Media nadal straszą wirusem

„Rośnie liczba zarażonych!”, „Zmarły kolejne osoby!!” Paski TV i nagłówki w gazetach atakują. Czy faktycznie rośnie zagrożenie, czy jest coraz gorzej? „Wirusowi z Wuhan” poświęciłem poprzedni wpis na blogu: Grozi nam apokalipsa? 

Przez te kilka dni sytuacja zmieniła się na tyle, że warto dodać kilka słów. Faktycznie jest tak jak mówią media: potwierdzono kolejne zarażenia, także zmarły kolejne osoby. Niestety nie można było się spodziewać niczego innego, o czym napisałem te kilka dni temu. Część pacjentów była w bardzo złym stanie, wirus jest tez potwierdzany u następnych osób.

Plakat filmu o zabójczej epidemii. 1995 rok. 

Czy to powód do paniki? Popatrzmy szerzej, czego nie ma w paskach, nagłówkach i materiałach siejących panikę. Nadal lwia część zarażeń zlokalizowana jest w jednej prowincji: Hubei, praktycznie w jednej aglomeracji Chin. Także tam są niemal wszystkie przypadki śmierci. 97% zmarłych przypada na ten jeden region, gdzie wirus pojawił się po raz pierwszy. Równolegle liczba wyleczonych osób w skali globalnej przewyższa już trzykrotnie liczbę zgonów. Także w Hubei liczba wyleczonych jest już wyższa od liczby zgonów. Prawie dwa rzay wyższa. Inny przykład, prowincja Zhejiang: ponad 1000 potwierdzonych zarażonych, ale aż 175 przypadków wyleczenia i ani jednego zgonu. Jakiś „pasek” w mediach na ten temat? Nic? Nigdzie?

Te dane mówią nam, że zbliżamy się raczej do pozytywnego scenariusza. Rozwój choroby zostanie opanowany, nie dojdzie do światowej pandemii. Potrafimy ograniczyć jego rozprzestrzenianie i potrafimy uratować zarażonych. Najwięcej zgonów jest tam, gdzie stan pacjentów znacznie się pogorszył, zanim lekarze zorientowali się z czym walczą i co trzeba robić. Nadal będą rosły straty gospodarcze, bo dalsze powstrzymywanie wirusa wymaga ograniczeń w transporcie i komunikacji. W prowincji Hubei opustoszały ulice, przedłużono przerwę świąteczną w licznych zakładach pracy. Wuhan to 11 mln aglomeracja pełna fabryk! Ta prowincja Chin ma więcej mieszkańców niż cała Polska, a jest praktycznie odcięta od Świata, a jej gospodarka została sparaliżowana. To cena zatrzymania wirusa. To wysoka cena, ale alternatywą może być śmierć kilkudziesięciu milionów ludzi, więc nic dziwnego, ze sprawę potraktowano poważnie.

Otwarta zostaje też kwestia czy i w jaki sposób wirus może rozwinąć się poza Chinami. Rozpoznano już pierwsze przypadki w … Indiach. Warunki sanitarne i warunki transportu publicznego sprawiają, że Indie są dużo łatwiejszym terenem dla rozwoju epidemii. Indie to także szereg dużych portów wzdłuż ważnych szlaków morskich. Warunki do rozniesienia wirusa po wielomilionowej populacji są zatem nadal całkiem niezłe.

Bardzo dużo zależy właśnie od Indii. Oczywiście można się spodziewać kolejnych zgonów w Chinach, szczególnie w prowincji Hubei, bo część pacjentów jest w złym stanie. Jednak następnych 100 przypadków śmiertelnych w Hubei nie będzie wskazywało na groźbę światowej epidemii, tam nadal trwa „gaszenie pożaru”, groźnego. Za to 100 zgonów krótkim czasie, w rożnych rejonach Indii będzie jak zapowiedź katastrofy, bo to będzie znaczyło, że „zaczęło się palić” w innym miejscu. Tak czy inaczej, wydarzenia ostatnich dni oddalają nas od „czarnego scenariusza”, wbrew temu co zdają się sugerować media. No właśnie, widzieliście gdzieś niusowy pasek w stylu: „coraz wiecej wyleczonych”? Albo artykuły w portalach o takim przesłaniu? Nie? Wszędzie tylko rośnie liczba zarażonych i ludzie umierają, coś jak w filmie „Epidemia” z 1995 roku. I weź tu zachowaj spokój…

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook