Jeszcze do 2 sierpnia zbierane są opinie „o alkoholu”

W Krośnie trwają konsultacje społeczne dotyczące możliwości wprowadzenia „częściowej prohibicji”. Warto się zainteresować. Moim zdaniem zwolennicy zakazu dokonują mylnej oceny sytuacji. W ten sposób mogą mniej lub bardziej nieświadomie wprowadzać w błąd osoby wypełniajace ankiety.

Temat „nocnej prohibicji” został mocno przewałkowany prawie rok temu (->kliknij, żeby przeczytać tekst z ubiegłego roku). Zainicjowałem akcję zbiórki kilku tysięcy podpisów, która była jednym z argumentów za uchyleniem zakazu. Teraz sprawa powraca. Do 2 sierpnia trwają jeszcze konsultacje społeczne w tej sprawie. Jak wziąć w nich udział dowiecie się np. tutaj.

Zakaz uderzy między innymi w sklep specjalistyczny, który racdzej nie stanowi problemu. W sklepie po prostu nie ma najtańszych i najpodlejszych alkoholi, więc klienci sprawiajacy problemy tam nie przychodzą.

Wiadomo, że dochodzi do zakłócania ciszy nocnej, wiadomo, że zdarzają się dewastacje. Wiemy też, że są osoby z problemem alkoholowym. Myślę, że żaden przeciwnik zakazu tego nie neguje. Niestety od ubiegłego roku nie nastąpiły zmiany w podejściu zwolenników zakazu. Nadal nie zrobiono analizy problemu. Nikt nie sprawdzał jakie punkty sprzedaży mogą być powiązane np. z awanturami i dewastacjami.
W tym miejscu trzeba sobie wyjaśnić bardzo ważną rzecz: zakaz może dotyczyć wyłącznie sklepów, natomiast alkohol nadal będzie można kupić i wypić w knajpach. Jeżeli za zakłócanie ciszy odpowiadają np. osoby wracające po imprezie w lokalu, to zakaz sprzedaży sklepach w żaden sposób tego nie zmieni. Niestety ciężko o racjonalną dyskusję w tym temacie. Zwolennicy zakazu argumentują emocjonalnie, albo wręcz imputując drugiej stronie złą wolę. Zarzucają niewrażliwość na ludzką krzywdę, ślepotę na problem, opowiadanie się przeciw mieszkańcom, lub perfidnie pytają „no dlaczego tak ci zależy, żeby kupować po 22?”. Otóż nie zależy mi.  Zależy mi na innych rzeczach, które wyłożę.

  1. Mniej punktów sprzedaży i krótszy zakres godzin sprzedaży spowoduje skupienie się klientów w mniejszej ilości punktów. To spowoduje zwielokrotnienie problemów np. o konflikty w kolejce do kasy, szczególnie gdy ludzie zaczną się obawiać, że nie zdążą przed „godziną prohibicyjną”, albo trafią tam na siebie osoby, które mają między sobą jakieś porachunki. Wokół takich miejsc może nasilać się hałas i inne problemy np. około godziny 22. Moim zdaniem rozproszenie kupujących w czasie i przestrzeni sprzyja złagodzeniu negatywnych zjawisk. Nie chcę takiej koncentracji.
  2. Mniej punktów oznacza mniejsze wpływy z opłat za zezwolenia. Te środki przeznaczane są na profilaktykę uzależnień. Mniej punktów i ograniczenie godzin nie oznacza ograniczenia spożycia alkoholu, bo ludzie nadal będą mogli kupić wcześniej, albo na zapas, albo w melinie. Spożycie zostanie na tym samym poziomie, lub wręcz wzrośnie (bo tak działa kupowanie „na zapas”), a na profilaktykę będzie mniej pieniędzy. Nie chcę, żeby brakowało np. na stroje sportowe dla dzieciaków.
  3. No właśnie, zakaz to tworzenie warunków do nielegalnego handlu, rozwoju melin itp. Tak już to działa w miastach, gdzie w ubiegłym roku wprowadzono zakaz. Np. taksówkarze handlują „z bagażnika”. Zakaz nie oznacza zatem ograniczenia dostępności, a przesunięcie handlu na „czarny rynek”. Czyli poza kontrolą. To znaczy, że wzrośnie ryzyko sprzedaży nieletnim, czy ryzyko sprzedaży „napojów” robionych z alkoholu przemysłowego, skażonego metanolem. Zatem zamiast cudownego rozwiązania problemów możemy mieć ich narastanie. Nie chcę, żeby powstawały meliny z alkoholem przemysłowym.
  4. Wprowadzenie zakazu to nic innego jak „zmiana zasad”. Obecnie działające punkty, które sprzedają alkohol po 22 zapłaciły za zezwolenia, płacą podatki. Zmiana zasad działania ich zezwoleń może prowadzić do procesów, które miasto przegra, a w efekcie będzie musiało płacić odszkodowania. Chcecie żeby miasto traciło pieniądze tylko dlatego, że trzeba będzie komuś zapłacić odszkodowanie „za prohibicję”? Ja nie chcę.
  5. Uwaga! Prohibicję trzeba będzie egzekwować. I teraz tak, generalnie moment sprzedaży alkoholu nie wiąże się z jakimiś problemami. Problem pojawia się gdy osoba pod wpływem alkoholu zaczyna rozrabiać. Np. niszczy coś w parku, na wałach, na przystankach…Jeżeli zwolennicy prohibicji skierują policję i straż miejską w miejsca sprzedaży, żeby tam prowadzić kontrole, to siłą rzeczy mniej funkcjonariuszy będzie można skierować tam, gdzie występuje rzeczywisty problem. Ja wolę, żeby strażnicy sprawdzili co dzieje się na dworcu, albo w parku, a nie zajmowali się kontrolowaniem punków sprzedaży.
  6. Tu trzeba jeszcze przypomnieć, że granice dzielnic i osiedli w Krośnie są nieraz dość „pogięte”. Jeżeli będzie wprowadzany „zakaz osiedlowy”, to może się okazać, że po jednej stronie ulicy będzie prohibicja, a po drugiej już nie. Nie chcę takich absurdów.

Może skończę w tym miejscu wyliczanie, bo powodów żeby być przeciw prohibicji jest aż nadto. W tym miejscu po prostu trzeba odnieść się do fałszywego argumentu za zakazem. Pojawia się twierdzenie, że „po wprowadzeniu zakazu zrobiło się spokojniej”. Pomijając już, że może to być kwestia subiektywnego odczucia, to na „spokojniej” składać się może wiele czynników, np. pogoda, albo wywiezienie „do Jarosławia” znanego awanturnika.  W przypadku zeszłorocznej prohibicji zakaz obowiązywał w październiku. To znaczy, że po miesiącach, gdy wieczory są ciepłe, a i młodzież ma dużo czasu wolnego, przez parę tygodni obowiązywał zakaz. Akurat wtedy, kiedy co roku robi się już spokojniej. Naprawdę, chcecie takim argumentem mamić ludzi, że dzięki zakazowi będą mieli spokój pod oknem np. w lipcu, albo sierpniu?

Problemem są przypadki hałasowania i wandalizmu, które mają raczej związek z powrotami z imprez czy nawet ognisk młodzieżowców. Mogę z nazw wymienić knajpy i „cluby” , gdzie wychodzący ludzie rzygają po chodnikach, leżą na trawnikach, mogę wymienić gdzie dochodzi niemal co tydzień do brutalnych bójek i pobić. I wiecie co? Cała ta „prohibicja” w najmniejszym stpniu nie dotknie tych miejsc. Najwyżej spowoduje nasilenie problemów w myśl zasady „koncentracji” opisanej w pierwszym punkcie.
Problemem są też głośne imprezy z alkoholem, gdzieś na osiedlach, np. grilowanie na balokonie lub na kawałku posesji pod blokiem. Tyle, że uczestnicy tych imprez na ogół zaopatrzeni są w alkohol przed rozpoczęciem imprezy, czyli na długo przed godziną 22. Tymczasem jako rozwiązanie próbuje się przedstawiać skierowanie policji i straży miejskiej do sklepów. To w żaden sposób nie dotyka przyczyn problemów, bo w kanjpie będzie można pić i po północy, a na ognisko młodzież zrobi zakupy też przed 22, Dużym pronlemem jest to, że mieszkańcy nie zgłaszają negatywnych sytuacji wtedy, kiedy mają one miejsce. Dopiero na spotkaniu osiedlowym lub na radzie osiedla jest biadolenie, że jest „często hałas i dewastacja”, ale nikt tego nie zgłasza w momencie, gdy można złpać sprawcę. Mieszkańcy boją się też zgłosić jako poszkodowani. Jeżeli nie ma poszkodowanych, to jak można kogoś ukrać? Skoro sprawcy są bezkarni, to dlaczego mają przestać? Mam nadzieję, że już łapiecie istotę problemu i widzicie, że przesunięcie służb porządkowych z ulic i parków do sklepów i do szukania melin nic na dobre nie zmieni. Dlatego zachęcam do wypełnienia ankiety i zagłosowania przeciw zakazowi.

Komentarze

komentarzy

1 Komentarz

  • Yeri 7 sierpnia 2019 Odpowiedz

    I kiedy wyniki tychj konsultacji?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook