Katastrofa niepamięci

Amnezja? Parafrazując Kazika, to „łatwo tak zapomnieć co i gdzie i jak”? Akurat ja nie mam amnezji… Niestety czuję się traktowany przez polityków, jakbym miał. Temat powraca przy każdej „miesięcznicy”, a ubiegły rok, to było wyraźne „zaostrzenie choroby”. Co dalej?

Przed nami kolejna „miesięcznica”. Wyjątkowa, bo pierwsza od czasu, gdy tylko garstka największych idiotów może uważać Putina za przyjaciela, z którym mamy znakomite relacje i za normalnego, wiarygodnego polityka. Już nawet największe pustaki z lewicy przestały mówić, że „Rosja jest gwarantem niepodległości Ukrainy”. W minionym roku wokół tematu katastrofy było nadwyraz gorąco, w tym wielokrotnie lansowana była kłamliwa teza, że „PiS zdobył władzę dzięki Smoleńskowi”. Od pnad miesiaca jakby przycichło… Mam wrażenie, że tylko już tylko jakieś ostatnie nieogary jeszcze to powtarzają, ale niezbyt głośno i niezbyt często.

Dane liczbowe z sondaży i wyników wyborów z ostatnich 12 lat są bezwzględne. Wysoki poziom temperatury sporu o katastrofę smoleńską sprzyjał zawsze Platformie Obywatelskiej! 

Nie byłem wyborcą Lecha Kaczyńskiego. Głosowałem na Donalda Tuska. Dobrze pamiętam za jaką Polską i jakim programem się opowiadałem i wesja Tuska w sumie mi odpowiadała. Zreszta miałem okazję pznać osobiście i jego, i Jana Marię Rokitę i szczerze kibicowałem, żeby premier był z Krakowa, a prezydent z Gdańska. Gdy w 2007 Platforma przejęła władzę, a Donald tusk wygłosił niezłe expose brałem to za dobrą monetę. Jednak wymgałem spełniania wyborczych obietnic i oczekiwałem realnych reform. Tak, jestem zawiedzionym wyborcą Platformy Obywatelskiej i nie jestem w tym odosobniony. Gdyby zawiedli tylko mnie, to Platforma rządziłaby do dzisiaj w fajnym kraju. Jednak stracili nie tylko mnie, a o wiele więcej wyborców, przez cały szereg swoich własnych błędów, których nie będę tu wyliczał, bo nie o to chodzi. Tym bardziej błedy PO czy PSL nie mogą być usprawiedliwieniem jakichkolwiek błędów PiS. Trzymajmy się realiów, faktów, wyciągjmy wnioski. Natomiast oceniając wydarzenia nie próbujmy żerować na amnezji widza/słuchacza, bo nie każdy ma amnezję. Nieprawdaż?

Michał Kamiński. Fot. Kancelaria Prezydenta RP (Kaczyńskiego)

W ostatnich 12 miesiacach opozycja wyraźnie starała się podgrzać atmosferę „smoleńską”. Przedstawię to w oparciu o wypowiedzi Michała Kamińskiego w Onet Rano, z 30 marca 2021. Nie tylko o Kamińskiego chodzi, bo podobne teksty padały gęsto ze strony przeciwników PiS. W podobnym tonie wypowiadał się i Donald Tusk, czy były prezydent Aleksander Kwasniewski. I inne osoby… wszyscy jednym głosem, jedną mantrę… Także kontrowersyjny artysta Szymon Szymankiewicz, opublikował 10 kwietnia 2021 swój kolejny polityczny plakat, wpisujacy się tę samą narrację. Narrację, którą Kwaśniewski przedstawił w skrócie: „PiS zbudował swoją siłę polityczną na katastrofie”. To kompletna bzdura, o czym będzie nieco niżej, jednak bzdura wygodna dla częsci polityków, grających na podziały i sianie nienawiści.

Wróćmy do Kamińskiego, bo to zmianienny przypadek
Pan Michał należał do zwolenników Lecha Kaczyńskiego. Był politykiem PiS, gdy ta partia triumfowała. Później był w PO, a ostatnio został wybrany do senatu z ramienia PSL (jako jedyny kandydat opozycji w okręgu, zatem też głosami wyborców PO). W czasie gdy ja popierałem Tuska, sprzeciwiałem się brudnym atakom przeprowadzanym przez Kurskiego np. „na dziadka z Wehrmachtu”, krytykowałem politykę i program PiS oraz samego prezydenta Kaczyńskiego, Kamiński był w PiS. Był kumplem Kurskiego, był w tym dość radykalnym skrzydle (wcześniej działał w NOP i ZChN). Robił karierę między innymi dzięki zagrywkom Kurskiego. Nawet był rzecznikiem prasowym prezydenta. Jednak gdy partia Kaczyńskiego przegrywała kolejne wybory przeszedł na drugą stronę wieszcząc głośno „Koniec PiSu” (ksiażka pod tym tytułem z 2012 jest na wyprzedaży w około 90% przecenie, za niecałe 5 zł). Może się wydawać, że nie chodziło o jakąś ewolucję poglądów, tylko o ocenę własnych realnych szans na fotel posła/senatora.

W czym rzecz, o jakie wypowiedzi chodzi? Od kilku lat modne jest zarzucanie PiS-owi „prorosyjskości”, a także „dojście do władzy na Smoleńsku”, a sam Kamiński na dokładkę w Onecie zarzucił, że podział społeczeństwa po katastrofie smoleńskiej to wina PiS. Do tych aspektów się odniosę, bo są powiązane.

Niestety, Panie Michale, to rządy PO/PSL były szalenie prorosyjskie! Sympatykiem Rosji był też wspomniany wyżej Aleksander Kwaśniewski, który opowiadał (najwyraźniej pijany) na wykładzie dla ukraińskich studentów, że „Rosja też będzie w NATO”… (że też ktoś jeszcze powaznie traktuje jego bełkot…) Słyszeliśmy też od polityków Platformy naiwne opowieści, że to już „nie taka Rosja jak dawniej”, „że rusofoby nie rozumieją dzisiejszej Rosji”, że mamy „najlepsze od wieków relacje”. Tak, to było strasznie naiwne. Dobrze o tym wiedziałem, bo akurat zajmowałem się tematyką ekspansji Rosji na Kaukazie, w tym zbrodniczymi wojnami z jej udziałem w XX wieku i zbrodniami przeciw ludności cywilnej już na początku XXI wieku… W efekcie notorycznie byłem wyzywany przez sympatyków PO od „rusofobów”. …a ja wtedy byłem także sympatykiem PO. Jeszcze…  Miałem dysonans zawsze gdy Platformersi dobrze mówili o Rosji i relacjach z Putinem. Miałem cichą nadzieję, że czołowi politycy mają jednak wiecej rozumu niż ich sympatycy na prowincji. Myliłem się… Trochę (też naiwnie…) liczyłem, że to była taka gra, że co innego oficjalne kurtuazyjne deklaracje wobec (co by nie było) sąsiada, a co innego twardy, polityczny realizm… Ale nie… Nie było politycznego realizmu, co było widać w decyzjach energetycznych, polityce proniemieckiej… Był cały szereg przesłanek, że Putinowi nie wolno ufać, że Rosja nie rezygnuje z imperialistycznych celów i metod, a jednak politycy PO, z Tuskiem na czele, traktowali Putina jak dobrego kumpla. Po katastrofie smoleńskiej Polska rządzona przez PO popełnia krytyczny błąd: oddała Rosji rządzonej przez agenta KGB całość śledztwa i materiału dowodowego. Wykazano się bezgranicznym zaufaniem do kogoś, do kogo nie wolno mieć cienia zaufania… Skutki tego błędu odczuwamy do dzisiaj. Co gorsza politycy PO dalej powtarzali bzdury o dobrych relacjach i „Rosji nie takiej jak dawniej”. I to nie wszystko. Wkrótce okazało się, że w wielu sprawach KŁAMALI (choćby słynny „metr w głąb”, nie bedę wszystkiego przytaczać, bo szkoda miejsca, przecież nie mamy amnezji, nie?), żeby uwiarygadniać Rosjan. Polscy politycy okłamywali Polaków dla dobra Putina… Zapominamy o tym? Amnezja? Przecież to jest coś niebywałego… I po tym wszystkim dostaliśmy całkowicie nierealistyczną opowieść o tym, że ciężki samolot stracił skrzydło i odwrócił się do góry kołami, po zachaczeniu o …brzozę. Drogi czytelniku, droga czytelniczko, ja nie wiem co się stało 10 kwietnia 2010, nie mam pojęcia, nie spekuluję. W ustalenia Macierewicza jakoś nie wierzę, ale w urwanie skrzydła przez brzozę też mi trudno uwierzyć. Mamy do czynienia z bandyckim krajem napadajacym sąsiadów, także bez wypowiedzenia wojny, w „mundurach incognito”, gdzie „nieznani sprawcy” mordują niezależnych dziennikarzy, mamy kraj, który wysyła zabójców za dysydentami, kraj rządzony przez agenta zbrodniczego KGB. I służby takiego kraju mówią nam, że …”skrzydło ciężkiego samolotu urwała brzoza”. Brzoza, takie kruche drzewo… To jest chamska szydera prosto w twarz. Proszę wybaczyć, że nie wierzę w ich ustalenia. Skrzydła samolotów transportowych/pasażerskich zazwyczaj nie urywają się od zahaczenia o drzewo. Nie wiem, czy to nie byłby jedyny taki przypadek na Świecie… Jest mnóstwo katastrof lotniczych, gdzie skrzydła podobych samolotów kosiły drzewa. Nieraz drzewa solidniejsze od brzozy (brzoza jest kruchym drzewem, wspominałem?). Taki sam Tupolew lądował awaryjnie w rosyjskim lasku w listopadzie 2010 roku …i ani jedno skrzydło mu nie odpadło, za to skosił trochę drzew (nie wykluczone, że były tam też brzozy). Serio. Jeszcze coś mocniejszego, dla zobrazowania: samoloty, które wbiły się w wieże WTC swoimi skrzydłami przecięły stalowe elementy konstrukcyjne (<- kliknięcie otworzy artykuł w Financial times, z licznymi fotografiami, na których możesz zobaczyć stalowe elementy zewnętrznej konstrukcji WTC, przecięte skrzydłami samolotu). W Pentagonie było inaczej, tam budynek ma konstrukcję bunkra, tam faktycznie skrzydła samolotu złamały się przy uderzeniu. Ale mówimy o uderzeniu o solidną konstrukcję z betonu i stali, a nie o kruche drzewo o zwiewnej koronie. W efekcie popełnionych błędów i pełnej kontroli nad materiałem dowodowym, Putin dostał do ręki  doskonałe narzędzie do destabilizowania Polski i mocny „hak” na znaczną część klasy politycznej. Mieliśmy już próbki tego, jaki szum może wywołać „wyciek” fotografii związanych ze sprawą. Takich wycieków może być mnóstwo. Prawdziwych, czy nieprawdziwych… nie ważne, nie mamy dostepu do dowodów pozwalających bronić się przed tym, w jak sposób Rosja może manipulować sprawą. A Rosja może w jednej chwili skompromitować polityków, którzy uwiarygadniali śledztwo MAK, albo w inny sposób podgrzewać atmosferę polityczną w Polsce. Wystarczy jakikolwiek „wyciek”… Rosjanie niszczyli wrak i mataczyli przy śledztwie. Wykorzystali nieudolność polskiego państwa i polityków, których przerosła ta sytuacja, rozegrali polskich przywódców, jak dzieciaki z piaskownicy. Jedyne, czym mogli się usprawiedliwiac politycy PO, czy uwiarygadniać te przedziwne ustalenia to wspomniane już: „Rosja nie taka jak dawniej” i „mamy dobre relacje”. Ale to juz od 2014 nie powinno działać. Ten balonik po prostu pekł. Od lutego 2022 mówienie takich rzeczy to już czysta kompromitacja. Teraz już każdy wie, że oddano śledztwo gangsterowi i mordercy. Zatem temat „katastrofy” szybciutko znika z narracji opozycji. Teraz mówienie, że „Putin jest wiarygodnym partnerem i nie miałby interesu w zamordowaniu prezydenta, który bajdurzył, że Rosja chce napaść Ukrianę”, wyglądałoby po prostu żałośnie… Coś takiego można było wtłaczać lemingom 10 lat temu, ale nie wierzę, żeby dzisiaj były jeszcze zdolne to łyknąć.

O tym, kim jest Putin, Platforma zorientowała się dopiero po jakimś czasie, po pierwszym ataku na Ukrainę. Ockneli się, ale bez cienia refleksji nad popełnionymi wcześniej błędami. I mniej wiecej od tamtej pory zmieniła się retoryka. Zatem co Platforma lub Polska zyskała starając się o jak najlepsze relacje z Rosją i starając się uwiarygadniać Putina? Nic. Na pomysły żadania międzynarodowego sledztwa czy wydania wraku, Platforma reagowaął „przecież Rosja się i tak nie zgodzi”. No własnie! Jak się nie zgodzi, to maska spadnie i będzie wiadmo czym jest Kreml. Platformersi nie dopytywali o nic, kłamali ręka w rękę z Rosjanami, dali Putinowi jeszcze kilka lat wiarygodnosci na Świecie! Zrobili to za darmo (chyba, że byli płatną agenturą…). Od 2014 roku PO nie mówi już o świetnych relacjach z Rosją, tylko wszędzie doszukuje się agentów Kremla i oskarża innych o „prorosyjskość”. Nie sposób oprzeć się wraźeniu, że to tak, jak z tym złodziejem co najgłosniej krzyczy, żeby „łapać złodzieja”. Nie słyszałem żadnych wyjaśnień wcześniejszego podejścia… I w sumie pomyliłem się, nie wszędzie się doszukują tej „prorosyjskości”. Nie dostrzegają jej nadal u Niemców. Dzisiaj już chyba każdy wie, że przez dwie ostatnie dekady Niemcy prowadziły politykę umożliwiajacą dzisiejszą wojnę. To była wręcz zbrodnia przeciw Pokojowi. Jest w tym gruby dysonans, to jak Tusk i Platforma opierają się na prorosyjskich Niemcach, przy równoczesnym wrzeszczeniu o mniej lub bardziej wydumanej „prorosyjskości” wszędzie i u każdego. Wszędzie tylko nie za Odrą. Obecnie przeciw najbardziej dotkliwym sankcjom są państwa najbardziej uzależnione surowcowo od Rosji. Czyli Niemcy, Austria i Węgry. Ostatnie dwie dekady, to polityka Niemiec zwiększajaca zależnośc Europy od rosyjskich dostaw i równocześnie na rzecz zapewnienia dostaw na wypadek wojny w Ukrainie. Jednak Platforma za „proputinowską politykę” atakuje z tej trójcy tylko Węgry. Tymczasem Zełenski  nie zaprasza do Buczy Orbana, tylko Merkel. Żeby zobaczyła, co narobiła. Donald też mógłby się tam wybrać.

Po katastrofie

Wracam do reakcji po katastrofie. To był wstrząs, ale Polacy naprawdę byli niesamowicie zjednoczeni w tej żałobie. Nie głosowałem na Kaczyńskiego, ale gdybym wtedy był w Warszawie to z pewnośnią poszedłbym zapalić znicz. W Krośnie byłem wpisać się do księgi kondolencyjnej wystawionej w RCKP.

Znicze pod Pałacem. Skoro ludzie maja taką wewnętrzną potrzebę, to po co z tym walczyć? Fot. Masti.

Gromadzące się tłumy, prawdziwe morze zniczy i kwiatów. Kolejne osoby przychodzące w kolejne dni, gdy ktoś odwiedzał Warszawę, szedł też pod Pałac Prezydencki. Zazwyczaj ze zniczem. W sumie komu to przeszkadzało? Co trzeba mieć w głowie, żeby z jednej strony kłamać o przebiegu czynności w śledztwie, a zarazem ogłosić ludziom: „żałoba się skończyła”? Jak można liczyć, że coś takiego nie przyniesie negatywnych konsekwencji? Przyniosło. Ludzie nadal przychodzili z kwiatami i zniczami. Niestety te znicze były gaszone i razem z kwiatami wyrzucane do śmieci przez Straż Miejską podległą… pani prezydent z PO. Robiono to oczach ludzi, którzy je przynieśli. Do tego dochodziło nadużywanie środków przymusu i dalsza eskalacja… i po co to wszystko? Naprawdę to był problem, że ktoś zapali znicz? Nawet gdyby jeszcze przez rok mieli tam przychodzić ludzie, to naprawdę był powód do robienia z tego awantury? A jednak zrobiono awanturę, druga strona zareagowała stwierdzając, że w takim razie uparcie będzie upamiętniać katastrofe co miesiąc… Eskalacja trwająca do dzisiaj… Prawie 12 lat!

Uważam, że Platformie nie chodziło o „koniec żałoby”, a powód był inny. W tym samym czasie Platforma Obywatelska łamała swoją sztandarową obietnicę wyborczą, że będzie obniżać podatki, a nie podnosić. Właśnie w czasie, gdy eskalowała „bitwa o krzyż” sejm głosami PO i PSL wprowadzał podwyżkę VAT o jeden punkt procentowy, „na rok” (to mogłoby być zabawne, że po 11 latach i zmianie rządu nadal obowiazuje, ale niestety jest prawdziwe…). Czy „bitwa o krzyż” eskalowała dlatego, że łamano wyborcze obietnice? Przysłowiowa piłka była po stronie rzadzących: to Platforma miała stanowiska prezydenta RP, premiera, ministra spraw wewnętrznych, a także prezydenta Warszawy, z podległą stołeczną strażą miejską. To ta strona wykonała ruchy powodujace eskalację: ogłosiła „koniec żałoby” , podjęła decyzję o skrytym usunięciu harcerskiego krzyża, wysłała służby do usuwania zniczy. Czy te ruchy były jakoś niezbędnie koniecznie z punktu widzenia dobra państwa? Nie. Nie było najmniejszej potrzeby, żeby to robić. No co by się stało? Ludzie dalej by przychodzili, ale pewnie stopniowo byłoby ich coraz mniej, spokojnie taka forma upamiętniania ofiar by wygasła. Może w rocznicę przyszliby ponownie ludzie ze zniczami, ale to też nie problem.  To co wymieniłem, to trzy główne przyczyny zaognienia konfliktu. To wjechanie na emocje ludzi, których wcześniej okłamywano. No jaki może być skutek, jeśli nie awantura? I taki właśnie był skutek. Łatwy do przewidzenia i łatwy do wykorzystania. Wszystkie media mogły skupić się na transmitowaniu przepychanek, szarpanin, wrzasków, przerwacania barierek, psikania ludziom gazem po oczach itp….a nie, tego raczej nie chcieli pokazywać, a tym bardziej komentować. Nikt w studiu w TVN nie zastanawiał się czy doszło do nadużycia środków…  Sejm mógł w tym czasie przegłosować podwyżkę VAT. Od samego początku uważam, że taki był cel: odwracanie uwagi od niedotrzymanych obietnic i dyskredytowanie ówczesnej opozycji medialnym przekazem o „awanturach sekty smoleńskiej”. Tak, podgrzewanie atmosfery i wyśmiewana „sekta smoleństa”, to przez kilka lat był najlepszy sposób na POGRĄŻANIE i NISZCZENIE PiS.

Zatem szanowny Panie Michale, może zapomniałeś, ale Platforma, do której dołączyłeś kłamała, żeby uwiarygadniać Putina. Oddała krajowi rządzonemu przez agenta KGB śledztwo w sprawie śmierci prezydenta RP. Zaogniała awantury na Krakowskim Przedmieściu, żeby odwracać uwagę od łamanych wyborczych obietnic. W tych okolicznościach naprawdę uważasz, że 100% winy za podziały społeczeństwa po katastrofie odpowiada PiS? Uważasz, że słuchacze Twoich wypowiedzi są głupi, czy mają amnezję? Czy sam może straciłeś pamięć? No Panie Michale, jak to jest? Szkoda, że w Onecie nie zadają takich pytań, tylko przytakują Platformersom… Drążyć potrafią tylko w przypadku innych gości. Przy ludziach z PO przestają być dziennikarzami. Po prostu dają możliwość rozpowszechnania partyjnej propagandy.

Macierewicz, karta tak silna, że nie wolno jej zagrać, żeby wygrać…

Koniec PiSu

Zdecydowanie nie zgadzam się z twierdzeniem, że „PiS doszedł do władzy na katastrofie”. To totalna bzdura i całkowicie fałszywa teza. Po katastrowie PiS był w totalnej rozsypce. Partia straciła fizycznie znaczną część swoich liderów. Wybory samorządowe (2010) i parlamentarne (2011) pokazały SPADEK (!!!) poparcia w porównaniu do czasu sprzed katastrofy. Nie tylko sondaże, ale i realne wyniki wyborcze były o wiele gorsze niż przed katastrofą. Pierwsze lata po katastrofie, gdy emocje z nią związane były najsilniejsze, partia Kaczyńskiego nieustanie słabła. PiS był nazywany „smoleńską sektą”, atakowany za rusofobię, za psucie relacji z sąsiadami. Krytyka Putina wywoływała ze strony rządzących Polską ataki i wyzwiska, złosliwe żarty o „pomyleniu tabletek”. W PiS rozłamy, powstały: „Polska Jest Najważniejsza” i „Solidarna Polski”. Wielu ludzi odeszło. PiS tonał. Sam wspomniany Kamiński w 2012 zasilił szeregi PO mówiąc przy okazji w obszernym wywiadzie, że to „Koniec PiSu”. Rozumiecie? Facet doskonale znający partię od środka ogłosił w 2012 roku, że to KONIEC! To jest słowo, które nie oznacza nic innego, tylko koniec, prawda? To wszystko było w czasie gdy „smoleńska” atmosfera była najgorętsza. Partia nie miała zdolności koalicyjnej, ani nie potrafiła poszerzać elektoratu, traciła działaczy, którzy odchodzili, (jak Kamiński). Podkreślmy to jeszcze raz, tak skutecznie PiS „budował na katastrofie”, że nie tylko przegrywał wszystkie mozliwe wybory, ale komentatorzy i analitycy ogłosili po prostu koniec tej partii. Awantura na Krakowskim Przedmieściu, kolejne „miesięcznice”, wywody Macierewicza, to nie dawało żadnego wzrostu poparcia. Nigdy. Żadnego. Przeciwnie, PiS był z tego powodu ośmieszany, medialna i propagandowa kampania pokazywała PiS jako „szurniętych”. Rządzącym sprzyjały wszystkie trzy duże telewizje, które wybierały najwwiększych głupków (lub prowokatorów) i pokazywały: „oto jest elektorat smoleński, patrzcie i naśmiewajcie się wszyscy”. Większość rozsądnych ludzi po prostu nie chiało być z tym identyfikowanych. Równocześnie etykietowano w dość prymitywny sposób każdego, kto z jakiegokolwiek powodu  krytykował rządy PO/PSL. Masz cokolwiek przeciwko Platformie? To jesteś matołem od Macierewicza! Proste! Taki był poziom debaty… Granie „smoleńskimi emocjami” było doskonałym sposobem, nie na zdobycie władzy przez Kaczyńskiego, a na utrzymanie się przy władzy Platformy. Tym tematem Tusk mógł kompromitować przeciwnika. Na dodatek wsparcie mediów pozwalało przypinać  „pisowską łatkę” każdemu krytykowi. Wjeżdżajac na emocje można było łatwo prowokować, a następnie ośmieszać i oczerniać. Można było tak niemal bez końca, w momencie najsilniejszych emocji wokół katastrofy smoleńskiej rosło poaprcie…ale dla Platformy! PO rosła w siłe, dzięki „Smoleńskowi”. Pisałem o tym efekcie już w 2010 roku (mozna tu kliknąć i sprawdzić). „Sekta smoleńska” była straszakiem na wyborców, a środowisko Platformy, sprzyjające im media i prezydent Komorowski byli przekonani, że są NIEZWYCIĘŻENI, nie mają z kim przegrać. Dopóki temat „katastrofy” był głównym tematem wokół, kórego działał PiS, partia ta była bez żadnych szans. Jeszcze na początku 2015 (prawie 5 lat po katastrofie) roku Adam Michnik stwierdził: „Komorowski przegra wybory tylko, jeśli pijany przejedzie na pasach zakonnice w ciąży”. I ta wypowiedź była traktowana bardzo poważnie. Może był to dziwny sposób wyrażenia opinii przez Michnika, ale opinii uznawanej powszechnie za prawdziwą. Nadal uważano, że Platforma nie ma z kim przegrać, a na pewno nie ze „smoleńskim PiS”. Komorowski nikogo nie rozjechał na pasach, a jednak przegrał. To nie tyle PiS wygrał, co Platforma się wyłożyła przez własną arogancję i błędy. Jeszcze jedno przypomnę. Coś bardzo istotnego w tym kontekście… Pamiętacie jak przed wyborami „PiS schował Macierewicza”? Pamiętacie te komentarze, że to była przyczyna wygranej? „PiS wygrał bo schował Macierewicza!” Jakaż to była rozpacz, że go schowali!

Mamy twarde dane z sondaży i wyników wyborów wskazujace, że PiS tracił, a Platforma zyskiwała, gdy wokół katastrofy były silne emocje. 
Mamy ludzi takich jak Kamiński, którzy znali od środka i opuscili PiS, i mówili, że „to koniec PiS”, w czasie, gdy wokół katastrofy były silne emocje. 
Mamy liczne wypowiedzi polityków i komentatorów, z momentu pierwszej wygranej PiS, którzy bardzo zgodnie twierdzili, że „PiS wygrał, bo schował Macierewicza i nie mówił o Smoleńsku”.

Jak można twierdzić, że  „PiS wygrał bo schował Macierewicza”, a równocześnie głosić, że „PiS wygrał robieniem polityki na Smoleńsku”? Rety, na litość boską i świecką, to jest przecież „wybierz jedno, nigdy oba!” Skoro schowali Macierewicza i „smoleńską sektę” przed wyborami, to dobitnie dowodzi, że ten temat ODEJMOWAŁ punkty. Czyli nie zdobyli władzy na sprawie, która ODEJMUJE punkty. Eksponowanie Macierewicza zawęża elektorat. PiS mogło przejąć władzę dzięki odpięciu tej etykietki. Jak sobie przypomnicie komentarze polityczne sprzed paru lat, to przypomnicie sobie, że była to powszechna diagnoza ze strony socjologów, politologów. To było też z wielkim wyrzutem powtarzane przez przeciwników PiS… „Tylko dlatego wygrali, że schowali…!!!” Mineło 5-6 lat i zapomnieli, co mówili?

Wywoływanie tego tematu, wciskanie opinii publicznej, że „PiS jest zasilany katastrofą” przy okazji 11 rocznicy przez polityków dzisiejszej opozycji, czy to Kamńskiego, Kwaśniewskiego czy samego Tuska, najwyraźniej było próbą ponownego „przypięcia łatki”, która odejmie rządzącym punkty.
Wmawiano wyborcom tezę, która jest całkowicie sprzeczna z faktami i danymi z wyników wyborów. Jest sprzeczna z tym, co sami mówili kilka lat temu! Nie można mieć im za złe, że chcą osłabienia politycznych rywali poprzez sprytną narrację. Tylko co to znaczy? To znaczy, że grali cynicznie katastrofą, chcieli wyłowyłać i wykorzystać emocje, podziały i kłótnie. Zdobywanie władzy na emocjach rozpalanych kłamstwami, to nic dobrego. Prosze zwrócić uwagę jak jest budowana ta narracja „o dojściu do władzy na katastrofie”. To robiło się w całkowitym oderwaniu od faktów. Po prostu osoby podajace się za dziennikarzy zapraszały polityków, a politycy wygłaszają opinie. Rzekomi dziennikarze nie zmuszają swoich rozmówców do uzasadniania tych opini, nie konfrontują ich z faktami i kontrargumentami. Te osoby podające się za dziennikarzy po prostu przytakują! Nie ma nawet, wydawałoby się, oczywistego pytania: „Panie Kamiński, dlaczego Pan zmienił zdanie?”. Równolegle do tego pojawiał się, a to jakiś mem, a to jakiś plakat…Widz czy wyborca, zazwyczaj nie pamięta sondaży i wyników wyborów z 2011 roku (szczegółnie ktoś, kto ma dzisiaj 18-20 lat nie będzie pamiętał), więc dość łatwo można wmówić jakieś brednie tym bardziej gdy odbywa się to w formie wywiadu prowadzonego przez rzekomo obiektywnego dziennikarza.

Teza o tym, że „PiS budował swoją siłę na katastrofie” jest fałszywa. Fałszywa, ale była wygodna dla dzisiejszej opozycji. Od ponad miesiaca nie jest. Dzisiaj nie można powtarzac tego, co 10 lat temu, o przyjaznej Rosji i oszołomach, którzy pomylili tabletki i niesłusznie widzą zło w Putinie.

Dlatego tegoroczne obchody rocznicy katastrofy będą szczególne. Także komentarze wokół obchodów będą niezwykle istotne. Nie mam danych z sondaży, ale przypuszczam, że pierwszy raz od ponad dekady, temat katastrofy smoleńskiej, może faktycznie zacząć dodawać punkty dla PiS. Dziś nie da się powiedzieć, że nie mieli racji, że gadanie o rosyjskich planach wywołania wojny w Europie to jakaś rusofobska bzdura, a z Putinem trzeba budowac przyjazne relacje, z kórych tak bardzo cieszył się redaktor Tomasz Lis. Po prostu tak już się dłużej nie da…
Szczególnie widać to w kontekście tego co powiedział Wołodymyr Zełenski, w czasie przemówienia kierowanego do polskich parlamentarzystów: „Pamiętamy, jak były badane okoliczności tej katastrofy. Wiemy, co to oznaczało dla was i co oznaczało dla was milczenie tych, którzy wszystko dokładnie wiedzieli, ale cały czas oglądali się jeszcze na naszego sąsiada”. Ten fragment jakoś nie przebił się w TVN czy Onecie. Gdzieś w „Wyborczej” czy „NaTemat” pojawiły się próby kąsania o „podgrzaniu teorii o zamachu”. Ba, pojawił się wręcz atak na „hieny smoleńskie”. Ale to margines. Większość obawia się o tym mówić. Schetyna udaje, że nie zrozumiał tego fragmentu przemówienia i tak dalej. Tymczasem to niesamowite zaufanie do agresywnego imperium, prowadzącego śledztwo w sprawie śmierci człowieka, który ostrzegał, że Putin to bandyta, jest nie do obronienia. Oderwaną od rzeczywistości sektą okazali się zwolennicy „Rosji nie takiej jak dawniej”. Teraz po prostu woleliby o tym nie mówić, bo to się dla nich może bardzo źle skończyć. Pewnie teraz żałują kłamliwego podgrzewania tematu w ubiegłych miesiącach. Nawet mi ich nie szkoda. Niech idą na śmietnik historii, razem z ze swoimi urojeniami o „najlepszych relacjach od wieków”. Bo raczej nie wróże świetlanej kariery komuś, kto zacznie publicznie dziś mówić, że „Zełenski to rusofob, smoleński sekciarz, który nie rozumie dzisiejszej Rosji, a śledztwo putinowskiego MAK-u było bez zarzutu”. No chyba, że są chętni? Śmiało. To nic innego, jak polityczny „sznur i gałąź pod ciężarem zgięta”, ale nie będę jakoś powstrzymywał.

Komentarze

komentarzy

Facebook