He-Man z Netflixa i wycie Internetów

Gdyby nie burza w Internetach, to pewnie nawet bym nie zauwazył nowej produkcji Netflixa. Zwyczajnie bym nie zwrócił uwagi. Jeżeli były jakiekolwiek zapowiedzi, to mnie po prostu omineły. Jednak nie ominał mnie straszny „szitstorm” o tym, jak Netflix popsuł He-Mana i to jak ludzie okło 40-tki wyją nad kontynuacją kreskówki z ich dzieciństwa.

Uwaga, niżej spojler spojlera spojlerem pogania, bo bez tego dość trudno opisać co tak naprawdę wkurzyło fanów.

Screen z Netflixa

Nowy „He-Man” jest po prostu kontynuacją kreskówki z lat 80-tych ubiegłego stulecia…, ale w kompletnie innym stylu. Kalka z kreskówki sprzed 35-lat mogłaby być bardzo, ale to bardzo nudna. Jednak to chyba tego oczekiwała część fanów. Zresztą, sami jak poaptrzycie na te stare odcinki, to przyznacie, że tego sie praktycznie nie da oglądać…próbowaliscie ostatnio? Nie mówie o jakości animacji, tylko o schematycznej fabule, płytkich postaciach, przyćmiuonych „najsilniejszym człowiekem we Wszechświecie”.
Twórcy kontynuacji poszli w inną stronę. Moim zdnaniem dość odważnie… Zamiast schematu do bólu: „Szkieletor ma genialny plan, Adam dobywa magicznego miecza, staje się He-Man’em, najsilniejszym cżłowiekem we Wszechświecie i niweczy plan Szkieletora, który ucieka z podkulonym ogonem by powrócić w nastepnym odcinku. Reszta postaci robi głównie za tło. Kurtyna”. Jak mieliśmy po te 8 czy 9 lat, to mogło nam się podobać. Istotne jest, że walka o losy Wszechświata jest na śmierć i życie, ale nikt w tych starych odcinkach nie ginie. Te same postacie w kółko powracają i uciekają. Poza tym praktycznie każdy odcinek jest osobną historyjką … i tak w kółko… Po ponad 30 latach mamy coś nowego… mamy (continuity), ciągłość fabuły z odcinka na odcinek. Co więcej, plany Szkieletora nie są łatwo niweczone, a nawet przeciwnie. I co gorsza, w tej bajce dla dzieci postaciom zdarza się zginąć… Teraz spojler, który pewnie juz znacie: scenażyści zabili He-Mana. I nie tylko jego. I to nie jest jakieś pitu-pitu dla małych dzieci… mamy scenę, gdzie ostrze przebija bohatera na wylot. No 30-lat temu chyba nikt by sobie nie pozwolił…
Nowy He-Man jest bez He-Mana. Postacie, które do tej pory byly drugolanowe zaczynają odgrywać bardziej znaczące role. Siły pomiędzy nimi są bardziej wyrównanie, bo nikt z pozostałych przy życiu nie jest „najsilniejszym człowiekem we Wszechświecie”. Dochodzi też do róznych zmian sojuszy. To jest kompletnie inne niż stary He-Man i to pod każdym względem.
Czy na plus? To już każdy musi sam ocenić. Jeśli ktoś spodziewał się kolejnych historyjek w tym samym stylu co 30 lat temu, ale z lepszą animacją, to może być zawiedziony.
Ja mam już swoje latka i spory dystans do kreskówki z dzieciństwa, więc nie wyję w chórze zawiedzionych i zawodzących. Jako osobna całość, ten nowy He-Man, też nie jest jakoś porażajaco genialny. Za samą odwagę do zmiany sztampowej konwencji daję „plusa”, a drugiego, za wplatanie w fabułę i dialogi takiego subtelnego wyśmiania starej konwencji. Bo przyznajcie, że chociaż He-Man stał się w pewnym sensie ikoną w popkulturze, to ta kreskówka nie była nigdy jakiś wysokich lotów… To była bajka, żebyście kupowali zabawki (które na dodatek w PRL były trudne do zdobycia). I z tego punktu widzenia nowa konwencja też jest pomysłowa. W poprzedniej najważniejsze były dwie figurki głównych antagonistów. Teraz na czoło wysuwa się więcej postaci i co więcej, fabuła pokazuje, że można się nimi bawić w różnych konfiguracjach. To jest bajka, żeby kupować zabawki 😉

I na koniec, to nie spojler, tylko antycypacja: Oroko powróci. Jak Gandalf 😉

Komentarze

komentarzy

Facebook