Przejście na Podkarpackiej po zmianach. Wcale nie jest bezpieczniej?

Przejście dla pieszych na ul. Podkarpackiej na wysokości sklepu Jysk wzbogacono ostatnimi miesiącami o szereg rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo. Czy aby ich faktyczna funkcja przyczynia się do realizacji celu? Wątpię i jak widzę w Internetach, nie jestem w tej wątpliwości odosobniony.  

W czym rzecz? Zasadniczo wprowadzono dwa rozwiązania: uruchomiono „wzbudzane światła” na przejściu dla pieszych, oraz uruchomiono pomiar prędkości, który doradza jadącym za szybko by zwolnili.

dziękuje predkość
Urządzenie skupiające uwagę. Fot. KrosnoCity.pl

Przejście dla pieszych znajduje się na długim, prostym odcinku, pomiędzy dwoma większymi skrzyżowaniami. samochody ze skrzyżowań przejeżdżają falami. Na przejściu często jest tak, ze praktycznie nic nie jedzie, a w innym momencie jest cała kawalkada pojazdów, które ruszyły „z zielonego” na jednym ze skrzyżowań. Niby prosta rzecz, ale co to oznacza dla pieszych? Po pierwsze nawet jak jest kompletnie pusta droga, to pieszy musi czekać „na zielone”. Złośliwość rzeczy martwych (albo zwykły totalny brak synchronizacji) powoduje, ze to „zielone” zapala się np. w momencie gdy do przejścia zbliża się fala pojazdów z jakimś TIR-em na czele. Pieszy właściwie nie może skorzystać swobodnie z tego „zielonego”, bowiem bardzo wskazana jest zasada ograniczonego zaufania. Samochody jadą szybko, a kierujący jakoś nie zauważają, ze dla nich zapala się czerwone. Gdy ostatnio (bodaj w sobotę 12 marca) korzystałem z tego przejścia jako pieszy, miałem właśnie taką sytuację. „Zielone” dla pieszych zapaliło się gdy nadjeżdżała fala samochodów, na prawym pasie zatrzymała się ciężarówka, jednak jakaś blondi ominęła ją lewym pasem i przejechała „na czerwonym”, jak by nigdy nic. Nie patrzyła na pobocze, nie patrzyła na sygnalizator nad jezdnią. Po prostu obróciła głowę w druga stronę i śmignęła popełniając jedno z najgorszych możliwych wykroczeń („Omijanie pojazdu, który jechał w tym samym kierunku, lecz zatrzymał się w celu ustąpienia pierwszeństwa pieszemu”).

Trzeba pamiętać, że nawet gdy samochody się zatrzymają przed przejściem, to wcale nie jesteśmy jako piesi bezpieczni. Nie trudno o gapę, która najedzie na tył komuś, kto prawidłowo zatrzymał się na czerwonym. Choćby w piątek 11 marca doszło do takiego zdarzenia. W efekcie możliwe jest wepchnięcie samochodu w pieszych (11 marca żaden przechodzień tam nie ucierpiał). Na tym przejściu po prostu codziennie dochodzi do nieprawidłowych zachowań kierowców.

wypadek112
Wypadek przed przejściem. Fot. Krosno112

Jedną z przyczyn może być wspomniane na wstępie „mierzenie prędkości”. Nie jest to żaden znak, czy sygnał drogowy, a jednak absorbuje kierowców. Mierzy prędkość i informuje czy jadą prawidłowo, czy nie. Kierowca otrzymuje np. komunikat, że jedzie prawidłowo mając 52 km/h. Niestety może to odwracać uwagę kierowcy od o wiele ważniejszego sygnalizatora nad przejściem dla pieszych. Jeżeli w tym czasie nad przejściem ma „czerwone” to te 52 na godzinę stanowi już o dużo za dużą prędkość…ale on nie patrzy na sygnalizator, tylko na zabawkę zamontowaną rzekomo dla bezpieczeństwa.

Osobiście odnoszę wrażenie (i spotkałem się z podobnymi opiniami i komentarzami), że bezpieczniej byłoby bez tego „wzbudzanego światła”. Jak wspomniałem, ruch samochodów znacznie ograniczają światła na sąsiednich skrzyżowaniach. Odcinek drogi jest doskonale widoczny w obu kierunkach, więc nie ma problemu by przejść, gdy nic nie jedzie. Jeżeli akurat nadjeżdżają pojazdy, wystarczy chwilę zaczekać, aż zakończy się „fala” wypuszczona ze skrzyżowania. I to naprawdę wystarczało. Światło wzbudzane uruchomiono, po tym jak na sąsiednim przejściu zginęła potrącona dziewczynka. Jednak na tamtym przejściu nie było i nadal nie ma świateł.

Oczywiście byłoby najfajniej, gdyby kierowcy po prostu stosowali się do „czerwonego”. Jednak z pewnych względów tak się nie dzieje, coś odwraca uwagę, przy przejściu nie zbierają się tłumy pieszych, zwykle jest zielone i odcinek można przejechać bez zatrzymania (przyzwyczajenie drugą skórą…). W efekcie odnoszę wrażenie, że piesi są zagrożeni teraz bardziej, niż przed uruchomieniem świateł. Jak to rozwiązać? Widzę dwie opcje: albo częstsze kontrole i bezwzględne kary za „przejazd na czerwonym”, albo wyłączyć te światła. Sygnalizacja na przejściu olewana przez kierowców, jest po prostu niebezpieczna.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Krosta 15 marca 2016 Odpowiedz

    Są lepsze rozwiązania, ale kosztowniejsze. Przejście podziemne dla pieszych lub kładka.

  • Monk 21 kwietnia 2016 Odpowiedz

    Zatrzymywanie się na czerwonym też nie popłaca. Można zostać stratowanym tylko przez to (między innymi), że to było późne czerwone – zaraz zmieniło się na zielone a reakcja była zbyt późna. Jak myślicie może warto byłoby jako osoba poszkodowana złożyć gdzieś wniosek o zorganizowanie tego przejścia inaczej? Miałoby to jakiś inny wymiar? Jako kierowca uważam, że światła w tym miejscu są zdecydowanie niezauważalne. Ile warte jest życie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook