Referendum’15: Dlaczego „TAK dla JOW”?

Po co w ogóle zmieniać system wyborczy? Czy nie wystarczy, że po prostu zagłosujemy na właściwych ludzi? Czy sposób wybierania ma znaczenie? Czy nie ma ważniejszych spraw dla naprawy państwa? Czy JOW to recepta na wszystko? 6 września odpowiemy sobie między innymi na te pytania.

Już 6 września odbędzie się referendum, którego pierwsze pytanie dotyczy wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW) w wyborach do Sejmu. To byłaby zmiana fundamentalna.

TNT referendum
Referendum 6.09 to prawdziwe TNT podłożone pod obecny układ władzy 😉

Zmiana systemu wyborczego do Sejmu to jedna z najważniejszych zmian, jakich potrzebuje Polska. Od doboru ludzi do Sejmu zależy kto będzie w rządzie i kto będzie uchwalał ustawy. Jakość posłów przekłada się na jakość całego państwa. Państwa które działa wadliwie. Używając metafory, to wygląda tak: powiedzmy, że komputer nie działa prawidłowo, a politycy kłócą się o to czy na pulpicie ma być tęcza czy krzyż, albo czy zainstalować aplikację „in vitro” czy nie. Tymczasem my mówimy o konieczności wymiany systemu operacyjnego!

Dlaczego JOW? System wyborczy jest czymś, do czego zwykle nie przywiązujemy dużej wagi. Jest bo jest. Mało kto się zastanawia nad jego znaczeniem. Tymczasem system wyborczy do sejmu jest jednym z najważniejszych punktów ustroju państwa. To ten system determinuje jacy ludzie dostaną się do władzy ustawodawczej i wykonawczej oraz od kogo będą zależni. Żeby mówić o konieczności zmiany systemu wyborczego trzeba sobie uzmysłowić, że wiele negatywnych zjawisk, z którymi mamy do czynienia ma swoje źródło właśnie w sposobie wybierania. Obecny, tak zwany „proporcjonalny” sposób jest niedemokratyczny, niesprawiedliwy, ani nawet nie jest proporcjonalny. To bez trudu można wykazać na liczbach i robię to od lat na spotkaniach na temat JOW. Sposób rozdziału mandatów tak naprawdę nie odzwierciedla proporcji pomiędzy ugrupowaniami. Niekiedy jeden komitet potrzebuje nawet kilka razy więcej głosów na każdy mandat niż inny komitet w tych samych wyborach. Gdzie tu proporcja? Ten system jest niedemokratyczny, bo kluczową pozycję na ogół zajmuje partia z zaledwie kilkoma procentami poparcia.

Jakie jeszcze są problemy „proporcjonalności”? W praktyce, żeby dostać się do sejmu obywatel musi znaleźć się na liście jednej z dużych ogólnopolskich partii. I to na dobrym miejscu. Nie chodzi tylko o „jedynki”, strategia budowania list wyborczych zawiera wiele kruczków, które pozwalają z ogromnym prawdopodobieństwem ustalić kto z listy wejdzie do sejmu, a kto nie. O ułożeniu listy decyduje ten, kto a rejestruje – partyjny wódz. Obywatel bez błogosławieństwa partii nie ma szans. Furtką pozostaje utworzenie ogólnopolskiego Komitetu Wyborczego Wyborców, który będzie działał podobnie jak partia. Najważniejsze osoby w partii mają praktycznie gwarancję wejścia do Sejmu, nawet gdy poparcie spadnie do około 10%. To gwarantuje utrzymanie wpływów na państwo i wpływów finansowych dla partyjnych klik, a zwykłym obywatelom ogranicza bierne prawo wyborcze. Każdemu z nas (po 21 roku życia) przysługuje bierne prawo wyborcze do Sejmu, jednak ordynacja wyborcza wprowadza ograniczenie tego prawa: możemy realizować je tylko kolektywnie, tylko startując z jakąś „bandą”.

Tak wybrany poseł dobrze wie, że miejsce w sejmie zawdzięcza nie tyle wyborcom, co partyjnemu liderowi, który dał mu dobre miejsce na liście. Poseł staje się „maszynką do głosowania”. Albo realizuje wytyczne lidera, albo żegna się z następną kadencją. Jest pionkiem, którego można wymienić na innego. W kampanii wyborczej gdzie w jednym ogromnym okręgu jest kilkuset kandydatów wyborcy nie mają faktycznie możliwości ich poznania i porównania. Dlatego o wyniku wyborów decydują pyskówki partyjnych liderów w telewizji. Przyjmuje to groteskową formę, gdy na lokalnych spotkaniach wyborczych osoba znana tylko z telewizora mówi wyborcom kto jest najlepszym kandydatem na ich terenie, a przy tym nawet nie potrafi wypowiedzieć poprawnie nazwisk kandydatów. To promuje „miernych ale wiernych”! To nie my jesteśmy tak głupi, że wybieramy marnych posłów, to system wyborczy daje nam głównie takich kandydatów.

W praktyce w systemie proporcjonalnym nigdy nie dochodzi do sytuacji gdy jedna partia może wyłonić rząd i zrealizować swój program. Partie muszą porozumieć się i utworzyć koalicję. Taki koalicyjny program układają wodzowie partyjni już po wyborach, poza decyzją obywateli. Co gorsza w takich targach partia z poparciem 25% może zostać na bocznym torze, a stanowiska w rządzie, prawo do blokowania reform, czy prawo narzucania rozwiązań korzystnych tylko dla swojego elektoratu zyskuje patia z poparciem około 8%. Zdecydowana mniejszość dyktuje swoje warunki 92% społeczeństwa w wyniku układu pomiędzy kilkoma albo nawet zaledwie dwoma partyjnymi liderami. Tak stało się po wyborach w 2011 roku. To nie wina jakiś „ludzi z partii, którzy są jak pani spod latarni”, tylko skutek systemu wyborczego!

Dlatego JOW! Bierne prawo wyborcze zostanie w pełni przywrócone obywatelom. Będzie można startować samodzielni, a nie „w bandach”. Tak wybrany poseł będzie wiedział, że miejsce w sejmie zawdzięcza wyborcom. Będzie naszym przedstawicielem, a nie partyjnego szefa. System większościowy doprowadza też w praktyce do rozwiązań „dwublokowych” czy „dwupartyjnych” co eliminuje konieczność koalicyjności. Jedno ugrupowanie bierze władzę i całą odpowiedzialność. Dzięki temu może po pierwsze realizować swój program przedwyborczy, a po drugie nie ma od tego wymówek w postaci „koalicjant nie pozwolił”. W praktyce wyeliminowane zostają sytuacje gdy „partie branżowe” czy „jednokadencyjne efemerydy” wchodząc w koalicje rządzącą łapią za gardło cały kraj. Znikają sytuacje, gdy partia, z kilkunastoma procentami poparcia staje się najważniejsza w kraju, bo bez niej nikt nie utworzy rządu. Znika marnowanie czasu na niekończące się targi koalicyjne, czy kryzysy w koalicji. Same wybory w JOW są szybsze, tańsze, bardziej przejrzyste. To rozwiązuje problem nieudolnej PKW z jej kosztownymi systemami, które nie działają. W wyborach w oparciu o JOW praktycznie PKW nie jest potrzebna! Nawet jak ktoś twierdzi, że „JOW i tak nic nie zmienią w polityce”, to chyba kwestia kosztów i przejrzystości jest wartością sama w sobie, prawda? Zapraszam też do zapoznania się z „Czy JOW to dobry pomysł?”

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Pytacz 13 sierpnia 2015 Odpowiedz

    A kuku tu zwolennik JOW, a gdzie jest Paweł Kukiz ? Czyżby tylko śpiewać umiał ? On powinien teraz w możliwie wszystkich mediach namawiać Polaków do wzięcia udziału w referendum bo jak nie będzie frekwencji to cała jego inicjatywa jest bez sensu. HummerBus to moim zdaniem za mało miejmy nadzieje, że ludzie zmądrzeli i już nie dadzą sobie wmówić, że referendum jest niepotrzebne i że to tylko strata czasu i pieniędzy. A Pisowcy niech spadają ze swoimi durnymi dodatkowymi pytaniami bo chcą tylko zaciemnić meritum sprawy.

  • Yeri 14 sierpnia 2015 Odpowiedz

    Dokładnie Pytacz, zaczynam się bać, że to jeszcze nie wypali ze względów frekwencyjnych, było pieknie, ale teraz to przycichło, no ale nie zapeszam.

  • Van 14 sierpnia 2015 Odpowiedz

    Może powody dla których notowania kukiza lecą, leżą tam gdzie wskazuje je red. Michalkiewicz?
    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3444

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook