Indiana Jones i królestwo idiotycznej czaszki

Dziś telewizja raczy nas „hiciorem”, najnowszą częścią Indiany Jonesa, tą o „kryształowej czaszce”. Szczerze nie polecam. Zapraszam do lektury tych co nie widzieli, a nie boja się spojlerów, oraz tych co widzieli i chcą sprawdzić dlaczego fabułę uważam za wyjątkowo idiotyczną.

Uwaga spoiler! (to znaczy, że poniżej znajdują się szczegóły fabuły i zakończenia filmu)

To już czwarta część przygodowo-fantastycznego cyklu o archeologu Indianie Jonesie. Tym razem główny bohater rywalizuje w czasach zimnej wojny z radziecka super-jednostką do spraw poszukiwania tajemniczych artefaktów, w szczególności kryształowych czaszek. akcja dzieje się bowiem w 1957 roku. Okazuje się, że potężnych artefaktów filmowe Stany Zjednoczone zgromadziły całkiem sporo. Jest wśród nich zaginiona Arka, artefakt o ogromnej mocy, odnaleziony w „Poszukiwaczach Zaginionej Arki” – pierwszym filmie o doktorze Jonesie. Tu od razu mała ciekawostka, co USA robią z tymi fantastycznymi artefaktami? Te filmowe USA zamykają wszystkie artefakty w jednym, ogromnym magazynie, żeby tam sobie leżały.

I tak leżą. Oczywiście do czasu gdy baza zostaje zaatakowana przez radzieckich agentów. Sowieci są tak bezczelni, że na terytorium USA używają radzieckiej broni, chodzą w swoich mundurach, a większość członków tej elitarnej grupy komandosów przerzuconych na teren USA nawet nie zna angielskiego…widocznie twórcy stwierdzili, ze inaczej przeciętny kretyn nie pozna, że to „ruscy”.

Sowieci chcą porwać doktora Jonesa i zrabować zwłoki „kosmity” (z ang. „Alien”), który rozbił się w Roswell, a w szczególności jego kryształową czaszkę. Indiana jones w cudowny sposób ucieka z rak sowietów wprost na poligon atomowy, gdzie cudownym sposobem udaje mu się przeżyć eksplozje nuklearną.

Wkrótce zjawia się na uniwersytecie gdzie (UWAGA!) w rozmowie ze znajomym wyraża się krytycznie o paranoi związanej z wszechobecnymi agentami „czerwonych”. Historycznie jest to zaledwie kilka lat po tym, jak okazało się, że sowieccy agenci przekazywali istotne informacje, które umożliwiły zbudowanie bomby atomowej w ZSRR i nuklearny wyścig zbrojeń. W fabule filmu to jest tuż po tym, gdy Indiana Jones ledwo uszedł z życiem przed całą kompanią radzieckich komandosów buszujących w supertajnej bazie amerykańskiej. Najwyraźniej lewactwo w Hollywood ma się dobrze i uważa, że pozytywny bohater w latach 50-tych XX wieku po prostu musi krytykować „polowanie na czarownice” i już. Jednak w fabule z wszechobecnymi „czerwonymi” to wygląda naprawdę żałośnie.  Zresztą po chwili Indianę znowu gonią jacyś kolejni komunistyczni agenci.

Jest tez wersja DVD

Film reklamowany jest jako „widowiskowa rozrywka” i potrafi być widowiskowy, aż do znudzenia. Dużo pościgów, w tym radzieckie pojazdy nie do zdarcia, wybuchy (w tym eksplozja nuklearna), próba wystrzelania niewyczerpalnych ilości amunicji,  itd. Przy okazji ta amunicja chyba jest ślepa, bo elitarny oddział radzieckich komandosów nie jest w stanie w nic trafić… Jak długo można oglądać coś takiego? Niestety, najwyraźniej zdaniem twórców bardzo długo…w międzyczasie mamy kilka scen komicznych, oraz spotkanie Indiany z synem, o którym nie wiedział.

Najbardziej żałosna jest sama oś fabuły z „kryształową czaszką” skradzioną z tajemniczego ukrytego miasta. Okazuje się, że po prostu kilka wieków wcześniej wyniosło ją paru konkwistadorów. Dlaczego tylko jedną, skoro było tam kilkanaście szkieletów kryształowych istot? Nie wiemy. Nie wiemy nawet jak konkwistadorzy weszli do „krypty” ze szkieletami, bo okazuje się, że jedynym kluczem do otwarcia krypty jest… sama czaszka skradziona ze środka. Najwyraźniej któryś z konkwistadorów to przodek Davida Copperfielda.

Właściwie nie wiemy tez dlaczego te szkielety leżały sobie przez tysiące lat, skoro zaraz po umieszczeniu na miejscu brakującej czaszki, wszystko zaczyna się rozpadać, wirować, zapadać, tonąć, sypać na głowę, a w końcu z miejsca tej destrukcji odlatuje sobie w pełni sprawny „latający spodek”. Najwyraźniej te „obce istoty” przybyły kilka tysięcy lat temu na Ziemię, by nauczyć amazońskich Indian wytwarzania narzędzi z kamienia i prymitywnej uprawy roślin. Następnie „zmarły” i pozostały w takiej formie na Ziemi. Zupełnie przegapiły konkwistadora, który ukradł jedną z czaszek, ale natychmiast „ożyły” gdy ta sama czaszka wróciła na miejsce kilkaset lat później. Wybitne prawda? Brakuje tylko nagrody za najlepszy scenariusz!

Na koniec oświecony doktor Jones obwieszcza, że to nie byli „kosmici” (z ang: „aliens” czyli obcy), tylko „istoty międzywymiarowe”, czyli zapewne same „swojaki”. Zresztą farsę z istotami „międzywymiarowymi” najlepiej oddaje rozmowa twórców filmu, Spileberga i Lucasa, o której dowiedziec się mozemy z materiałów typu „making of”  lub jak kto woli  „behind the scenes”, przybliżających powstawanie filmu. A było to mniej więcej tak:

– Zróbmy film o obcych/kosmitach (ang: aliens)

– Nie, ja już zrobłem trzy filmy o obcych/kosmitach. Zróbmy coś innego.

– Mam pomysł, to zróbmy film o istotach międzywymiarowych!

– O to ciekawe, powiedz mi o tym więcej. Jak beda wyglądac te istoty?

– Będą wyglądać jak obcy/kosmici (ang: aliens).

Nie należy tu jednak mylić „obcych” z istotami znanymi z całej serii filmów z pogranicza horroru i science-fiction  „Alien” (np. Obcy – ósmy pasażer Nostromo). chodzi tu o wyobrażenie kosmity podobnego do hipotetycznych pasażerów statku kosmicznego, który rzekomo rozbił się w Roswell  w USA, w stanie Nowy Meksyk w 1947 roku. Jest to popularny wizerunek „kosmity” w wielu filmach/grach SF (w tym „Archiwum X” czy „UFO: Enemy Unknown”)czyli tak zwany przez ufologów: „szary” / „szarak”. Znawcom nie trzeba tłumaczyć, dla pozostałych obrazek z muzeum UFO w Roswell:

Lucas ze Spielbergiem dokonali zatem niezwykłego łamańca. Z jednej strony zaczynają od „incydentu w Roswell” i zwłok „obcego”, a na koniec stwierdzają, ze to wcale nie jest „obcy” tylko jacyś jeszcze bardziej obcy, bo „miedzywymiarowi”.

 

„Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” dziś o 20:20 w TVP1 lub w praktycznie każdej wypożyczalni DVD.

 

I na koniec taka smutna uwaga, kretynizm na taką skalę jak w „kryształowej czaszce” staje się jednym z najbardziej kasowych filmów w historii kina. Może jeden z moich znajomych ma jednak rację? Ilość inteligencji na świecie jest stała, a tylko liczba ludzi wzrasta?

Brak komentarzy

  • Yeri 22 października 2011 Odpowiedz

    Film kretyński.

    Trylogia o Indianie logiką nie grzeszy, ale ma w sobie to „coś” co sprawia, że dobrze się to ogląda, słabsza część o Świątyni zagłady, ale znakomite kino przygodowe o Graalu i Arce Przymierza, klasyka po prostu.

    Czwarta część to dla odmiany totalna katastrofa, szkoda tym bardziej, że spalono arcyciekawy motyw kryształowej czaszki.

  • Szpieg 24 października 2011 Odpowiedz

    Ee, czepiasz się Hauer 😛
    Co do radzieckiej jednostki, mundurów i takich tam… to ja mógłbym się czepić, co do jasnej cholery w latach 30 robi Afrika Korps w „jedynce”?
    Uzbrojeniu szkopów w obu częściach nie przyglądałem się (ja!!!) bo uznałem, że dla tego akurat filmu ewentualne wtopy (kilka mi mignęło) nie mają po prostu znaczenia. To nie film wojenny, nawet takiego nie udaje.
    Notabene, mój brat grając w Zewa dowódcą wehrmachtowskiej specjednostki od spraw paranormalnych wrzucił sobie do historii postaci, że to on był Tym Szkopem Któremu Indy Spuszcza Wpierdol i Kradnie Za Mały Mundur w doku łodzi podwodnych. Od tego czasu postaci leci po PP-kach jak słyszy, że gdzieś był Indy. 😉 Ale to na marginesie. To się zapamiętało, a nie czy typy U-bootów są właściwe dla lat 30.
    Hauer, a czemu w „trójce” krzyżowiec mówi po amerykańsku? 😛 Nie zastanawiałem się nad tym, bo fajnie się oglądało. Tak samo na ten myk z otwieraniem drzwi czaszką wpadłem dopiero po przeczytaniu Twojego tekstu. Moim zdaniem nie zaszkodziło to filmowi, bo w sumie nie dla sensowności fabularnej go się przecież ogląda.

  • Szpieg 24 października 2011 Odpowiedz

    Zresztą szkopy też sieją w obu poprzednich częściach z tych swoich antycypowanych MP40 i nie są w stanie w nic trafić 😛 Wyznawcy Wielkiego Krasnoluda z Rzeszowa w „Świątyni” też mają zeza, mimo że Indy wisi na moście 😉
    Tak z innej beczki, ciekawe czy zauważyliście że facet grający Grubego Sprzedajnego Angola to ten sam, co grał Willa Scarletta w serialu z Praedem? Gość chyba jako jedyny z tamtej ekipy zrobił karierę w Hollywood, często go widuję w kinowych filmach (m. in. grał Borsa w tym nowym beznadziejnym Arturze, i Beowulfa w tej wersji z Angeliną J).

  • Szpieg 24 października 2011 Odpowiedz

    A w scenie w magazynie, to ja zauważyłem głównie Thompsony i M14, nic ruskiego. Kałachy dopiero mają w dżungli. A magazyn z artefaktami to przecież myk z „jedynki”, całkiem zresztą udany przecie…

  • Piotr 25 października 2011 Odpowiedz Author

    Szpiegu, język amerykański z XX wieku jest uniwersalną forma komunikacji wszędzie na świecie, we wszystkich epokach, a nawet we wszechświecie. To już norma kina fantastyczno – przygodowego. Tylko nieliczni twórcy się z tego wyłamują. Za to cos takiego: „Najwyraźniej te „obce istoty” przybyły kilka tysięcy lat temu na Ziemię, by nauczyć amazońskich Indian wytwarzania narzędzi z kamienia i prymitywnej uprawy roślin. Następnie „zmarły” i pozostały w takiej formie na Ziemi. Zupełnie przegapiły konkwistadora, który ukradł jedną z czaszek, ale natychmiast „ożyły” gdy ta sama czaszka wróciła na miejsce kilkaset lat później.” i „Nie wiemy nawet jak konkwistadorzy weszli do „krypty” ze szkieletami, bo okazuje się, że jedynym kluczem do otwarcia krypty jest… sama czaszka skradziona ze środka” charakteryzuje tylko najbardziej idiotyczne produkcje.

  • Szpieg 25 października 2011 Odpowiedz

    Hauer, nie cytuj sam siebie 😛 tylko przyznaj, że z tą bronią i ruskimi żołnierzami to się zagalopowałeś.
    Stary, ja rozumiem, że masz pretensje do twórców, że dla kasy odgrzebali idola naszej młodości i stworzyli film, który daleko odstaje od części poprzednich. Pewnych świętości nie powinno się tykać po latach i już. Lucas akurat ma w tym doświadczenie, bo nowe Gwiezdne Wojny to totalna porażka, a z Anakina zrobili mega buca, który zdradził wszystkie świętości i wymordował pół galaktyki, bo się bał że ukochana się przekręci.
    Ale „najbardziej idiotyczne produkcje” to ja przez to rozumiem filmy boskiego Uwe Bolla i naszego rodzimego Wiedźmina, a produkcje mniej idiotyczne acz mocno idiotyczne to np GI Joe Czas Kobry (nie wiem czy widziałeś co zrobili z Baronessą), tudzież cała seria Resident Evil itepe. Na takim tle ten motyw z kosmitami jest wręcz niezauważalny (już bardziej idiotyczny był motyw z lodówką, ale ja podobiej jak większośc ludiz pewnie po prostu się pośmiała 😉 ), więc osobiście uważam, że przesadzasz potępiając w czambuł cały film i wszystkich, którzy ośmielili się na nim dobrze bawić – kieruje Tobą niechęć raczej subiektywna niż obiektywna.

  • Szpieg 25 października 2011 Odpowiedz

    Ty, a może te zabezpieczenia krypty pojawiły się już po kradzieży czaszki, żeby tylko ten kto ją odniesie mógł do niej wleźć? 😉

  • Piotr 31 października 2011 Odpowiedz Author

    Szpiegu, „numer z lodówką” jest prawie na początku filmu. Wtedy jest jeszcze kredyt zaufania. Później widz dostaje naprawdę idiotyczną fabułę, tylko nie każdy to zauważa bo tonie ona w sosie efektów specjalnych. Hm… uważasz „Wiedźmina” za idiotyczny film? Ale czy pod względem samej fabuły jest on głupszy od Indiany? Na pewno ma gorszą choreografię i efekty specjalne (i mniejszy budżet), ale poza tym, to miejscami podobny poziom 🙂

  • Yeri 2 listopada 2011 Odpowiedz

    No tu bym uważał, bo nie jestem pewien, czy wieśmin był mniej budżetowy 😉 ( tzn pewnie był, ale też koszmarnie drogi jak na takiego gniota).

    Czaszka przebija głupotą scenariusza nawet wieśmina, ale nadrabia efektami, grą aktorską, reżyserią, itp.

    BTW, jak chcecie prawdziwego bólu zębów to zobaczcie „Żelaznego rycerza”, film z tego roku. Zarwałem dziś nockę dla tego filmu, bo skusiła mnie reklama- film ma być historią mocno osadzoną w realiach historycznych, Anglia, 13-ty wiek, buntownicy bronią zamku przed królem Janem. Fajny, prosty pomysł, do tego mignął mi na reklamie prawdziwy angielski zamek, stroje nawet zgodne z epoką, więc obejrzałem. Masakra, głupsze od brejwharta nawet, i to z 10 razy!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook