś czasie miał już dwadzieścia pięć naszyjników.

I film…

W filmowej adaptacji scenariusz jest tak dogłębnie zmieniony, że gdyby zmienić jeszcze tytuł i imię głównego bohatera, ciężko byłoby w jakikolwiek sposób powiązać filmową fabułę z książką Mathesona. Akcja zostaje przeniesiona na początek XXI wieku do Nowego Jorku. Zmienione zostają między innymi okoliczności śmierci rodziny Nevilla i pochodzenie zarazy. Także objawy „choroby” są inne. Mutanty polujące na Roberta w niczym już nie przypominają wampirów (co najwyżej boją się światła). W filmie nie pojawia się też motyw osaczenia / oblężenia głównego bohatera, który towarzyszy nam praktycznie przez całą książkę, bo mutanty zwyczajnie nie wiedzą, gdzie ukrywa się ich przeciwnik. Filmowa wersja pozbawiona jest również typowych atrybutów łowcy wampirów, jak naszyjnik z czosnku czy drewniany kołek – filmowemu Nevillowi wystarcza po prostu karabinek M4. W efekcie oglądniecie filmu nie zdradza w najmniejszym stopniu szczegółów fabuły książki! Wiemy już, że w filmie wielu rzeczy brakuje, w zamian dostajemy jednak nowy motyw: bardzo specyficzny koktajl radykalnego chrześcijaństwa ze świeckim humanizmem. W efekcie tej mieszanki powstaje niemal typowy holywoodzki happy end. Bóg wręcz bezpośrednio przemawiając do człowieka ukierunkowuje jego działanie, by zapobiec końcowi świata i ludzkości. Mimo tego specyficznego, pozytywnego końca film może się podobać miłośnikom horroru.

W tym miejscu warto polecić „Jestem Legendą” na DVD. Dlaczego? Ze względu na dodatki i dostępną drugą wersję filmu z alternatywnym zakończeniem (w Krośnie jest dostępny w wypożyczalni Video Fan). Alternatywna wersja stanowi niewielki ukłon w kierunku książki, zmienia punkt widzenia, czyni fabułę mniej czarno – białą. Z tego względu jest warta polecenia osobom, które do tej pory znały jedynie „oficjalną wersję”. Dodatkowo na płytach znajduje się film o powiązaniach „Jestem Legendą” ze współczesną wirusologią, czyli coś bardziej dla fanów prawdziwego science fiction (gdzie „science” występuje nie od parady), niż typowego horroru. Do tego mamy jeszcze cztery animowane komiksy, fabularnie nawiązujące do filmu. Są to kolejno „Śmierć jako dar”, „Odosobnienie”, „Poświęcenie kilku dla wielu” (w mojej opinii najsłabszy z tej czwórki) oraz niejako na deser, świetny pod względem scenariusza i kreski: „Schronienie”. W „Schronieniu” widać wyraźnie inspirację zarówno klasyką horroru, jak i książką Mathesona. Więcej szczegółów nie zdradzę, by nie psuć komukolwiek zabawy – to po prostu wypada zobaczyć.

Książka (Legendarna klasyka gatunku)

„Jestem Legendą”

Autor: Richard Matheson

Wydanie oryginalne: 1954

Polskie wersje:

Tłumaczenie: Wojciech Kustra

Rok wydania: 1992

Wydawnictwo: Pik

Tłumaczenie: Paulina Braiter

Rok wydania: 2008

Wydawnictwo: Mag

Film (na DVD dostępny z dodatkami i alternatywną wersją):

Reżyseria Francis Lawrence

Scenariusz Akiva Goldsman, Mark Protosevich

Zdjęcia Andrew Lesnie

Muzyka: James Newton Howard

Dystrybucja: Warner Bros

Komiks (nie czytałem, stąd brak szczegółów w recenzji):

Scenariusz: Steve Niles

Rysunki: Elmam Brown

Tytuł oryginału: Richard Matheson’s I am Legend

Wydawca: IDW Publishing

Rok wydania oryginału: 2003

Data polskiego wydania: Październik 2007

Wydawnictwo: Egmont

Piotr Dymiński

Foto: Andrew Lesnie, [dystrybutor]

 

Komentarze

komentarzy

1 Komentarz

  • Yeri 18 stycznia 2017 Odpowiedz

    Książka znakomita, film tragiczny. Jako powiedziałeś, wystarczyłoby zmienić tytuł filmu i nazwisko bohatera i nikt by sie nie domyślił, ze to na podstawie tej książki nakręcone. A tytuł należałoby zmienić bezwzględnie, bo w filmie nie ma on żadnego sensu, w książce natomiast jest jej sensem i przesłaniem. Ja bym polecił przeczytać książkę i unikać filmu. Komiksów nie znam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook