Jestem wkurwiony

Pod koniec marca zostałem dwukrotnie źle potraktowany w budynku UM Krosna przy ul. Lwowskiej. W tych sprawach składałem już skargi, jednak Rada Miasta uparcie ignoruje istotne fakty i przyjmuje w głosowaniu skandaliczne stanowiska w których stwierdza, że „stawiane zarzuty są bezpodstawne’. Bezpodstawne?! Jestem wkurwiony.

Sprawa wróciła na październikową sesję. To efekt moich ustaleń odnosnie tego, czym kierowali się radni przy poprzednim rozstrzygnieciu. W trybie dostępu do informacji publicznej dowiedziałem się, że pominęto dwa, bardzo ważne elementy. Zwróciłem się o dokonanie rzetelnego ustalenia faktów.
Jednak na październikowej sesji Radni z jednej strony ODRZUCILI wniosek o dokałdne zbadanie sprawy, ustalenie stanu faktycznego i wziecie pod uwagę wszelkich okoliczności. Pokreślam, odrzuclili wniosek o wyjaśnienie sprawy. Równolegle odrzucili samą skargę, ponownie odwołując się do NIEPRAWIDŁOWYCH ustaleń, działając w oparciu o przekłamania.

Przedstawiłem radnym konkretną sytuację, jednak ich odpowiedź nie zawiera żadnego odniesienia się do przedstawionych faktów. Nie zaprzeczają, ani nie potwierdzają. Przemilczają. W odpowiedzi za to opisują zdarzenia, które NIE MAJĄ ZWIĄZKU ze skargą. To mniej więcej ta sama kretyńska taktyka, co twierdzenie, że skarga na organizację pracy w dniu 2 kwietnia jest bezzasadna, bo 6 kwietnia już zmieniono organizację pracy <- kliknij, żeby poznać tamtą sprawę.

Mam wrażenie, że Król Julian się sklonował i opanował krośnieński samorząd

Wracam do tematu. Co się wydarzyło? W skrócie:

Pod koniec marca otrzymałem (wraz z pozostałymi właścicielami domu) pismo z Urzędu Miasta Krosna o możliwości zapoznania się z projektem rozbudowy instalacji gazowej. Uwaga, to ważne, pismo było wysłane już w trakcie ograniczeń pracy urzedu w pandemii! Mojemu tacie bardzo zależało na realizacji tej inwestycji, ale że był po operacji, a wszedzie mówiono „zostań w domu” to do urzędu wybrałem się sam. W okreslonym w piśmie terminie przyszedłem pod wskazany adres przy ul. Lwowskiej. Na miejscu strażnik powiedział, że „nie ma szans” i niczego nie załatwię. Podkreślam: funkcjonariusz uprawniony do użycia środków przymusu NAKAZAŁ mi opuścić budynek twierdząc, że „blokuję kolejkę”. Podkreślam: obywatel, kóry zgodnie z otrzymanym pismem przyszedł załatwić sprawę został potraktowany jak intruz i oskarżony o utrudnianie pracy. Wyszedłem, wykonałem kilka telefonów, udało się załatwić, ze ktoś zszedł z projektem, udało się go zobaczyc, a nawet zrobić zdjecia dla taty, chociaż warunki do fotografowania dokumetu były tragiczne. Złożyłem skargę, między innymi ze wzgledu na fakt, że dysponując pismem ze wskazanym miejscem załątwienia sprawy, zostałem wyproszony. To jest niedopuszczalny sposób traktowania mieszkańca. Apelowałem, zeby ustalić czy problem tkwił w nieprawidłowo sformułowanym piśmie czy w tym, że strażnik dostał niewłaściwe dyspozycje lub nie był poinformowany, że ktos z takim pismem może przyjść.
Rozpatrując skargę za pierwszym razem, Rada Miasta bazowała na piśmie od prezydenta, w którym pominięto zarówno fakt, że byłem pisemnie zaproszony do Urzędu, jak i fakt, ze zostałem wyproszony. Tych dwóch elementów nie było w ustaleniach! Zawnioskowałem o ponowne rozpatrzenie, z uwzględnieniem tego, co pominięto oraz o ustalenie, dlaczego Prezydent wprowadził Radę w błąd.

… i co ustalili radni? 

Cytuję: ” W dn. 26 marca 2020 r. po rozmowie telefonicznej skarżącego z Naczelnikiem Wydziału
Planowania Przestrzennego i Budownictwa UM, pracownik ww. Wydziału udostępnił na parterze budynku przy ul. Lwowskiej 28A – akta przedmiotowej sprawy”. Nadal nic o wyproszeniu mnie przez strażnika!
Owszem, wspominają, teraz, że było pismo z Urzedu, ale… ” Jednakże ww. pismo miało charakter informacyjny”. Łapiecie? Po prostu mnie poinformowali i wcale nie musiałem przychodzić… Żadnych ustaleń co do tego, czy pismo zawierało prawidłowe informacje (uwzgledniające pandemię), żadnych ustaleń, co do zdarzenia związanego z wyrzuceniem mnie z budynku. Żadnych ustaleń co do tego, jakie instrukcje otrzymał od przełożonych strażnik (jak mniemam, on po prostu robił to co mu kazali, w innym wypadku zrzucaliby winę na strażnika). Nic z tych rzeczy. Za to zdaniem Radnych „podnoszone zarzuty w skardze z dnia 25 września 2020 r. są w całości bezpodstawne”.

Jestem naprawdę wkurwiony. Gdybym nie ustąpił wtedy w marcu i strażnik użyłby siły, to byłby nieprawdopodobny skandal. Ustapiłem, oszczędziłem Miastu totalnej wtopy, postanowiłem sprawę załatwić w sposób spokojny i cywilizowany. Podkreślałem, że skarga składana na podstawie przepisów Kodeksu Postępowania Administracyjnego ma służyć poprawie działania instytucji i wyeliminowaniu nieprawidłowości. Uznanie skargi za „bezzasadną” pomimo stwierdzenia nieprawidłowości, będzie powodowało utrwalanie negatywnych zjawisk. Uznanie skargi za bezzasadną w oparciu o nieprawdziwe informacje może rodzić przeświadczenie, że można źle traktować mieszkańców, a w razie skargi Radę Miasta okłamywać…

To, że byłem zaproszony pisemnie do Urzędu nie ma dla radnych znaczenia, bo to było „tylko informacyjnie”. Ale ja właśnie z tej udzielonej INFORMACJI skorzystałem. Postąpiłem dokładnie tak, jak mnie poinformowano. W efekcie doszło do sytuacji, która absolutnie nie powinna mieć miejsca… jednak cały czas jest pomijana w ustaleniach radnych. Prezydent i radni pomijają fakty kluczowe dla skargi, a następnie podejmowana jest uchwała, że „zarzuty są bezpodstawne”. Sam projekt rozstrzygniecdia nie znalazł się w pierwotnym programie sesji, dodano go w dniu obrad. To wykluczyło możliwość odniesienia się, zajęcia stanowiska w sprawie. Jako strona, zostałem wykluczony z możliwości wypowiedzenia się o kompletnych bzdurach wypisanych w projekcie uchwały i jej uzasadnieniu.

Podsumowując: jestem wkurwiony. Zarówno uzasadnieniem przegłosowanej uchwały, jak i sposobem jej wprowadzenia pod obrady. W ten sposób Radni właściwie wyczerpali możliwości pokojowego, polubownego złatwienia sprawy. Dali wyraźny sygnał, że po pierwsze fakty ich nie obchodzą, gotowi są podpisać się pod pismem zawierajacym nieprawdę, a po drugie nie mają zamiaru w ogóle o tym rozmawiać. Nie wyczerpuje to jednak moich możliwości, tyle, ze skorzystanie z nich będzie już bardziej dotkliwe niż skarga czy wniosek z KPA.

Ustnie na sesji zdarzyło się, ze jeden radny stwierdził, że „może zabrakło przepraszam”, albo że „ktoś był nadgorliwy”. Ustnie na komisji zdarzyło się, że Naczelnik przyznał iż być może wysłane pismo zawierało nieprawidłową treść. Ale Rada ODRZUCIŁA wniosek o dokonanie ustalen stanu faktycznego, a w oparciu o nieprawdziwe informacje przegłosowała, że skarga jest bezzasadna.

Komentarze

komentarzy

Facebook