Afganistan z innej planety

Obce mocarstwa dążące do eksploatacji bogactw naturalnych kraju, bardzo tradycyjna społeczność, podsycanie pemiennych waśni, dozbrajanie wszystkich stron konfliktu, dumni, honorowi wojownicy walczący „za Sprawę”, zarazem zdolni do paskudnych zbrodni. Zamachy, bitwy, propaganda, zagraniczni doradcy, kult wojownika w miejscowych plemionach… brzmi jak opowieść z jakiejś innej planety?

Czy to wpis o Afganistanie? Tak, ale od nietypowej strony, to będzie o Afganistanie Magdaleny Kozak. Któż to? Postać niezwykła. Lekarka, wojowniczka, autorka fantastyki, skoczek spadochronowy, instruktorka strzelectwa, porucznik Wojska Polskiego. W jednej osobie. I to nie byle jaka lekarka, bo frontowa, z grupy poszukiwawczo-ratowniczej. Jest jednym z naszych żołnierzy ujętych w statystyce „rannych w Afganistanie”.

Jedna z wersji okładki

Jakiś czas temu przeczytałem jej „Łzy Diabła” z 2015 roku i teraz Wam je troche przybliżę. Szczególnie, że to, co stało się tłem dla powieści jest obecnie tematem „Numer Jeden” we wszelkich serwisach informacyjnych.

„Łzy Diabła” to bardzo specyficzna powieść Science-Fiction. Tłem fabuły jest uzyskanie zdolności do podróży międzyplanetarnych, kóre pozwalają przenosić się do Światów dość podobnych do Ziemi. W tym zamieszkałych przez podobne istoty. Mozna tu trochę poczuć motyw „Star Gate”, jeśli wiecie o co chodzi. To jednak jest tłem dla fabuły dotyczącej głównie jednego skrawka, jednej z takich planet. Miejsca, z którego pochodzą bardzo pożadane na Ziemi tytułowe „Łzy Diabła” (co to takiego, to Wam nie powiem, ksiażkę przeczytajcie).

Wydarzenia w tej fikcyjnej krainie są w dość oczywisty sposób inspirowane doświadczeniami autorki i jej przyjaciół z misji w Afganistanie. Poznajemy lokalny konflikt zbrojny, podsycany przez zewnętrzne mocarstwa… mocarstwa z Ziemi. Poznajemy plemiona mentalnie tkwiace w średniowieczu, którym do ręki dano nowoczesną broń. Tę broń kupują, płacąc bogactwami swojego kraju, a z kórych znaczenia nawet nie zdają sobie sprawy. Może brzmieć znajomo.

Poniżej możesz znaleźć elementy fabuły, a nawet „spojlery”. Uprzedzam. 

Autorka w kolejnych rozdziałach prowadzi nas przez dwa wątki fabularne pokazujace wojnę asymetryczną z dwóch przeciwnych perspektyw. Warto podkreślić, jakby ktoś przegapił, Magda Kozak nie opiera się na wyobrażeniach, czy relacjach z drugiej ręki. Osobiście brała udział w takim konflikcie. Jej przyjaciele i znajomi byli w nim ranni lub ginęli. Jako wojskowy lekarz miała do czynienia z wieloma ofiarami takiej wojny. Sama była ranna. Opisy bitew, potyczek, efektów zmachów, to nie jest pitu-pitu scenażysty z Hollywood. Powstały w oparciu o doświadczenia autorki, ale i jej konsultantów, w tym oficerów i żołnierzy sił specjalnych.

Czytelnik może się domyslać, że oba wątki fabularne zostana połączone. Może nawet mniej lub bardziej trafnie zgadywać. W tym miejscu Magda Kozak stosuje jedną, nieuczciwą sztuczkę wobec czytelnika, o której wypada Was ostrzec. Może to być lekki spojler, zatem ostrzegam. Aż do połączenia wątków nie dowiesz się, czym jest „Sprawa”, o którą walczy jeden z bohaterów. Jest to dość sprytnie przykryte kilkoma zabiegami, ale i tak wygląda trochę dziwnie, że w żadnym z dialogów bohaterowie nie mówią nic o „Sprawie”. Jest to coś oczywistego, że przecież walczą „za Sprawę!” Oni wiedzą, czytelnik nie wie…aż do połączenia wątków. Bo gdyby czytelnik wiedział wcześniej czym jest „Sprawa”, to bez najmniejszego problemu połączyłby prawidłowo oba wątki. …a tak, niemal do końca mogą pozostawać jeszcze pewne wątpliwości. Nie, aż tak nie zaspojleruje, książke czytajcie.

Na mój odbiór ksiażki z pewnością wpływała świadomość, że to nie jest kompletna fikcja. Nie czytam czystego „SciFi”, a historie inspirowana faktycznymi zdarzeniami. Sytuacjami, które frontowa lekarka mogła widzieć na własne oczy, przybywając na miejsce zmachu lub potyczki, pomagając rannym na miejscu. Fikcyjna Farja do tego stopnia jest inspirowana Afganistanem, że autorka uzbroiła jedną z frakcji w stare, brytyjskie Lee Enfieldy. Dlaczego ten szczegół jest istotny? Bo to broń jeszcze z XIX wieku, sprawdzona w okopach obu wojen światowych, a także używana przez Afgańskich Mudżahedinów. To jeszcze pozostałość po wojnie z Brytyjczykami. Broń niby przestarzała…ale… są to karabiny o dużej mocy i dużej celności. Pocisk wystrzelony z takiego karabinu ma moc o wiele wiekszą, niż potrzebna do zabicia człowieka. Dlatego w nowoczesnej broni stosuje się słabszą amunicę, taką, żeby była „w sam raz”. Tak, żeby była zdolna zabić człowieka z odległość, z jakiej zazwyczaj strzela się w wojnach w Europie: w miastach, lasach, okopach… tak niezbyt z daleka, „w sam raz”. Tymczasem Enfield, jak wspomniałem, to jeszcze stara szkoła, z czasów gdy zagalopowano się podnosząc moc podstawowych karabinów piechoty, by mogły razić z jak największych odległości. Z odległości tak dużych, że poborowemu ciężko byłoby w cokolwiek trafić, a  na dodatek, w walce w mieście, okopie, lesie takie odległości praktycznie nie wystepują. Co innego Afganistan… jakby trochę więcej otwartej przestrzeni… i broń nie jest w rękach słabo wyszkolonego poborowego, a kogoś, kto posługuje się nią od małego… To potrafi zaboleć, o czym przekonali się już Rosjanie, kórzy poczatkowo byli przekonani, że partyzanci strzelają do nich z jakiejś super zaawansowanej broni… I dokładnie tę „muzealną” broń Magda Kozak włożyła w ręce niektórych rebeliantów na kartach swojej powieści. Tak, we Farji nie było wojny brytyjsko-afgańskiej, więc zrobiła wybieg, że „ktoś ominał embargo sprzedając przestarzałe karabiny” coś jak egzemplarze kolekcjonerskie? Zabytki? Że niby przez swój wiek nie kwalifikowały się pod bliżej nie zdefiniowane ograniczenia. Jednak jeżeli takie zabytki były skuteczne w prawdziwym Afganistanie, to i w tym fikcyjnym musiały się pojawić. Jest to niby szczegół, ale na tym przykładzie można pokazać, jak bardzo zależało na nasladowaniu realiów walki w Afganistanie.

Książkę polecam. Jest dostępna wysyłkowo i w księgarniach.

Komentarze

komentarzy

Facebook