Zlikwidować kaplice w szpitalach?

Nie ma twardych dowodów naukowych, że kaplice szpitalne leczą cokolwiek. Czy idąc tropem śmiałych myśli ministra Konstantego Radziwiłła należy likwidować szpitalne kaplice?

Mamy wiele sprawdzonych leków i procedur medycznych, których skuteczność jest w miarę przewidywalna i wiemy, że pomagają chorym, zatem po co jeszcze kaplica w każdym szpitalu? Już objaśniam do czego się odnoszę. Chodzi o niezwykły upór Ministra Zdrowia, Konstantego Radziwiłła przeciw dopuszczeniu medycznej marihuany. Ostatnio na konferencji prasowej relacjonowanej przez liczne media wypowiadał się na ten temat podkreślając, że nie ma dowodów na lecznicze działanie marihuany, a w kwestii leczenia objawowego, łagodzenia dolegliwości, są inne leki, które „biją na głowę marihuanę”.

Generalnie taka morfina, narkotyczny lek wykorzystujący te same substancje, które zawarte są w opium, pewnie ma lepszy power niż lecznicza marihuana, ale szanowny ministrze (zwracam się do Radziwiłła i podobnie jak on myslących), jeżeli jakiś umierający na ciężką i bolesną chorobę pacjent, woli by ulgę przyniosła mu marihuana, to weź mu na to pozwól! Doprawdy, przestań się bać, że ktoś, komu być może zostały ostatnie miesiące życia, może się uzależnić. Inaczej, idąc Twoim chorym tropem myślenia, należałoby zlikwidować kaplice w szpitalach, bo „przecież nie leczą”. A jednak są. Są odpowiedzią na duchowe potrzeby pacjentów, a wielu z nich zapewne przynoszą ulgę. Nawet jeżeli ktoś nie wierzy w cudowne uzdrowienia, to powinien to szanować i pozwolić by chora osoba mogła skorzystać z kaplicy. Tak samo, nawet jak ktoś ma wątpliwości, że marihuana może przynosić ulgę w cierpieniu, powinien pozwolić ją stosować, jeżeli taka jest wola pacjenta i jego lekarza.

Minister Radziwiłł jeszcze do tego wypalił z nawiązaniem do „problemu dopalaczy”. I tu już ręce opadają. „Dopalacze” to problem substancji zastępczych, po które sięgają osoby, które chcą się odurzać. Czyli ustawiając elementy we właściwej kolejności: najpierw mamy popyt. I to ten popyt jest problemem i sygnałem alarmowym, że coś jest nie tak, skoro ludzie chcą przyjmować truciznę, która zaburza działanie ich zmysłów i mózgu. Drugim elementem, jest to, że walka z substancjami, które już są mniej lub bardziej znane i obliczalne, doprowadza do obchodzenia prawa i stosowania związków kompletnie nieznanych, nowych. Ich działanie jest nieobliczalne i skutkuje coraz większą liczbą ofiar. Jak można przyrównywać jakieś niezbadane garażowe trucizny brane dla zabawy, z dość dobrze znaną substancją, której potrzebują ciężko chorzy ludzie? Nie mam pojęcia, ale jak będzie okazja to zapytam ministra.

BTW: truć się można naprawdę wieloma rzeczami, nie da się zakazać wszystkiego. Więcej o tym pisałem tutaj, gdy „wojna z dopalaczami”, także metodami „na granicy prawa”, była sztandarowym hasłem Tuska. Oczywiście Tusk tej wojny nie wygrał.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Kala 23 stycznia 2017 Odpowiedz

    Akurat porównana z leczniczą marihuaną morfina uzależnia dość skutecznie – podobnie jak i inne opiaty. Argument, że nie należy stosować marihuany ze względu na ryzyko uzależnienia jest więc w kontekście alternatyw stosowanych od dekad kompletnie idiotyczny.

    Specyficzny dla naszego rynku natomiast problem dopalaczy jest problemem skrajnie niebezpiecznym – to niezbadane, nietypowe i wyprodukowane w niskiej jakości procesach substancje. Niekontrolowane w zaden sposób. Nieumiejętne stosowanie prawa do walki ze zjawiskiem doprowadziło tylko do zaostrzenia problemu.

    W przypadku zatrucia – co zdarza się częściej niż jest to w mediach komunikowane – służby ratunkowe są kompletnie bezradne. Żaden standardowy test nie pozwala zidentyfikować podanej substancji, nie istnieją skuteczne procedury i środki przeciwdziałania. W skrajnych przypadkach lekarz może tylko patrzyć na to, co się dzieje z pacjentem. Aż do tragicznego końca.

    To jest dużo groźniejszy problem niż medialnie nośne narkotyki.

  • Szpieg 23 stycznia 2017 Odpowiedz

    Typowy pisiorski zakuty łeb. Acz wiem z bardzo pewnego źródła, że sam Kaczor nie był tej marihuanie przeciwny. Był otwarty na rozmowy o temacie. Może się zdarzyć, że ta marihuana będzie kolejnym gwoździem do trumny Radziwiłła, o którym już się coraz głośniej mówi że jest jednym z najgorszych ministrów. Może jego następca będzie bardziej otwarty.

  • Kala 24 stycznia 2017 Odpowiedz

    Zaskakująco dobrze w moich oczach w temacie leczniczej marihuany wypada poseł Marzec. Piotr Liroy Marzec. Jest przygotowany do dyskusji, opanowany – choć widać, że jest to temat wywołujący u niego duże wzburzenie. Wykonał też masę roboty przygotowując projekt odpowiedniej ustawy – pracował w komisji i organizując spotkania, wypracowywał kompromis, rozmawiał i z Prezydentem i z szefami innych ugrupowań. Bardzo dobry przykład parlamentarnej roboty.

    Dodatkowe punkty ode mnie za sformułowanie „Panie Ministrze – Idziemy po Pana!” skierowane do Ministra Radziwiłła przed kamerą 🙂

  • Yeri 24 stycznia 2017 Odpowiedz

    Liroy się ogólnie sprawdza wg mnie. Na początku mi ręce opadły jak się dowiedziałem, kogo Kukiz werbuje, ale nie jest tak źle jak się zanosiło. 3mam kciuki, żeby kukizowcy się ogarniali i w tą stronę to szło.

  • Pytacz 3 lutego 2017 Odpowiedz

    O dziwo Liroy jest bardzie kompetentny w tych sprawach, niż sam Kukiz i za to szacun. Wie czego chce i próbuje dojść do celu przez rzetelną prace a nie bezsensowne krzyki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook