Alkohol, czyli „nie ma ważniejszych tematów”

„A co ci to przeszkadza, że po 22 nie kupisz, a w Szwecji to jest ograniczone, tyle ludzkich tragedii, a w Ameryce to nie kupisz, no jaki to jest problem kupić sobie wcześniej, jakie są straszne koszty zdrowotne i społeczne, a inne firmy też padły, w Polsce i tak za dużo się pije…” …i tak dalej i tak dalej… „Nocna prohibicja” została uchylona, ale wielu jej zwolenników nie odpuszcza. Powtarzają slogany w ogóle nie dotykajace problemu, a gdy próbujesz podjąc z nimi dyskusję to sie wycofują rzucają: „a to już nie ma innych poroblemów”? 

Są inne problemy. Owszem. Nawet sporo. Jednak to wprowadzenie „nocnej prohibicji” jeden z krośnieńskich radnych nazwał „najważniejszym głosowaniem kadencji”. Drodzy zwolennicy prohibicji, czy zganiliście go za to? No chyba nie. Czyli dla Was, to jednak jest jeden z najważniejszych, albo i najważniejszy problem miasta. Ponieważ nadal go poruszacie, nadal tymi samymi sloganami, to postanowiłem w jednym miejscu na nie odpowiedzieć.

„Co ci to przeszkadza, że po 22 nie kupisz?!”

Mnie osobiście? Wcale nie przeszkadza, bo nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek o takie porze kupował promile w sklepie. Tyle, że nie w tym rzecz moi drodzy. Mówiłem to wiele razy i jeszcze raz podkreślę: egzekwowanie zakazu wymaga użycia „sił i środków”. Trzeba kontrolować, trzeba zwalczać próby obchodzenia zakazu. Tych sił w postaci Policji i Straży Miejskiej nie mamy nieskończenie wiele, jest ograniczona ilość funkcjonariuszy i ich godzin pracy. Jeżeli dodamy im dodatkowy obowiązek, to będzie to kosztem innych obowiazków. Nie da się inaczej. I to mi przeszkadza, że chcecie odciągać funkcjonariuszy z miejsc, gdzie są burdy, gdzie dochodzi do wandalizmu itp. Nie to, że ja nie kupię piwa po 22, tylko to, że chcecie nieracjonalnie używać sił porządkowych.
Jest też grupa osób, którym naprawdę przeszkadza, że po 22 nie kupią. To pracownicy firm, np. huty, którzy kończą pracę o 22. Nie mogą „kupić wcześniej”, bo nie mogą wejść z alkoholem do zakładu pracy. Musieliby robić zapas np. dzień wcześniej. I tu dochodzimy do kolejnego problemu: ludzie robiąc taki zapas, na ogół w efekcie kupują więcej „żeby nie zabrakło” i piją więcej, bo jak jest, to dlaczego nie wypić? Efekt odwrotny od tego co zamierzają zwolenicy prohibicji.

Alkohol w różnych miejscach na Świecie podlega różnym ograniczeniom. Fot. Adfern, Wikimedia.

„No jaki to jest problem kupić sobie wcześniej?”

Generalnie, poza praktycznie jedną grupą osób, to nie jest żaden problem. To nie jest problem dla marginesu społecznego. Panowie Żule już od rana zbierają złom. Byłem niedawno na złomowisku, wiecie oni są niesamowici w „towaroznawstwie”. Bez trudu oceniają rodzaj metalu, poprawnie szacują masę „na oko”, a także cenę w skupie. Wszyscy w kolejce się znają, a jak juz uzbierają jakąś kwotę, to zwykle idą ją przepić. Przed 22. Bo złom zamykają przed 22. Podobnie przed 22 zamykają lombardy i komisy, w których alkoholicy zastawiają domowe ruchomości na przepicie. Przed 22 zamykanych jest większość sklepów, pod którymi Panowie Żule zaczepiają o drobne kwoty, żeby uzbierać na najtańsze wino. Generalnie, przed 22 mają już co wypić, a nawet wypili. Już za dnia leżą gdzieś na ławce, albo na przystanku… Zakaz sprzedaży po godzinie 22 temu w żaden sposób nie przeciwdziała.
Młodzież też nie ma problemu z zakupem przed 22. Zazwyczaj chcąc wypić wieczorem młodzi ludzie robią wcześniej jak największe zakupy w marketach. W lecie palą ogniska, przy których tylko się pije. Żadnej kiełbaski, żadnego ziemniaczka, tylko promile w płynie. Takie spotkania czy to na domówkach, czy ogniskach, nie zaczynają się po 22. Zaczynają się wcześniej i alkohol jest kupiony wcześniej. Po tego typu ognisku w Krośnie doszło nawet do usiłowania zabójstwa. Staszek, 17-latek, z bardzo konserwatywnej rodziny, najpierw pił ze znajomymi alkohol przy ognisku, a później poszedł na osiedle, gdzie próbował zamordować matkę kolegi, który „wsypał” jego brata na policji w sprawie narkotykowej. To był głośny proces. Nastolatek był w chwili ataku nietrzeźwy, było około godziny 21.
Młodzież pije też niestety na wagarach, czyli w biały dzień. Obok alkoholu pojawiają się inne środki, w tym bardzo groźne dopalacze. Podkreślam, to się dzieje za dnia, gdzieś w mniej lub bardziej ustronnych miejscach i alkohol, który piją też jest kupiony za dnia. Jeżeli jednak skierujecie „policjantogodziny” do sprawdzania paragonów po godzinie 22, to będziecie mieli mniej funkcjonariuszy do rozpoznania problemów z wagarowiczami.

„Tyle ludzkich tragedii, jakie są straszne koszty zdrowotne i społeczne”

Oczywiście, że są liczne tragedie i wysokie koszty związane z alkoholem i alkoholizmem. Tylko czy te problemy powoduje akurat alkohol sprzedawany w sklepach po 22? Czy po tej godzinie  jest bardziej szkodliwy? Czy jest bardziej szkodliwy niż w knajpach, które mogłyby sprzedawać po 22? Przyczyny tych tragedii i kosztów są zupełnie inne, niż handel alkoholem po godzinie 22. To jest problem „kultury picia”, w której ilość spożytego trunku imponuje innym, w której namawia się, wywiera się presje, żeby ktoś pił, czy to na weselach, czy innych imprezach. Alkohol obecny na każdej uroczystości. We wszystkich tych przypadkach pojawia się alkohol kupiony jednak przed 22. Przyczyną problemów z pewnością jest wychowywanie dzieci i młodzieży w takich warunkach, przy równoczesnym braku szerokiej oferty innych form aktywności. Nie potrafimy nadal, jako społeczeństwo, wyjść na przeciw ich talentom i pasjom. Tak, jest wiele tragedii. Tak są koszty, ale zakaz handlu alkoholem po godzinie 22 nie rozwiązuje problemów, a jedynie generuje dodatkowy koszt w postaci wspomnianego już absorbowania sił porządkowych. Drodzy zwolennicy „nocnej prohibicji”, nie macie żadnych twardych danych, które by wskazywały, że taki zakaz cokolwiek rozwiąże, nie macie żadnych kryteriów oceny skuteczności zakazu. Próbujecie zrobić coś na pokaz, coś nieskutecznego, byleby pokazać, że nie jesteście obojętni na ludzkie tragedie. …a ze komuś tym samym zabieracie pracę i wysyłacie na bezrobocie, to Was nie interesuje. Ano właśnie, mówimy o kosztach. Na legalny handel alkoholem trzeba mieć zezwolenie. Za to się płaci. Środki pozyskane z zezwoleń nazywane są „funduszem korkowym”. To są pieniądze, które mają mieć jedno przeznaczenie: przeciwdziałanie uzależnieniom. Jeżeli będziecie zwalczać legalne punkty, to tych środków będzie mniej. A problemów wcale nie będzie mniej, bo jak słusznie zauważacie: „można sobie kupić wcześniej”. Jeszcze do tego dodajcie, że nielegalny handel nocny też będzie się rozwijał, tylko bez opłat za zezwolenie. Jeżeli wasza „prohibicja” ogranicza pulę środków na przeciwdziałanie alkoholizmowi, to tym samym przeciwdziałacie „ogromnym tragediom” czy wręcz przeciwnie? Pomyślcie, zanim wychowacie następnego „17-letniego Staszka”.

„A w Szwecji to jest ograniczone, a w Ameryce to też nie kupisz…”

Argumentacja z prawodawstwa innych państw, bez żadnej analizy jakie są tego efekty. Trochę dziwne, że na liście nie są wymieniane państwa islamskie, np. Arabia Saudyjska, gdzie skazano Brytyjczyka na 350 (!!!) batów za posiadanie wina. To w sumie zastanawiające, że rzekomo prawicowi katolicy w Polsce chcą wprowadzania podobnych praw, jakie są dziełem protestanckich fundamentalistów np. w USA, albo lewicowo-świeckiej Szwecji (choć formalnie protestanckiej). Szczęśliwie jeszcze nie chcą standardów islamskich, chociaż kto to wie?
Zastanówmy się jednak nad praktyką. Od dłuższego czasu interesuję się tematami „prohibicyjnymi”, więc troszkę się orientuję. Taka Szwecja faktycznie ma rygorystyczne ograniczenia. Ma to też charakter fiskalny: alkohol w Szwecji jest potwornie drogi. Ta sama szwedzka wódka w Niemczech jest 2-3 razy tańsza niż w Szwecji! Wszystko przez to, że Szwedzi za dużo piją, alkoholizm i pijaństwo jest tam poważnym problemem społecznym. Kilkadziesiąt lat ograniczeń niespecjalnie wpływa na szwedzkie nawyki. Szwedzi robią duże zapasy alkoholu w domach, bo wiadomo, że w razie czego nie ma możliwości dokupienia. Zdaniem badaczy z tego powodu też więcej piją, bo jak jest pod ręką… Jak nie ma, to zwykle sąsiad ma. Może pożyczy, może odsprzeda. Pomimo ograniczeń, ten alkohol jest jednak dostępny. Co więcej, jest też sposób na ceny. Szwedzi masowo wożą alkohol np. z Niemiec, w tym wspomniane wyżej szwedzkie wódki. Osobowe samochody wożące setki litrów trunku jadą jeden za drugim, jak wielka, alkoholowa karawana. Zakazy i ucisk fiskany nie rozwiązały szwedzkiego problemu pijaństwa. Zwolennicy „nocnej prohibicji”, powołujecie się na nieskuteczne prawo.
Jeszcze inaczej jest w USA, gdzie przeprowadzono eksperyment z całkowitą prohibicją. Skutkiem ubocznym było powstanie mafii. Prohibicję zniesiono… ale nie do końca. W wielu miejscach funkcjonują ograniczenia handlu alkoholem, dotyczy to poszczególnych hrabstw czy miasteczek, a niekiedy przyjmuje formę całkowitej prohibicji. Mówi się wtedy o „dry county”, czyli o „suchym hrabstwie” (hrabstwa z dostępnym alkoholem to „mokre hrabstwa” – „wet county”). Zakaz, w zależności od hrabstwa, może obejmować nie tylko sprzedaż, ale też transport, a nawet samo spożywanie alkoholu. Czy to działa? No właśnie nie bardzo. Nigdzie nie znalazłem opracowań wskazujących, że w „suchych hrabstwach” jest bezpieczniej, albo żeby miały mniejsze problemy z patologiami i marginesem społecznym. Znalazłem za to analizy wskazujące, że skutki bywają odwrotne. W „Suchych hrabstwach” niby paradoksalnie jest więcej mieszkańców jeżdżących pod wpływem alkoholu. Po prostu wybierają się na chlanie „za granicę” i wracają narąbani. Niepokojące są też dane dotyczące przestępczości narkotykowej, która jest wyższa właśnie w „suchych hrabstwach”. Opisano nawet mechanizm, który to powoduje. Ma to działać tak: skoro osoby sprzedające i kupujące alkohol i tak działają na czarnym rynku, to mogą łatwiej wejść w rynek środków odurzających, bo narkotyki są o wiele bardziej opłacalnym interesem niż alkohol. Z punktu widzenia osób, które chcą zrobić „odlotową imprezę” narkotyk może się okazać wygodniejszy. Ilość narkotyku dla kilku osób można z powodzeniem ukryć w kieszeni, a alkohol dla tej samej liczby imprezowiczów to przynajmniej skrzynka, lub nawet  kilka skrzynek (w zależności od mocy trunku). To może mieć wpływ na wybór używki w hrabstwie, w którym nielegalny jest też transport alkoholu. Trzeba tu zaznaczyć, że skoro „suche hrabstwa” angażują swoje siły do zwalczania bimbrowni i przemytników, to ponoszą z tego tytułu koszty. Zatem statystycznie, przy podobnych nakładach na bezpieczeństwo, „dry” będzie miało mniej sił i środków niż „wet” na zwalczanie innych problemów. To jest też to, o czym ostrzegałem krośnieńskich samorządowców: dodanie nowych obowiązków odbędzie się kosztem innych zadań, a nie ma żadnej analizy, która by wskazywała, że to będzie miało pozytywny skutek. Z tym argumentem nikt się nie zmierzył, jedynie wiceprzewodniczący Kazimierz Mazur stwierdził lekceważąc problem, że „(…) zawsze można podać taki argument, że Straż się czymś zajmuje, a gdzie indziej źle się dzieje (…)„. Ja nie wiem czy zawsze, ale akurat w tym przypadku podaję taki argument. Jeżeli Straż będzie sprawdzać paragony w sklepie, to w tym czasie nie przejdzie się na patrol po parku. To jest fakt, bo o ile wiem, nie mamy w Krośnie strażników ze zdolnością bilokacji. Tak, to prawda, że w różnych miejscach na świecie są różne ograniczenia w handlu alkoholem. Są ograniczenia co do miejsc sprzedaży, co do godzin sprzedaży, co do miejsc spożywania, a nawet są miejsca całkowitej prohibicji. Tylko popatrzmy co z tych zakazów wynika, jakie są ich efekty?

„A zobacz sobie w szpitalu ilu pobitych, ilu na gastrologii…”

No właśnie widzę dość regularnie, bo tak się składa, że dyżuruję na Oddziale Ratunkowym, także nocami. Widzę bardzo rożne przypadki o różnych porach. Jednak z grubsza nie mają one związku z „alkoholem sprzedawanym w sklepie po godzinie 22”. Jest bardzo duży problem z alkoholikami, z osobami będącymi w ciągu alkoholowym przez kilka dni, czy z osobami majaczącymi w delirium. Tyle, że oni na ogół „zapracowali” na swój stan przez lata, a zwykle trafiają do szpitala w dzień. Relacje ratowników z pogotowia mogą szokować, np. „pacjent widzi orkiestrę na drzewie”… serio. Natomiast pobici to zwykle skutek imprez. W przypadku Krosna tych pobitych jest sporo, bo nasz szpital ma okulistykę i laryngologię. Jaki to ma związek? Ano taki, że jak ktoś na skutek pobicia na terenie powiatu krośnieńskiego lub któregoś z sąsiednich powiatów, ma uszkodzony nos, albo oczodół, to trafia na konsultację do Krosna, albo od razu pogotowie np. że Strzyżowa, wiezie delikwenta do Krosna. Tym samym statystyka rośnie. Ostatnio, już po wprowadzeniu nocnej prohibicji, w środku nocy przywieziono paskudnie pobitego mężczyznę. Był nietrzeźwy, sprawcy pewnie też byli nietrzeźwi, jednak pobicie miało związek z imprezą w nocnym klubie przy jednym z krośnieńskich hoteli. Pijani kierowcy też zdarzają się o różnych porach. Zerknijcie na stronę KMP Krosno, przykład to kompletnie pijana kobieta, która doprowadziła do zderzenia dwóch osobówek niemal w samo południe. Obowiązujący aktualnie zakaz nie wpływa w żaden widoczny sposób na sytuację, jednak w perspektywie jest zagrożenie „alkoholu niewiadomego pochodzenia”. Co to oznacza? Gdyby zakaz miał działać dłużej, to zapewne rozwinęłaby się nielegalna dystrybucja. Poczałkowo byłby to alkohol ze pochodzący sklepu, tylko sprzedawany drożej. Przebicie nie byłoby duże, bo nie można go sprzedać dużo drożej niż na stacji benzynowej w sąsiedniej gminie. O wiele lepszy zarobek byłby na „bimberku” własnej produkcji lub rozmajonym spirytusie, który sprzedawca mógłby proponować jako tańszą alternatywę. Następnym krokiem mogłoby być sporządzanie trunków z alkoholu przemysłowego skażonego metanolem, albo jeszcze jakiś innych świństw, na które nie będę podawał przepisu. Jednak te wszystkie opcje mają część wspólną. W przypadku zatrucia pojawi się problem „alkoholu niewiadomego pochodzenia” i dodatkowych procedur, dodatkowej pracy obciążającej pracowników SOR i pogotowia. Wiecie, trochę o tym rozmawiamy i naprawdę nie spotkałem nikogo, kto by o tym marzył. Raczej spotykam opinie, że taki nocny zakaz niczego na dobre nie zmieni z punktu widzenia służby zdrowia. Tak, są problemy i koszty społeczne związane z tym, że niektórzy ludzie piją zdecydowanie za dużo i pod tym względem wydaje mi się, że mam lepszą świadomość i orientację w temacie niż większość zwolenników „nocnej prohibicji”, jednak taki zakaz, będący „sztuką dla sztuki” nie rozwiąże, ani nie ograniczy tych problemów.

Podsumowując…

To jest oczywiste, że zwolennicy zakazu mają dobre intencje. To jest oczywiste, że są wrażliwi na ludzkie krzywdy i chcieliby im przeciwdziałać. Cały problem polega na tym, żeby lekarstwo nie okazało się gorsze od choroby, żeby podejmować kroki realnie poprawiajace sytuację, a nie pozorować walkę z problemem. Dlatego proszę, żeby przeciwników zakazu nie obrażać, nie oskarżać, że „bronią patologii”, albo, że nie obchodzi ich tragedia innych ludzi. Bo to nie jest tak. Postarajmy się przygotować diagnoze problemu i opracujmy skuteczne środki zaradcze, opracujmy kryteria oceny skuteczności podjętych działań, a nie sięgajmy na oślep po zakazy, które nic nie zmieniaja na lepsze. Takie „wprowadźmy zakaz i zobaczymy co się stanie”, bez uprzedniej diagnozy, bez kryteriów oceny, moim zdaniem nie prowadzi do niczego, bo niby jak mamy poznać, czy coś się poprawiło?

Czy są ważniejsze tematy? 

Tak, są ważniejsze tematy. Bardzo wiele, wkrótce opublikuję materiały o kilku z nich, np.jak przebiega kampania wyborcza, w jakim stanie są niektóre urządzenia sportowe w mieście, jak prezydent okłamywał dziennikarzy, albo jak prowadzi kryptokampanię w Urzędzie etc. Ale ten temat też jest ważny, bo pokazuje jak nasi przedstawiciele nas traktują. Nie zachowują się jak reprezentanci, tylko jak władcy, którzy chcą regulować nasze życie. Ta sprawa pokazuje, że musimy bez przerwy kontrolować samorządowców, bo inaczej gotowi są podejmować pochopne decyzje, nie bacząc, że kogoś zostawią np. z kredytem na przysłowiowym lodzie. I dlatego ta sprawa jest ważna, a nie dlatego, że uwielbiam kupowac alkohol po 22… zresztą nawet nie wiem czy kiedykolwiek w życiu o takiej porze kupowałem alkohol w sklepie.

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook