Jest mi smutno

Nie jestem wkurwiony. Naprawdę jest mi smutno. Staram się być cierpliwy i wyrozumiały, staram się rozumieć czym się kierują inni ludzie, pojąć ich racje, żeby wiedzieć jak z nimi rozmawiać. Niestety jest to trudne, a zamiast dialogu i chęci współpracy wokół widzę agresję, zastraszanie i przemoc. Jest mi naprawdę smutno, gdy widze ludzi którzy chcą się nawzajem pozabijać.

Powodów do protestowania jest mnóstwo. Mamy „pełzajacy lockdown”, wiele branż jest po prostu niszczonych z dnia na dzień. Z zaskoczenia zmieniane są rozporządzenia co spowoduje upadek firm i zwolnienia pracowników. Siłownie, fitnes, puby… Zmiany rozporządzeń tkaie nie do końca przemyslane, powodujace, że mozna kupic jedzenie na wynos, ale nie można zjeśc na ulicy. Ludzie w budce na dworcu kupują zapakowane zapiekanki… Rety, jakie by to było niebezpieczne, gdyby je zjedli na świeżym powietrzu… prawda? Pozostałe branże są w strachu, że spotka je to samo. Ostatnio rozmawiałem o tym z barberem, chłopak nie wie czy mu nie każą jutro zamknąć zakładu. I oto premier, z dnia na dzień, zamyka cmentarze na Wszystkich Świętych” (osobiście jestem przekonany, że jest to zakaz niezgodny z Konstytucją). Równocześnie policja ma ścigać za brak maseczki na pustej ulicy… Za tym co się dzieje nie stoi już żadna logika, ani nauka. Straciliśmy to, co udało sie uzyskać kosztem wiosennych ograniczeń. Tak jak już wspominałem na blogu, przede wszystkim niepotrzebnie przeprowadzono wybory. Od początku się temu sprzeciwiałem. Po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu nie namawiałem do głosowania, po raz pierwszy od prowadzenia tego bloga, nie opisywałem kampanii i kandydatów. Po doświadczeniach Iranu, Francji i Niemiec robienie wyborów i kampanii było nieodpowiedzialną głupotą. Szczególnie te wiece, na kórych udawano, że wirusa nie ma… Wypuściliśmy wirusa, pomogliśmy mu bonami turystycznymi i otwarciem szkół… Efektem jest totalna zapaść systemu ratownictwa i służby zdrowia. Ten system nie wytrzymuje, ludzie, którzy można było uratować, umierają na inne choroby, nie tylko na COVID. Rząd ma za to dla nas kolejne restrykcje, kolejne podatki… I to wszystko nie wywołuje protestów, buntu, krytyki… Nikt nie mówi o wyciąganiu konsekwencji od odpowiedzialnych za te błędy… Może dlatego, że politycy dość zgodnie brali w tym wszystkim udział? To dlatego zapalnikiem jest spór światopoglądowy, „wojna o aborcję”? Nie racjonalne ratowanie państwa i prawa, tylko totalnie emocjonalny wrzask… Ktoś naprawdę chce wojny?

Tłumne zgromadzenia, osoby opuszczajace maseczki by głosniej krzyczeć, a przy tym rozsiewać ślinę… możliwe, że z wirusem. Zero zachowywania dystansu. I wiecie co w tym wszystkim wnerwia? Że nagle klawisze i mordy stulili liczni nawoływacze do „przestrzegania wszelkich obostrzeń”… Tak obrażali innych, obrażali logikę broniąc nawet najbardziej kretyńskich rozporządzeń… a teraz nawołują do protestów, chodzenia w tłumie i wrzasków. I nawet te maseczki traktują raczej „pro forma”, może być na brodzie, byle była… Wyście się z amebą na mózgi pozamieniali? Do tego dołączają eksperci. Prof. Simon na ten przykład, z jednej strony grozi, że poumieramy, jeśli pójdziemy 1 listopada na cmentarz, a nie widzi za to dużego zagrożenia na protestach. No tak… bo na cmentarzu, nawet jak ktoś jest przy sąsiednim grobie, to dzielą nas ze 2 metry, jesteśmy tam w ciszy i zadumie. A na protestach mamy zwarty tłum, który rozpyla wydzieliny niemal ciągłym krzykiem… mało przekonujace. Niestety, takimi kuriozalnymi głupotami autorytety się kompromitują. Ludzie przestają traktować poważnie to co mówią. W takich sytuacjach coraz więcej osób może uznać, że to jakaś ściema. A wiem… ważny jest powód protestów… przepraszam, ale nawet nie bardzo się da o tym rozmawiać, bo emocje są tak rozkręcone, że zanim komuś powiesz co myślisz, to zablokuje Cie na fb, albo zakrzyczy na żywo…
Ja to nawoływanie do protestów, szczególnie w pandemii, uważam za nieodpowiedzialne i groźne. Groźne są też wypowiedzi dziennikarzy, którzy przestają być dziennikarzami, a zaczynają być podżegaczami. Dzisiaj słyszałem panią redaktorkę, która stwierdziła, że demokracja to jest „jak decyduje większość na ulicy”… Taki przekaz to jest jakiś dramat… nie tylko nawoływanie do masowych demonstracji, ale i przekonywanie, że to jest właściwa metoda działania.  Z hasłem „To wojna”… I to w czasie gdy dochodzi juz do dewastacji i przemocy. Smutno mi jak to słyszę. Z drugiej strony Pan Jarek …wzywa do organizowania jakiś „grup samoobrony”… czyli też do gromadzenia się. Zaraz, zaraz, jak dochodzi do dewastacji czy przemocy to na to ma reagować POLICJA. Ma zatrzymać sprawców, ma chronić ludzi i obiekty. A tu wicepremier mówi, że ludzie sami mają sie bronić. Jasny sygnał, że „policja nie daje rady”, wzywanie do gromadzenia się, czyli „COVID to lubi”. I co najgorsze, wzywanie do brania spraw we własne ręce. Myślicie, że pseudokibicom trzeba powtarzać dwa razy? Oto mają okazje zrobić komuś łomot i to w warunkach akceptowanych przez władzę. Prosta droga do samosądów i dalszej przemocy. Jedna strona krzyczy „to wojna”, a druga na to „OK, kto pierwszy na wpierdol?” …a rządzący, politycy i dziennikarze (!!!) zagrzewają obie strony do walki. Smutno mi i to bardzo.
Smutno mi, że protest jest agresywny, wulgarny i światopoglądowy. To nie jest droga do uleczenia tego wszystkiego, co upada… to odwraca naszą uwagę od rzeczywistych, codziennych problemów. Zauważcie, że ta cała energia pójdzie w próżnię, jesli władza ustapi w sprawie aborcji, np. na kolanie napiszą poprawkę o aborcji w przypadku wad letalnych. Zniknie powód protestów? Teoretycznie, zmiana władzy na takiej fali też wystarczy, że skoncentruje się na tej jednej zmianie? I już będzie super? Nie będzie. Kultura, ochrona zdrowia i gospodarka… leżą i kwiczą. I niezależnie od tego, po której stronie aborcyjnej barykady jesteście, chyba przyznacie, że Wasze zwycięstwo ma w zasadzie zerowy wpływ na te dziedziny życia. Dziedziny, które każdego z nas dotykają codziennie. Piekło pacjentów i pracowników służby zdrowia to teraz codzienność. Piekło rodzin zostawionych bez możliwości zdobycia środków do życia także. Tak jak skomentował jeden mój znajomy nasilanie dalszych restrykcji: „będzie fala samobójstw”. Smutno mi, bo może mieć rację…


Smutno mi. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, z nienacka, w ostatniej chwili premier ogłasza zamknięcie cmentarzy na „wszystkich Świętych”, w sumie na kilka dni. Jaki efekt? Praktycznie każdy pojechał na cmentarz, zeby zdązyć… to co rozkładaliśmy w mairę rozsądnie na kilka dni, ludzie próbują robić w jedno popołudnie. COVID to lubi… Tymczasem Policja była przygotowana na wzmożony ruch …od jutra. Dzisiaj jeszcze miała tolerować „spontaniczne protesty”… Paraliż ulic, żadnego kierowania ruchem… Chaos, przedsiębiorcy postawieni pod ścianą, no i my… nie możemy w tym czasie odwiedzić grobów swoich bliskich. Podtrzymuje to co pisałem Prezydentowi Piotrowi Przytockiemu gdy zamknął cmentarze na wiosnę: to sprzeczne z Konstytucją łamanie praw obywatelskich. Smutno mi, bo widzę, że nikt nie panuje nad tym co się dzieje, tylko narasta agresja. Kompletne łamanie zasad cywilizowanego państwa prawa, ze wszystkich stron i praktycznie na każdym szczeblu. Jeszcze w marcu liczyłem, że przeskoczymy ten pierwszy strach, że większość ludzi, zwłaszcza rządzących i tych z „czwartej władzy”, zrozumie, że cywilizacja jest wartością samą w sobie. Teraz już tylko mi smutno.

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook