Głupie i szkodliwe rozporządzenie….

Od 1 kwietnia mierzymy się z ponurym żartem. W nocy 31 marca opublikowano rozporządzenie o obostrzeniach w walce z epidemia COVID-19. Obowiązywało już godzinę później. Niestety rozporządzenie zawiera bardzo radykalne obostrzenia, niekoniecznie poparte prawem i logiką. Pozostawia też gigantyczne pole do interpretacji, czy nadgorliwości. O jednym z przypadków rażącej nadgorliwości napisałem tutaj: tekst o wałach. Drugi przykład opisałem tutaj: chodzi o cmentarze. Teraz więcej o samym rozporządzeniu.

Problem z zachowaniem odległości był nie tylko w Warszawie…

Wątpliwe prawnie
Rozporządzenie bardzo mocno ingeruje w prawa i wolności obywatelskie. Owszem, sytuacja może tego wymagać, bo jest nadzwyczajna. I na takie sytuacje Konstytucja przewiduje wprowadzenie stanów nadzwyczajnych. Tego jednak nie zrobiono, więc prawne umocowanie zakazów jest raczej miałkie, Podstawą dla rozporządzenia ma być ustawa o stanie epidemii. Tu jednak mamy następny problem, bowiem ta ustawa pozwala np. ograniczyć sposób poruszania się, podczas gdy obostrzenia rozporządzenia koncentrują się na celu przemieszczania. To jest zupełnie co innego. Mam nadzieję, że rozróżniacie cel podroży od sposobu podróżowania i nie trzeba tego tłumaczyć. Organizacje zajmujące się prawami człowieka, kontrolowaniem władzy czy po prostu prawnicy, zgłaszają wiele wątpliwości. Oczywiście nie podważają tego, że do walki z COVID-19 konieczne są ograniczenia, apelują jednak by wprowadzać je skutecznie, zaznaczając, że obecne są nieskuteczne, bo będzie można unikać konsekwencji.

 

„Hej, debilu, życie jest ważniejsze niż jakieś prawo, więc stul dziób i przestrzegaj …prawa…”
No właśnie, czy ktoś kto działa niezgodnie z prawem, może wymagać by przestrzegano wydawanych przez niego praw? Jaki przykład dają nam politycy, urzędnicy, samorządowcy? Kiepski. Przepisy pisane w ostatniej chwili na kolanie, najpierw konferencja prasowa z ogólnikami, a gotowy tekst rozporządzenia dopiero kilka godzin później. Czyż nie powinno być odwrotnie? Zmieniające się interpretacje, poprawki nanoszone od razu następnego dnia. Wypada zapytać: jakiego prawa mam przestrzegać, skoro te ogólniki można szeroko interpretować? Mam zgadywać jakie widzimisię będzie miał policjant? Bez jaj. Proste „wcale nie wychodź”, nie jest odpowiedzią. Trzeba pracować, trzeba się troszczyć o bliskich i im pomagać, trzeba dbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Tymczasem ktoś chce mi mierzyć,żze spacer to może być nie więcej niż 15 minut. I to w oparciu o wątpliwe prawnie rozporządzenie. Dziwicie się, że ludziom puszczają nerwy i są wściekli? Wcześniejsze obostrzenia były dotkliwe, ale do zaakceptowania, bo w większości były logiczne i uzasadnione. Zamknięto szkoły. Zabroniono imprez masowych i sportowych, spektakli i koncertów. Zamknięto knajpy. To przeciwdziałało tworzeniu się dużych skupisk ludzi i w efekcie zatrzymuje transmisję wirusa. Jednak tym razem ograniczenia są po prostu niedorzeczne. Twierdzenie: „no coś trzeba zrobić, żeby zarazę zatrzymać”, są niewystarczające. Zarazy nie zatrzymuje się robiąc byle co i byle jak. Podejmowane działania muszą mieć sens. Samo prawo, żeby było szanowane, musi być zrozumiałe, obywatel powinien bez problemu mieć dostęp do wiedzy co wolno, a czego nie. Prawo trzeba też egzekwować. Bez tego staje się martwe. Dobrze jest też, gdy obywatele maja świadomość, że prawo służy ich wspólnemu dobru, wtedy są gotowi pomóc w jego stosowaniu, np. poprzez zawiadamianie służb o nieprawidłowościach. To są kwestie, na których nowe wspaniałe rozporządzenie się koncertowo wyłożyło. Teraz na widok policjantów ludzie zaczynają odczuwać niepokój. Nigdy nie wiedzą, czy powód ich przemieszczania się nie będzie zakwestionowany przez funkcjonariuszy. równolegle strażacy jażdże i nadają ze „szczekaczek” wysoce niepokojące komunikaty. Przypominają, żeby się nie gromadzić, żeby się przemieszczać w odległości dwóch metrów. Co z tego, ze to jest po prostu głupie? Co z tego, że sami strażacy uważają, że to głupie i nie zważają na obostrzenia robiąc sobie zdjęcia do Internetu. Same rozporządzenia wydane ostatnio, to istny bełkot, odsyłają do innych aktów prawnych. Trzeba przewertować kilka stron rożnych dokumentów, żeby wiedzieć czy market budowlany może być otwarty i czy obowiązują w nim „godziny dla seniorów”. I co gorsza te rozporządzenia się gęsto zmieniają. Najpierw jest konferencja prasowa, opowieści i interpretacje dokumentu.. którego jeszcze nie ma. Rozporządzenie z 31 marca, obowiązujące od 1 kwietnia opublikowano około godzinę przed północą. rozporządzenie, o którym premier dużo opowiadał 9 kwietnia opublikowano dopiero 10 kwietnia. Jak obywatele mają funkcjonować w takim bałaganie prawnym? Sieć Obywatelska Watchdog apeluje o ogarnięcie się (<- kliknij, żeby otworzyć link).

Co jest nie tak z nowymi przepisami?

Oczywiście w rozporządzeniu są rzeczy zrozumiałe, jak zamknięcie salonów fryzjerskich. To są miejsca gdzie ludzie siedzą w poczekalni, a sama usługa trwa na tyle długo, że można się zarazić dwa, albo i trzy razy. Nic dziwnego, że w Krośnie 70% tego typu zakładów jeszcze przed rozporządzeniem zamknęli sami właściciele. Zrobili to w trosce o bezpieczeństwo swoje i pracowników, albo z odpowiedzialności za klientów. Pewnie dlatego ta część rozporządzenia nie wzbudza wielkich kontrowersji. niestety, mamy też smutne kwiatki, takie jak zakaz przemieszczania się. Całkowity. Ale z wyjątkami. Rozporządzenie zabrania nam przemieszczania w jakikolwiek sposób, poza przemieszczaniem do pracy, przy wypełnianiu obowiązków służbowych, zapewnianiu podstawowych potrzeb dla siebie i bliskich, wolontariatu przy przeciwdziałaniu COVID-19 i w związku z czynnościami kultu religijnego. Czyli w sumie to nie wolno się przemieszczać, ale wolno, w zależności jak zdefiniowane będą „podstawowe potrzeby dnia codziennego”. I tu niestety interpretacja się zagęszcza. Ryzykowny staje się zwykły spacer. O bieganiu czy rowerze dla zdrowie w sumie nie ma już mowy. Na ustne polecenie zamknięto nawet dostęp do lasów. Policja odmawia zinterpretowania, czy wskazania co to dokładnie oznacza i co wolno, a co nie. Za to jest gotowa np. dawać mandaty za mycie samochodów w myjni. „bo przemieściłeś się niezgodnie z rozporządzeniem”. poniżej tylko kilka „kwiatków” z rozporządzenia…

1. W interpretacjach nawet ze strony ministerstwa, możemy się dowiedzieć, że wolno pójść na krótki spacer. Tylko kto ma to ocenić, czy faktycznie jest „krótki”? I jak sprawdzić? Bedą śledzić ludzi ze stoperem w ręku? „Siedź w domu”, to jeszcze łatwo powiedzieć komuś, kto ma duży ogród, ale ludzie pozamykani w blokach to mogą zwariować. Zatem czy wyjście na spacer, choćby do lasu, to potrzeba dnia codziennego? Czemu nie! Ale ostatecznie i tak będzie to interpretacja funkcjonariusza i jego decyzja, jakie sankcje zastosować. No i lasy pozamykane, premier ustnie kazał. Można iść chodnikiem, można jechać autobusem, a w lesie to pewnie wirusy z drzew same lecą… Jak to zapobiega COVID-19? Nie wiem… podobno „ludzie się gromadzili”… Rety, to zwalczajcie zgromadzenia. Skoro ludzie łamali zakaz zgromadzeń, to mogą złamać też zakaz wejścia do lasu. Może lepiej było uświadamiać? Zachęcać inne osoby do informowania o zgromadzeniach? Ale nie, rozporządzenie z policjanta zrobiło wroga. Wirus przenosi się pomiędzy ludźmi, zatem jakie zagrożenie powoduje jeden człowiek…w lesie? No żadne, ale trzeba się przyczepić.

2. W nowej wersji rozporządzenia zakazuje się korzystania z „pełniących funkcje publiczne terenów leśnych, w szczególności: parkingów leśnych, miejsc postoju pojazdów, miejsc edukacji leśnej, miejsc małej infrastruktury leśnej i miejsc biwakowania” To wolno do lasu, czy nie wolno? A może wolno do lasu, tylko trzeba omijać parking i miejsca biwakowe? A może nie wolno, tylko szybko? …żeby nie złapali?

3. Powiedzmy jednak, że ktoś sobie wyszedł na ten nieszczęsny spacer. Jak już policja się przyczepi do tego jednego człowieka, to oczywiście tworzy sytuację zagrożenia. Muszą go zatrzymać, legitymować, upomnieć, wypisać mandat… I jak to zapobiega COVID-19? Nie wiem. Zamiast bezpiecznie ominąć łukiem, tworzą sytuację sprzyjającą zarażeniu. I po co? Żeby mieć mniej czasu na lokalizowanie i rozpędzanie „zbiorowisk”? Oczywiście nastolatka z pieskiem jest pewnie łatwa do zastraszenia, można wykazać, że funkcjonariusz się nie obijał na służbie, podjął interwencję. A na tamtych co pija pod mostem to nie miał już czasu. Poza tym, tam mogli opluć. Po co ryzykować?

4. Wprowadzono też ABSOLUTNY zakaz przemieszczania dla osób poniżej 18 roku życia, bez  dorosłego opiekuna. W nowej wersji rozporządzenia z 10 kwietnia zamieniono to na „osoby małoletnie”, co niweluje tylko część absurdów tego pomysłu. Wyobraźcie sobie: jeśli rodzice dziecka walczą z COVID-19, bo są np. lekarzami, strażakami, pielęgniarkami, policjantami itp, to w sumie nigdy nie wiadomo czy ich 12-godzinna zmiana zakończy się po 12 godzinach. Może im się zdarzyć pozostanie dłużej. W tym czasie ich 16-letnie dziecko nie może wyprowadzić im psa, ani zrobić zakupów? Naprawdę? Ktoś tam w rządzie na głowę upadł?

5. Młodzieży, która najlżej przechodzi COVID-19 nie wolno wychodzić. Za to specjalne przywileje dano …seniorom. Osobom 65+, które często mają inne choroby jak cukrzyca, nadciśnienie, choroby układu oddechowego i krążenia. W skrócie: grupa ryzyka. Najbardziej zagrożone osoby dostały sygnał: „możecie wychodzić! róbcie zakupy!”. W całej masie placówek w godzinach 10-12 obsługiwani są TYLKO oni. Tak napisano w rozporządzeniu. Kolejne jednostki, nie objęte rozporządzeniem. np. poczta i banki, wprowadzają takie specjalne godziny na własną rękę. Wprowadzono tylko szybką poprawkę, że w aptece, jak środek jest niezbędny do ratowania życia, to można kupić, jak się nie ma 65 lat. Na mocy nowej wersji rozporządzenia (z 10 kwietnia) w placówkach prowadzących handel hurtowy to ograniczenie też nie obowiązuje. ale jak ci strzeli uszczelka w łazience o godzinie 9:55, to biada Ci. Nie dokupisz przez najbliższe dwie godziny. Chyba, że wyślesz dziadka, który wszak nie powinien wychodzić z domu, „bo COVID”…

6. Ta poczta… co z ta pocztą? Akurat nie jest objęta rozporządzeniem. Za to objęta jest dodatkowymi obciążeniami pracą, bo inne urzędy i instytucje bronią się przed kontaktem z petentami i przesyłają co się da pocztą. I właśnie ta poczta „kierując się zaleceniami” też wprowadza sobie „godziny dla seniorów”. Równolegle skraca godziny pracy. Dla obywateli, np. prowadzących działalność gospodarczą i utrzymujących państwo podatkami, już niewiele czasu zostaje na załatwienie spraw pocztowych. Oj niewiele… I to się nazywa „zapobieganie COVID”! Przywileje dla osób z grup ryzyka, jeśli wyjdą i będą się narażać oraz kumulowanie pozostałych ludzi w kolejkach, w ograniczonych godzinach pracy. Zapobieganie… Serio?

7. Wracamy do przemieszczania się, bo pod tym względem, pomimo kolejnych poprawek i wersji rozporządzenia nadal mamy ciekawostkę. Mianowicie „Nakaz określonego sposobu przemieszczania się” polegający na tym, że „pieszo jednocześnie mogą się poruszać osoby w odległości nie mniejszej niż 2m od siebie”. Czyli w domu możecie jeść przy tym samym stole i spać w tym samym łóżku, ale poza domem, idąc pieszo, już 2 metry odległości! Od tego są zaledwie dwa wyjątki. Dwa metry nie obowiązują gdy:  zachowanie tej odległości nie jest możliwe ze względu na opiekę nad, dzieckiem do ukończenia 13. roku życia lub nad osobą z orzeczeniem o niepełnosprawności lub osobą z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego, lub osobą, która ze względu na stan zdrowia nie może poruszać się samodzielnie. Dziecko lub osoba niepełnosprawna Tyle. Teraz pytanie, jeżeli dorosła opiekunka idzie ponad dwa metry dalej od 16-latka (powiedzmy pięć metrów, bo górnego limitu nie ma), to ten nastolatek jest jeszcze pod opieka, czy łamie zakaz przemieszczania się bez opieki? Ciekawa sprawa… Przecież te „dwa metry” są niedorzeczne. Jak ktoś idzie za rękę, to policja ma wlepiać mandaty? Tylko jak mają się przemieszczać sami policjanci? Przecież od „zasady 2 metrów” nie ma wyjątku dla Policji. Ktoś powie: „ale przecież są na służbie, matole!”…a to nie takie proste Zakaz przemieszczania się, umieszczony jest w §5. W ogóle nie wolno się przemieszczać, poza sytuacjami opisanymi w czterech wyjątkach. Jednym z tych wyjątków jest przemieszczanie się w celach zawodowych lub wykonywania obowiązków służbowych. Zatem policjanci na służbie mogą się przemieszczać. Proste?  Jednak w §17 mamy nakazany sposób przemieszczania. Jeżeli pieszo, to w odległości większej niż 2 metry. I nie ma tam żadnego wyjątku dla przemieszczania „na służbie”. Gdyby nie byli na służbie, to w zasadzie w ogóle nie powinni się przemieszczać, chyba, że do apteki itp. Kilku osób, w tym prawników i samych policjantów, pytałem czy mogą wskazać konkretną podstawę prawną, która zwalnia patrol pieszy policji czy straży miejskiej z tego nakazanego sposobu przemieszczania. I jakoś nikt nie potrafi wskazać. Jest to po prostu następny dowód, że rozporządzenie pisano byle jak, na kolanie. Hm, a w jakiej odległości przemieszczał się prezydent Przytocki z przewodniczącym Kubitem, żeby złożyć kwiaty pod tablicą upamiętniającą prezydenta Kaczorowskiego? Pod samą siedziba Straży Miejskiej? No ładnie…

 

Naprawdę, bardzo proszę samorządowców, policjantów, strażaków, aptekarzy i wszystkich innych: nie bądźcie nadgorliwi w wykonywaniu tych kretyńskich przepisów co do joty. Jak tylko da się zastosować jakiś wyjątek, to pomyślcie, czy czasem nie warto. Przecież te przepisy są tak bezdennie głupie, że szczerze Wam współczuję, że macie je wprowadzać w życie i egzekwować…

 

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook