Rynek Krosna: lepiej, gorzej, czy najgorzej?

Jak to jest? W rejonie Rynku nigdy jeszcze nie było tak źle z biznesem? Czy może ktoś tu próbuje wykorzystać krótką pamięć części mieszkańców? Stare miasto w Krośnie od dłuższego czasu jest „do wynajęcia”. Co można na to poradzić? Jakie są recepty? Gdzie są dobre burgery, a gdzie fajne piwo?

Krośnieński Rynek i okolica. Pełno lokali „do wynajęcia”. Nawet od zaraz. Od pewnego czasu na ten stan rzeczy biadoli redaktor/restaurator Adrian Krzanowski, który swoją diagnozę problemu przedstawiał jeszcze na sierpniowej sesji Rady Miasta. Jeżeli istnieją jakiekolwiek normy dopuszczalnego fałszu, obłudy i zakłamania to przekroczył je już o setki procent. Tak się przypadkiem składa, że około 5 lat temu zrobiłem dość dokładny przegląd sytuacji na Rynku i sąsiednich uliczkach, w tym Słowackiego, Ordynackiej, Franciszkańskiej i Kazimierza Wielkiego. Możemy porównać co działo się wtedy, a jak sytuacja wygląda obecnie.

W skrócie diagnoza Adriana wygląda tak: miasto źle postępuje bo nie pomaga przedsiębiorcom we właściwy sposób, jego zdaniem obniżono finansowanie Centrum Dziedzictwa Szkła, a przez to coraz mniej turystów jest, a do tego wszystkiego władza robi błędy, bo np. zabawki w piaskownicy są za późno, a dla gastronomii na Rynku czasy są teraz straszne i w ogóle powszechny upadek, jakiego nie było w historii. Podsumowując: same bzdury.

Rynek Krosna. Środek sezonu turystycznego 2011.

 

Fakty natomiast wyglądają tak: kilka lat temu Rynek był przeorany przewlekłymi i uciążliwymi pracami remontowymi, o czym Pan Adrian zdaje się nie pamiętać. Wtedy osobiście rozmawiałem z prezydentem i proponowałem jakieś formy rekompensaty, pomocy dla przedsiębiorców i właścicieli, żeby im niejako wynagrodzić straty spowodowane odstraszaniem klientów przez koparki, błoto , ciężarówki, zagęszczarki etc (zostało to ujęte nawet w tym wywiadzie: Krosno=Szkło ).

 

Prezydent te pomysły odrzucił, twierdząc, że już samo przeprowadzenie rewitalizacji jest korzystne dla przedsiębiorców. I kropka. Część remontów prowadzono wbrew wcześniej zapowiedzianym terminom, np. ul. Sienkiewicza i cześć Rynku rozkopano na początku sierpnia, w środku sezonu turystycznego (to było w 2011 roku), zamiast w październiku, jak zapowiadano. W takich sytuacjach Pan Adrian stawał po stronie władz i medialnie piętnował przedsiębiorców i właścicieli broniących się przed niedorzecznymi działaniami. Naprawdę trzeba mieć mocno zaburzoną optykę, żeby robić problem z  „za późno dali zabawki”, a nie widzieć problemu w wielkim Kamazie manewrującym między wózkami dziecięcymi. Podsumowując w tej części: fala remontów była dla firm jak wichura w lesie, wiele upadło, zostały puste lokale. Jeszcze raz przypominam: w tamtym czasie prezydent odrzucał propozycje łagodzenia skutków remontów dla przedsiębiorców, a Adriana sprawa nie obchodziła.

Rozkopany znienacka Rynek 2011. Ponad dwa miesiące PRZED zapowiadanym terminem!
Atrakcja Krosna 2011: tor przeszkód dla matek z dziećmi!

Pomimo upadku wielu firm trzeba zauważyć, że dzięki odnowieniu Rynku, a przede wszystkim dzięki uspokojeniu sytuacji (nie ma już koparek i tego cholernego Kamaza) na miejsce tych upadłych, zaczęły powstawać i rozwijać się nowe. To oczywiście proces wymagający czasu. W tym odrodzeniu Rynku miało pomóc otwarcie CDS, które jak sobie przypominam, miało utrzymywać się samo, a działać z korzyścią dla Rynku i Miasta. Jednak już od pierwszego roku działalności CDS potrzebowało wsparcia od samorządu. I tu ciekawostka: przez całe lata portal Pana Adriana pomijał milczeniem fakt dokładania przez Miasto do CDS! Gdyby ktoś czerpał wiedzę tylko z tamtego ścieku (bo przecież nie źródła) , to przez całe lata by się nie dowiedział o milionach przepalanych w spółce CDS. I teraz nagle ten, co udawał, że żadnego dofinansowania CDS nie było, przychodzi do radnych i narzeka, że „obniżono finansowanie CDS”. Skąd to rzekome „obniżenie” wziął, to też nie wiadomo, gdyż rok w rok radni przekazywali na spółkę ok 1,3 mln i żadnego „obniżenia” w tym zakresie nie było. I nadal nie ma, bo taka sama kwota (1,3 mln złotych) przewidziana jest w projekcie na grudniową sesję. W międzyczasie było jeszcze spłacenie przez gminę kilku milionów kredytu CDS (który spółka miała spłacić sama!) i wyłożenie 400 tysięcy na utworzenie przy CDS lokalu gastronomicznego konkurencyjnego dla gastronomii w Rynku. Jak dobrze pamiętam to miejska inwestycja w bar przy CDS zbiegła się w czasie z zakończeniem promocji lokalnych restauracji przez sam CDS. Myli mnie pamięć? Być może to przypadek. Musimy przy tym pamiętać, że budowa CDS przyczyniła się do dodatkowego przeciągnięcia uciążliwych dla turystów i klientów, a zarazem zabójczych dla przedsiębiorczości prac. W efekcie np. tam gdzie powstały „piwnice CDS” wkrótce po zakończeniu prac prawie wszystkie lokale były puste, niemal cała pierzeja została uśmiercona pod względem gospodarczym. I właściwie poza samymi ofiarami nikogo to nie obchodziło.

Sam CDS nie spełnił oczekiwań (więcej na ten temat pisałem tutaj ) , za to zmarnował ogromne środki, które wykorzystane na promocję i kulturę w inny sposób mogły dać o wiele lepsze efekty. Pomimo tych wszystkich błędów i problemów przedsiębiorczość na Rynku i w okolicy zaczęła się odradzać. Przypomnijmy sobie, co było 5 lat temu, a zobaczmy co jest teraz.

Smutny budynek Portiusa 4. 2013 rok.

Budynek na Portiusa 4 straszył pustkami, teraz Adrian ma tam „Ferment” (podobno do zamknięcia, może czasowo, może na stałe, ale w chwili tej publikacji istnieje), a lokale na górze zajęli inni przedsiębiorcy, w tym portal Krosno112 (teraz mają zostać wywaleni bo ma tam być BWA, temat na osobny wpis), pierzeja wzdłuż piwnic CDS wreszcie ożyła, pojawiły się tam sklepy i „Wanted Pizza”, obok zapowiadane jest otwarcie kolejnej kawiarni. W ul. Kazimierza Wielkiego w lokalu, który 5 lat temu był pusty, mamy „Sogno Caffe”, a kawałek dalej otworzono „Wino i Talerzyki”.

Tu powstało „Stare Krosno”.

Na ul. Sienkiewicza przy wjeździe na Rynek co prawda niedawno zlikwidowano „Antonio Caffe” (5 lat temu ten lokal był pusty!), ale na jego miejsce powstało już bardzo fajne „Stare Krosno”. Tu mała dygresja bo lokal bardzo fajny, dobrym pomysłem jest lokalne piwo „dostępne tylko tutaj”, mają też ciekawy wystrój, szczególnie w piwnicy, gdzie są motywy nawiązujące do naftowego dziedzictwa Krosna. Dziwnie wygląda karta, bo część dań, np. pizza, w ogóle nie nawiązuje do nazwy i klimatu lokalu, ale wybaczam, bo mają dobre te placki.

Co tu teraz jest?

Koniec dygresji, idziemy dalej, przy skrzyżowaniu Sienkiewicza z Ordynacką działa „Espersso Cafe”, które rozwinęło się zajmując lokal na piętrze. Podkreślam, rozwijają się, a nie zwijają. Na samym Rynku wyraźnie dobrze przyjęła się restauracja „Posmakuj”, której właściciele też rozwijają działalność! Uruchomili w podcieniach „Posmakuj Bistro”. Po przeciwnej stronie z pomysłem reaktywowana została „Wójtowska”. Obok niej na chwilę pojawiła się pizzeria w stylu amerykańskich lat 50-tych (też fajny pomysł i smaczne placki), jednak zniknęła nagle, w niejasnych do końca okolicznościach. Na rogu przy Kazimierza Wielkiego przyjęło się „Michel Cafe”. W pobliżu, przy ul. Słowackiego, w lokalu, który około 5 lat temu straszył pustką, powstał świetny „Ajrisz Pub”. Pod względem gastronomii mamy zatem ciągły proces zmian na plus, od momentu, który był czasem największej zapaści.

Nie wytrzymali budowy CDS-u.

Jeżeli popatrzymy szerzej na gastronomię, to centrum miasta, to na placu Konstytucji pojawiła się cukiernia (dobre miejsce na kawę, ciastko, czy gofra), a przy Staszica (w „murze kapucyńskim”) pojawiło się „Zaparzymy.pl” i „Kebab”. U podnóża Rynku od strony ul. Piłsudskiego działają niezmiennie „Wyszynk” i „Atmosfera” (Góral Burger to jest coś, czego musicie spróbować!). Od strony ul. Czajkowskiego powstało istne zagłębie kawiarni/cukierni: „De Ser”, „Siesta Cafe” i „Kawka”, która wprowadziła do Krosna tajskie lody. Nowy lokal powstał też w ostatnim czasie przy ul. Grodzkiej (tam obok „Katolika”). Śródmieście o charakterze rekreacyjno-spacerowym rozwija nam się w stronę „Ronda”, czyli Placu Monte Cassino, gdzie powstała gromadząca tłumy „Piwiarnia”. Zresztą wspomniany plac też jest przewidziany do przebudowy i rewitalizacji. Nie można też zapomnieć o trzech „Żabkach” w ścisłym centrum, wszystkie mają ofertę „bistro”, czyli skutecznie wbiły się w gastronomiczną nisze na szybkiego hot-doga i szybką kawę.

Zdjęcie z 2013 roku. Teraz znalazł się najemca, jest Ajrisz Pub

Patrząc całościowo na procesy zmian od czasu zakończenia manewrów Kamaza na Rynku, to zwyczajnie nie da się obronić tezy, że „z gastronomia w Krośnie jest coraz gorzej”. Wręcz ten środek ciężkości rozwoju gastronomii wraca w rejon Rynku, upadły wszak „Monika” i „Ranczo”, lokale, które z pewnością były przez jakiś czas beneficjentami tego, że na Rynku nie dało się siedzieć. To nie znaczy, że teraz jest już super, nadal wiele lokali straszy pustymi witrynami, ale po prostu jest nieprawdą, ze te lokale opustoszały teraz, a wcześniej było fajnie. Nie było, było gorzej, a władza postępowała nieraz naprawdę bezmyślnie. Oczywiście, teraz dużą konkurencję zrobi nowa galeria, ale ona ma ofertę skierowaną nie tylko do Krosna, a do co najmniej trzech powiatów, może czterech. Zatem też nie ma co marudzić, tylko trzeba się zastanowić, co zrobić, żeby ci ludzie, którzy przyjadą do Krosna z powodu galerii, skoczyli też w inne miejsce (znaczy na Rynek).

Co do samej akcji „Rynek Krosna Serce Miasta” to w sumie jest ona dowodem, że CDS się nie udał. Gdyby CDS się udał, to nie wydawano by kolejnych publicznych pieniędzy na kolejną akcję promocyjną. W 2017 roku próbowano wydłużyć sezon na czerwiec. To już samo w sobie wróżyło gorszą frekwencję. Zaowocowały też błędy jeszcze z 2016 roku (trochę pisałem o tym tutaj ). Akcja sama w sobie nie jest zła, chociaż można mieć pretensje, że restauratorzy w innych częściach Krosna wcale nie maja lżej, a im się tak nie pomaga. OK, mniejsza z tym, skoro już jest jakaś marka, to można działać na tym dalej, ja od siebie podrzucam władzuni całkiem za darmo taką myśl: w czerwcu to zróbcie „Dzień Dziecka”, a tego grilla zostawcie na lipiec. No i sami restauratorzy muszą się włączyć i pokombinować. Nie możecie się nastawiać, że ktoś Wam zrobi nagonkę, pardon, promocję, a wy będziecie sprzedawać zwykłą kiełbasę z rusztu i liczyć hajs. To wyszło tylko za pierwszym razem, bo ludzie zgłodnieli, a w kolejce nie doczekali się na nic innego. I to już drugi raz nigdy nie wyjdzie, bo ta grupa ludzi po prostu nie wróci na tę imprezę, bo wyszła niezadowolona.

Fot: własne. Krosno Rynek lato 2011 i zima 2013.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • przez 8 ostatnich lat 1 stycznia 2018 Odpowiedz

    „OK, mniejsza z tym, skoro już jest jakaś marka, to można działać na tym dalej, ja od siebie podrzucam władzuni całkiem za darmo taką myśl: w czerwcu to zróbcie „Dzień Dziecka”, a tego grilla zostawcie na lipiec. No i sami restauratorzy muszą się włączyć i pokombinować. Nie możecie się nastawiać, że ktoś Wam zrobi nagonkę, pardon, promocję, a wy będziecie sprzedawać zwykłą kiełbasę z rusztu i liczyć hajs” – człowieku, albo jesteś ignorantem, albo idiotą. Podrzucam władzuni pomysł, że grilla lepiej na lipiec zostawić? Ufff, wspaniale, że za darmo, choć nie wiem, ile chciałbyś za pomysł na Dzień Dziecka, który odbywa się od dawna, i organizację grilla w lipcu, dokładnie tak, jak było w 2016 roku? Właśnie dlatego, że wiadomo było, że w czerwcu się to nie uda. Poczytaj, Adrian o tym pisał, m.in. podsumowując grill 2017. A właśnie, tak bardzo dociekliwy redaktor zapomniał podać kosztów za grilla 2017? Co się stało? Kosztował tyle samo, czy drożej? A efekt? W tej paplaninie nie ma ani jednego konkretu – gdzie opinia choćby jednego restauratora z rynku? mieszkańców? Przepraszam, jest jedna, pana redaktora, w końcu to blog i może pisać, co chce. Tak jak wprowadzić ludzi w błąd i pisać o 32 tys. na grilla dla Adriana, zapominając dodać, że sam grill kosztował 8, a za pozostałe pieniądze zrobiono 4 inne imprezy.

    I jeszcze najdebilniejszy argument – w tym roku wyszło słabo, bo w 2016 roku sprzedawano zwykłą kiełbasę i były kolejki. Człowieku, obejrzyj sobie to: https://www.youtube.com/watch?v=i2cj_bLoHHI, a potem stuknij się w klawiaturę. Krewetki, łosoś, owoce, szaszłyki orientale, sosy angielskie, burgery, marynaty z ziół… Ale oczywiście, w tym roku ziomalce, której zapłacono kupę kasy nic nie wyszło, ale upchnęła trochę reklam na portal redaktora, więc trzeba napisać, że to wina tamtych. Żałosny jesteś.

  • przez 8 ostatnich lat 1 stycznia 2018 Odpowiedz

    PS. czekam na informacje o kosztach i frekwencji. W 2016 roku podano jawnie, sprawdź, nikt tego nie ukrywał, i jedno i drugie. A bidolenie na to, co redaktor Adrian pisał lub nie 6 czy 7 lat temu wsadź wreszcie do archiwum.

  • przez 8 ostatnich lat 1 stycznia 2018 Odpowiedz

    I podrzucam redaktoruniowi, całkiem za darmo, regułę ortograficzną – rynek piszę się „rynek”, a nie „Rynek”, bo nie mówimy o adresie kamienicy, prawda?

  • admin 2 stycznia 2018 Odpowiedz Author

    Proszę raczyć zauważyć, że większość tekstu dotyczy jednak sytuacji na Rynku, czyli obiektywnych przyczyn upadku wielu lokali kilka lat temu, a także znacznego wzrostu liczby lokali gastronomicznych, szczególnie kawiarni w kolejnych latach. Jest to znaczna część tekstu, z którą anonimowy komentatorze/komentatorko nie polemizujesz.

    Jedynie bardzo agresywnie, a wręcz z obelgami i pomówieniami atakujesz w części, która jest dodana skrótowo i niejako na marginesie. Odbieram to jako próbę socjologicznej manipulacji osobami, które zerkną do komentarzy.

    Zatem ustalmy na początku: co do SEDNA powyższego wpisu nie masz żadnych zastrzeżeń.
    Co do reszty, to podchodzisz skrajnie emocjonalnie, może to sugerować osobiste zaangażowanie, ale niestety nie usprawiedliwia pomówień, pisania nieprawdy i przeinaczeń.

    Teraz kolejno:
    1. No tak, co do grilla, to zgadzam się, że w czerwcu to był zły pomysł. Nigdy nie twierdziłem, że jest dobry. I co teraz?
    2. No poczytaj sobie, koszty grilla z 2017 podano na Krosno24, tylko tam „dociekliwy redaktor” sugerował, że w 2016 to była oddolna inicjatywa i nie była aż tak strasznie droga jak w 2017. Zatem moje wpisy na ten temat stanowią jedynie uzupełnienie niedopowiedzeń w k24. Skumaj to: mój materiał stanowi UZUPEŁNIENIE tego, czego tam brakuje, a nie powtórzenie tego co tam jest.
    3. Ten wpis NIE jest o akcji „Serce Miasta”, tylko o zmianach w gastronomii w śródmieściu jakie nastąpiły w ciągu 5-7 lat.
    4. Twierdząc, ze „wprowadzam w błąd”, zwyczajnie kłamiesz i pomawiasz. Wyraźnie napisałem, że zamieszczam umowę na cykl letnich imprez na Rynku: http://piotrdyminski.pl/2017/06/19/umowa-na-grilla-czyli-oddolnosc-krosnienska/ oraz udostępniłem cały plik uzyskany w trybie informacji publicznej.
    5. „I jeszcze najdebilniejszy argument”, człowieku, wysil pamięć, albo sięgnij do tekstu, do którego dałem odnośnik. Oczywiście, ze w 2016 były różne potrawy, ale tego ZABRAKŁO dla CZĘŚCI klientów. Ta CZĘŚĆ stała w długich kolejkach, a na koniec dostała zwykła kiełbasę, kupiona i usmażoną na szybko. I ta CZĘŚĆ ludzi już łatwo nie wróci na tę imprezę.
    6. Nie wiem o jakie reklamy chodzi. Jeżeli próbujesz sugerować, ze wziąłem jakieś pieniądze za promocje grilla w 2017, to rozsiewasz fałszywe plotki. Nie wiem czy to z powodu niedoinformowania, czy po prostu celowo kłamiesz.
    7. To co Adrian pisał 6 lat temu ma niestety znaczenie dla oceny jego zatroskanej postawy. To jak wyglądał Rynek 6 lat temu ma natomiast duże znaczenie dla oceny czy stawiane dziś diagnozy są poprawne. Pamięć ludzka jest ulotna i właśnie po to są archiwa, żeby z nich wyciągać informacje i fotografie, tak jak ja wyciągnąłem. To niebywałe jaką złość wywołuje u Ciebie zwykłe przypomnienie faktów.
    8. A Rynek piszę Rynek, bo to Rynek Krosna i lubię.

  • przez 8 ostatnich lat 2 stycznia 2018 Odpowiedz

    Tytuł: umowa na grilla – tak, w tekście jest rozwinięcie, jak drobny w druk w regulaminie, jesteś kryty, ale tytuł to, jak to pan redaktor powiedział, „próba socjologicznej manipulacji osobami, które tylko zerkną do tekstu”. I co, fajnie?

    Nikt nie sugerował, że akcja nie była aż tak droga jak w 2017, ale przyniosła wielokrotnie lepsze efekty, znowu przeinaczasz i pomawiasz, że ja pomawiam.

    Polemizuję z tym, z czym się nie zgadzam, aż takie dziwne? Mam polemizować z tym, z czym się zgadzam? Nie, nie będę, ale nie będę też łechtał ego redaktora i pisał, że ma rację, że knajp jest więcej.

    Gdzie w tekście jest napisane, że były różne potrawy, ale gdy brakło to serwowano kiełbasę? No gdzie? Nie, znowu manipulacja, z której wynika jasno, że ludzie nie dość, że stali w kolejkach, to jeszcze dostali zwykłą kiełbasę, dlatego nie wrócili w tym roku.

    O jakie reklamy? O banery imprezy na portalu, nie było? A jeśli były to za darmo? No chyba, że za darmo waliły po oczach, to cofam.

    Pisz sobie jak chcesz, nawet z błędami, ale weź odpowiedzialność za czytelników, którzy zrobią kalkę twojego lubienia.

    Złość wywołuje u mnie przedstawianie wybiórczo faktów, a tak zrobiłeś w przypadku akcji „grillowych”. O, mamy więc coś wspólnego, nie lubimy, gdy ktoś czegoś nie dopowie.

    PS. Czekam na podanie kosztów akcji z dwóch lat i porównanie ich efektów.

  • admin 2 stycznia 2018 Odpowiedz Author

    Bardzo mnie cieszy, że co do SEDNA powyższego wpisu nie masz żadnych zastrzeżeń. Co do reszty, to nadal podchodzisz skrajnie emocjonalnie i wybiórczo.

    1. No niestety ktoś sugerował, że był pomysłodawcą oddolnej akcji w 2016 roku. Dlatego zamieściłem skan umowy pokazującej kto, co i kiedy komu zlecał. Kwotę mogły zobaczyć dopiero osoby zaglądające do umowy. Nigdzie też nie ma słowa, żeby to było zrobione źle, albo za drogo, za to jest, np. że „wykonano ciężką pracę”, zatem zarzut „manipulowania osobami, które nie doczytały” jest całkiem chybiony.

    2. Czyli knajp jest więcej, czyli diagnoza o „zawale w gastronomii” jest chybiona. I to jest sedno sprawy.

    3. No tak jest napisane we wcześniejszym tekście, który jest podlinkowany, „jedzenia zabrakło, restauratorzy jeździli na dodatkowe zakupy. Ludzie brali nawet zwykła kiełbaskę z grilla, jak nie było nic innego w czasie, gdy przyszła ich kolej”. I to istotnie przełożyło się na straty w 2017, bo część (podkreślam: część, bo część była też dobrze przygotowana) restauratorów była nastawiona, ze znowu będzie taki tłum, gotowy zapłacić za zwykłą kiełbaskę lub karkówkę. I okazało się, że jednak nie ma.

    4. No o ile wiem, to były za darmo, po prostu część banerów reklamujących wydarzenia kulturalne/społeczne w roku jest zamieszczana za darmo, jeśli akurat jest kawałek miejsca.

    5. Nie występowałem o umowy za ten rok, a pomimo kilku lat obietnic miasto nie publikuje samo ani rejestru, ani treści umów (a to wcale nie jest trudne technicznie). W przypadku grilla 2017 K24 podało 8 tys za grilla i można się trzymać tej kwoty jako wiarygodnej, gdyż UM nie dementuje. Kwoty za imprezy w 2016 nie podali. Jak wspomniałem, sugerowali przy tym, ze była to oddolna akcja z innym pomysłodawcą niż UM, zatem zamieściłem skan umowy w tekście, którego tytuł mówił głównie o oddzielności. Jak wspomniałem, nigdzie nie było zarzutu, że to za drogo, albo, że zlecenie wykonano źle, bo mam duży szacunek dla pracy jaką wykonały w 2016 głównie dwie osoby: Alan i Adrian.

  • przez 8 ostatnich lat 2 stycznia 2018 Odpowiedz

    Co do istoty – tak, zgadzam się, na rynku jest lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook