Wirus w Krośnie [AKTUALIZACJA]

Doniesienia ze Świata sprawiają, że nasze społeczeństwo zaczyna ulegać jakiemuś „wirusowi paranoi”. Zaczynamy się godzić na rozwiązania bezsensowne i nielogiczne, czasem nawet niebezpieczne… tylko dlatego, że „ludzie się boją”. Ten strach sprawia, ze już dzisiaj osoby z niegroźnymi dla otoczenia schorzeniami, np. alergią, traktowani są jak trędowaci. Powszechne staje się też przyzwolenie dla łamania prawa. I to w warunkach, gdy najgorsze jeszcze przed nami. Bezprawiu przyklaskują nawet liczni zwolennicy praworządności i przeciwdziałania dyskryminacji… To naprawdę do niczego dobrego nie prowadzi.

AKTUALIZACJA

Już tego samego dnia, po wysłaniu do UM Krosna wezwania do przestrzegania prawa uzasadnionego argumentami prawnymi i etycznymi otrzymałem odpowiedź:

„Po zapoznaniu się ze skierowanym przez Pana wezwaniem do usunięcia naruszenia prawa informuję, iż Przewodniczący Rady Miasta Krosna podjął decyzję odwołującą informację nt. braku możliwości uczestnictwa osób zainteresowanych w obradach najbliższej XIX sesji RM.

Zapis informujący o ograniczeniu udziału zostanie usunięty z komunikatu dot. planowanej sesji RM.

Anna Bonczar – kierownik Biura RM”

KONIEC AKTUALIZACJI
PONIŻEJ PIERWOTNA WERSJA TEKSTU

 

Apel na wstępie

Sytuacja jest wyjątkowa, jak nie musicie, to nie wychodźcie z domu! Wraz z Ekpią GraTy, MOPR i Urzędem Miasta organizujemy „Pomoc Sąsiedzką” (<- kliknięcie otworzy link) w Krośnie. Chodzi o to, żeby osoby najbardziej narażone, nie musiały wychodzić z domu. Właśnie dostarczyłem materiały o akcji na Komendę Miejską Policji. Dzielnicowi mają przekazać je osobom objętym przymusową kwarantanną. Takie sprawy jak zakupy czy wyrzucenie śmieci mogą dla nich zrobić wolontariusze. Uczestnikom akcji zapewniane są szkolenia i środki ochrony osobistej, mają podpisane umowy wolontariackie, są zobowiazani do ochrony danych osób, kórym pomagają. Wiekszość z nich to wolontariusze zaprawieni w niejednej akcji! W tym trudnym czasie musimy sobie pomagać. Prosze Was bardzo o wyrozumiałość dla ratowników pogotowia, wszelkich służb medycznych, policjantów i strażaków. Nie dość, że „walczą w pierwszej linii”, to też mają swoje rodziny, swoich rodziców i dziadków, o kórych się boją. Mają dzieci, które teraz nie chodzą do szkoły i też potrzebują opieki. I niestety nigdy nie wiadomo na ile godzin te osoby „z frontu” idą do pracy. Zawsze może się wydażyć coś, co wydłuży ich służbę lub dyżur.

Najgorsze jeszcze przed nami

Na początku lutego, gdy Chińczycy podawali informację o około 300 zgonach z powodu choroby nazwanej wkrótce COVID-19, wiedzieliśmy już całkiem sporo o cechach wirusa. Jego potencjał jest naprawdę zabójczy. Już wtedy napisałem, że „Nawet jeżeli liczba zmarłych z powodu wirusa osiągnie ostatecznie kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy, to nadal będzie można mówić o pozytywnym zakończeniu”. Teraz, po niespełna dwóch miesiącach liczba potwierdzonych zgonów z powodu „wirusa z Wuhan” przekroczyła 13 tysięcy. I niestety będzie rosła, bo we Włoszech i Hiszpanii sytuacja jest tragiczna. Wielka Brytania też robi wiele, by dołączyć do liderów statystyk. Niestety Europejczycy popełnili błędy, zlekceważyli zagrożenie. Ograniczenie liczby ofiar poniżej 100 tysięcy będzie już bardzo trudne. Także w Polsce będzie nas czekać wiele zachorowań, musimy być na to przygotowani. Stosowanych jest mnóstwo środków bezpieczeństwa, prywatne firmy, sklepy udostępniają środki dezynfekujące klientom, montowane są różne metody osłony kasjerów, personel używa rękawiczek, dla ułatwienia zachowania odstępu przy kasach wyznaczane są linie, etc. Niestety równolegle w innych miejscach mamy lekceważenie problemu, albo stosowanie metod bezprawnych, bezsensownych czy wręcz szkodliwych.

„Wirusa prześlemy pocztą”

Poczta ograniczyła godziny pracy. To jednak nie jest miejsce, gdzie się chodzi dla rozrywki. Trzeba np. wysłać polecony, albo odebrać awizowaną przesyłkę, bo listonosz wcale nie dzwoni dwa razy. Sam miałem taką sytuację, zostawiono mi karteczkę z godzinami odbioru awizowanej przesyłki i w tych podanych godzinach poczta była zamknięta. Zatem musiałem iść dwa razy, a nie raz. Liczba osób, które muszą coś załatwić na poczcie jest raczej stała (chociaż ostatnio rośnie). Skumulowanie tych osób w czasie krótszych godzin pracy uważam za pozbawione sensu i ryzykowne. To niestety sprzyja niepotrzebnemu skupianiu ludzi. Tylko co się dziwić listonoszom?

Ja w kolejce na pocztę w czasach zarazy.

Urzędy Miasta, Sądy, Urzędy Skarbowe nie przyjmują petentów, tylko załatwiają sprawy …korespondencyjnie. To jest przesuwanie kontaktu urząd – obywatel na kontakt urząd-poczta-obywatel. Ilość punktów stycznych, gdzie następuje kontakt człowiek-człowiek, nadal jest podobna, może nawet trochę większa. Wysłanie dokumentów pocztą nagle stało się bardzo popularne i bezpieczne, tyle że ktoś to wszystko musi doręczyć. Nie chodzi o ilość pracy, tylko o to, że listonosz może roznieść przy tej okazji wirusa. Te przesyłki to nie kartki na święta, żeby listonosz mógł je wrzucić do skrzynki. To są polecone przesyłki, więc konieczny jest nawet ten minimalny kontakt w celu potwierdzenia… albo awizo i wtedy kumulujemy się na Poczcie w ograniczonych godzinach pracy. Ale spoko, inny urząd zadbał, żebyśmy nie musieli mieć kontaktu… No bo wiecie, katar może zabić…

Alergicy jak trędowaci

O szykanowaniu alergików już pisałem. Niestety sytuacja nie ulega poprawie. Ludzie traktują alergików jak jakiś trędowatych, a bezprawne  komunikaty Urzędu Miasta Krosna o tym, że „osoby z katarem nie będą obsługiwane” wcale nie pomagają. Pomimo zwrócenia uwagi, że Urząd nie ma żadnych podstaw prawnych do takich ograniczeń, nadal taka informacja wisi np. na drzwiach i stronach urzędu. To nie jest  tylko kwestia prawna. To kwestia logiki i szacunku do ludzi. Katar akurat nie nalezy do typowych objawów COVID-19.

Sama „choroba z Chin” może do nas wracać sezonowo, możemy z nią zostać na dłużej. Za to sam katar może mieć mnóstwo innych przyczyn. Np. obecnie mieszkańcy są wpuszczani do Urzedu pojedynczo, zatem kolejne osoby czekają na otwartej przestrzeni, na mrozie i wietrze (tak, właśnie do Krosna wróciła zima). Katar może być zatem zwykłą reakcją nosa na zimny powiew. Równocześnie mamy mnóstwo alergików, nawet do 40% populacji! W alergii katar jest najbardziej typowym, częstym objawem. To są miliony ludzi w Polsce. Nadążacie? Uprośmy to troszkę, powiedzmy, że mamy dwa różne schorzenia: COVID-19 i alergie. Pierwsze jest zaraźliwe i niebezpieczne, ale raczej nie objawia się katarem W ogóle może Was zarazić osoba bez objawów. Drugie schorzenie nie jest groźne dla otoczenia, nie jest zaraźliwe, ale objawia się katarem, bo akurat na wiosnę różne roślinki zaczynają pylić, to i alergicy smarkają. I teraz ze strachu przed tym pierwszym schorzeniem urzędnicy odmawiają praw osobom z tym drugim. Jest to oczywiście bezprawne, ale ile potrwa? Nie wiadomo, bo przecież bezprawie nie ma żadnych ram prawnych i czasowych. Jak wspomniałem, jest ryzyko, że COVID-19 zostanie z nami na dłużej, więc tłumaczenie „oj teraz jest wyjątkowa sytuacja”, jest nie tylko tłumaczeniem bezprawnym, ale i kompletnie bezsensownym.

Po pierwsze wszystko wskazuje, że sytuacja będzie jeszcze gorsza, więc możemy się obawiać wzrostu bezprawia. Po drugie wirus może np. występować u nas całoroczne, zatem czy sytuacja naprawdę jest taka wyjątkowa? Czy alergicy już zawsze będą gorszymi ludźmi? Czy już zawsze będziemy narażeni na to, że stojąc pod drzwiami urzędu możemy nabawić się kataru i w efekcie utracić prawa obywatelskie? Od takich drobiazgów zaczynają się „polowania na czarownice”. Strach i ignorancja powodują szykanowanie, łamanie praw, a nawet przemoc wobec kompletnie niewinnych ludzi. Apeluję: zatrzymajmy to natychmiast. Przyzwalanie do łamania prawa, bo „ktoś się boi” prowadzi nas w bardzo złe rejony. Przypominam  Art. 7 Konstytucji RP: Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Nie pozwalajmy, żeby było inaczej. Jeżeli odmowa obsługi osoby z katarem jest bezprawna, to do jakich środków można się posunąć by taką odmowę egzekwować? Czy jeżeli zakatarzony alergik będzie uparty, to strażnik miejski wykręci mu rękę i wyprowadzi? Uderzy pałką? „Popieści” paralizatorem? Proszę się zastanowić, czemu służą te bezprawne zarządzenia? Jeżeli nie będą egzekwowane, to po co wysyłać/zamieszczać taki komunikat? A jeżeli będą egzekwowane, to jakimi metodami? Bezprawie co do zasady nie mieści się w żadnych normach prawnych, a zatem? I jeszcze raz przypominam małą ciekawostkę na temat COVID-19: okazuje się, że zarażać może osoba chora, przed wystąpieniem objawów. Jeżeli strach jest wystarczającym uzasadnieniem, żeby odmówić obsługi osobie z katarem, to czy następnym krokiem będzie odmowa obsługi osób, bez żadnych objawów chorobowych? No dlaczego nie? Kto i jak wyznacza granice tego bezprawia?
Można poprosić, żeby osoby z objawami infekcji nie przychodziły do Urzędu. Można instruować przy jakich objawach należy kontaktować się z SANEPIDEM (info tutaj , ciekawostka, kataru nie wymieniają…pewnie głupi jacyś?), ale nie można powiedzieć: „nie obsłużymy Pana, bo ma Pan katar i co Pan nam zrobi?” Co ciekawe katar już nie jest taki straszny gdy z miejskiego urzędu pójdziemy do miejskiego autobusu… tam można smarkać.

Autobusy rozsadnikiem zarazy?

Najpierw zasadza generalna na czas epidemii: unikajcie komunikacji masowej, jak tylko możecie. Urząd boi się kataru, a tymczasem podległe mu autobusy mogą stać się rozsadnikami zarazy. Autobus z natury jest niebezpieczny w czasie epidemii bo różne osoby przebywają ze sobą dość długo (niektóre linie w Krośnie jadą straaasznie na około) w stosunkowo małej, zamkniętej przestrzeni. Ktoś może kaszleć, wirusy mogą być na poręczach, siedzeniach, przyciskach do otwierania drzwi itp. Dodatkowo kierowcy w Krośnie cały czas sprzedają bilety, chociaż w wielu innych miastach z tego zrezygnowano. W ten sposób krośnieński kierowca ma codziennie kontakt z kilkudziesięcioma osobami i wymienia z nimi gotówkę. Jak dowiedziałem się, środek do dezynfekcji kierowcy dostali dopiero w piątek, 20 marca. Widząc co się dzieje w autobusach byłem współautorem wniosku złożonego 16 marca do prezydenta. Poprosiliśmy o oznakowanie przystanków i autobusów na zasadzie „jak naprawdę nie musisz, to nie wsiadaj”, poprosiliśmy o wstrzymanie sprzedaży biletów u kierowcy i wyznaczenie strefy przynajmniej metra bezpieczeństwa od kierowcy.

Nowoczesny autobus MKS Fot. Komiksiarz (wikipedia.pl)

Taki kierowca, to niestety osoba, która w „puszcze”, z potencjalnie unoszącym się w powietrzu wirusem, spędza cały dzień. Jest zatem szczególnie narażony, znacznie bardziej niż urzędnicy odmawiający obsługi alergików. Słyszałem też, że sami kierowcy, w liczbie kilkudziesieciu, gromadzą się codziennie na dyspozytorni… Nie no, świetnie. Do tej pory nie ma reakcji na wniosek. Jedynie nieoficjalnie dowiedziałem się, że prawdopodobnie władze NIE zrezygnują ze sprzedaży biletów u kierowcy „bo muszą być pieniądze”. Media podały też, że autobusy są codziennie poddawane ozonowaniu… mam nadzieję, że to nie jest jedyna forma dezynfekcji. W inym wypadku jest bardzo słabo. Ozonowanie nie jest skuteczną metodą na wirusy. Bakterie owszem, ozonowanie zabija. Grzyby też. Wirusów nie za bardzo. To może dać bardzo złe połączenie. Jeżeli ktoś roznoszący wirusa będzie jechał autobusem, to zarazki mogą pozostać na powierzchniach. Ozonowanie ich nie zabije, nocny przymrozek jeszcze zakonserwuje, a kolejnego dnia znowu się aktywują i mogą zarażać. To przerażające, że ten sam Urząd, który boi się alergicznego kataru, zdaje się lekceważyć skalę zagrożenia w MKS. Nie więcej niż kilkadziesiąt złotych z każdego autobusu dziennie, jest takie strasznie ważne?

Tak niedawno wyglądały przystanki MKS…

Warto tu przypomnieć, że w ubiegłym roku, z powodu opóźnień w wymianie przystanków przez wykonawcę, Miasto zaoszczędziło prawie 300 tysięcy złotych! Wszelkie niedogodności uderzyły wtedy w pasażerów. To oni nie mieli osłony przed słońcem, wiatrem i deszczem. To oni siedzieli na bruku, albo kupie kamieni, bo nie było ławek. Najwięcej pretensji o to usłyszeli bezpośrednio kierowcy. Miasto na tym oszczędziło, więc niech mi nikt nie mówi, że teraz nie ma pieniędzy, żeby zadbać o bezpieczeństwo tych ludzi: pasażerów i kierowców. To zestawienie nadzwyczajnych, a nawet bezprawnych środków ostrożności w Urzędzie, gdy równocześnie w autobusie prowadzona jest sprzedaż biletów i przez wiele dni brakuje odkażacza, poraża niekonsekwencją. Pozostaje mieć nadzieje, że mamy szczęście i to nie skończy się źle.

Wiarygodne źródło z Urzędu Miasta poinformowało o planie złamania Konstytucji

Wracamy do Konstytucji i wspomninanego do znudzenia: organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Okazuje się, że obecnie raczej działają na podstawie strachu. W piątek 20 marca, wiarygodne źródło z Urzędu Miasta, wydało komunikat, że w związku z koronawirusem, za tydzień złamią Konstytucję. Dokładnie Urząd poinformował tak: „w związku z zagrożeniem epidemicznym sesja Rady Miasta Krosna odbywa się bez udziału publiczności.” I owszem, sytuacja jest trudna. Z jednej strony wirus, z drugiej strony prawo obywatela do wstępu na obrady. I to prawo wyrażone w Konstytucji (Art. 61) , a potwierdzone w ustawach. Nie ma obecnie żadnej podstawy prawnej, żeby to prawo uchylić, np. na poziomie jakiegoś zarządzenia Przewodniczącego Rady Gminy. Przewodniczący może poprosić, żeby ludzie nie przychodzili, ale nie ma prawa zakazać. I znowu mamy uzasadnianie „zaistniałą sytuacją”. Przypominam, wirus może z nami zostać na dłużej, nie może to być pretekstem do uznaniowego łamania praw obywatelskich. Jeżeli tak, to kto i w jakim zakresie może nasze prawa łamać i jak to będzie postępowało wraz ze spodziewanym pogarszaniem sytuacji? Czy obywatele, których prawa będą coraz bardziej łamane, sami będą przestrzegać prawa? Szczególnie w warunkach spodziewanego narastania problemu? To są poważne pytania, bo jesteśmy na samym początku epidemii. Wiemy, że będzie gorzej. Jeżeli w tym miejscu zgodzimy się na łamanie naszych praw, to co nas czeka dalej? To bardzo ważne, żebyśmy cały czas działali na podstawie i w granicach prawa. To, że się boimy nie może być usprawiedliwieniem bezprawia. Boją się strażacy i policjanci, boją się pielęgniarki i lekarze i ekspedientki w spożywczym. Boją się listonosze i boi się obsługa stacji benzynowych. Wszyscy się boimy. Czy wszyscy mamy zacząć łamać prawo z tego powodu? Nie? To dlaczego prawo ma łamać Rada Miasta? Radni pełnią funkcje publiczne, wykonują dla nas pracę, otrzymują za to pieniądze. Mają swoje obowiązki jako radni, a jednym z nich jest uczestnictwo w sesji, a Konstytucja zapewnia prawo wstępu obywatela na takie obrady. Jeżeli radni gminy nie chcą wykonać swoich obowiązków wynikajacych z prawa i to jest OK, to dlaczego kierowcy MKS, listonosze czy wszelkie inne osoby, mają wykonywać swoje? A szanowni państwo samorządowcy i urzędnicy, co będzie gdy ze strachu pocztowcy powiedzą, że oni też to wszystko walą z prawem włącznie, i nie będą dostarczać przesyłek? No co, oni nie mają prawa się bać? Dowalacie im pracy w czasie szczególnego zagrożenia, bo sami się boicie… I ponownie powstaje pytanie: jak taki zakaz wstępu samorządowcy wyegzekwują? Każą strażnikowi miejskiemu dopilnować zakazu wydanego bez podstawy prawnej? Bo się boją? A strażnik się nie boi? Przecież obywatel moze kichnąc… Jeżeli np. Wydział Geodezji nie wykonuje czynności wobec osób z katarem, to dlaczewgo Straż Miejska ma wykonywać? W ogóle, jakimi środkami strażnik ma egzekwować bezprawny zakaz? Może gazem po oczach, żeby petent dostał kataru, a wtedy będzie musiał opuścić budynek, bo „nie wolno z katarem”…?  Czy ktoś się zastanowił? Ja przypominam, nie ma obowiązku bycia radnym, ani przewodniczącym Rady. Jak ktoś się bardzo boi, to może złożyć mandat. Przypominam jak brzmi ślubowanie radnego: „Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na względzie dobro mojej gminy i jej mieszkańców.” Radni są zobowiązani do działania na podstawie i w granicach prawa, ślubowali go przestrzegać. Jeżeli przewodniczący nie potrafi zorganizować sesji w sposób zgodny z prawem i bezpieczny to może powinien zrezygnować. Nie wiem czy na sesji będą prezydenci, przedstawiciele dzielnic czy naczelnicy wydziałów. W każdym razie na sali będzie przebywać od 20 do 40 osób. Potrwa to godzinę, może dłużej. Jeżeli wśród zebranych będzie ktoś zarażony, to i tak ma szansę zarazić następnych, bo sala wcale nie jest duża.

W „zaistniałej sytuacji” konieczne jest przestrzeganie prawa, a nie jego łamanie!
[UWAGA. ZWRÓĆ UWAGĘ NA AKTUALIZACJĘ NA POCZĄTKU TEKSTU. PRZEWODNICZĄCY WYCOFAŁ SIĘ Z ZAKAZU DLA PUBLICZNOŚCI]

Na Przewodniczącym Rady Miasta ciąży obowiązek zorganizowania obrad w zgodzie z prawem. W obecnej sytuacji ważne jest też zapewnienie bezpieczeństwa, więc zadanie jest trudniejsze niż zwykle. Jednak to, że jest trudniej, nie sprawia, że prawo przestaje obowiązywać. Zwracam się do samorządowców. To właśnie w tak trudnych czasach, jako osoby publiczne reprezentujące mieszkańców, powinniście Państwo podkreślać wartość, jaką jest przestrzeganie prawa. Powinniście dać przykład, że chociaż nie jest łatwo, to dokładacie starań, by wszystko przebiegało zgodnie z przepisami.  Pójście „na skróty”, czyli sesja w ograniczonym zakresie, bez udziału przedstawicieli Dzielnic i Osiedli, z naruszeniem Konstytucyjnego prawa wstępu dla obywateli byłaby nie tylko nielegalne, ale będzie bardzo negatywnym przykładem.

Obywatel ma prawo także w „zaistniałej sytuacji”

Ja np. bardzo chciałbym wejść na sesję, szczególnie ze względu na nadzwyczajne sytuację. Chciałbym publicznie i do protokołu zaapelować, żeby nie „polować na czarownice”, nie szykanować np. alergików. Chciałbym publicznie na sesji i do protokołu powiedzieć, że jest poważne zagrożenie w autobusach. Chciałbym też powiedzieć, że mieszkańcy byli truci palonymi na cmentarzu śmieciami, które były gromadzone niezgodnie z przepisami przez zarządcę, a wyjaśnienia w tej sprawie są nielogiczne. Przecież spalane tworzyw sztucznych jest rakotwórcze, a na nowotwory w Polsce umiera ponad 9000 osób miesięcznie. A jednak do tego palenia plastiku na terenie zarządzanym przez Miasto, radni jakoś spokojnie podeszli, tak bez nerwowych reakcji… można? Chciałbym radnym powiedzieć, że przerzucanie kontaktu z obywatelami na pocztę wcale nie jest super bezpiecznym rozwiązaniem. W urzędzie to chociaż mierzą temperaturę petentów, na poczcie nie… Chciałbym też na sesji przypomnieć radnym, że ślubowali wierność Konstytucji. To są wszystko ważne sprawy, o których obywatel ma prawo, a nawet obywatelski obowiązek, powiedzieć także w czasie zarazy. Radni chyba nie chcą słyszeć. Sami się zamkną przed obywatelami, bo „się boją”, a kierowca w MKS dalej będzie sprzedawał bilety. Mądre to jest? A da się zorganizować sesje legalnie i bezpiecznie. Tylko w tym momencie to już momencie to już będzie trudne, skoro nie pomyślano o tym wcześniej, przed ogłoszeniem sesji. Propozycję rozwiązania bezpiecznego i zgodnego z prawem kieruję właśnie do Biura Rady, może przed piątkiem Przewodniczący zdąży przeczytać. Obawiam się, że nawet nie spróbuje wdrożyć. Obawiam się, że wybrane zostanie rozwiązanie „na skróty”, nielegalne, a na dodatek i tak niebezpieczne dla samych radnych. Ktoś zapyta: „hej, jak wiesz jak to zrobić, to dlaczego nie podpowiedziałeś im wcześniej, co?!” Odpowiem: może jestem naiwny, ale myślałem, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Myślałem, że w czasie poważnego kryzysu, który może prowadzić do anarchii, ludzie, którzy ślubowali wierność prawu będą dążyli, żeby dawać dobry przykład, będą mówić: przestrzegajmy prawa. Zamiast tego mamy między wierszami komunikat: „Walić prawo! Sytuacja nas usprawiedliwia!”. Bardzo odpowiedzialne…

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook