Wyspa ciepła i dziura w niebie

Niby wiosna jest, powinno się robić cieplej. Dziś jest dzień „ciemnej godziny”, a do tego jutro mamy Święto Żartów, zatem termin całkiem niezły na wpis o dziurach w niebie o globalnym czy tam lokalnym ociepleniu. Zresztą kilka dni temu to zapowiadałem gdy informowałem jak to popieram pana Donalda (o kreskówkach też dziś będzie).

Godzina ciemnoty i globalne ocieplenie

Rok temu pisałem o Czarnej godzinie. W tym roku jakby temat przycichł w mediach (czy to moje złudzenie?). Możliwe, że naszym politycznym celebrytom po prostu niezręcznie byłoby brać udział w tej ciemnocie podczas gdy nie zgodzili się na zmniejszenie przez Polskę emisji CO2? I w sumie dobrze, jak zaznaczyłem rok temu „godzina dla ziemi”, czyli wyłączenie oświetlenia na godzinę nie zmniejszy emisji CO2 jeśli w tym czasie użyjemy świeczek.

OK, przejdźmy do obiecanego „globalnego ocieplenia” czy jak się teraz to poprawnie nazywa „zmian klimatu”. Skąd zmiana nazewnictwa? ano pewnie stąd, ze „ocieplenie” jest coraz bardziej dyskusyjne za to zaczyna się przebąkiwać o ochłodzeniu czy wręcz kolejnej „epoce lodowcowej”. Nawet powstał w związku z tym film sf „Pojutrze”, opowiadający o tym, jak w wyniku globalnego ocieplenia Ziemię zalała fala mrozu. Jak widać „zmiana klimatu” jest bezpieczniejszym określeniem, nie ważne czy zrobi się cieplej, czy zimniej, zwolennicy tezy o „zmianach klimatu” i tak powiedzą, że to przewidzieli.

Teraz przypomnienie dla tych co nie chodzili do szkoły, albo nie pamiętają czego ich uczono. Klimat w historii Ziemi zmieniał się wielokrotnie, zmieniał się nawet w czasie krótkiej historii człowieka na Ziemi, ale raczej bez naszego wpływu. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że ostatnie cofnięcie się lodowców nastąpiło w wyniku palenia ognisk przez garstkę neandertalczyków, prawda? Tymczasem leżące na terenie naszego kraju polodowcowe jeziora, moreny czołowe i głazy polodowcowe są niczym innym, jak dowodem na to, że przed tysiącami lat nastąpiło „globalne ocieplenie”. Pytanie co następuje teraz i jaki jest w tym udział człowieka?

Wyspy ciepła

I tu jest mały problem, bo dowody się różnią, w zależności od tego kto je przedstawia. Każda strona zarzuca przeciwnikom uleganie lobby, a to lobby atomowemu oraz producentów solarów i wiatraków, a to lobby naftowo-gazowo-węglowemu. Faktem jest, że gigantyczne zmiany klimatu następowały przed panowaniem człowieka na Ziemi, a ich wyjaśnieniem może być zmiana położenia Ziemi w układzie słonecznym (Cykle Milankovicia) oraz zmiana aktywności słońca. Te zmiany były aż trudno wyobrażalne, tam gdzie dziś są pustynie, kiedyś były morza, tam gdzie mamy pojezierza, były lodowce itd. Pytanie czy człowiek dziś dysponuje możliwościami powodowania lub powstrzymywania takich zmian? Wątpię.

Z pomiarami, z których rzekomo wynika wzrost temperatury jest problem związany z metodologią. Tak zwani naukowcy twierdzą, że „wzrost temperatury jest pewny, bo mamy więcej, coraz dokładniejszych pomiarów”. O ile jednak wiem, to nie mamy jeszcze wehikułu czasu, by tymi samymi metodami, w tych samych miejscach, dokonać pomiarów 100 lat temu, prawda? Zatem z czym te dane porównać? Nie ma z czym. Ba, różnica odczytów może być spowodowana tylko większa dokładnością, a nie wzrostem temperatury. Do tego dochodzą jeszcze „wyspy ciepła”, czyli zmiana lokalnych uwarunkowań w miejscach pomiaru. Takimi „wyspami ciepła” są miasta, gdzie wśród betonu i asfaltu lokalne temperatury są wyższe. Miasta się rozrastają i obudowują stacje meteorologiczne, dokonujące pomiarów. Widzimy to nawet w Krośnie, gdzie w pobliżu stacji meteo rozbudowało się osiedle domków, przybyło asfaltowych dróg.

Dziura w niebie i Kapitan Planeta

Sztandarowym ekostraszakiem przez jakiś czas pozostawała „dziura ozonowa”, o której czasem jeszcze ktoś gdzieś wspomni. Ten przykład pokazuje jak kompletne absurdy potrafią przeniknąć do środków masowego ogłupiania, a nawet do programów szkolnych. dla tych co nie wiedzą małe streszczenie: problem miał polegać na tym, że „używane w dezodorantach i lodówkach freony miały unosić się do górnych warstw atmosfery i niszczyć tam bezcenną dla życia warstwę ozonową, szczególnie nad biegunem południowym, co gorsza te okropne freony są strasznie trwałe i dziś wypuszczone będą niszczyć ozon jeszcze przez dziesięciolecia i stulecia co już w ogóle jest katastrofą ekologiczną”. Na szczęście jest to bzdura na bzdurze. Niepokojące jest to, że rzekomo wykształceni, poważni, dorośli ludzie tego nie zauważyli pomimo oczywistych sygnałów, że coś jest nie tak. No bo gdzie się używa tych aerozoli i lodówek (szczególnie na przełomie lat 80 / 90 ubiegłego wieku)? W Ameryce Północnej i w Europie Zachodniej, prawda? To skąd ta „największa dziura ozonowa” nad biegunem południowym? Proszę sprawdzić na globusie, jak to wygląda.

 

Bzdura druga w tej bajce, to „natychmiastowe unoszenie się freonów”, o którym mówiono przez dłuższy czas funkcjonowania „freonowego mitu” (pod koniec, pod wpływem krytyki zmieniono retorykę na „gdy dostana się do ozonosfery…” itp).  Problem w tym, że freony są cięższe od powietrza i natychmiast po uwolnieniu lecą w dół by pałętać się nam gdzieś pod nogami, nie mają „instynktu ozonobójcy”. Z tego powodu były zresztą używane jako gazy robocze w gaśnicach przeciwpożarowych, sprawnie rozprowadzające środki gaśnicze. Zatem mamy substancję cięższą od powietrza, o której w programach naukowych, w publikacjach ekologicznych i w szkołach (!!!) mówiło się, że „natychmiast unosi się do najwyższych warstw atmosfery”. No proszę, freon ma wbudowany napęd antygrawitacyjny? Tym co chodzą do szkół polecam mały teścik, zapytajcie nauczycieli od geografii (bo to na tym przedmiocie zwykle najwięcej mówi się o ekologii) czy freon jest lżejszy od powietrza. Chemików nie pytajcie, chemicy wiedzą, tylko tym się wydaje, ze to jakiś taki specjalny układ wiatrów sprawia, że gaz cięższy od powietrza wywiewany jest na wysokość wielu kilometrów i to nad biegun południowy.

Kolejna bzdurą jest samo niszczenie ozonu przez freon. Zaskakujące? Mnie zaskakuje, że taka bzdura mogła trafić do programów nauczania. Freony są mało aktywne chemicznie i żadnego ozonu nie zniszczą, dopóki się nie rozpadną i nie uwolnią zawartego chloru. Zatem, chlor może rozbić cząsteczkę ozonu, ale freon nie. Tu dochodzimy do następnej bzdury mówiącej o tym, że ta „trwała cząsteczka będzie niszczyć ozon przez dziesiątki lat”. Jeżeli jest trwała, bo nie jest aktywna chemicznie, to znaczy, że nie niszczy…prawda?

Kapitan Planeta w Wikia. Temu „supermanowi” szkodzą zanieczyszczenia w tym takie jak ropa (pochodzenia naturalnego).

Zatem w końcu co niszczy ten ozon? Niektórzy ekoszaleńcy gotowi już nawet oskarżać o to, że człowiek niszczy ozon produkując substancje, z których uwalnia się azot. Tak, ten sam azot, stanowiący w naturze 78% powietrza na Ziemi. Z pewnością o wiele groźniejsze dla ozonu są związki chloru (stąd oskarżenia pod adresem freonów). Ogromne ilości chloru w różnej postaci wyrzucają do atmosfery wulkany, wywołując lokalne „dziury ozonowe” co uchwyciły satelity monitorujące stan warstwy ozonowej. Co ciekawie, te rany na ozonosferze dość szybko (w skali tygodni, miesięcy) się zabliźniają. Jak to działa? Ozon nie przypadkiem występuje w ozonosferze, ten gaz, to trójatomowa cząsteczka tlenu (O3) tworząca se poprzez absorpcję energii z promieniowania słonecznego i wyładowań atmosferycznych. Zatem ozon powstaje głównie tam, gdzie promieniowanie ze słońca napotyka na tlen – w ozonosferze (tym samym tam gdzie dociera promieniowanie słońca, np. nad Filipinami, dziura w ozonie zostaje dość szybko uzupełniona). Niżej ozon jest zwykle niszczony, poprzez bliskie spotkania z innymi gazami, np. uwalnianym z wulkanów i oceanów chlorem. I całe szczęście, bo ozon jest dla nas toksyczny. Teraz dodajemy 2+2 i już wiemy skąd dziura ozonowa nad Antarktydą, a nie nad USA czy Europą. Jak wiemy z geografii nad biegunami występuje zjawisko nocy polarnej, przez pół roku nie dociera tam światło ze Słońca. W tym czasie nie może się tam odtwarzać ozon, za to wyrzucanie chloru do atmosfery, w wyniku przybrzeżnego falowania oceanów otaczających Antarktydę idzie w najlepsze. Tym samym, co roku w czasie nocy polarnej dziura ozonowa się powiększa, a za dnia polarnego się pomniejsza. Na odkrycie wpływu oceanicznego chloru niektóre ekomatoły (bo inaczej tego nazwać nie można) zareagowały w tonie: „pojawił się nowy wróg ozonu”. No jasne, „nowy wróg”, bo ocean faluje i paruje od wczoraj…

Freonowa głupota jednak triumfowała wbrew faktom i w szkołach i w kulturze masowej. Pamiętacie Kapitana Planetę? Przypominam, chodzi o to: Captain Planet Intro . Jeden z odcinków tego proekologicznego dzieła poświęcony był „dziurze ozonowej”. Pewien paskudny czarny charakter ukradł dwie automatyczne fabryki lodówek (!), przeniósł je na Antarktydę (!!) i tam uruchomił produkcję, każda lodówka natychmiast po wyjechaniu z fabryki była rozbijana i uwalniała freon, który (jakże by inaczej) „natychmiast unosił się do góry i powiększał dziurę ozonową” (!!!). Ten wredny typ robił to dlatego, że czerpał moc z promieniowania UV. Czy ludzie, którzy to robili, nie zauważyli jakie to głupie? Gdyby za dziurę ozonową miały odpowiadać freony z napędem antygrawitacyjnym, to wisiałaby ona nad USA i Europą, a nie tam, gdzie znajduje się ledwo garstka polarników.

Prawdziwy eko-problem

Dzisiejszy prawdziwy problem ekologiczny, to produkcja śmieci. Urządzeń i maszyn, o „obniżonej trwałości”, które najwyraźniej celowo robione są tak, by ulegały awariom po zakończeniu gwarancji. Przez to produkujemy tony odpadów, marnujemy surowce i możliwości. Teraz robi się „jednorazówki”: komputery, telefony, które nieraz po roku nadają się na śmietnik. I to jest problem do rozwiązania, a nie jakieś gaszenie światła na godzinę…

Brak komentarzy

  • Yeri 2 kwietnia 2012 Odpowiedz

    Amen. Piękny artykulik.

  • Joł 2 kwietnia 2012 Odpowiedz

    Kapitan Zez jest najlepszy w tym wszystkim. Pamiętam jak oglądałem te bajkę, bo nic innego nie było.

Skomentuj Joł Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook