Wady „budżetu obywatelskiego”. Trzeba wnieść poprawki!

Uchwała Rady Miasta Krosna o „budżecie obywatelskim” jest oczywistym, antyobywatelskim i niedemokratycznym gniotem. O zgrozo niektórzy radni głosowali za tym, „żeby nikt nie powiedział, że są przeciw obywatelom”. Właśnie takimi uchwałami jesteście przeciw! Wraz ze Stowarzyszeniem Idea Carpathia przygotowujemy propozycje poprawek. Nie może być tak, że o „budżecie obywatelskim” decydujący głos będzie miała jedna osoba.

Kilka uwag o projekcie „budżetu obywatelskiego” przekazałem radnym w ostatniej chwili przed głosowaniem. Mam wrażenie, że nie rozumieli o czym mówię, bo prawdopodobnie nawet nie przeczytali tego bubla, który podłożył im prezydent. A podłożył im projekt, wedle którego to prezydent będzie miał decydujący głos co do kształtu budżetu obywatelskiego. Radni uchwalili narzędzia dające możliwość kształtowania całego „budżetu obywatelskiego” bez możliwości odwołania do instytucji niezależnej od prezydenta. Temat ogólnie opisałem jeszcze przed sesją: „budżet prezydencki”. Teraz podaję więcej szczegółów.

Na moje uwagi odpowiedział skarbnik miasta (zięć jednego z radnych). Skarbnik posłużył się półprawdą, stwierdził, że są określone kryteria, a wniosek, który je spełnia musi być obligatoryjnie poddany pod głosowanie mieszkańców. Dlaczego to półprawda? Bo tych kryteriów jest sporo i zawsze pozostaje pole do interpretacji. Właśnie dlatego sejmowa ustawa wprowadzająca „budżety obywatelskie” nakłada obowiązek wprowadzenia procedury odwoławczej. W Krośnie uchwalono, że możemy się odwołać wyłącznie do „Rady Budżetu Obywatelskiego”. Brzmi dobrze? Nie za bardzo, bo problem jak zwykle jest w szczegółach. Wspomniana rada będzie wybierana niejawnie przez prezydenta. Nie ma określonej liczby członków, ani kryteriów wyboru. Mogą w niej zasiadać urzędnicy i miejscy radni. W uchwale napisano, że „w szczególności” rada ma się składać z takich osób! Równocześnie te same osoby mogą składać wnioski do „budżetu obywatelskiego”. Teoretycznie ta cała rada może składać się z dwóch osób z Biura Prezydenta, a za właściwe „rozpatrzenie” odwołań dostaną nagrody. Tak właśnie, bo informacja kto, w jakiej wysokości i za co dostaje nagrodę w Urzędzie Miasta Krosna jest TAJNA! To jest kuriozum, żeby odwołania od decyzji prezydenta rozpatrywały osoby podległe prezydentowi, którym na dodatek może on niejawnie przyznawać nagrody. Nikt w całej Radzie Miasta nie widzi w tym problemu?

Oto wspominane wymogi formalne:

Wymogów mamy zatem 10. Interpretacji w szczególności może podlegać „sprzeczność” z dokumentami planistycznymi i licznymi uchwałami oraz zarządzeniami w mieście, czy zgodność projektu z prawem. Dyskusyjna zawsze będzie kwestia „dostępności dla wszystkich mieszkańców”. Np. projekt usunięcia w jakimś miejscu barier architektonicznych generalnie będzie służyć osobom niepełnosprawnym ruchowo, plac zabaw dla dzieci z urządzeniami przeznaczonymi do lat 12 wyklucza korzystanie przez dorosłych, ścianka wspinaczkowa wyklucza osoby niepełnosprawne, siłownia plenerowa z urządzeniami dla osób nie cięższych niż 150 kg będzie wykluczać …. etc. Rozbieżności mogą pojawić się też na etapie szacowania kosztów. Również w kwestii zakresu kompetencji w Krośnie pojawiają się problemy interpretacyjne.

Moim zdaniem w „radzie budżetu obywatelskiego” ABSOLUTNIE NIE POWINNO być ani urzędników, ani miejskich radnych. Ponadto członkowie takiej rady nie powinni mieć uprawnienia do zgłaszania wniosków w ramach „BO”. To jest niedopuszczalne by w razie czego rozpatrywali odwołania w sprawie swoich własnych wniosków, lub wniosków innych mieszkańców, które będą sprzeczne z ich wnioskami! Tego zakazu wymagają fundamentalne zasady przejrzystości i uczciwości. Jeżeli projekty zaczną zgłaszać urzędnicy i radni, a następnie te same osoby będą rozpatrywać dopuszczenie pod głosowanie konkurencyjnych projektów, to mamy gotowy przepis na patologię „budżetów obywatelskich” z innych miast, czyli np. sytuacje gdzie urzędnicy w „BO” upychają normalne remonty, które i tak powinny być wykonane.

Przypomnę w tym miejscu „demokrację po suchodolsku”, gdzie pozbawiono część mieszkańców biernego prawa wyborczego oraz prawa do zgłaszania kandydatów do rady dzielnicy. Pomimo jasnego zapisu statutowego: „lista kandydatów jest nieograniczona”, pomimo zapewnień, że każdy będzie mógł zgłosić kandydatury, zamknięto listę nie dopuszczając części mieszkańców. Wcześniej radni miejscy, działający też w radzie dzielnicy, dosuszali do zgłaszania kandydatur poza kolejnością. I co z tego? To byli radni z klubu prezydenta, a protest na to łamanie prawa można było wnieść tylko do prezydenta. W efekcie protest został odrzucony. Na to działanie prezydenta złożono skargę, ale tę z kolei rozpatrywała Rada, gdzie klub prezydenta (i samych winowajców) ma większość, zatem też skargę odrzucono jako bezzasadną. Podobnych, chociaż nie aż tak rażących sytuacji było więcej. Jeżeli odwołania od decyzji prezydenta mają rozpatrywać ludzie wskazani i zależni od prezydenta, to można spodziewać się orzeczeń, że „czarne jest białe”.

Przypominam, że interpretacje urzędu mogą być po prostu na niekorzyść obywateli. Tak było z nielegalną opłatą parkingową w soboty. Urząd interpretował, że sobota jest wolna, gdy należało wykonać kursy MKS, ale gdy po drugiej stronie ulicy pobierano opłatę parkingową, to ta sama sobota stawała się dla urzędników dniem roboczym. Obawa o sposób interpretacji jest mocno uzasadniona! Warto tu wspomnieć o początkach „sprawy parkingów” czyli absolutnie kuriozalną odpowiedź przewodniczącego rady, że „Rada Miasta nie ma kompetencji do zmiany uchwały”!  Naprawdę, nie można tym ludziom pozostawiać prawa do podejmowania ostatecznych decyzji o zgodności wniosków obywatelskich z obowiązującym prawem, bo oni zasiadając w samorządzie od ponad dekady nadal nie znają nawet własnych kompetencji!
Przykłady można mnożyć, sam Statut Miasta miał nieprawidłowe zapisy, które usunięto po moim wniosku. Uchwała o konsultacjach społecznych była niezgodna z ustawą, co po latach (!) zauważył ktoś w Urzędzie i już to poprawiono. „Osoby dysponujące wiedzą prawniczą” z Urzędu Miasta pod koniec ubiegłego roku wydały decyzję, którą zaskarżyłem do SKO. Decyzja okazała się niezgodna z prawem. Naprawdę długo tak mogę wyliczać, ale może wystarczy.

Na koniec zostaje kwestia braku tajności głosowania. Wyrażenie poparcia dla projektu zgłoszonego w ramach „budżetu obywatelskiego” jest związane z danymi osobowymi. Tym samym prezydent ma wgląd w to jak głosowały osoby, na które może wywierać wpływ. Z drugiej strony to utrudnia kontrolę wyników głosowania, bo „tam są dane osobowe!” Pan skarbnik twierdzi, że „się inaczej nie da” bo trzeba zweryfikować osobę.
Ja mówię, że da się. Skoro do odbioru karty do głosowania konieczne jest przedstawienie dowodu tożsamości, to nie ma powodu, żeby na samej karcie umieszczać dane! Po co? Głosujący już został zweryfikowany, a prezydentowi nie powinna być do niczego potrzebna informacja o tym w jaki sposób głosuje. Także w głosowaniu elektronicznym etap weryfikacji użytkownika może być oddzielony od etapu oddania głosu. To jest kwestia techniczna!

Komentarze

komentarzy

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook