Czy ja coś lubię w Krośnie?

Ja to okropny jestem. Nic mi się nie podoba. Wszystko w „tym mieście” krytykuję i w ogóle tylko najeżdżam na tych wszystkich wspaniałych samorządowców… czy aby na pewno? Rozglądnijmy się trochę, choćby po moich dotychczasowych artykułach i postach. Zapraszam do zestawienia kilku przykładów.

Nie tyle chodzi o przykłady fajnych rzeczy w Krośnie, co o podejmowane w mieście działania na rzecz jego rozwoju i uatrakcyjnienia. Oczywiście w poniższym zestawieniu z założenia pomijam wszelkie prywatne inicjatywy, takie jak np. niesamowite Muzeum Podkarpackich Pól Bitewnych, a jedynie wymieniam przykłady pozytywnych działań samorządu.

„Rondo obok poczty”

Krosno to „miasto rondeł”, a dla niektórych z was to jajowate rondo przed główną pocztą w Krośnie istnieje „od zawsze”. Jednak ludzie pamiętający czasy, gdy dinozaury poiły się w Wisłoku wiedzą, że na początku było inaczej. Na skrzyżowaniu ul. Piłsudskiego, ul. Legionów, Podwala i ul. Okrzei istniało jedno z najbardziej koszmarnych skrzyżowań w historii drogownictwa. Tak się śmiesznie składa, że byłem jedną z pierwszych osób, które publicznie apelowały do władz, żeby w tym miejscu utworzyć pierwsze prawdziwe rondo (czyli skrzyżowanie o ruchu okrężnym). Apel ten był zamieszczony w formie artykułu na łamach lokalnego tygodnika. Wtedy w Krośnie nie było jeszcze ani jednego prawdziwego skrzyżowania o ruchu okrężnym. Dacie wiarę?

Przebudowa „średnicówki”

DK 28 biegnąca przez środek Krosna to żadna obwodnica. Nie czarujmy się, to jest „trasa średnicowa”, „średnicówka” przecinająca miasto prawie na połowę. Niemniej dobudowa drugiej jezdni na niemal całej długości była długo oczekiwaną koniecznością. Władze miasta całkiem sprawnie przeprowadziły inwestycję, większość zastosowanych rozwiązań jest funkcjonalna. Tę inwestycję popierałem wszystkimi kończynami i kibicowałem samorządowi, żeby się udało. Krytyków oczywiście beształem. Owszem coś tam można poprawić: jedno przejście dla pieszych bym zlikwidował, przy kolejnych konieczne są poprawki w infrastrukturze, ale generalnie za DK 28 należy się samorządowi „piąteczka”.

Wizualizacja wyjazdu z „Guzikówki”. Już zrealizowane.

Rekonstrukcje historyczne

Od kilku lat w Krośnie realizowane są całkiem niezłe rekonstrukcje historyczne. Wydarzenia takie jak „Wjazd króla” przyciągają prawdziwe tłumy. Świetna sprawa! Historyczne centrum Krosna jest atutem, który warto wykorzystać, i o którym miałem kiedyś przypadkiem okazję mówić w TVN Warszawa. Sam pomysł „rekonstrukcji historycznych” wprowadziłem onegdaj do programu jednego z opozycyjnych komitetów. Wtedy zwolennicy Przytockiego szydzili z tej idei (zresztą pamiętam jak wyszydzano niektóre osoby za samo przypominanie, że „Krosno było stolicą Polski”). Jednak okazał się to całkiem słuszny kierunek, który oczywiście popieram i chwalę.

Pokazy z okazji „Przyjazdu Króla”.

Projekt obniżenia torów

Oprócz „średnicówki” Krosno przecina też linia kolejowa. Pomysł obniżenia torów, tak by wyeliminować kolizyjne przejazdy początkowo do mnie nie przemawiał. Byłem sceptyczny, a nawet krytycznie nastawiony. Na takiej zasadzie, jak to do dziś mówi wiele osób: „i tak pociągi nie jeżdżą, to po co wydawać miliony?” No właśnie, niby logiczne, ale Dariusz Niemczyk mnie przekonał. Krosno ma szanse na atrakcyjne połączenie kolejowe z Rzeszowem (o czym niżej), ponadto modernizacja trasy, jej potencjalne otworzenie na południe może doprowadzić do wzrostu liczby połączeń pasażerskich i towarowych przez Krosno. Zatem skoro linia kolejowa i tak ma zostać zmodernizowana, to warto walczyć, żeby jej modernizacja była połączona z obniżeniem torów przez Krosno. Bo z tymi torami to nie ma problemu dopóki pociągi nie jeżdżą. Torowisko niestety przecina kilka newralgicznych skrzyżowań, a przejazd nawet małego szynobusu blokuje ruch kołowy w znacznej części miasta. Nie możemy sobie pozwolić na taki paraliż komunikacyjny. Z tego powodu zainicjowałem oddolne, obywatelskie wsparcie dla realizacji projektu, o który zabiega prezydent Piotr Przytocki, czyli o „obniżenie torów”. W tej sprawie napisałem szereg artykułów, zainicjowałem petycje do władz, organizowałem też spotkanie z mieszkańcami, samorządowcami i inżynierami. Szczerze kibicuję, żeby się udało! Musimy mieć świadomość, że przywrócenie połączeń kolejowych bez obniżenia torowiska będzie oznaczało paraliż miasta. Cieszy mnie, że samorząd ma taką świadomość i podejmuje przeciwdziałanie zanim problem naprawdę się pojawi.

Paraliż „Zetki” z okazji przejazdu szynobusu.

Pociąg do Krosna

Krosno ma fatalną komunikację z resztą kraju, a nawet ze stolicą województwa. Między Krosnem, a Rzeszowem, po fatalnej krętej drodze śmiga kilkadziesiąt pełnych (a czasem przepełnionych) busów dziennie! Komfort jazdy jest bardzo niski. Byłem nawet świadkiem, że bus musiał się zatrzymywać, bo pasażerka groziła zwróceniem śniadania. Alternatywą może być połączenie kolejowe. Niestety pociąg do Krosna jedzie naokoło, odbijając niepotrzebnie na Jasło. Tam zmienia kierunek jazdy, żeby znowu jechać w stronę Krosna. To nieprzyzwoicie wydłuża podróż, a do tego wpływa na podniesienie ceny biletów. Takie połączenie nie może konkurować z busem. Jest jednak lansowana przez samorząd Krosna inicjatywa budowy łącznicy kolejowej, która pozwoli rozwiązać problem. Podróż przez łącznicę pod względem czasu przejazdu i ceny biletu byłaby konkurencyjna. Wiadomo też, że taki szynobus byłby bardziej komfortowy niż bus na serpentynach. Budowa łącznicy to świetny pomysł, nie tylko dla Krosna, które jest największym ośrodkiem w okolicy, ale i dla regionu. Dlatego wspieram ten postulat, zakwestionowałem błędne dane z „konsultacji społecznych”, czy współtworzyłem akcję „Obalamy Mity”, w której rozprawialiśmy się z bzdurami opowiadanymi przez zawistnych jaślaków.

Centrum szkolenia lotniczego

Piotr Przytocki w wieży kontroli lotów na krośnieńskim lotnisku.

Bardzo trafionym pomysłem jest prowadzenie szkolenia lotniczego w oparciu o krosnieńskie lotnisko, wraz z towarzyszącymi inwestycjami. To jedno z lepiej przemyslanych działań łączących różne elementy. Mamy zatem: lotnisko, firmy branży lotniczej, szkolenie lotnicze, kształcenie mechaników na szczeblu technikum i wyższej uczelni. To ma działać tak, że obok istniejących firm i terenów pod inwestycje kształcone są kadry, wyremontowane lub zbudowane samoloty można na miejscu oblatać, a chętni na szkolenie spadochronowe lub szybowcowe przyjeżdżają na kurs z najdalszych krańców Polski. Uczniowie i studenci mogą w Krośnie rozpocząc przygodę z lataniem. Wiadomo, że nie wszystko idzie idelanie, że pewne rzeczy się przeciągają, ale to naprawdę jeden z lepszych pomysłów naszego samorządu.

Krośnieńska edukacja

O tym wcale dużo się nie mówi, ale Krosno ma naprawdę nieźle ogarniętą edukację. Nie wiem czy najlepiej ze wszystkich miast w Polsce, ale wcale nie wykluczam takiej możliwości. Mam tu na myśli ogarnięcie finansowania systemu edukacji. Spotykajac się z działaczami ruchów miejskich, organizacji pozarządowych, a także samorządowcami z innnych miast mogę łatwo wskazać wiele „wspólnych mianowników”, wspólnych problemów, ale nie w zakresie edukacji. W innych miastach edukacja jest workiem bez dna, przyczyną koszmarnych strat i dziur w budżecie. Właściwie samorządowcy nawet się z tym pogodzili, uważają, że tak byc musi. Tymczasem w Krośnie wprowadzono szereg działań, dzięki którym ograniczono koszty i straty. Przy tym szkoły w innych miastach wcale nie maja lepszych wyników (Krosno jest w czołówce pod względem efektów nauczania). W efekcie w Krośnie w szkołach średnich już nawet ponad 70% uczniów dojeżdża z poza miasta. Krosno wręcz do tego zachęca, podczas gdy dla innych miast dodatkowy uczeń to niejednokrotnie problem, straty i niechciane „kukułcze jajo”. Warto tu dodać, że od niedawna Krosno ma jeden z najlepszych systemów stypendialnych dla uczniów. Wyeliminowano szereg wad,, w tym funkcjonujące jeszcze kilka lat temu absurdalne limity stypendiów „na szkołę”. Zresztą w sprawie koniecznych zmian też zgłaszałem swoje postulaty i bardzo się cieszę, że osoby odpowiedzialne za przygotowanie nowego programu myslały podobnie jak ja.

Spalarnia

Poranny widok na niedoszłą spalarnię.

Samorząd Krosna miał też niezły pomysł na ogarnięcie kosztów związanych z zagospodarowaniem odpadów. W miejsce ciepłowni przy Łężańskiej miała powstać „spalarnia” – blok energetyczny, w którym zagospodarowana miała być część odpadów nadajaca się na opał. Bez tego rozwiązania będziemy musieli zapłacić komuś, za zutylizowanie tego odpadu. Ostatnio pytałem o to na konferencji prasowej, prawdopodobnie zapłacimy jakiejś cementowni. Do upadku pomysłu ze spalarnią mogły przyczynić się protesty, zresztą kierownik z Urzędu Marszałkowskiego wprost mówił na konsultacjach społecznych, że wnoszone protesty będą miały dla nich duże znaczenie. Tylko skąd te protesty? Niestety Urząd Miasta nie powiedział mieszkańcom wprost o co chodzi. Nawet gdy zaproszeni przez MPGK eksperci otwarcie powiedzieli, że planowany obiekt to „spalarnia odpadów”, to i tak radni uwalili wniosek o referendum twierdząc, że „w pytaniu jest nieprawda, bo to nie będzie spalarnia”. Jakieś żałosne przepychanie na siłę projektu wbrew obywatelom, w imieniu których zasiadają w samorządzie. Nawet jeżeli to jest dobry pomysł, to nie można go realizować oszukując i wbrew mieszkańcom. A to moim zdaniem wcale nie było złe, bo „spalarnia” miała powstać nie jako dodatkowe źródło emisji, ona miała zastąpić istniejący obiekt! Miała zastapic kotłownię, która i tak kopci, bo trzeba ogrzać mieszkania i wodę. I trzeba do tej kotłowni kupić opał. Proponowałem zainwestowanie w badanie stanu powietrza, żeby możliwe było sprawdzenie czy zamiana źródła emisji pogorszyła stan powietrza. Samorządowcy nie chcieli tego zrealizować, a ich postawa niestety wykluczała mozliwość poparcia projektu. Po prostu nie wolno działać nietransparentnie i wbrew obywatelom. Miało byc o tym, co lubię w działaniach samorządu, ale jakos płynnie przeszło do tego, czego nie lubię: brak jawności, arogancja i traktowanie ludzi jak półgłówków. Trudno.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Ptyacz 17 maja 2018 Odpowiedz

    Wszystko fajnie ale:

    „Question is:”

    Czy jest lepiej czy nie i czy zmieniać władze czy nie, jaki mamy bilans. Więcej za czy przeciw?

  • admin 19 maja 2018 Odpowiedz Author

    Lepiej zmienić. Skala arogancji rośnie z każdą kadencją. Jest coraz gorzej, a wybór tej samej władzy będzie jawnym przyzwoleniem na dalsze negatywne działania. Z drugiej strony zmiana władzy nie sprawi, że zniknie obwodnica, albo lotnisko. Zmiana władzy nie sprawi, ze znikną z Urzędu Miasta pracownicy, którzy merytorycznie pracują na to, żeby władza mogła przecinać wstęgi. Zmieniając władze nie tracimy tak naprawdę nic, a wysyłamy sygnał, ze nie godzimy się na arogancję i bezprawie. Zmiana władzy to zarazem szansa na nowe otwarcie w sprawach, w których konfliktowa polityka i głupi upór prezydenta Przytockiego zamyka mu możliwości porozumienia i współpracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook