Zmiany w jawności

Wczoraj (23 października) Minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński ogłosił założenia nowej ustawy, która ma między innymi regulować dostęp do informacji publicznej. Uchylona ma zostać dotychczasowa ustawa. Prace nad nowym projektem będą prowadzone ekspresowo, a szczegółów nie ujawniono. Minister zapewnia, że celem zmian jest wzmocnienie przejrzystości zarządzania państwem i jego majątkiem. Niestety diabeł może tkwić właśnie w szczegółach, których nie znamy.

Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: czy dla poprawy przejrzystości, transparentności życia publicznego w Polsce potrzebna jest nowa ustawa? Moim zdaniem nie. Stan prawny jest taki, że mamy rewelacyjną ustawę z 2001 roku, która wprowadziła nasze prawodawstwo do światowej pierwszej ligi, jeśli chodzi o prawo do informacji. To dlaczego od kilkunastu lat obowiązywania ustawy mamy cały czas poczucie braku transparentności? Ustawa jest po prostu notorycznie nieprzestrzegana. Nie szanują jej samorządy i komunalne spółki, nie szanują jej ministerstwa, sądy i prokuratury. Ustawę i przepisy Konstytucji na których została oparta nieraz za nic miała Kancelaria Prezydenta RP i to nie ważne kto był akurat prezydentem. Kancelaria Bronisława Komorowskiego odmawiała udostępnienia ekspertyz w sprawie OFE. Sprawa przeszła chyba przez wszystkie możliwe Sądy, a wydawało się, że batalię prawną w tej sprawie zakończy Andrzej Duda, który obiecywał przed wyborami transparentność. Prezydentem jest od dwóch lat, a ekspertyz w sprawie OFE nadal nie ujawniono. Co tu dużo mówić, skoro sam Trybunał Konstytucyjny odmawia dostępu do informacji, który gwarantuje Konstytucja? W 2014 roku doszło do absurdu, obywatele mieli przed Sadem walczyć z Trybunałem Konstytucyjnym o swoje konstytucyjne prawo! To jak ma być na niższych szczeblach? W samorządzie, szkole, miejskiej spółce? Z nowszych i lokalnych wiadomości, spółka CDS w Krośnie zasłania się „dokumentem wewnętrznym”, żeby nie udzielić informacji o tym jak zamierza przeciwdziałać dalszym, milionowym stratom środków publicznych. Za ekspertyzę w tej sprawie zapłaciła oczywiście publicznymi pieniędzmi. Skąd się w ogóle wzięły „dokumenty wewnętrzne”? To pojęcie, które nie ma żadnego oparcia w Konstytucji, ani w ustawie o informacji publicznej. Wprowadziła je sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego – Irena Kamińska, tak, ta sama co mówiła o „Nadzwyczajnej Kaście”. Inna rzecz lokalna: zgodnie z ustawą publiczne szkoły powinny prowadzić Biuletyn Informacji Publicznej, w którym są zobowiązane zamieszczać np. dokumentację pokontrolną z przeprowadzonych kontroli. I co? Nic. Ustawę mamy od kilkunastu lat, a praktycznie w całej Polsce nie ma BIPów w szkołach. W Krośnie jakiś czas temu zadałem pytanie w tej sprawie, tzn. gdzie są te BIPy i gdzie mogę sprawdzić dokumentację z kontroli w szkołach. Na razie cisza. Nawet taki Robert Biedroń, który miał być hipertransparentnym prezydentem Słupska, odmówił informacji publicznej obywatelowi. Udostępnił dopiero, gdy o to samo zwróciła się organizacja. Wiedział, że pojedynczemu obywatelowi nie będzie się chciało walczyć, a organizacja ma prawników i środki, żeby iść do Sądu? A gdzie równość wobec prawa? Jednemu się odmawia, a drugiemu udostępnia? Jak dla mnie, to takie osoby powinny dyskwalifikowane z życia publicznego.

Prawo dostępu do informacji jest po prostu notorycznie olewane. Uzyskanie informacji wymaga nieraz miesięcy, czy nawet lat zmagań przed sądami, a i tak można trafić na przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty”, którzy orzekają bez związku z przepisami prawa. Sankcje karne za nieudostępnienie informacji praktycznie nie są stosowane. Zdarza się, że Sądy orzekają grzywny, ale te grzywny płaci „organ”, czyli np. burmistrz z kasy gminy. Rekordziści za swoje porażki w sporach z obywatelami zapłacili już dziesiątki tysięcy złotych…z kasy obywateli. Tymczasem ustawa pozwala taką osobę skazać na rok pozbawienia wolności (choćby w „zawiasach”), co by oznaczało po prostu utratę stanowiska i prawa do ubiegania się o funkcje publiczne przez parę lat. Zatem teoretycznie istnieje dotkliwa sankcja, a nie wiem czy chociaż raz ją zastosowano. Podsumowując: problem braku jawności nie leży w ustawie.

Tymczasem minister Kamiński proponuje zmiany ustawowe. Założenia nawet nie wyglądają źle. Nowe przepisy mają rozszerzyć np. zakres informacji obowiązkowo umieszczanych w BIP. Tylko co z tego, jeżeli przepisy nie są przestrzegane? Jeszcze jeden lokalny przykład. Prawie od 2 lat obowiązuje w Krośnie Statut, zgodnie z którym w BIP mają się znajdować protokoły z Komisji Rady Miasta. Treść nadal nieuzupełniona.

Moim zdaniem byłoby fajnie doprowadzić najpierw do przestrzegania istniejącego prawa. Wtedy byłoby widać, co ewentualnie trzeba poprawić. Propozycja Kamińskiego może praktycznie zablokować dostęp do informacji. Przewiduje bowiem możliwość nałożenia opłaty za udzielenie informacji, która nie zostanie udzielona do czasu uiszczenia wspomnianej opłaty. Oczywiście opłatę można zaskarżyć do Sądu. Rozstrzygniecie sprawy może jednak zająć miesiące, a nawet lata. Informacja po takim czasie może stać się bezużyteczna. Możliwe też, że nikomu nie będzie się chciało „kopać z koniem” i walczyć przed sądami.

Niepokojące jest, że Kamiński nie udostępnia szczegółów przygotowywanego projektu, a znając PiS sprawa może być przepchnięta i dognieciona kolanem w ekspresowym tempie. Zamiast dobrej, ale nieprzestrzeganej ustawy możemy dostać bubel, który zresztą pewnie też będzie traktowany wybiórczo. Jak zwykle PiS próbuje naprawiać nie tam, gdzie coś się zepsuło, metodami słonia ze składu porcelany. Co na to tzw „opozycja”? Chyba nie nadążają. Wczorajszy wieczorny „przegląd prasy” tzw. Komitetu Obrony Demokracji całkowicie pomija problem. Nic dziwnego, patrząc kto tam działa wiadomo, że uwalenie dostępu do informacji jest im tak naprawdę na  dłuższą metę na rękę. Na samym początku wspomniałem przecież, że prawo do informacji nie cieszy się szacunkiem i nie jest przestrzegane, niezależnie kto rządził.

 

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • admin 24 października 2017 Odpowiedz Author

    O, już widzę pierwsze reakcje środowisk „kodowych”… skupiają się na atakowaniu propozycji ochrony prawnej dla „sygnalistów”. Wygląda na to, że PiS z KOD-em ręka w rękę uwalą jawność w Polsce?

  • admin 24 października 2017 Odpowiedz Author

    Jest też udostępniony projekt. Przeanalizuję i odniosę się w kolejnym wpisie.

  • Pytacz 26 października 2017 Odpowiedz

    Panie adminie jak Pan wie KOD już wiele razy pokazał że nie chodzi mu o obronę demokracji, elementem której jest jawność informacji, im przecież chodzi tylko o obalenie PiSu i przejecie stołków! Myślę że to jest jasne od dawna. Co do samego tematu również uważam że zmiana ustawy, o której Pan wspomniał jest nie potrzebna. Raczej należało by stworzyć jakieś służby kontrolne, które sprawdzały by czy ona jest respektowana. Ale PiS niestety prawdopodobnie to zmienia, żeby przypadkiem nie musiał ujawniać swoich machloi.
    Pozdrawiam

  • admin 26 października 2017 Odpowiedz Author

    Przygotowywane jest psucie prawa pod pretekstem poprawiania. Więcej napiszę może jeszcze dzisiaj. Pół biedy, jeżeli przyczyną jest tylko niekompetencja i kompletny brak wyobraźni, wtedy coś może uda się uratować. Gorzej, jeśli to cyniczne niszczenie jawności. Chcę wziąć udział w konsultacjach tej ustawy, tylko do Warszawy mam trochę daleko 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook