Jawność w odwrocie. Archipelag księstw kontratakuje

Miałem napisać coś więcej o „projekcie ustawy o jawności życia publicznego”. Napisze tak: ten projekt to bubel. Nie wiem kto to podpowiadał, ale raczej albo ktoś bez pojęcia, lub wręcz przeciwnie, ktoś kto ma pojęcie, ale tez złe intencje. 

 

W skrócie minister Kamiński proponuje projekt „superustawy antykorupcyjnej”. Przyświeca jej wiele dobrych chęci, ale skutki mogą być opłakane. Jak to z dobrymi chęciami. Teoretycznie postulat słuszny: „im więcej jawności, tym mniej korupcji”. Projekt jednak wcale nie sprzyja jawności. Pod wieloma względami jest wręcz przeciwnie. Co gorsza, ten projekt obrzydza instytucję „sygnalisty”.

Małe wprowadzenie zrobiłem jakiś czas temu: mamy rewelacyjną ustawę z 2001 roku, która wprowadziła nasze prawodawstwo do światowej pierwszej ligi, jeśli chodzi o prawo do informacji. To dlaczego od kilkunastu lat obowiązywania ustawy mamy cały czas poczucie braku transparentności? Ustawa jest po prostu notorycznie nieprzestrzegana. Nie szanują jej samorządy i komunalne spółki, nie szanują jej ministerstwa, sądy i prokuratury ( więcej tutaj) .

W projekcie Kamińskiego dotychczasowa ustawa przestanie istnieć, a jej zmodyfikowane elementy będa przeszczepione do nowej „superustawy”. Nie ma to żadnego sensu. Natomiast modyfikacje psuja to, co do tej pory i tak kulało. Po zamianie prawa urząd będzie mógł odmówić udzielenia informacji, oceniając, że wniosek składany jest w sposób „uporczywy” oraz że jego realizacja „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”! Uwaga! Oceną, czy wniosek jest „uporczywy” i czy „przeszkadza”, zajmie się ten, do którego ten wniosek wpłynie! To jest postawienie sprawy informacji publicznej na głowie! Zasada była taka: żyjemy w demokratycznym państwie, współdecydujemy o jego losach i pieniądzach, zatem MUSIMY mieć informację. Utworzono BIPy, a czego nie ma w BIP, o to możemy zapytać. Jeżeli obywatele o coś często pytają, to Urząd ma prawo rozbudować BIP. To miał być sposób na unikanie częstych pytań – rozbudowa BIP. Dzięki „dobrym intencjom” Kamińskiego sposobem będzie arbitralna odmowa.

Projekt zakłada możliwość uzależnienia udostępnienia informacji publicznej od wniesienia opłaty za jej przygotowanie. Nie dostaniesz odpowiedzi dopóki nie zapłacisz. Możesz kwestionować opłatę przed sądem, ale to oznacza stratę czasu i koszty. Genialny sposób na opóźnienie dostępu do informacji. Tak, żeby np. coś nie wyszło przed wyborami.

– Jest w Polsce cały archipelag małych księstw – w gminach, na uczelniach, gdzie ludzie boją się krytykować władzę – mówił kiedyś Jarosław Kaczyński. O tych „księstwach” i ich patologiach reportaże robiła nawet Wyborcza i TVN. …a teraz Kamiński proponuje projekt, który te księstwa utrwali i umocni. Da im osłonę niejawności.

Dodam jeszcze o co chodzi z „sygnalistami”. W założeniu sygnaliści to osoby, które sygnalizują (pewnie stąd nazwa) nieprawidłowości w instytucjach i firmach, w których pracują. To szeroki termin obejmujący osoby, które nagłaśniają działalność, która jest nielegalna lub nieuczciwa. Co ważne, „sygnalista” robi to z uczciwości i dbałości o dobro wspólne, a nie dla osobistych korzyści. Wielokrotnie apelowano o prawną ochronę dla „sygnalistów”. No i masz, słonie ze składu porcelany wyszły naprzeciw. Projekt ministra z PiS nazywa „sygnalistami” wyłącznie osoby współpracujące z prokuraturą, i tylko w wąskim zakresie przestępstw. Kompletne wypaczenie prowadzące do tego, ze w Polsce „sygnalista” stanie się synonimem donosiciela prokuratury. Opamiętajcie się…

 

 

Komentarze

komentarzy

1 Komentarz

  • admin 15 listopada 2017 Odpowiedz Author

    Wycofują się już z najbardziej skandalicznych zapisów. Niestety równocześnie pojawia się projekt demolki ordynacji samorządowej. Tradycyjnie już obok rozwiązań słusznych i od dawna postulowanych, chcą przemycić jakieś buble.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook