„Krzyczałeś na środku ulicy, co z Tobą nie tak?!”

Trwa już trzecia dekada XXI wieku, więc coraz więcej ludzi zapewne zauważa, że media, czy mediaworkerzy, nie tyle przekazują informacje, co narracje. Najpierw teoretyczny przykład takiej narracji w przypadku przestępstwa popełnianego nocą, w ciemnej uliczce. Później prawdziwy, związany z łamaniem prawa w biały dzień. Zapraszam.

 

Najpierw mały eksperyment myślowy. Wyobraźcie sobie, że na chodniku, późnym wieczorem dochodzi do pobicia. Trzech typów kogoś konkretnie butuje. Jeden ze świadków zaczyna krzyczeć, wołać, żeby natychmiast przestali, wymachuje w ich stronę rękami oraz apeluje o zachowanie zgodne z prawem. Ale byli też inni świadkowie. W kolejnych dniach Ci inni świadkowie wyrażają swoją dezaprobatę do tego zdarzenia. Obgadują, ale też zwracają się wprost, do człowieka, który zareagował: „Jak Ty się w ogóle zachowywałeś? Krzyczałeś coś, machałeś rękami! W nocy, na ulicy!? Człowieku, przecież tak się nie robi!” Co sobie pomyślicie o świadku, który nakłada taki filtr na całe zdarzenie?

To teraz z innej beczki…

Rada Miasta Krosna. Obrady 30 czerwca 2022. Wcześniej obradowały komisje. W tym nad bardzo kontrowersyjnym projektem, którego uzasadnienie jest niejasne, a jego treść to ograniczenie praw obywatelskich, obradowano już 20 czerwca.

Gdy oglądacie transmisję z Rady Miasta, niejednokrotnie zdarza się, że przewodniczący ogłasza 10 minut przerwy, które trwają 30 minut. Bez żadnej informacji o przedłużeniu. Na zdjęciu możecie zobaczyć co dzieje się w czasie przedłużających się przerw. W efekcie osoba oglądająca transmisję nigdy nie wie, kiedy obrady będą wznowione. To też jest forma utrudniania dostępu do obrad.

 

Należy tu podkreślić, że jawność obrad komisji Rady Miasta gwarantuje Art. 61 Konstytucji RP, Art. 11b ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz.U.2022.0.559 t.j.), oraz Art. 3 i Art. 18 – ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U.2022.0.902 t.j.) i § 63 Statutu Miasta Krosna. Z mocy Konstytucji i ustaw obywatele mają prawo dostępu do posiedzeń kolegialnych organów władzy publicznej, w tym do komisji Rady Miasta, a obowiązkiem Rady Miasta jest ten dostęp zapewnić. W przypadku kontrowersyjnych uchwał z 30 czerwca, tego dostępu nie zapewniono. Komisja obradowała na trzy dni przed ogłoszeniem projektów. Skoro komisja zebrała się 20 czerwca, a projekty uchwał ogłoszono dopiero 23 czerwca, to właśnie sposób organizacji pracy Rady uniemożliwił dostęp do posiedzenia. Za sposób organizacji pracy Rady odpowiada Pan Przewodniczący Zbigniew Kubit. Tym samym czy to celowo, czy przez zaniedbanie, doprowadzono do ograniczenia jawności gwarantowanej Konstytucją i ustawami, co oznacza działanie ze szkodą dla interesu publicznego.
Pan Przewodniczący Zbigniew Kubit zbagatelizował mój apel, powiedział, że od „stwierdzania czy łamane jest prawo, jest organ nadzoru, a nie Piotr Dymiński”. W pewnym sensie Pan Przewodniczący ma rację, są odpowiednie organy do sprawdzania czy prawo zostało złamane. Jednak, skoro jest dyskusja i skoro padają argumenty, to wypada merytorycznie odpowiedzieć na argument, a nie na zasadzie „siedź cicho smarkaczu, nie jesteś wojewodą!”

Jest jednak pewna różnica. Jak jakiś Dymiński mówi: „łamiecie prawo”, to można zaglądać do ustawy, można zapytać radcę prawnego, można się zastanowić. Jeżeli nie mam racji, to Przewodniczący może uspokoić obawy moje, czy innych osób i przedstawić stosowną podstawę prawną dla swojego sposobu działania. Mógłby np. przytoczyć jakieś nieznane mi przepisy, które pozwalają na tajne opiniowanie projektów uchwał na komisjach. Nie zrobił tego, bo takich przepisów zwyczajnie nie ma (nie licząc rewizyjnej, ale ona na ogół nie opiniuje uchwał). Wszystkie akty prawne dotyczące obrad komisji Rady Miasta, z góry do dołu zapewniają jawność procesu uchwałodawczego. Pan Kubit najwyraźniej nie rozumie powagi sytuacji. Tu nie chodzi tylko o to, czy „organ nadzoru” uchyli uchwałę. Chodzi o to, że obradowano niejawnie, czyli z naruszeniem prawa i z naruszeniem interesu publicznego. Jak wspomniałem, nie ma dużego znaczenia, czy zrobiono to celowo, czy przez zaniedbanie. Zatem jeśli w tym przypadku w ruch pójdą organy zajmujące stwierdzaniem czy doszło do naruszenia prawa, to uwzględnić należy następujący fragment Kodeksu Karnego:

,,Art. 231. Funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″.

To mogło być celowe działanie, przekroczenie uprawnień i zorganizowanie pracy nad projektem tak, by były niejawne. Mogło to też być niedopełnienie obowiązków. I tak w obu przypadkach grozi „do lat 3”. Jeżeli ostatecznie z tego wyszłoby „3 miesiące w zawiasach”, albo „grzywna i zakaz sprawowania funkcji publicznych przez rok”, to Rada Miasta i tak musiałaby znaleźć sobie nowego Przewodniczącego. Tu nie ma żartów.

30 czerwca głośno apelowałem, żeby nie łamać prawa, nie kontynuować procedowania projektu, nad którym prowadzono prace niejawnie. Zignorowano to i kontynuowano. W ostatnich dniach złożyłem wniosek do Rady Miasta o uchylenie tych nieprawidłowo przygotowywanych uchwał, a także wezwałem Radę Miasta do usunięcia naruszenia prawa. Poinformowałem też wojewodę zarówno o tych, jak i innych nieprawidłowościach przy podejmowaniu uchwał zawieszających budżet obywatelski. Zatem nie da się powiedzieć: „nie zauważyłem”,  bo publicznie wyklarowałem co się stało. Przewodniczący nie jest radnym od wczoraj, przewodniczącym też jest dość długo. Nawet jeżeli przed sesją nie zauważył, że się pomylił z datami, to usłyszał to na sesji (mógł usłyszeć też w punkcie o porządku obrad, ale nie chciał, później wygadywał głupoty na ten temat, ale to osobna sprawa). Zatem w tamtym momencie mógł reagować. Zamiast tego wolał mnie publicznie rugać jak jakiegoś smarkacza, który się nie zna.

Ciekawa jest też wypowiedź innego radnego, który do ustawy, na podstawie, której podejmowana jest uchwałą „dotarł podczas przerwy w sesji”. W czasie przerwy w tym punkcie… Obradują nad czymś na komisji, obradują na sesji…a do podstawy prawnej zaglądają dopiero w czasie przerwy (nieprzewidzianej zresztą) w danym punkcie. Rozumiem, ze gdyby nie przerwa, to radny nie dotarłby do ustawy?
Kolejna ciekawostka, to wypowiedź prezydenta, który rozminął się z prawdą w sprawie innej ustawy, dotyczącej podejmowanych uchwał. Nie było to przejęzyczenie, a cały wywód oparty na bardzo wyraźnej nieznajomości komentowanego przepisu. Poinformowałem Radę, że wystarczy sprawdzić w Internecie, wystarczy 10 sekund, żeby wyszukać i przeczytać Art. 5a ustawy o samorządzie gminnym i sprawdzić, czy prezydent zna przepisy, o których się wypowiada. Przewodniczący „zgasił mnie”, że nie ma takiej potrzeby, bo tego dnia było głosowanie nad absolutorium i radni przegłosowali, że ufają prezydentowi. Kompletny odlot… nie merytoryczna dyskusja nad projektem i jego legalnością, tylko ślepe podążanie za wodzem.

I teraz sobie wyobraźcie: są świadkowie tego łamania prawa w dniu 30 czerwca. Słyszeli, że komisja odbyła się 20, a projekty ogłoszono dopiero 23 czerwca. Wiedzą, że obrady powinny być jawne dla wszystkich, a w tym przypadku były jawne tylko dla podróżników w czasie. I taki świadek potrafi komentować na zasadzie: „Jak Ty się zachowywałeś? Krzyczałeś na sesji, tak się nie robi!” A jak się robi? Siedzi się cicho, zaciera ręce i zaraz biegnie do prokuratury? To będzie dobre dla miasta i mieszkańców?

Tak, dość głośno apelowałem (ja bym tego krzyczeniem nie nazwał) i nadal apeluję, żeby sprawa nie musiała trafić do Sądu. Z troski to robię. Już drugi raz w tym roku przestrzegam przed złamaniem Art. 231. Za pierwszym razem też ze mnie kpiono, obrażano mnie, grożono mi. Na koniec wyszło, że miałem rację. Nikt nie podziękował, nikt nie przeprosił, za to samorządowcy próbują drugi raz zrobić podobny numer. Niektórzy mówią „do trzech razy sztuka”, ale kto samorządowcom zagwarantuje, że już za drugim razem nie zaliczą wyroku?

Naruszenie jest poważne. Doszło do niejawnych obrad. Pozwolenie by tak powstawały uchwały może mieć daleko idące konsekwencje. Np. dlaczego wszystkie komisje nie miałby zająć się projektami przed ich ogłoszeniem? A może zamiast dyskusji na sesji, robić „takie spotkanie”: radni, prezydenci, urzędnicy, tam sobie wszystko ustalą, żeby na sesji już tylko zagłosować, żeby nikt nie zadawał pytań… Jakiś czas temu publicznie na sesji padł taki pomysł, a Pan Przewodniczący Kubit rzekł: „nie widzę przeszkód”… A transmisja z sesji? Na co to komu?! Można co jakiś czas wyłączyć, albo tylko wyłączyć głos i powiedzieć: „oj tam, małą awaria”. I na koniec: protokoły. Obecnie w protokołach nie relacjonuje się przebiegu dyskusji, wpisywane jest jedynie, że dyskusja jest dostępna …na nagraniu. Super, to z protokołu też nie będzie nic wynikać, bo „wszystko jest na nagraniu”, które jest ciemne i wyciszone. Zdecydowanie, trzeba takim praktykom powiedzieć mocne „STOP”, zanim się rozrosną i zachwaszczą kolejne obrady.

Komentarze

komentarzy

Facebook