Kobieta z bananem i „jeden budynek”

Dzisiaj o bananach. Osobiście uwielbiam banany. Te owoce to ostatnio bardzo słynny temat. Niby zwykłe jedzenie, a jednak coś znaczy… a równocześnie nic nie znaczy. To znaczy nic nie znaczy, ale trzeba protestować, gdy ktoś chce usunąć coś, co nic nie znaczy. Wariactwo, czy tylko przebiegła promocja? Uwaga, wpis zawiera grafiki „kojarzące się”, więc zostałeś ostrzeżony. Będzie też o „jednym takim budynku”, który został przez kulturalny autorytet porównany do gówna.

Też jem banany

Moja przygoda z bananami rozpoczęła się dość wcześnie. Jestem „dzieckiem z PRL”. Dla niezorientowanych podpowiem: z tego powodu nie wiedziałem co to banan. I pewnie długo bym się nie dowiedział, gdyby nie wizyta w punkcie pobierania krwi. Miałem pewnie 2-3 latka, na pewno nie więcej. Badanie na czczo, kolejka, zmęczenie, stres, bolesne ukłucie… pewnie nie wyglądałem zbyt dobrze po wyjściu z gabinetu. Jednak mogłem już coś zjeść. Wtedy pojawiła się jakaś kompletnie obca kobieta z bananem, która zapytała mamę czy może mnie poczęstować. Dostałem wtedy mój pierwszy kawałek banana w życiu. Był pyszny. Niestety bananów generalnie nie było. Deficyt tego owocu prześladował mnie latami, do dzisiaj uwielbiam banany. Nawet dodawanie do nich idiotycznych politycznych kontekstów mnie nie zniechęci.

„Zwykłe jedzenie banana”. Serio? 

„Sztuka konsumpcyjna”

No właśnie, teraz bardzo sławna jest pewna kobieta z bananem. Konkretne zdjęcia kobiety „jedzącej banana”, tzn. prace zatytułowane „Sztuka konsumpcyjna”. No i właśnie, prace pochodzące jeszcze z lat 70-tych zostały uznane za nieprzyzwoite i usunięte (chwilowo) z Muzeum Narodowego. Zaraz rozpętała się burza: „jak to nieprzyzwoite?” i „komuś się kojarzy hehe”. Wiele osób, celebryci, politycy i artyści, zaczęło masowo wcinać banany. Prace bardzo szybko wróciły na miejsce.

Pozostało jednak kilka znaków zapytania.

„Sztuka postkonsumpcyjna” tej samej artystki.

Po pierwsze, dlaczego ci wszyscy ludzie nie jedli bananów zgodnie ze zdjęciami i filmami artystki? Na niektórych konsumpcja przebiega w taki sposób jak u dzieci, którym trzeba zakładać śliniaczek.

Bo widzicie, bez trudu można znaleźć bardzo kulturalne artykuły sprzed lat (np. z 2010, 2012, 2015, czy nawet 2018 roku), gdzie „Sztuka konsumpcyjna” (i „postkonsumpcyjna”) opisywana jest jako erotyczna, niemal pornograficzna, gdzie wprost padają stwierdzenia o skojarzeniach z penisami itp. Zresztą sama autorka nie kryje swoich fascynacji, inne jej dzieło to przedstawienie nagiej kobiety z bananem w ustach i między nogami. Zatem najwyraźniej chodziło o konkretne skojarzenia i przez całe lata takie skojarzenia nikogo nie dziwiły. Pogoglajcie co piszą krytycy sztuki, co mówi sama autorka. Zatem jak już protestujecie, to przynajmniej nie udawajcie, że „to zwykłe jedzenie banana”, bo robicie z siebie ignorantów, którzy nie znają się na współczesnej sztuce!
Biorąc pod uwagę, że feministki bronią tej sztuki otwarcie nawiazujacej do pieszczenia penisa przez kobietę, przypomniała mi się sprawa pewnej „karygodnej reklamy”. Reklama napoju przedstawiała twarz kobiety i męską dłoń dotykajaca jej podbródka. Napis głosił: „Ona już wie co za chwilę będzie miała w ustach”. Komuś się skojarzyło, była krytyka ze strony feministek, proces i kara. Co ciekawe, ten sam producent miał analogiczną reklamę z męską twarzą i kobiecą dłonią. Ta druga nie wzbudziła kontrowersji i nie była karygodna i najwyraźniej nikogo nie poniżała.

Dobra, wracamy do bananów i ważnego info dla robiących „performersy” z ich jedzenia. Wiecie co? Erotyczna sztuka jedzenia bananów znacząco poszła naprzód w ostatnich 50 latach, więc musicie się bardziej starać. Powodzenia w próbach!

I na koniec: cała afera wygląda mi na „odgrzewanie kotleta”, ot robienie szumu wokół prac sprzed prawie PÓŁ WIEKU! No na litość świecką i bananową, kto by się jeszcze tym interesował, gdyby nie spektakularne „wyrzucenie z galerii”? Sami obrońcy wspominają, że przecież dzisiaj kazdy może mieć porno w smartfonie, więc po co robić szum o jakiegoś banana w galerii? No właśnie. Akcja promocyjna jak nic, sztuka konsumpcyjna, darmowe wywołanie masowego zainteresowania produktem.

„Jeden budynek”

Jak już jesteśmy przy kulturze i sztuce, to warto wspomnieć o jednym budynku, który palił się we Francji. Dokładnie chodzi o bodaj najsłynniejszą gotycką katedrę, czy coś takiego. Generalnie dla wielu to nic nieznaczący szczególik. Część Internetu szybko obiegł mem wyśmiewający, że niby cała Europa rozpacza nad „tylko jednym budynkiem”. Spieszę sprostować. Nie cała. Np. w relacji na żywo w TVN24 redaktorzy sobie śmieszkowali, że „Quasimodo nie dopilnował”. Tymczasem pewien bardzo kulturalny redaktor, wręcz skakał z radości. Pisał:w tonie „dajcie się cieszyć, że gówno się pali”. Zresztą nie on jeden się cieszył. Pod relacjami na facebooku pojawiały się liczne, pełne radości ikonki.

„Jeden budynek” się pali. fot. Milliped, wikimedia (CC BY-SA 4.0)

Zatem podsumujmy droga lewico te ostatnie tygodnie: jeżeli nie skaczecie z radości z powodu pożaru unikatowego zabytku, pełnego wiekowych dzieł sztuki, to w najlepszym razie jest to dla Was sytuacja całkowicie obojętna. Jakoś nie słyszę z Waszej strony słów oburzenia np. na półgłówków bredzących o „palacym się gównie”. Nie przepraszacie za nich, nie wypieracie się ich, nie wyrzucacie ich z redakcji, ani nie bojkotujecie mediów, w których się udzielają. Przeciwnie, autorów takich opinii i „śmieszków „traktujecie jak autorytety w dziedzinie kultury… Równolegle za wysokiej klasy kulturę i sztukę uważacie fotografie w których dziewczyny symulują seks oralny używając bananów, parówek i gęstego kisielu. Dobrze zrozumiałem? Czy chcecie mi coś jeszcze powiedzieć o kulturze? Może o sztuce?

PS
Wkrótce wpisy o wyborach do PE. Skomentuję główne komitety, a ciekawostką może być fakt, że zdarzyło mi się osobiście poznać czołowe postacie ze wszystkich ogólnopolskich list.

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook