Głosowanie 2020: kto pierwszy, ten lepszy!

Opisałem już kilka kampanii wyborczych. Zazwyczaj przed wyborami zamieszczam tutaj opisy o komitetach, kandydatach, programach, hasłach wyborczych czy innych skandalach… Tym razem nie ma to sensu. Tym razem najważniejsze są zasady prowadzenia wyborów, a raczej …brak zasad. Postawa rządzących jest skandaliczna, a zachowanie opozycji żenujące. Nie bójmy się tych określeń. W efekcie zwolennicy jednych wyzywają mnie od „soków z buraka” i niemieckich zaprzańców, a drudzy od wrogów Konstytucji, masowych morderców i „przydupasów prezesa”. Heh, byle zachować równowagę… Zatem piszę z perspektywy politologa i wielokrotnego członka różnych komisji wyborczych.

Kontekst jest chyba dla wszystkich jasny. Żeby uniknąć nieporozumień wymienię kilka najważniejszych informacji.
* Trwa stan epidemii COVID-19 – wysoko zakaźnej choroby, która u części chorych ma przebieg w postaci ostrego zapalenia płuc. Można od tego umrzeć. Dane o śmiertelności są różne, ale wielu ekspertów i wiele rządów przyjmuje, że jest to śmiertelność taka nawet dość wysoka.
* Na 10 maja w Polsce zaplanowane są wybory prezydenckie. Z Konstytucji wynika, że kadencja się kończy i trzeba wybrać.
* Doświadczenie z innych krajów (np. Francja, Bawaria), wskazują, że przeprowadzenie wyborów może prowadzić do wzrostu zakażeń.
* Żeby uniknąć zakażeń „rzutem na taśmę” proponowane są rozwiązania wyborów korespondencyjnych.
* 26 kwietnia przeprowadzone zostały wybory uzupełniające w 26 gminach, a w 2 kolejnych odbyły się lokalne referenda. Za 14 dni będzie wiadomo czy zastosowane środki ostrożności były wystarczające, czy też nastąpił tam wzrost zachorowań związany z wyborami. Będziemy to wiedzieć …10 maja.

Żenująca opozycja

To są fakty, co do których z grubsza jest zgoda. Dalej jest gorzej. Jak wspomniałem, opozycja zachowuje się żenująco. Nadal atakuje pomysł przeprowadzenia wyborów podnosząc jako główny argument kwestię niebezpieczeństwa zarażenia. Jedna z głównych twarzy opozycji w ostatnim czasie, Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, z zawodu lekarz, wypowiada się na zasadzie: „Jeśli przez przełożenie wyborów uratujemy choć jedno życie, to warto i trzeba tak postąpić”. Marszałek Grodzki, w sztandarowym wręcz dla opozycji wystąpieniu bije na alarm z …powodów zdrowotnych. Tym samym naraża swoją formację i opozycję na śmieszność. Ostatnio cała masa instytucji załatwia sprawy pocztą. Urzędy ograniczają kontakt osobisty, ale jednak jakieś dokumenty trzeba przekazać. Od tego jest poczta. Restauracje pracują tylko na dowóz. Nawet posłowie PO biorą dumie udział w akcji zamawiania jedzonka dla służb medycznych. Wiele firm działa wysyłkowo. Sam zamawiałem przez internet np. karmę dla kota. I żyję. Jedna przesyłka więcej zapewne nas nie zabije. Nawet WHO twierdzi, że to w miarę bezpieczne. Co prawda bardzo ważna dla opozycji Gazeta Wyborcza ogłasza, że „jeden listonosz może zarazić tysiące osób”, ale sama zachęca do prenumeraty… przez Pocztę. Sympatycy rządu drwią z sympatyków opozycji, że nie boją się odebrać listu z urzędu i bez obaw zamawiają obiad na telefon, a boją się pakietu wyborczego. Dodają do tego, że to pewnie dlatego, że naprawdę to boją się wyniku wyborczego. No proszę, możemy iść na spacer, ale nie możemy pójść na spacer i wrzucić pakietu wyborczego do skrzynki, bo umrzemy? Dla opozycji, zwłaszcza dla PO, Pan Marszałek Tomasz Grodzki jest aktualnie bohaterem i jednym z liderów, więc nie wypada im przyznawać, że facet po prostu bredzi. Skutek mamy taki, że dyskusja jest nie na temat. Opozycja koncentruje wysiłki na odcinku „politycznego frontu”, na którym jest z łatwością odpierana i ośmieszana. Sami ten odcinek sobie wybrali i brną w klęskę. Proszę, nie wmawiajcie mi, że to są ludzie rozsądni, którzy potrafią wspaniale rządzić, skoro nie potrafią sklecić sensownej argumentacji w tak kluczowej sprawie. Skoro są zdolni tylko do bardzo nieudolnej próby grania na strachu i emocjach.

 

Niby na wesoło, ale w sumie pytanie „Sekcji Gimnastycznej” jest całkiem poważne.

 

Czy sytuacja usprawiedliwia wyjątkowe rozwiązanie?

Zatem do rzeczy. Co powinno być zasadniczą kwestią dyskusji? Po pierwsze: nie zmienia się reguł w trakcie gry. Całkowita zmiana sposobu przeprowadzenia wyborów, tuż przed wyborami, to jakiś kompletny absurd. Niby dlaczego zmieniać? Coś wyjątkowego się stało? Mamy jakąś nadzwyczajną sytuację? Tak? To na takie okoliczności mamy stosowne ustawy o stanach nadzwyczajnych. Natomiast, jeżeli nic wyjątkowego się nie dzieje, to nie ma powodu do wprowadzania w ostatniej chwili ustawy o „o szczególnych zasadach wyborów”. Szczególny, wyjątkowy, nadzwyczajny… to w zasadzie synonimy, prawda? Dlaczego nie o „wyjątkowych zasadach”, albo „nadzwyczajnych zasadach”? Przecież to ma być jeden szczególny, wyjątkowy, nadzwyczajny przypadek. Ze względu na sytuację, wcale nie wyjątkową.

No dobra, trochę było wyjątkowo. Pełno ograniczeń w związku z epidemią, co praktycznie uniemożliwiało kampanie wyborczą. To dlatego nie powinno być głosowania 10 maja. Wybory to nie tylko samo głosowanie, to także kampania wyborcza!

Jak przeprowadza się wybory w Polsce?

Sprawa jest szczegółowo regulowana bardzo obszerną ustawą „Kodeks Wyborczy”. Celem zastosowanych rozwiązań w wyborach na prezydenta jest zapewnienie przestrzegania zasad, że wybory są: równe, powszechne, bezpośrednie i tajne. Co to znaczy i dlaczego to jest ważne?
Równe – każdy może oddać tylko jeden głos. Zdanie każdego obywatela liczy się tak samo przy wyborze prezydenta. Nie ma wyborców lepszych i gorszych. Zasady zbudowane są tak, by zapewnić, ze nikt nie odda większej liczby głosów niż 1.
Powszechne – są dostępne dla każdego obywatela, który ma prawo wyborcze. Zasady są tak zbudowane, żeby praktycznie każdy obywatel miał możliwość oddania głosu, nawet jeśli  akurat jest w podróży, w szpitalu, na statku czy za granicą. Naprawdę niełatwo jest sprawić, żeby gdzieś w pobliżu nie było możliwości oddania głosu.
Bezpośrednie – głosujemy osobiście. to generalna zasada, chociaż wprowadzona jest też możliwość zagłosowania przez pełnomocnika, dotycząca jedynie osób niepełnosprawnych i starszych, przy czym te osoby muszą przejść stosowną procedurę wskazania pełnomocnika. W ten sposób pomimo stanu zdrowia nadal zapewniona jest zasada równości i powszechności głosowania.
Tajne – nikt nie wie na kogo głosowaliśmy. Ta zasada pozwala uniknąć kupowania głosów, szantażowania czy to pracowników, czy członków rodziny, wywierania niezdrowej presji na sąsiadach itp.

Jak to wygląda technicznie? Żeby wyczerpać temat, musiałbym tu w zasadzie przepisać ustawę (z lekka ponad 200 stron). Zwrócę jednak uwagę tylko na niektóre szczegóły i aspekty, żeby uświadomić „z czym to się je” osobom, które być może nie miały do tej pory kontaktu większego niż sam proces głosowania w lokalu.

Jeszcze przed dniem wyborów komisja odbiera i sprawdza karty do głosowania przekazane bezpośrednio z drukarni. Sprawdza czy zgadza się liczba, czy dotyczą właściwego okręgu, itp. „W grze” jest tylko tyle kart, ile przejęły i policzyły komisje przed dniem głosowania. Wydrukowanie większej ilości kart nic nie zmienia. Nawet jeśli istnieją, to są poza obiegiem bez wpływu na wynik. Ponowne sprawdzenie kart następuje w dniu głosowania przed otwarciem lokalu. Komisja sprawdza czy kart jest nadal tyle samo oraz stempluje swoją pieczęcią. Dzięki temu zapewniona jest kontrola nad tym ile było kart, ile z nich zostało wydanych, a głosy liczą się tylko na kartach, które mają pieczęć komisji. Ilość wydanych kart z pieczęcią musi się zgadzać z ilością wyjętych kart z urny. Podczas przeprowadzania głosowania komisja pilnuje, by nikt nie wrzucił dodatkowej karty „niewiadomego pochodzenia”. W efekcie te liczby zazwyczaj się zgadzają. Szczegółowe procedury i kontrola przez kilka osób na każdym etapie ma wykluczyć pojawienie się dodatkowych kart, choćby zagłosowanie za osobę, która nie przyszła do lokalu osobiście. No właśnie, wyborca dostaje kartę do rąk własnych, gdy zgłasza się osobiście w lokalu. Wcześniej ma dość czasu, żeby dopisać się do listy wyborców, tam gdzie mu odpowiada, albo żeby pobrać zaświadczenie o uprawnieniu do głosowania, jeżeli przewiduje, że w dniu wyborów będzie np. w podróży. W lokalu musi podać swój dowód tożsamości. Podpisuje się, że odebrał kartę. Nie może odebrać karty innej osoby, nie może odebrać więcej kart. Wybory są równe. Ma jedną kartę i jeden głos. Karty nie wolno wynosić z lokalu. Z tą kartą wyborca idzie za parawan SAM. Komisja powinna tego pilnować. Tam głosuje w sposób tajny, nikt nie widzi na kogo postawił krzyżyk. Następnie bierze kartę do urny w taki sposób, że nie widać kogo zakreślił. Tego też komisja powinna pilnować. To wszystko są drobiazgi, ale to są mechanizmy, które wykluczają kupowanie głosów, wywieranie presji czy szykanowanie kogoś za to, jak głosował. Wykluczają też przejęcie czyjeś karty w drodze „darowizny, kradzieży lub kupna”. Jeżeli ktoś wszedłby z wyborcą za parawan, to może sprawdzić, czy ten głosuje zgodnie z wydaną dyspozycją, a tego robić nie wolno. Podobnie, jeśli będzie niósł kartę w sposób umożliwiający sprawdzenie na kogo głosował. Komisja musi pilnować tych szczegółów, właśnie po to, by zapewnić konstytucyjne zasady głosowania. Przy pełnej tajności głosowania w zasadzie nie da się kupić głosów, bo nigdy nie wiadomo czy „sprzedający” zakreślił tak, jak życzy sobie „kupujący”. Bo jak? Poszedł i zagłosował. Mógł nawet ten sam głos „sprzedać” wszystkim komitetom. Owszem, są czasem doniesienia, że ktoś próbuje kupować głosy za wódkę czy tam tanie wino itp, ale nadal, nie ma jak sprawdzić, czy Pan Żul za tę wódkę faktycznie zagłosował. Różne są relacje w rodzinach, w urzędach, w firmach… ktoś może terroryzować podwładnych, pracowników czy domowników w celu wymuszenia „prawidłowego” głosowania. Jednak, jeżeli komisja wyborcza dopilnuje każdego szczegółu, to taki terrorysta nie ma możliwości wyegzekwowania swojej woli. Takie mechanizmy bardzo utrudniają też dorobienie kart. Dokładny wygląd karty, to który róg jest ścięty, jak wygląda pieczątka, pozostaje niemal dla wszystkich tajemnicą do momentu pobrania karty w dniu głosowania, a w tym momencie pozostaje już tylko skreślić i wrzucić do urny. Nawet gdybyś wcześniej znał wzór karty, to do ostatniej chwili nie zna np. odcienia tuszu użytego przez komisję! To są tylko niektóre elementy w dotychczasowych wyborach, które zabezpieczają wybory i zapewniały głosowanie równe, powszechne i tajne. Niestety komisje nieraz olewają swoje obowiązki i nie zawsze wszystko jest dopięte jak trzeba. Jeszcze się nie nauczyliśmy, że przestrzeganie zasad jest ważne, ale już chcemy robić wybory …w sumie bez kontroli zasad…?

Jak na tym tle wygląda plan masowego głosowania korespondencyjnego?

Projekt ustawy przewiduje, że operator pocztowy ma 6 dni na dostarczenie pakietów wyborczych do wyborców. Zakładając datę wyborów na 10 maja to oznacza, że pierwsze pakiety będą doręczane już w poniedziałek po „majowym weekendzie”. Czyli za tydzień. Został TYDZIEŃ na przygotowanie listy adresów i pakietów wyborczych dla 30 MILIONÓW wyborców. Później w 6 dni poczta ma BEZBŁĘDNIE dostarczyć te 30 milionów przesyłek. Przesyłki z pakietami są traktowane jako „przesyłki nierejestrowane”, czyli w sumie tak jak …ulotki reklamowe roznoszone przez pocztę. Projekt nie przewiduje żadnej procedury na wypadek, jeśli nie dostaniesz pakietu. O tym, że do Ciebie nie dotarł, będziesz wiedział dopiero w sobotę przed wyborami. Żadnej możliwości odwołania się i odzyskania prawa wyborczego. Żadnej możliwości udowodnienia, że nie próbujesz wyłudzić dodatkowego pakietu. Przyczyn niedoręczenia może być multum. np. masz baner jakiegoś kandydata na płocie? Może listonosz go nie lubi i po prostu nie dostaniecie razem z domownikami ani jednego pakietu wyborczego. Nie będziesz miał żadnej możliwości udowodnienia, że listonosz nie wrzucił przesyłki. Projekt nie wskazuje też co dzieje się z pakietami wyborczymi przed dostarczeniem przez pocztę. Nie zawiera żadnego mechanizmu chroniącego przed wyprodukowaniem „na lewo” większej ilości pakietów. Co więcej, pierwsi wyborcy dostaną karty 7 dni przed wyborami. To sporo czasu, żeby zapoznać się z kartą i ją skopiować. Dzisiejsze skanery i drukarki dają ku temu duże możliwości. Odróżnienie przez przemęczoną komisję, które są prawidłowe, a które nie, będzie praktycznie niemożliwe. Skoro do tej pory, w o wiele łatwiejszych warunkach, komisje potrafiły się mylić co do liczby głosów….

Pakiety mają być dostarczone pod adresy dostępne w spisie wyborców. to znaczy, że często nie trafią bezpośrednio do właściwej osoby. Wiele osób gdzie indziej jest w spisie wyborców, a gdzie indziej faktycznie przebywa. Tym samym jedna osoba dostanie pakiety kilku wyborców, a inni wyborcy nie otrzymają swoich kart. Projekt ustawy nie rozwiązuje tego problemu. Osobiste oddanie głosu gwarantowane jest wyłącznie przez podpisanie oświadczenia. Oczywiście żaden mechanizm nie chroni tego osobistego oddania głosu. Ktoś może np. zebrać karty i oświadczenia od rodziny / członków koła partii / pracowników / sąsiadów, a następnie je wypełnić po swojemu. Żaden mechanizm nie chroni też przed domowym terrorystą, który będzie chciał patrzeć na to, jak domownicy głosują, albo wręcz wyjmie pakiety ze skrzynki i zagłosuje za nich. Tajność głosowania nie jest niczym faktycznie gwarantowana.

Teoretycznie wyborca po wypełnieniu karty do głosowania wkłada ją do koperty na kartę do głosowania, którą zakleja, a następnie kopertę tę wkłada do koperty zwrotnej łącznie z podpisanym oświadczeniem. Następnie poczta ma dostarczyć głosy ze skrzynek do komisji wyborczej. Ma to robić systematycznie do godziny 23 w dniu głosowania. A co, jeżeli się spóźni? Unieważniamy taką dostawę? Projekt o tym milczy. No znakomity sposób na eliminacje głosów z terenu, gdzie kandydat statystycznie nie cieszy się popularnością, ale akurat niechcący ma jakieś wpływy w poczcie… Projekt nie przewiduje żadnego rozwiązania na taką okoliczność. Jest wyznaczony „deadline”, ale nie ma sankcji za jego przekroczenie, a to przecież przesyłka „nierejestrowana”, wiec nie sposób wyciągać konsekwencji o śmieszne pół godziny spóźnienia na podstawie prawa pocztowego, nieprawdaż? Ot nie dotarły na czas. Pech. W „tradycyjnej metodzie” masz cały dzień, żeby zdążyć z głosowaniem. W korespondencyjnym też masz cały dzień, ale to czy zdążysz, zależy ostatecznie od poczty.
Projekt nie przewiduje jak będą zabezpieczone / chronione same skrzynki, dostępne przecież w przestrzeni publicznej, na ulicy. W tradycyjnym głosowaniu do urny w lokalu wyborczym masz wrzucić kartę. Robisz to pod okiem członków komisji i być może mężów zaufania. W korespondencyjnym wrzucasz do skrzynki, o której nie wiemy, czy ktokolwiek ją nadzoruje. Ile będzie tych skrzynek? Też nie wiemy. Co jeżeli ktoś wleje do skrzynki jakiś płyn, lub inaczej zniszczy jej zawartość? OK, jest przewidziana sankcja, ale po pierwsze ujęcie sprawcy może być niemożliwe z braku nadzoru nad skrzynką, a z drugiej strony głosy w środku będą już stracone. O tym dowiemy się dopiero w chwili opróżniania skrzynki, możliwe, że kilka godzin po działaniu sprawcy. Jeżeli skrzynek będzie mało, np. jedna w gminie, to da się ich pilnować. Wystarczy do tego zaangażować kilka, może maksymalnie kilkanaście tysięcy policjantów i terytorialsów, na cały dzień. Gorzej wtedy będzie z powszechnością głosowania, bo jedna skrzynka na gminę, to trochę mało. Popatrzcie jak rozciągnięta jest taka gmina Duka… Jedna skrzynka. Jak do niej dotrzeć do niej w niedzielę? Jeżeli jednak skrzynek będzie np. tyle, ile wcześniej miało być obwodów głosowania (żeby zapewnić powszechność) to nadzór może się okazać niemożliwy. Raczej nie wystawimy 100.000 policjantów tylko do pilnowania skrzynek pocztowych przez pół doby. Podkreślam: projekt nie przewiduje jakiejkolwiek formy nadzoru i nie wspomina o ilości skrzynek. Z tymi policjantami, obwodami i terytorialsami to moja spekulacja.

Teoretycznie osobne zapakowanie głosu i oświadczenia o głosowaniu zapewnia tajność głosowania przed komisją, która ma wyjąć oświadczenie, sprawdzić, czy osoba z oświadczenia figuruje w spisie wyborców, a kopertę z głosem wrzucić do urny. Kopert na kartę do głosowania nie otwiera się przed wrzuceniem do urny wyborczej. Teoretycznie spoko, nie? Jednak w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, by członek komisji oznaczył sobie w jakiś subtelny sposób interesujące go koperty. Będzie miał w ręce równocześnie kopertę z głosem, oświadczenie czyj to głos oraz długopis. Dlaczego długopis? Bo przecież będzie musiał zaznaczyć w spisie wyborców, że ta osoba już zagłosowała! Kontrola ze strony innych członków komisji w tym momencie będzie osłabiona, ponieważ będą mieli pakiety przyniesione hurtowo przez pocztę. Możliwe, że całą masę na raz. Tu warto zaznaczyć, że np. w Krośnie do tej pory zwykle tworzono prawie 30 obwodowych komisji wyborczych, a w „szczególnych wyborach korespondencyjnych” będzie tylko jedna komisja, licząca maksymalnie 9 osób. Jedna komisja ma wykonać czynności, które wcześniej wykonywało …28 komisji. I już na tym etapie kiedy głos trafia do komisji jest kilka możliwości jego arbitralnego unieważnienia. Głos będzie nieważny, jeżeli wyborca na oświadczeniu wpisał dane w sposób nieczytelny. Jeden da radę odczytać, a drugi nie. Jak nie da rady odczytać, to Twój głos jest nieważny. Jak zrobisz literówkę wypełniając dane i coś będziesz poprawiał, to głos może być uznany za nieważny „bo nieczytelne dane”. A jeżeli akurat członek komisji Cię nie lubi i z 3 w PESEL zrobi 8? Twój głos jest nieważny. Niemożliwe? W Krośnie 9 osób ma ogarnąć karty od potencjalnie ponad 30 tysięcy uprawnionych. Wierzysz, że członkowie takiej komisji dadzą radę wzajemnie się kontrolować? Szczególnie, że czasem ktoś musi coś zjeść, albo pójść do ubikacji. Zazwyczaj będąc w komisji starałem się minimalizować ryzyko głupich akcji i np. gdy braliśmy karty do liczenia, to NIKT nie mógł mieć długopisu w ręce. W korespondencyjnym może się to nie udać, bo jak wspomniałem, członkowie komisji będą weryfikować oświadczenia i zaznaczać w spisie od kogo już wpłynął głos. Do tego zaznaczania muszą mieć długopis, prawda? W „tradycyjnych” wyborach tylko w czasie liczenia głosów teoretycznie ktoś mógł dopisać krzyżyk i w ten sposób unieważnić głos i w zasadzie wystarczyło w tym momencie wyeliminować długopisy z rąk. Przy „masowym korespondencyjnym” będzie ryzyko złośliwego unieważniania głosów przez calutki dzień. Głos jest też nieważny, jeżeli Twoja koperta z głosem nie jest zaklejona. Wystarczy ją rozkleić… „Niezaklejone”, „nieczytelne”, to są określenia nieostre. Interpretacja członków, lub członka komisji będzie decydowała. Nie wiemy przecież jaki będzie klej w tych kopertach, ani ile godzin i w jakich warunkach będą leżeć i czy sam klej to dobrze zniesie, czy …się rozklei. Ile razy widziałeś koperty z badziewnym klejem, który ledwo trzyma? A tu od takiego technicznego drobiazgu zależy ważność Twojego głosu! Owszem, możesz zaklajstrować plastrem, albo taśmą… ale w ten sposób oznaczysz swój głos (bo koperta stanie się charakterystyczna), który nie będzie już tajny przed komisją. Dla tajności optymalne jest poleganie na fabrycznym kleju w kopertach, dla ważności głosu już niekoniecznie.

Kiedy poznamy wyniki? Nie wiadomo. W Krośnie ma być tylko jedna komisja zamiast 28. Statystycznie będzie miała ponad 20x więcej pracy niż zwykle. Ponadto zacznie liczenie znacznie później. Ostatnie pakiety wpłyną zapewne przed godziną 23. W tym momencie będzie trzeba najpierw sprawdzić oświadczenia, a następnie wrzucić koperty do urny. I dopiero po tej czynności otworzyć urnę. W eurowyborach w zeszłym roku lokale były czynne do godziny 21 i już po tej godzinie można było  przystąpić do liczenia. W „szczególnych wyborach korespondencyjnych” ten moment będzie przesunięty o około trzy godziny, może więcej. I ta monstrualna liczba kart przypadająca na te 9 osób… To będzie trwało, a z przemęczenia będą błędy… Gratuluje pomysłu.

I teraz najlepsze,,,. Czy już głosowałem? Cytuję: „Koperty z głosem komisja nie wrzuca do urny, jeśli koperta do której dołączono oświadczenie z danymi tego wyborcy, została już wcześniej wrzucona do urny”. Skomplikowane? Nadążacie? To prościej: jest taka możliwość i nawet jest przewidziana w projekcie proponowanych rozwiązań, że wraz z danymi tego samego wyborcy do komisji przyjdzie więcej niż jedna koperta z głosem. Ponieważ koperty mają być systematycznie odbierane i wrzucane do urny, to tylko pierwszy z takich głosów będzie się liczył! Pozostałe stają się nieważne. Bo tak. Nie ma przewidzianej żadnej procedury do wyjaśniania tego. Właściwie to technicznie nie bardzo są możliwości by to wyjaśnić i uchwycić sprawcę. Jeżeli ktoś przechwyci, ukradnie, dorobi karty, to może głosować na dane innych osób i ma to sporą szansę powodzenia, bo może nie tylko dodać głos swojemu kandydatowi, ale i pozbawić głosu przeciwnika. W tradycyjnych wyborach jest to w zasadzie niemożliwe. Taki oszust musiałby przyjść do lokalu, z podrobionym lub kradzionym dowodem osobistym (znacznie trudniejsze niż karta wyborcza), podać się za taką osobę (też niełatwe, szczególnie, że w komisji zazwyczaj jest jakiś sąsiad) i podpisać za nią. Monitoring, świadkowie i tak dalej. A jak właściwa osoba przyjdzie później, to sprawa się rypnie na pewno. Jak zdążyła przyjść wcześniej, to już w ogóle pozamiatane. Tymczasem w korespondencyjnych? Ryzyko bliskie zeru. Do tego jeszcze wiele osób publicznie zapowiada bojkot, czyli wręcz wskazują, które dane najłatwiej wykorzystać do wysłania dodatkowego głosu. Wystarczy mieć PESEL ofiary, a to niestety nie jest trudne (ludzie udostępniali np. swój pesel komitetom na listach poparcia, nie wiedząc, że jest to dana wystarczająca do oddania głosu za nich). Tym samym bardzo zasadne jest pytanie zadane w memie Sekcji Gimnastycznej z facebooka: „Czy ja już głosowałem?” To ważne, bo w tym głosowaniu kto pierwszy, ten lepszy!

„Kto mógłby chcieć oszukiwać, no daj spokój…”

A kto by chciał kraść? No daj spokój, po co ci te zamki w drzwiach… Tak się pechowo składa, że część osób w społeczeństwie nie jest uczciwa i staramy się przed nimi zabezpieczać. Wybory tez powinny być zabezpieczone. Tak jak „okazja czyni złodzieja”, tak i może czynić oszusta. Zaproponowany system korespondencyjny jest dziurawy. Pozwala na oszustwa i nieprawidłowości na KAŻDYM szczeblu. Od głosowania za członków rodziny i skup głosów na osiedlu, przez wykradanie lub podrabianie kart i głosowanie na cudze dane, przez unieważnianie głosów w komisji, aż po masowe działania w postaci hurtowego dorobienia lub niedostarczenia kart. Owszem, projekt przewiduje sankcje za podrabianie lub kradzież kart, a także za niszczenie i nieuprawnione otwieranie pakietów wyborczych. Problem w tym, że w szczegółach jest tak dziurawy, że nie zapewnia technicznej możliwości wyłapania tych nieprawidłowości. Nie dostaniesz pakietu wyborczego, a głos z Twoich danych zostanie oddany. I co z tym możesz zrobić? Całe nic. I racz zauważyć, że ustawodawca bierze pod uwagę, że ludzie są nieuczciwi i może być więcej niż jeden głos oddany rzekomo z tego samego nazwiska. Czyli posłowie PiS tez biorą pod uwagę, że ktoś może oszukiwać. Szok, prawda?

Ale, ale! Wcale nie musi dojść do oszustwa, żebyś był pozbawiony praw wyborczych! Wystarczy błąd Poczty. Ja jakiś czas temu dostałem list. Zgadzała się ulica i numer domu. Nie zgadzało się miasto… może teraz dostanę dodatkowy pakiet wyborczy? A może nie dostanę żadnego?
Od czasu do czasu głośne są sprawy listonoszy, którym nie chciało się dostarczać przesyłek i ukrywali je gdzieś, a to w piwnicy, a to wyrzucali do rzeki… Są sprawy listonoszy kradnących przesyłki, np. z kartami do bankomatu. Są też chyba jeszcze częstsze sprawy napadów i okradania listonoszy. To wszystko dzieje się w rzeczywistości. Osoby twierdzące, że poczta w 100% poprawnie wszystko dostarcza żyją w jakimś Matrixie.

Wiem, długi tekst, a i tak nie wyczerpuje wszystkich możliwości szwindli, które będą praktycznie nie do wyłapania i nie do ukarania. Przykre, że w tych okolicznościach rzekomo broniąca demokracji opozycja bredzi o „zagrożeniu COVIDEM z pakietów wyborczych”.
26 kwietnia w 26 gminach przeprowadzono wybory uzupełniające do samorządów, a w dwóch odbyły się lokalne referenda. Najwyraźniej w „dobie koronawirusa” da się. Tłumaczenie, że skala uprawnionych do głosowania jest mniejsza jest bez sensu, bo na poziomie gminy liczba uprawnionych jest ta sama. Ci sami wyborcy mają prawa w wyborach wójta i w wyborach prezydenta. I co teraz?

 

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook