Holokaust, czyli „prawdy historycznej nie da się zmienić”

Doprawdy? No to spróbujmy z bardzo trudną prawdą, z faktem, że wielu Żydów zostało posłanych na śmierć przez swoich rodaków. Ile osób o tym słyszało? Ilu polityków odważy się powiedzieć o tym publicznie? Czy fakt, że w ten sposób „żydowscy policjanci” ratowali własne życie ich usprawiedliwia? Jeżeli tak, to czy takie nieludzkie usprawiedliwienie dotyczy tylko Narodu Wybranego? 

Żyd Żyda prowadzi na śmierć.

Dzisiaj trochę pytań retorycznych i wstrząsajaca relacja naocznego świadka Holokaustu. Najpierw jednak o dwóch osobach, do których określenia zaczyna brakować kulturalnych słów.

„Prawdy historycznej nie można zmienić” twierdzi izraelski minister Israel Katz wyjaśniając dlaczego pozwala sobie na obraźliwe, niczym nie poparte antypolskie wypowiedzi oskarżajac, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”.
Równolegle Jan Hartman postawił dość śmiałą tezę: „Szanowane są mianowicie te kraje i narody, które otwarcie stają naprzeciw swej historii, czytając bez wymówek również z jej czarnych kart. Te zaś, które umniejszają swe winy, przemilczają je, bagatelizują, zakłamują bądź wskazują palcem na innych, nie mogą cieszyć się poważaniem”. Niebywałe?

Nie do końca wiem skąd się bierze to twierdzenie Hartmana? Pomawianie ma cokolwiek wspólnego z prawdą? W ogóle, na czym on się opiera tworząc takie tezy? Jakoś nie widzę by szacunek do jakiegokolwiek narodu na arenie miedzynarodowej wynikał z „podejscia do własnych win”. Raczej liczy się siła gospodarcza, arsenał atomowy, surowce, lotnictwo, flota, etc. Putinowi przyznaje się organizowanie igrzysk, o „obozach filtracyjnych” w Czeczenii nie wspomni pies z kulawą nogą. W Arabii Saudyjskiej obcinają głowy feministkom. Zbrodnie Izraelczyków na Palestyńczykach to niezbyt popularny temat, Chińczycy nie muszą się kajać za Tybet i tylko skrajnym oszołomom coś się nie podoba w tajnych więzieniach CIA. Nawet w przypadku postawy wobec Holokaustu słowa Hartmana nie mają zastosowania, bo jakoś nie zauważyłem, żeby cały Świat gardził USA np. za odesłanie na śmierć żydowskich uchodźców na statku St. Luis. Raczej jest inna prawidłowość. Jak naród nie jest potęgą gospodarczą, nie ma bomby atomowej, lotniskowców etc. to żadne szlachetne czyny mu nie pomogą, można obrzucić go dowolnym łajnem. Tymczasem narody bogate, uzbrojone, nie muszą się mierzyć ze swoją historą (Belgia z Kongo, USA, z a”holokaust Indian”, Francja za Algierię, Zjednoczone Królestwo za pół Świata). Gdyby się szczerze zmierzyły, to byłoby dla nich bardzo, bardzo bolesne. Zatem po co, skoro nie trzeba? Są narody, które mają naprawdę nieprzyjemne i bolesne rzeczy w swojej historii.

O tym bólu pisał naoczny swiadek, ofiara obozu zagłady. Poniżej cytowany poemat został ukryty w zakopanej butelce, na niedługo przed śmiercią autora w komorze gazowej.

O bólu mój”

Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska,
Jak dzieci, żony i mężów, i starców mych siwogłowych
Niby kamienie i szczapy na wozy oprawca ciskał
I bił bez cienia litości, lżył nieludzkimi słowy.

Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy –
O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą…
I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby –
Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom – bezbronnym Żydom!

Zdrajcy, co w lśniących cholewach biegli po pustej ulicy
Jak ze swastyką na czapkach – z tarczą Dawida, szli wściekli
Z gębą, co słowa im obce kaleczy, butni i dzicy,
Co nas zrzucali ze schodów, którzy nas z domów wywlekli.

Co wyrywali drzwi z futryn, gwałtem wdzierali się, łotrzy,
Z pałką wzniesioną do ciosu – do domów przejętych trwogą.
Bili nas, gnali starców, pędzili naszych najmłodszych
Gdzieś na struchlałe ulice. I prosto w twarz pluli Bogu.

Odnajdywali nas w szafach i wyciągali spod łóżek,
I klęli: „Ruszać, do diabła, na umschlag, tam miejsce wasze!”
Wszystkich nas z mieszkań wywlekli, potem szperali w nich dłużej,
By wziąć ostatnie ubranie, kawałek chleba i kaszę.

A na ulicy – oszaleć! Popatrz i ścierpnij, bo oto
Martwa ulica, a jednym krzykiem się stała i grozą –
Od krańca po kraniec pusta, a pełna, jak nigdy dotąd –
Wozy! I od rozpaczy, od krzyku ciężko jest wozom…

W nich Żydzi! Włosy rwą z głowy i załamują ręce.
Niektórzy milczą – ich cisza jeszcze głośniejszym jest krzykiem.
Patrzą… Ich wzrok… Czy to jawa? Może zły sen i nic więcej?
Przy nich żydowska policja – zbiry okrutne i dzikie!

A z boku – Niemiec z uśmiechem lekkim spogląda na nich,
Niemiec przystanął z daleka i patrzy – on się nie wtrąca,
On moim Żydom zadaje śmierć żydowskimi rękami!

Icchak Kacenelson, Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie.

 

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook