Gdzie ta pandemia?

Memy alarmują: „z powodu pandemii spadek liczby zgonów nawet o 40%!” Równocześnie rząd pląta się w rozporządzeniach, że już sam premier nie nadąża. Rządzący olewają „reżim sanitarny”, maseczki  i odległości. „Na pewno wiedzą coś więcej. Nie ma żadnego wirusa!” Pilnie poszukiwani poszukiwacze zaginionej Pandemii?

Maseczki złe, maseczki dobre. Trzeba będzie nosić aż do wynalezienia szczepionki, albo tylko do jutra. Odległości są zalecane, a nie nakazane. Chyba, że są nakazane, tylko Premier Rady Ministrów nie został poinformowany o treści rozporządzenia Rady Ministrów. Ja się dziwię, że prezydent Krosna nie ogarnia co jest w rozporządzeniach, na które się powołuje, a tu wychodzi na jaw, że nawet sam premier nie wie, co ogłasza… To jest dramatyczny bałagan. Nie można się dziwić, że w tych okolicznościach ludzie zaczynają traktować pandemię jako fikcję i pretekst do zamordyzmu. Na to się nakładają doniesienia o …spadku liczby zgonów. „To jaka pandemia?” – pytają. Zatem jak to jest? Rząd wie, że to ściema i dlatego sam nie przestrzega dystansu, maseczkowania i całej reszty? A równocześnie zastraszenie służy tresowaniu ludzi i dokręcaniu śruby, więc nie ważna jest logika czy konsekwencja, bo to nie o walkę z wirusem chodzi. Ważne jest tylko, żeby były nakazy, kary i zastraszenie, bo to o zaprowadzenie reżimu chodzi. No właśnie, czy na pewno? Czy może mamy „współwystępowanie” kilku czynników? Ba, jest jeszcze druga strona, która twierdzi, że rząd zaniża statystki, kłamie, naprawdę pandemia jest o wiele gorsza, a to by wyszło na jaw od razu, gdyby robić więcej testów. I nawet obie strony używają podobnego argumentu o „współistniejących chorobach”. Zdaniem jednej strony „wpisują inne choroby, żeby ukrywać skalę COVID!!”, a zdaniem drugiej: „Jak jest COVID to wpisują, że to była przyczyna, żeby zawyżać, nawet jak ktoś wpadł pod samochód!!” Przypomina to sytuację z „poszukiwaczy zaginionego rozsądku„? Tak, bo to podobny, lub taki sam mechanizm…

„Czy liczba zgonów spadła o 40%?”
Nie. Skąd takie dane? „Branża pogrzebowa” oszacowała spadek swoich dochodów o nawet 40%. To możliwe i prawdopodobne. Jednak to nie jest równoznaczne ze spadkiem liczby zgonów o 40%. Branża jest dość szeroka. to nie tylko groby i pochówki, to także kwiaty, stypy itp. Wprowadzenie ograniczenia do zaledwie 5 osób na pogrzebie oznacza o wiele mniej wieńców i wiązanek, mniej zniczy, czy po prostu brak organizacji styp. Nawet przy tej samej liczbie zgonów można się spodziewać, że wpływy w branży spadną o prawie 50%. Do takich wniosków nie trzeba geniusza, ani specjalisty z branży. do tego jeszcze część cmentarzy zamknięto, co skutecznie zablokowało możliwość odwiedzin grobów już po pogrzebie. A zazwyczaj w takiej sytuacji jakiś znicz się kupuje. To też uszczerbek na dochodach „branży”.

Minister Zdrowia spadł rzadzącej frakcji z nieba? Czy pociągnie ich do piekła…? Fot. Wikimedia

„Ale jednak jest mniej zgonów!!”
Tak, ogólny spadek liczby zgonów w Polsce, w kwietniu 2020 roku, w porównaniu do analogicznego okresu w 2018 i 2019 to prawie 10%. Przy tym spadek nastąpił tez w województwach z największą liczbą zgonów na COVID, a także jeśli popatrzymy na dane całościowe z 4 pierwszych miesięcy roku. Mamy zatem taką ciekawą pandemię, że mniej ludzi umiera. To znaczy, ze żadnego wirusa nie ma? No niekoniecznie. Proponuję nie wyciągać pospiesznych wniosków z memów, tylko się zastanowić. Na liczbę zgonów wpływa bardzo wiele czynników.
Po pierwsze, mieliśmy bardzo ciepłą zimę. W przypadku samych zgonów z powodu wychłodzenia statystyki policyjne wskazują spadek w porównaniu do dwóch poprzednich sezonów nawet o około 60%. To nadal kropla w morzu ogólnej liczby zgonów, poza tym najwięcej wychłodzeń notowanych jest zwykle w styczniu. Zatem ma to jakiś wpływ na liczbę zgonów w pierwszych 4 miesiącach, ale już nie dotyka bezpośrednio statystyki z kwietnia.
O wychłodzeniach przypominam, żeby uzmysłowić i przypomnieć, że to była naprawdę ciepła zima, a jej wpływ na zamieszanie w statystykach będzie niemały. Mniej palenia w piecach, to czystsze powietrze, a czystsze powietrze, to mniej zgonów. Oczywiście nie umiera się od razu od zimowego spaceru, jednak w skali milionów ludzi, w tym cierpiących na różne schorzenia układu oddechowego, zmniejszenie zanieczyszczeń w powietrzu przełoży się na spadek liczby zgonów. Można też sprawdzić statystki wypadkowe. Nie sprawdzałem, ale niemal w ciemno można założyć, ze zamrożenie życia społecznego i gospodarczego, to mniej wypadków komunikacyjnych i w pracy, a to też przełoży się na mniej zgonów. Niemniej nie jest to skala wyjaśniająca spadek śmiertelności podczas pandemii.
Idziemy dalej. Mniej przypadków przemarznięcia, zawiania, zwykłych przeziębień. To tez nie są choroby śmiertelne…ale dla osób osłabionych, lub z chorobami współistniejącymi już groźne. Sam fakt wyjątkowo ciepłej zimy powinien już przekładać się na spadek liczby zgonów. Na to nałożył się „reżim sanitarny” związany z COVID-19. I to jest coś, co nie działa tylko na COVID. To są działania, które mają szerokie skutki uboczne, także dla innych chorób. Jeżeli jakieś działanie przerywa transmisję COVID, to przerwie tez transmisję chorób roznoszonych podobnie jak COVID-19. Czasem COVID-19 porównuje się z grypą sezonową. to popatrzmy, jak roznosi się i jak zabija grypa.
Ludzie kaszlą, kichają, jeżdżą zatłoczonymi autobusami, gdzie kaszlą. Kichają w rękę, którą dotykają później klamek, przycisków w windzie i na parkingu, macają towary w sklepie. Ba, oni tę rękę podają innym ludziom na powitanie! A grypa to lub i się roznosi. a jak zabija? Zazwyczaj nie bezpośrednio. Jest lekceważona jako „grypka”. Ludzie biorą coś, co ograniczy objawy, zbijają gorączkę, zagłuszają ból… i idą do pracy albo do szkoły, albo na imprezę, albo do teatru, albo do kina. Tam oczywiście zarażają. ale robią krzywdę też sobie, zamiast wyleżeć i wyleczyć chorobę, podejmują wysiłek w pracy, szkole czy uczelni. I to prowadzi do powikłań, a część ciężkich powikłań prowadzi do śmierci. I to są te wskaźniki śmiertelności grypy. Można przy tym przypuszczać, że wiele przypadków śmierci, np. spowodowanych bakteryjnym zapaleniem płuc, czy niewydolność sera, które nastąpiły w konsekwencji grypy, nie jest formalnie zaliczanych do „zgonów z powodu grypy”. Proszę teraz zwrócić uwagę, wprowadzenie ograniczeń imprez masowych, zakaz spektakli, zamkniecie kin, ograniczenia w handlu i przemieszczaniu w ramach walki z COVID-19… to wszystko ograniczyło tez możliwość zarażenia grypą. Podobnie działa zwyczaj mycia rąk. Efekt ograniczający transmisję grypy ma też zmiana zachowań w miejscach pracy. Rok temu ktoś z objawami grypy brał przeciwbólowce i szedł „do roboty”, bo szef by go wyśmiał gdyby chciał zostać w domu z powodu „grypki”. Teraz, w 2020, taka osoba na ogół zostaje w domu, z błogosławieństwem szefa. Nie zaraża innych. Ma też mniejsze szanse na powikłania. Brutalne spacyfikowanie możliwości roznoszenia COVID-19 poskutkowało też ograniczeniem roznoszenia wszelkich chorób grypopodobnych i samej grypy.

„Jak to jest, że żadna kasierka nie zachorowała!?” 
Ależ zachorowała. Łatwo wyszukać doniesienia z całej Polski o ekspedientkach w kwarantannie i całych zamkniętych sklepach. Są też dostepne mniej lub bardziej archiwalne apele SANEPID–u do osób, które we wskazanych sklepach robiły zakupy w określonych godzinach. To może nie powtarzajmy bzdur, co?

„Wirus nie okazał się tak zabójczy”
To, że w Polsce wirus nie zrobił masakry, a i w Szwecji, która nie wprowadziła jakiś drastycznych restrykcji, wydaje się, że tragedii nie ma, sprawia, że zagrożenie zaczyna być bagatelizowane. Czy nie jest taki zabójczy? W kilku miejscach, gdzie epidemia „wymsknęła się” spod kontroli, doszło do prawdziwej katastrofy, przepełnienia szpitali, braku sprzętu i personelu, masowych zgonów. To nie są całe kraje, a konkretne miejsca, jak Madryt, Lombardia, Nowy York. Spory pomór nastąpił też w Iranie, także wśród rządzących elit, we Francji czy w Bawarii. A Szwecja? Proszę zwrócić uwagę, że to kraj, który ma w swojej kulturze znacznie większy „social dystance” i higienę niż Włochy. Spora część Szwecji ma tez bardzo niską gęstość zaludnienia. Już to są czynniki ograniczające zagrożenie. Równocześnie Szwecja ma 4x więcej zgonów z powodu COVID-19 niż Polska, przy 4x mniejszej populacji. Szweckie statystyki śmiertelności na COVID są porażające, jeżeli porówna się je z innymi krajami skandynawskimi. Najwyraźniej Szwedzi przyjęli, że na COVID umierają osoby, którym i tak niewiele życia zostało. Jest to dość śmiała taktyka, szczególnie, że nie wiemy, bo nie możemy wiedzieć, jakie są skutki uboczne dla osób, które przechodzą tę chorobę łagodniej. Cały czas jest też niewyjaśniona kwestia, czy szczepionka na gruźlicę w jakiś sposób uodparnia na COVID. Jeżeli tak, to Polska czy Szwecja będą miały lepszą „naturalna odporność” niż Hiszpania, Włochy czy USA. W każdym razie, gdyby w Polsce zastosować „otwarty model” jak w Szwecji, to szacuję, że już mielibyśmy prawie 20x więcej zgonów na COVID niż obecnie i nie zastanawialibyśmy się dlaczego ogólna śmiertelność jest niższa niż rok temu, bo byłaby wyższa i to znacząco. Bylibyśmy w niechlubnej europejskiej czołówce. Tak jak Szwecja, gdzie statystyki są bardzo zbliżone do belgijskich i włoskich, czyli krajów wskazywanych jako najgorzej radzących sobie z epidemią. I niestety wirus jest zabójczy. W ostrym przebiegu zabija bardzo szybko. A choroby współistniejące? Rety… COVID jest groźny dla ludzi z tkimi chorobami jak cukrzyca, czy nadciśnienie, to mają miliony ludzi w Polsce i moga jeszcze żyć z tym dziesięciolecia. Mamy zaryzykowac ich życiem już w tym roku? Trudna decyzja, prawda?

„Ha! Czyli nasz rząd rządzi dobrze! 
No nie, tego nie powiedziałem. Pierwsze uderzenie wprowadzające ograniczenia faktycznie mogło nastąpić we miarę dobrym momencie i na właściwa skalę. Z pewnością zostało przyjęte z dużym zrozumieniem społeczeństwa. Opozycja z zawiścią mogła mówić, że „wirus i Szumowski to Kaczyńskiemu z nieba spadli”. Jednak to co działo się i dzieje się dalej… przestaje być zrozumiałe. Ktos uznał: „ludziom się podoba, że reagujemy, to szybko, dawajcie jakieś pomysły dalej, dalej! Co jeszcze zamykamy?” Kolejne rozporządzenia wchodzą w życie w ostatniej chwili, są poprawiane nawet kilka godzin po ogłoszeniu, ograniczenia są nielogiczne, niekonsekwentne, niemożliwe do egzekwowania. Utrudniają życie w kompletnie nieprzewidziany sposób. Wszystko strasznie uznaniowe, co powoduje konflikty, awantury i pole do korupcji. Np. „musisz nosić maseczkę, chyba, że nie musisz”. Na dodatek sama władza wydaje się je ignorować… Premier w restauracji, który tłumaczy, że nakazy to tylko takie wskazówki…a później rzecznik, który tłumaczy, ze premier Rady Ministrów został źle poinformowany co do treści rozporządzenia Rady Ministrów. Prezes TVP też źle poinformowany, że urządza „koncert na żywo”? Takie lekceważenie zasad to zły przykład. Ludzie będą się buntować i też lekceważyć, a upilnować każdego się nie da. kolejna wtopa: nie udaje się zorganizować wyborów, ale „wina opozycji”. Sytuacja zaczyna dojrzewać do złożenia kozła ofiarnego z Szumowskiego Bedzie to jednak o tyle trudniejsze, że rozporządzenia wydawała cała Rada ministrów, a nie minister zdrowia. Ale pewnie da się. Nie takie rzeczy z kotem robili. Gigantycznym problemem jest to, że rząd nie potrafi powiedzieć na jakich danych i modelach sie opiera. Nie przedstawia też całościowej strategii działania. Wszystko jest bardzo doraźne, z dnia na dzień, a oparte na .. no właśnie nie wiem… na „jasnowidzeniu” ministra? Szumowski wychodzi przed kamerę i mówi „widze…widzę… widzę drugą falę”. Troszkę czuję się niepoważnie traktowany, a wy?

I co dalej? 
W tych okolicznościach dalsze chaotyczne majstrowanie przy ograniczeniach niczego dobrego nie wróży. Mam nadzieję, ze nie o to chodzi. Że celem nie jest wzrost liczby zachorowań i stan nadzwyczajny. Nie pomaga zamieszanie z testami. Okazuje się, że duża ilośc testów daje błędne wyniki, np fałszywie „dodatnie”. Jak duża? Nie moge znaleźć. To ma zależeć nawet od placówki, która analizuje dane, jedne maja więcej błędów, inne mniej. To jest naprawdę gigantyczny problem przy całościowej ocenie sytuacji. Bo jak ktoś ma taki „fałszywie dodatni” to mógł być zakwalifikowany jako „bezobjawowy”, duzo takich „fałszywie bezobjawowych” przypadków będzie zawyżało liczbę zakażonych, a zarazem zaniżało prawdziwe dane o transmisji i o śmiertelności wirusa. Robienie dużej ilości testów obarczonych błędem będzie powodowało, że decyzje bedą podejmowane w oparciu o dane kompletnie oderwane od rzeczywistości. Żeby ograniczyć ryzyko, trzeba testować kilka razy tę samą osobę, a zatem trudniej jest przetestować większą populację. Zatem co dalej? Nie wiem. Nie mamy pojęcia jak bardzo zafałszowane są dane, którymi dysponujemy. W tych okolicznościach wskazywanie w jakim miejscu się znajdujemy i co nas czeka w przyszłości jest niezwykle trudne. Niestety włądza przez absurdalne posunięcia i ignorowanie własnych przepisów też zepsuła mozliwości przeciwdziałania pandemii. Ludzie nie będą traktowali poważnie dalszych zaleceń, będą się buntowali. Szczególne gdy pandemia staje się pretekstem do rozbicia antyrządowego protestu, a spotkania „prorządowe” odbywają się bez zakłóceń….

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook