Koronawirus: przepis na katastrofę

Rozpoczyna się „sezon na przeziębienie”. Uważam, że w połączeniu z działaniami prowadzonymi jako „przeciwdziałnie COVID” grozi nam katastrofą. Poniżej kilka słów uzasadnienia.

Zacznę od tego, że piszę z perspektywy osoby „z grupy ryzyka”. W razie zachorowania mam wysokie szanse na ciężki przebieg choroby. Zatem nie jestem „młodym zdrowym, któremu nic nie grozi”. Przeciwnie, dla mnie ta epidemia to realne zagrożenie.

Zatem, dlaczego reakcja na COVID grozi nam katastrofą?

Po pierwsze ograniczenie dostępu do podstawowej opieki zdrowotnej. Skutkiem jest leczenie przez telefon, zapisywanie nawet antybiotyków bez zaglądania do gardła czy obsłuchania pacjenta. Ba, kierowanie na izolację „z powodu podejrzenia covid” tylko na podstawie rozmowy telefonicznej. Sam jestem ofiarą takich metod leczenia, to jest zgadywania przez telefon jak leczyć, a stan się pogarszał tak, że wylądowałem w szpitalu. Oczywiście to nie był żaden COVID. Istnieją wszak jeszcze inne choroby…

No właśnie, inne choroby. Kolejki do specjalistów i tak były długie, a teraz ograniczono przyjęcia. Osoby leczące się na całe mnóstwo schorzeń są odcięte od diagnostyki i leczenia. Nawet po wypadku, dostanie się do jakiegoś ortopedy na kontrolę, graniczy z cudem. Stan pacjentów będzie się pogarszał, ich leczenie w przyszłości będzie droższe i dłuższe, a częsci z nich nie uda się uratować. Zaczynamy zbierać żniwo odcięcia ludzi od medycyny.

A jesteśmy odcięci, wróćmy jeszcze do porad przez telefon, gdzie lekarze radzą by w razie pogorszenia jechać „na szpital”, albo wzywać pogotowie. Jaki jest skutek? Kolejka pod szpitalem i mnóstwo wezwań pogotowia. Mnóstwo. Ratownictwo medyczne zaczyna zastepować podstawową opiekę zdrowotną. Niestety nie jest do takiej roli przygotowane, zespołów jest za mało. Nigdy nie było ich za wiele, zawsze zdarzały sie wezwania do „pierdół”, ale teraz to zaczyna być plaga. Równoczesnie szpitale zaczynają coraz bardziej bronić się przed przyjmowaniem pacjentów z karetek. Właśnie głośna była sprawa z Warszawy, gdzie kolejka karetek czekała pod szpitalem Czerniakowskim. Ratownicy podają, że czekali nawet 8 godzin. Proszę Państwa, to nie są żarty. Ta karetka powinna być w gotowości, by nieść pomoc innym, a nie czekać na podjeździe. Blokowanie karetek pod szpitalami to jest narażanie ludzi…

Ratownicy udostepniają na fb co dzieje się pod szpitalami. Udostepniaja też karty z czasem jaki był konieczny do przekazania pacjenta… Ten system nie wytrzymuje!

A lepiej nie będzie. Grypa i szereg infekcji grypopodobnych dają objawy podobne do COVID (np. gorączka, bóle mięśni, czasem biegunka), zatem zatem wobec wielu osób, które nie są chore na COVID, będą stosowane środki ostrożności jak przy COVID. W efekcie ludzie będą bali się zadzwonić do lekarza, żeby nie zostać objętym kwarantanną. Jak ktoś będzie bardzo źle się czuł, to może podawać inne objawy, żeby tylko mieć zwolnienie lekarskie, ale nie kwarantannę. Lekarz przecież przez telefon tego nie sprawdzi, bo jak? W ten sposób zapewne niejeden chory na COVID przemknie się i będzie zarażał, bo zamiast siedzieć w domu, pójdzie do sklepu, apteki… Naprawdę, lepiej nie będzie.

Nerwowa reakcja, rozciąganie „żółtej strefy”, groźby policyjnego terorrou, nakazy noszenia byle czego na twarzy, nie poprawią sytuacji, bo nie dotykają sedna problemu. To jest szukanie sobie winowajcy, w chwili, gdy rządzący zawalili. Tak uważam. Na wiosnę mocno spacyfikownao rozwój wirusa. Z niewielkim poślizgiem wprowadzono liczne ograniczenia, zamknięto knajpy i szkoły, odwołano masowe imprezy. Z częścią ograniczeń przesadzono, jak zamkniecie lasów, czy w Krośnie choćby zamknięcie wałów (przeciw czemu protestowałem, bo to nie przeciwdziałało COVID-19, tylko powodowało niepotrzebne problemy), ale co do ogólnego kierunku, to było właściwe dla przerwania transmisji wirusa. Był też widoczny efekt. Ludzie zaczęli nawet zastanawiać sie, czy w ogóle jest pandemia (pisałem o tym tutaj). Wyeliminowano gromadzenie sie osób, czyli to, co COVID bardzo lubi. To powinno się robić w oparciu o stan wyjątkowy, zgodnie z zasadami państwa prawa i konsekwentnie. Pod tym względem trochę zabrakło, ale jednak działało. Niestety, w maju miały być wybory. Jak mniemam z tego powodu nie zrobiono stanu nadzwyczajnego, a równocześnie trzeba było zbierać podpisy, robić spotkania… same wybory próbowano zrobić korepondencyjne w oparciu o napisaną na kolanie ustawę, co było absurdem, który opisałem tutaj.

Z kopertami na szczęście nie wyszło, ale niestety, jednak postanowiono zrobić wybory. Była normalna kampania, z chodzeniem z ulotkami, z wiecami wyborczymi i spotkaniami poparcia. Nawet spotkanie bez udziału kandydata mogło gromadzić kilkudziesięciu czy ponad stu sympatyków. Bez maseczek, bez dystansu, z podawnaiem rąk, serdecznym obściskiwaniem. Zgroza. Widziałem to np. na loklanym wiecu poparcia Trzaskowskiego, gdzie bez maseczek obściskiwali się ludzie, którzy dzisiaj grzmią na fb, że trzeba nosić maseczki…. Ale to było po wszystkich stronach i dużo wyżej. Premier Morawiecki wprost mówił, że nie ma co się bać wirusa. Tak, na wiosnę spacyfikowaliśmy rozwój wirusa, ale kampania wyborcza dała mu mnóstwo okazji do wyjścia spod kontroli. Podkreślam, nie chodzi o sam moment głosowania. Wybory to też kampania wyborcza, a ta była prowadzona jakby wirusa nie było. Po doświadczeniach z Iranu, Francji czy Bawarii było doskonale wiadomo, że wybory to zły pomysł. Tylko po co się uczyć na cudzych błędach? No po co?

Potem poszło dalej, „bony turystyczne” i zachęta, żebyśmy się przemieszczali… wymieszali… przekazali sobie wirusa nawet na dużych odległościach. Wirus dostał szansę wyjscia spod kontroli, a następnie do przemieszczenia się po całym kraju. Winnych zaczęto szukać …w kopalniach. Brawo.

Ponieważ państwo nie jest zdolne do zorganizowania zdalnego nauczania choćby dla studentów czy licealistów, to uruchomiono na powrót nauczanie stacjonarne. Zatem po kampanii, która pozwoliła wyjść „dżinowi z butelki”, po wakacjach, które pozwoliły mu pochulać po kraju i przenieśc z miejsca na miejsce, otworzono szkoły, gdzie osoby z różnych środowisk spędzają kilka godzin dziennie ze sobą. Mogą potencjalnie przynieść tam wirusa z miejsca pracy swoich rodziców, albo ze szkoły przynieść go rodzicom. Żeby Ci zanieśli do miejsca pracy. Komplet.

I tak wygląda już niemal gotowy gotowy przepis na katastrofę. Ponieważ kazdy zarażony może zarazić kolejne osoby, a matematyka jest bezwzględna, to liczby zarażonych i zmarłych będą teraz rosły. Każdy zarażony będzie zarażał nastepnych. Prosze teraz popatrzeć na przykładzie: jak zarażonych jest 5 osób i zarażą kolejnych 15, to nadal nie są szokujace liczby i nadal można nad tym zapanować w ponad 35 mln kraju. Ale jak zarażonych liczymy w tysiącach i oni zarażają kolejnych, to liczby zaczynają przerastać zddolność systemu ochrony zdrowia.

I problemem nie jest, że ktoś nie załozył maseczki, ani tym bardziej to, że ktoś idąc po otwartej przestrzeni nie zasłania twarzy. Kolejne etapy doprowadzenia do katastrofy opisałem powyżej. Nakazanie zasłaniania twarzy czymkolwiek tego nie zmienią. Zwróćcie uwagę, że naprawdę chodzi o cokolwiek. Można załonić twarz moskitierą, szalikem z włóczki z duzymi otworami itp. kompletnie nieskutecznymi materiałami, a będzie to w zgodzie z rozporządzeniem i nikt osobie tak postępujacej nie zwróci uwagi, nic takiej osobie nie grozi! Maseczka będzie skuteczna wtedy, gdy będzie prawidłowo używana, zmieniana, dezynfekowana itp. Niestety, w tej dziedzinie nie ma nacisku na edukację, jest zastraszanie, żeby użyć „czegokolwiek i jakkolwiek, a jak nie to jesteś nieodpowiedzialnym idiotą, nie rozumiesz?!” Nawet „maseczka dla seniora” w Krośnie była rozprowadzana bez instrukcji obsługi, a Rada Miasta uznała, że to ok, bo przecież wszyscy wiedzą jak nosić maseczkę. Przy tym jeden radny powiedział, że „po co instrukcja, przeciez nikt nie założy na dupę”, a drugi siedząc sam, przed monitorem na zdalnych obradach był zamaskowany… po zbóju wiedział jak używać… To jest dramatyczny poziom nieświadomości. Połączony z totalnym brakiem zrozumienia czy empatii dla osób, które nie mogą nosić maseczki. „A to niech noszą przyłbicę!” Tak? Proszę poptrzeć, przyłbice nie przylegają do twarzy, mają wolną przestrzeń praktycznie ze wszystkich stron. Jeżeli osoby w przyłbicach przebywają w pomieszczeniu, to wszyscy oddychają tym samym powietrzem, które nie przechozi nawet minimalnej filtracji. W razie kichnięcia nie ma szans na zasłonienie twarzy chusteczką czy łokciem, bo przyłbica w tym przeszkadza. Owszem, część wyrzuconej sliny z wirusami osiądzie na przyłbicy, ale część zostanie swobodnie rozpylona z każdej strony osłony, w tym na boki, w kierunku innych osób. Czyli wracamy do podstaw: „zasłoń twarz byle czym, byle jak, nie ważne, że to nie działa, bo jak nie to wirus się rozniesie!” Przepraszam, ale widząc takie komunikaty mam wrażenie, że jestem otoczony przez idiotów.

Maseczki są używane nieprawidłowo. Tak, maseczka może działać, bo wirusy, choć małe, unoszą się w kropelkach śliny, a te mogą być zatrzymane maseczką.  Niesety, wchodząc do sklepu widzę i klientów i obsługę z odsłoniętymi nosami. Część ma w ogóle maseczkę na brodzie. Mam każdego upominać? Naprawdę WSZYSTKICH? Przecież to jest niewykonalne, a taki sposób noszenia maseczki kompletnie nie działa. To daje tylko złudne poczucie bezpieczeństwa w efekcie czego ludzie zacznają olewać dystans. Najgorzej jest w kolejce do kasy. Próbujesz zachować dystans, a ktoś się ryje przed Ciebie, bo jest miejsce. No ile razy można upominać ludzi, że jest kolejka? Po ilu takich przypadkach po prostu przestaniesz zachowywać dystans? Złudne poczucie bezpieczeństwa daje tez np. mierzenie temperatury w urzedzie. „Każdy miał zmierzoną temperaturę, jesteśmy bezpieczni”. Serio? W UM Krosna stosowane są termometry, które zaniżają wynik, jestem tego niemal na 100% pewny. Co jakiś czas odwiedzam urząd i zawsze pytam straznika o wynik pomiaru i zawsze jest o ponad stopień mniej niż przy pomiarze w domu (np. w domu mam 36,6, a w Urzędzie 35,2…). Raz byłem w UM krótko po wizycie w szpitalu, gdzie była stosowana bramka do pomiaru teperatury. Pomiar z domu i ze szpitala były zgodne, a pomiar z Urzędu o stopień niższy. Takie działanie jest kompletnie bez sensu, nie zapewnia bezpieczeństwa urzędnikom, daje tylko złudzenia, kosztem gigantycznej ilości roboczogodzin Straży Miejskiej. Raz gdy odmówiłem zdjęcia maski chroniącej całą twarz podeszło do mnie aż trzech strazników na raz! Łapiecie? Koronawirus może wniknąć też przez oczy, ja chronię siebie maską zapewniajacą bezpieczeństwo także dla oczu, a oni chcą żebym zdjął maskę i poddał się nieprawidłowo prowadzonemu pomiarowi temperatury… to w ramach przeciwdziałania COVID, tak? Brakuje patroli na ulicach, spada poczucie bezpieczeństwa mieszkańców, a trzech strazników zajmuje się wymuszeniem nieprawidłowego pomiaru temperatury… Nie mam pretensji do strażników, ktoś im kazał to robić. Ktoś niemądry. Wrócmy do tych „złudzeń”. Fałszywe poczucie bezpieczeństwa powodowane tym, że „każdy miał mierzoną temperaturę”, albo tym, że „przecież mamy maseczki” powoduje brak ostrożności, zmniejszenie dystansu i w efekcie …zakażenia. Ba, niekiedy nawet tych maseczek nie ma, bo „przecież temperatura”. Takim przykładem są np. konferencje prasowe w UM Krosna.
Tak jak na zdjeciu powyżej. Krosno 2020, widzimy dystans i maseczki… powazne podejście do problemu… Serio, to jakaś farsa. Używa się COVID jako pretekstu, żeby ograniczać obsługę obywateli, COVIDEM usprawiedliwia się złe, czy wręcz chamskie traktowanie ludzi, które wprost grozi zarażeniem! Tymczasem faktyczne podejście do bezpieczeństwa widać na zdjęciu powyżej. Dalszy ciąg „złudnego bezpieczeństwa” to np. środki dezynfekujace używane w urzędzie w Krośnie, np. dla komisji Rady Miasta. Sprawdziłem etykiety już trzy razy i w dwóch przypadkach użyty był środek zawierajacy w większości wodę. Tymczasem środek skuteczny wobec wirusa powodujacego COVID pownien mieć przynajmniej 60% alkoholu. Przynajmniej, 80% byłoby całkiem spoko. Złudne poczucie bezpieczeńswa: dezynfekowanie czymś, co nie zabija wirusa. Kolejny punkt to „ozonowanie”. Urząd uznał, że ozonowanie autobusów jest OK. Powołują się przy tym, że „ozonowanie” stosuje się też w innych miejscach, np. w szpitalu. I teraz tak, wirusolodzy dość zgodnie wypowiadają się, że „ozonowanie” jest słabe na wirusy. Ozonowanie zabija bakterie, grzyby, ale wirusom nie szkodzi. Ja się mogę nie znać, ale to wirusolodzy tak mówią. Zatem po co „ozonują” w szpitalu? A widzicie, w szpitalu to nie jest ozonowanie, tylko tzw. „ozonowanie”. Robi się to istną bombą chemiczną opartą na… związkach chloru, coś jak rozpylenie gazowego domestosa. Żadnego ozonu. Może sprzedawcy ozonowania tak to sprzedali marketingowo, że każdą dezynfekcję przy użyciu gazu potocznie nazywa się „ozonowaniem”, jednak jest istotna różnica. W jedynych instytucjach za tą nazwą stoi silny środek oparty na chlorze, a w drugiej „ozonator” i treść ulotki marketingowej oraz przekonanie kupującego, że „no przecież w słuzbie zdrowia też ozonują”. Takie robienie byle czego, byle jak, byle się liczyło, że ktoś coś zrobił, a nie żeby faktycznie zapobiegać… Fałszywe poczucie bezpieczeństwa dawane przez „ozonowanie” autobusu”…

No właśnie, popatrzmy na autobusy… to co dzieje się w Krośnie to pandemiczna zgroza. Tłumy na przystankach, stłoczeni ludzie czekają, aż coś podjedzie, żeby się stłoczyć w pojeździe… Ograniczono kursy MKS, co sprawa, że Ci co muszą korzystać z komunikacji masowej są jeszcze bardziej tłoczeni i narażani. Może ktoś by pomyślał, żeby zmienić rozkład lekcji tak, by nie kończyli wszyscy na raz? Moze by jednak podstawić więcej autobusów, żeby rozładować ten tłum? Niestety szuka się oszczędnośli na zmniejszaniu i tak małej liczby połączeń. To przepis na katastrofę. Zagrożenie, które jest ignorowane. W zamian próbuje się udawać, że wszystko zależy od „maseczki”, która moze być nawet zrobiona na drutach… Serio, nie mam pojęcia dlaczego noszenie maseczki na pustej ulicy ma kogokolwiek chronić, a jej zdjecie ma być zagrożone mandatem. Jaki to jest absurd, mogę biec z kolegami bulwarem, może być nas 10 i nie musimy mieć maseczek, „bo uprawiamy sport”. Ale jak tym samym bulwarem idę do parku, to muszę mieć maseczkę, nawet jak jestem całkiem sam. Za to jak już będę w parku, to mogę zdjąć maseczkę, nawet, jak tam będzie pełno ludzi. Przepraszam, ktoś kto wymyslił te przepisy upadł na głowę? Ktoś się obraża, że obrońców tego absurdu uważam za niespełna rozumu? Bo tak uważam, zwariowaliście, jeśli tego bronicie. Jest cały szereg działań, na różnych szczeblach, którymi jeszcze można ratować sytuację, też na poziomie samorządu. Jednak widać nikomu się nie chce tego robić, zamiast tego straszą wysyłaniem Policji i Straży Miejskiej do ścigania pojedyńczych osób bez maseczki, na pustej ulicy. To nie jest przeciwdziałanie COVID-19, to jest łatanie budżetu mandatami i to prawdopodobnie z premedytacją. Natomiast jawną podłością jest ogłaszanie w piatek w nocy rozporządzenia, które wprowadza obowiżek posiadania zaświadczeń od soboty. Niby jak ktoś ma skontaktować się w tym czasie z lekarzem? Kiedy zrobić badania, kiedy pójśc do specjalisty, skoro służba zdrowia ograniczyła przyjęcia pacjentów? Takie traktowanie obywateli to niegodziwość, na którą pod żadnym pozorem nie wolno się nam godzić.

 

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook