Mieszanie w demokracji. Trudno o gorszy pomysł

Na przykładzie zmian forsowanych przez PiS w ordynacji wyborczej do samorządów widać jak na dłoni, że ci ludzie nic nie rozumieją. Zamiast prostych, pro-obywatelskich rozwiązań, oni chcą kolejnych strażników pilnujących strażników.

Na wstępie trzeba wyraźnie powiedzieć, że poprzednie wybory samorządowe były farsą. PKW potajemnie zmieniała swoje wyjaśnienia stawiając komisje i kandydatów w kłopotliwych sytuacjach, głosy liczono za zamkniętymi drzwiami, wyniki szczegółowe były długo niedostępne, a te ogłoszone wzbudziły zdumienie i niedowierzanie, a nawet protesty. Protesty oczywiście oddalono odmawiając szczegółowego zbadania spraw. Obywatel, bez prawa wstępu na komisję, bez prawa nagrywania, bez dostępu do kart, musiałby mieć praktycznie z dnia na dzień niezbite dowody, że doszło do fałszerstwa mającego wpływ na wynik, inaczej każdy protest można odrzucić. Tak było i na tym PiS buduje swoją narrację konieczności zmian.

Co chcą zmienić? Poza pozytywnymi drobiazgami, takimi jak prawo nagrywania liczenia głosów, chcą po prostu zdemolować system. Chcą zlikwidować jednomandatowe okręgi w gminach, na rzecz większych okręgów. Co obywatelom daje jednomandatowy okręg? Po pierwsze swobodę kandydowania. To w jednomandatowym okręgu mamy pełną swobodę korzystania z biernego prawa wyborczego, które nie jest uzależniona od startowania „całą bandą”. Po drugie w systemie JOW (jednomandatowych okręgów) bardzo łatwo o transparentność, bo sposób wyboru kandydata jest najprostszy z możliwych: wygrywa ten, co ma najwięcej głosów. Kropka. Co ważne podkreślenia, ta część systemu NIE zawiodła w 2014. Problem był z dużymi, wielomandatowymi okręgami w powiatach i województwach, a nie z wyborami do gmin! I własnie dlatego PiS gruntownie zmieni zasady wyboru do gmin wprowadzając większe, wielomandatowe okręgi. W skrócie, nie zmieniają tego co nie działało, tylko to co działało. I to na wzór tego co zawiodło. Trudno wymyślić coś gorszego!

A wystarczyłoby dodać tylko publiczne liczenie głosów, a do powiatów i sejmików też wprowadzić wybieranie „jednomandatowo”. To jest o tyle proste, że mieszkańcy danego terenu wybierają swojego przedstawiciela. Wystarczy publicznie liczyć głosy, żeby było uczciwie, a wynik jest prosty i nie zależy od wyników na drugim końcu województwa czy gminy. Ale nie, tak nie można. Powiększenie okręgów oddali radnych od obywateli, ograniczy swobodę kandydowania (konieczność zebrania większej ilości podpisów i kandydatów) i bardzo utrudni, czy też uniemożliwi, oddolną, obywatelską kontrolę ustalania wyników. Bo to już nie będzie tylko liczenie głosów, to będzie ustalanie wyników poprzez niezrozumiałe dla większości przeliczanie głosów na mandaty.

Jedyną zaletą zmiany może być to, że będzie widać czarno na białym, jak bardzo zwiększy się upartyjnienie takich wyborów i wybranych w ten sposób rad. Może wreszcie przeciwnicy JOW przestaną bredzić, że to jednomandatowe okręgi upartyjniają wybory. Może w przyszłości da się to przekuć na naprawdę dobrą zmianę?

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Qbano PLRK 24 listopada 2017 Odpowiedz

    Popieram autora rękami i nogami … Ale ostatnie stwierdzenie „Może w przyszłości …” jest niestety mocno pesymistyczne – a szkoda! Szkoda, że tak mało osób rozumie i chce popierać tę opcję wyboru.

  • Pytacz 1 grudnia 2017 Odpowiedz

    Sz. P, Autorze należy jeszcze tutaj dodać po co PiS to zmienia! Tu nie chodzi jak zwykle o „dobrą zmianę” tylko o taką manipulację okręgami, aby PiS mogło wygrać tam gdzie teraz nie ma takich szans! Jak dla mnie ostatnie zdanie z Pana wpisu jest mocno optymistyczne bo niestety pamięć opinii publicznej sięga tylko kilku miesięcy także nawet jak coś plebs w końcu zauważy to i tak zaraz o tym zapomni i zaakceptuje to co jest.

    Pozdrawiam

  • Szpieg 5 grudnia 2017 Odpowiedz

    Dokładnie Pytacz, czysty gerrymandering. To dużo gorsze niż likwidacja JOW, które i tak wprowadzono niedawno, i to nie w miastach na prawach powiatu – więc tutaj ludzie nawet różnicy nie zauważą. Ale przy ścięciu liczby mandatów w okręgu, okaże się że komitety lokalne na które ludzie od lat głosowali, mogą się zwyczajnie nie podostawać. W Sejmikach na 100% znajdą się tylko 2 największe partie, ewentualnie PSL tam gdzie jest silny.

  • admin 5 grudnia 2017 Odpowiedz Author

    Tomek Jaskóła tam dzielnie walczy. Borys Bura, którego znam z sieci Watchdog wnioskuje, krytykuje i upublicznia co się wyprawia na komisjach. Niestety brak przełożenia na efekty. Jedyne, że „ciastek” się na chwile otrząsnął 😀 Jak zwykle po fakcie.

  • Szpieg 6 grudnia 2017 Odpowiedz

    Jaskóła fakt, jest jedyny w swoim rodzaju 🙂 Walczą też jak widzę, Bezpartyjni. Ciastek nawołuje niby do tego by te środowiska które się wokół jego Ruchu poróżniły, znów stanęły razem w tej sprawie. Ale kiepsko to widzę, by się potrafili zjednoczyć, nawet wobec zagrożenia które ich wszystkich zmiecie 🙁 Za dużo osobistych animozji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook