Referendum: czy JOW to dobry pomysł? Najczęstsze wątpliwości w jednym miejscu.

Co to są te JOW? To bardzo łatwo wytłumaczyć, nie ma z tym najmniejszego problemu. Kłopot jest z czymś innym. Ponieważ praktycznie nikt nie rozumie systemu proporcjonalnego, który obowiązuje obecnie, to czasem nie łatwo jest wytłumaczyć, po co w ogóle coś zmieniać. Na dodatek w referendalnej i przedwyborczej gorączce przedstawiciele „partiokracji” bronią się przed wprowadzeniem JOW na wszelkie sposoby. W tym używając manipulacji czy ordynarnych kłamstw.

Kiedyś temat propozycji zmiany systemu wyborczego nie był szeroko znany, ani nie wywoływał emocji. Można było rozmawiać o JOW na spokojnie, z każdym. Teraz JOW stały się śmiertelnym zagrożeniem dla obecnie istniejących partii politycznych. Dlatego PiS, SLD, PSL i cała masa planktonu politycznego w emocjonalny i często kłamliwy sposób atakuje i będzie atakować. PO robi to trochę sprytniej, bo udaje, że „jest za”. Ludzie z PO raczej myślą już nad tym, jak by tu zmodyfikować system JOW, żeby im nie zagrażał. Świadczą o tym wypowiedzi Komorowskiego o tym, że „referendum będzie wskazówką”, a „posłowie będą szukali optymalnego rozwiązania”. Zapewne optymalnego dla istniejących partii. Dla „partiokracji” to jest kwestia przetrwania, dlatego jedni będą kombinowali jak by tu coś zmienić tak, żeby nic nie zmieniać, a pozostali bez pardonu wściekle atakują.

W jednym miejscu spróbuję zebrać najczęstsze argumenty używane przez „partiokratów” i ich pożytecznych przeciwników JOW. Dla ułatwienia wrzucam „spis treści”. Zamiast czytać całość, możesz po prostu przejść do interesującego Cię punktu. Nie ma jednego rozdziału poświęconego argumentowi „zmarnowanych głosów”, bo różne aspekty tego zarzutu omówione są w innych rozdziałach, co jest zaznaczone w Spisie Treści.

Spis treści:
1. „A bo w Senacie…”
1.1. „A bo Platforma wzięła 97% w Senacie”

2. „A bo UKIP w Anglii dostał za mało…” („zmarnowane głosy”)

3. „A bo się zabetonuje…” („zmarnowane głosy”)
3.1. …czyli albo zabetonuje, albo zmiecie (aktualizacja wpisu w dniu 19 czerwca)

4. „A co w razie śmierci posła? Trzeba powtarzać wybory?!”

5. „Panie, w Anglii już nikt tego nie chce!”

6. „Gangsterzy i kasa będzie decydować i tyle!”

7. „Szkoda małych partii, niech by też były w sejmie” („zmarnowane głosy”)

8. „A bo 80% może być przeciw komuś, a on i tak wejdzie…” („zmarnowane głosy”)

9. „To niedemokratyczne!” („zmarnowane głosy”)

10. „Będą nam granicami okręgów mieszać!”

11. „Pier*ole! Przez JOW spadnie poziom debaty publicznej!”

12. „Jak wyłonić rząd z 460 różnych posłów?!”

Rozdział 1.
„A bo w Senacie…”
Kilka lat temu gdy organizowałem spotkania o JOW mówiliśmy, że kluczowy dla zmian w państwie jest Sejm. To system doboru ludzi do Sejmu decyduje kto i jak będzie uchwalał prawo i wyłaniał rząd. Przeciwnicy JOW to wiedzą, dlatego pod naciskiem ustępują bardzo powoli. Zgodzili się na JOW w małych ginach, zgodzili się na ułomne JOW do Senatu, a wszystko po to by mówić „patrzcie, to nic nie zmienia, to po co zmieniać w Sejmie?” Doskonale wiedzieliśmy, że tak będzie i ostrzegaliśmy, że sposób wprowadzania JOW do Senatu jest celowo wadliwy i robi się to tylko po to, żeby łatwiej bronić Sejmu przed zmianą. Na czym polega wadliwość? Po pierwsze wybory do Senatu przebiegają równolegle z wyborami proporcjonalnymi w wielomandatowych okręgach do Sejmu. Kampania Sejmowa jest najważniejsza i najbardziej widoczna bo Sejm jest ważniejszy od Senatu i jest do niego o wiele więcej kandydatów. W efekcie niejeden wyborca dowiaduje się o wyborach do Senatu dopiero w lokalu wyborczym, gdy otrzymuje dodatkową kartkę. Głosowanie do Senatu jest wtedy wyłacznie pochodną decyzji w upartyjnionych wyborach Sejmowych. Po drugie warunki nie były równe. Brak było równości finansowej, partiom politycznym pozwalano wydać 5 razy więcej pieniędzy niż kandydatom bezpartyjnym, kandydaci bezpartyjni byli też blokowani wymogami rejestracyjnymi, rażące dysproporcje w dostępie do środków publicznego przekazu i na koniec: bezpartyjni kandydaci musieli zmieścić się w krótszym terminie kampanii (ze względu na wymienione wcześniej wymogi rejestracyjne). Pomimo tych wszystkich przeszkód do Senatu i tak wszedł jeden niezależny Senator! To zaledwie 1%, ale walczył na bardzo nierównych zasadach. Tymczasem ilu posłów niezależnych od partii politycznych weszło do Sejmu? Ani jeden. Przykład Senatu wyraźnie pokazuje tylko jedno: diabeł tkwi w szczegółach. Musimy bardzo pilnować tego, jakie będą zasady wyborów, bo partie mogą tak wypaczyć szczegółowe zapisy, by mieć nieuczciwą przewagę nawet w JOW.

Senat 2011
Wyniki wyborów do Senatu 2011 rok. Screen z pkw.gov.pl

Podrozdział 1.1
„A bo Platforma w Senacie wzięła 97%!”
Temu „argumentowi” muszę poświecić dodatkowy „podrozdział”, bo pokazuje skalę zaczadzenia partyjnych fanatyków. Skąd to się bierze? Nie wiem, ale na taki tekst trafiłem już kilka razy ze strony zwolenników PiS. Oto screen z z jedną taką wypowiedzią na fb:

Mądrośc PiS
Przyznaję. Nie wiem z jakiego kraju te dane 😀

Jak widać są też „lajki” od PiS-klaków, które mu przyklaskują. Normalnie jakiś leming, tyle, że z PiS-u. Nie wiem czy śmiać się czy płakać, ale takie ordynarne kłamstwo na grupie zdominowanej przez sympatyków PiS zdobywa „lajki” i nawet nikt tego nie dementuje. Dla niezorientowanych, którzy jeszcze nie nadążają: w wyborach do Senatu w 2011 roku 31 na 100 miejsc obsadził PiS. Wygląda na to, że PiS-klaki nawet nie wiedzą ilu mają Senatorów! W szale demonizowania JOW gotowi są uznać senatorów PiS, za senatorów z PO (a i tak dalej się suma nie zgadza!). Mam to przyjąć za koronny dowód, że PiS od PO w zasadzie się nie różni?

Rozdział 2.
„A bo UKIP w Anglii dostał za mało…” („zmarnowane głosy”)
To jest argument zapoczątkowany przez Korwina-Mikke. Warto tu przypomnieć, że Korwin wprowadzał JOW do programów wszystkich swoich kolejnych partii. Chodził na „marsze JOW” razem z twórcą Ruchu JOW prof. Przystawą, a nawet na nich przemawiał. Korwin-Mikke nie wiedział co popiera? Czy może podobnie jak większość polityków popierał JOW tak długo, aż wreszcie został gdzieś wybrany w proporcjonalnym systemie. Teraz dobrze wie, że nawet z 7% w JOW nigdzie by nie wszedł, a tak to ma wysoką pensję i nic nie musi w tym PE robić. Czubek własnego nosa szybko wpływa na zmianę poglądów? Wróćmy jednak do wyników w GB. Tam UKIP z poparciem 12.9% zdobył tylko jedno miejsce. Przeciwnicy JOW od razu zaczęli rozgłaszać, że „JOW się nie sprawdziły!” Tylko co to znaczy? Idea JOW polega na tym, że nie głosujemy na strukturę jaką jest partia nawet jeżeli ma wspaniałe hasła, tylko na konkretnych ludzi. Taka ilość mandatów uzyskanych przez UKIP świadczy o tym że kandydaci tej partii w danych okręgach nie byli odpowiedni dla tej społeczności. Trzeba tu dodać, że najważniejszy postulat UKIP obiecała zrealizować Partia Konserwatywna. To oznacza, ze JOW sprawdziły się po raz kolejny! W ten sposób system JOW integruje różne grupy, różne poglądy w jeden system stabilnego i odpowiedzialnego rządzenia państwem. Wpływ wyborców to wcale nie zdobyte dla partii miejsca w parlamencie! Proszę zwrócić uwagę, że w proporcjonalnym systemie w wyborach do Parlamentu Europejskiego UKIP ma sporą reprezentację, zatem Nigel Farage może przemawiać w PE. Co z tego wynika? Inni go posłuchają, pośmieją się i dalej robią swoje. Za to w warunkach JOW jego partia zdobyła tylko 1 miejsce, ale za wywalczyła swój główny postulat. Zatem zadajmy sobie pytanie: czy nam, wyborcom, chodzi o zdobycie posad dla ludzi z okreslonej partii, czy o faktyczne przeforsowanie naszych postulatów? Dla porównania system proporcjonalny praktycznie uniemożliwia zrealizowanie programu nawet zwycięskiej partii!

Rozdział 3.
3. „A bo się zabetonuje…”
(„zmarnowane głosy”)
Ten argument jest niejako odbiciem tego z rozdziału drugiego. Słyszymy to bez przerwy, tylko „zabetonuje” i „Zabetonuje”, czasem któryś zna bardziej wyrafinowane słowa i powie o „petryfikacji sceny politycznej”.  Ale dowiedzieć się od tych krzykaczy, co przez to rozumieją nie sposób. W najlepszym razie rzucą „Zobacz, w Wielkiej Brytanii rządzą dwie partie!” Tylko co to ma do „Zabetonowania”? W Wielkiej Brytanii nigdy nie było sytuacji gdy system proporcjonalny zmieniono na większościowy w JOW i ta zmiana utrwalałaby wcześniejszy podział z systemu proporcjonalnego. Ponieważ nie było takiej sytuacji, to o czym mówią ci partyjni „betoniarze”? Chyba sami nie wiedzą. Oni dobrze wiedzą, że Polacy mają już dosyć PiS czy PO i dlatego ci partyjniacy (także z PiS!) próbują nas nastraszyć, że „jak będzie JOW, to będzie rządzić PiS i PO”. To jest naprawdę niesamowite zjawisko, gdy rozmawiasz z sympatykami i członkami PiS, którzy straszą Cię rządami PiS! Skąd to się bierze? Część z nich po prostu wie, ze zmiana ordynacji, to zmiana zasad, która spowoduje zmianę strategii i samych komitetów wyborczych. PiS będzie musiał się zmienić, albo przestanie istnieć. Kaczyński, który jest wodzem PiS nie chce zmian, wie, ze po latach negatywnego doboru jego ludzie nie mają szans wygrać w jednomandatowych okręgach, a ci, którzy by wygrali nie będą tak uzależnieni od niego jak obecnie. Reszta PiS-klaków nawet nie myśli, tylko powtarza dowolne bzdury, byle przeciw JOW, jak Kaczyński przykazał. Przykład mieliście na screenie powyżej.

efekt JOW
W systemie JOW przegrać może nawet „baron” dużej partii. System proporcjonalny chroni stołki „bosów” partyjnych.

Wprowadzenie JOW nie utrwali, ani nie „zabetonuje” sceny politycznej. Zmiana systemu wyborczego całkowicie zmieni układ sił. Scena polityczna Wielkiej Brytanii nie jest sceną tuż po „zmianie na JOW”, tylko została ukształtowana przez wiele kadencji, nie może wiec być mowy o stawianiu znaku równości pomiędzy brytyjskimi partiami, a naszymi. Siła brytyjskich głównych partii płynie z umiejętności adaptowania i łączenia poglądów różnych grup tak jak to widzimy na przykładzie z Rozdziału 2, a nie z tworzenia nieuczciwych i nierównych reguł jak to jest robione w Polsce i mamy to opisane w Rozdziale 1 i Rozdziale 6. Polscy politycy, w tym Kaczyński, świetnie o tym wiedzą. Gdyby jeszcze ich wyborcy o tym wiedzieli, to byłoby super.
Podrozdział 3.1
„JOW zmiotą PiS!” (aktualizacja wpisu w dniu 19 czerwca)
Aktualizuję, bowiem okazuje się, że przynajmniej część wyborców PiS dobrze wie, że JOW zmienią, albo wręcz zmiotą tę partię. Według tego co padło w grupie sympatyków PiS na facebooku wiedzą o tym posłowie PiS i nawet używają jako argumentu! Czyli na zewnątrz straszą „utrwaleniem/zabetonowaniem sceny politycznej”, a wewnętrzny przekaz to straszenie „zniszczeniem PiS”! Dyskusja prowadzona była wokół argumentu, że „JOW zabetonują”, zatem drążyłem temat: „jeżeli PiS prowadzi w sondażach, a JOW mają to utrwalić, to dlaczego PiS tego nie chce?” Nawet nie spodziewałem się tak szczerej odpowiedzi tak szybko! Screen:
JOW zmiecie pis 2Wątpię czy JOW naprawdę „całkowicie zmiotą PiS”, ale z pewnością zmiotą najmierniejszych posłów, a tych w PiS nie brakuje. Nic dziwnego, że sami posłowie straszą swoich sympatyków na wszelkie sposoby, nawet sprzeczne z oficjalną propagandą. Pozostawiłem też wypowiedź Łukasza, bo jest po prostu na wybornym poziomie. (koniec dodanego fragmentu).

Rozdział 4.
„A co w razie śmierci posła? Trzeba powtarzać wybory?!”

Na chwilę opuszczamy Wielką Brytanię by zając się tematem obsadzania „zwolnionych mandatów”. Niektórych przeraża myśl o tym, ze w razie np. śmierci posła w systemie opartym o JOW konieczne będą ponowne wybory. To nic złego! Po pierwsze koszty wyborów w niewielkim okręgu nie są wcale wysokie, a po drugie wyborcy wtedy wyrażą swoją aktualną wolę. Nie jest powiedziane, że chcieliby „następnego z listy” jak to się dzieje teraz. Mamy na to wiele przykładów. Np. nasza pani wojewoda przez całą kadencję była wojewodą, rozdysponowywała fundusze, występowała na konferencjach prasowych, jeździła na uroczystości strażaków, policjantów i kogo jeszcze trzeba było. Wyborcy, także ci z Krosna, Jasła, Sanoka, Ustrzyk, Leska i okolic ją znali i poparli w 2011. Ona jednak zrzekła się mandatu, który przypadł człowiekowi ze stosunkowo niewielkim wynikiem i pochodzącym z drugiego końca okręgu. Tego typu przykłady można mnożyć w całej Polsce, także w wyborach lokalnych, gdzie tak jak w Krośnie obowiązuje ordynacja proporcjonalna do Rady Miasta. To zdecydowanie nie jest uczciwe wobec wyborców. Ja wolę ponowne wybory niż „dziedziczenie” mandatu przez partię.

Rozdział 5.
„Panie, w Anglii już nikt tego nie chce!”

Wracamy na Wyspy Brytyjskie. Ponieważ regularnie rozbrzmiewają tam głosy o zmianie ordynacji, to w Polsce przeciwnicy JOW próbują budować narrację, że „sami Anglicy chcą to odrzucić, a wy to chcecie w Polsce?!” Dużo wykrzykników dodają do tego. Jednak nie pamiętają (albo nie wiedzą), że w 2011 w Wielkiej Brytanii odbyło sie referendum w sprawie zmiany ordynacji wyborczej! Prawie 70% Brytyjczyków powiedziało, że nie chce zmian. To nie tak dawno, prawda? Oczywiście zawsze będzie jakaś grupa polityków i krzykaczy, którzy zazdroszczą PSL-owi czy innej Samoobronie z Polski, że u nas wystarczy kilka procent poparcia, jakaś mała branżowa grupa, lub chwilowa moda, a  już można chapać przy korycie! Tymczasem u nich trzeba być najlepszym w okręgu! To niesprawiedliwe, prawda? Zazdroszczą i próbują przekonywać swoich rodaków do zmian. Bezskutecznie, bo Brytole chyba dobrze rozumieją, że ich system zapewnia im stabilne rządy odporne na radykałów i wąskie grupy interesu. O tym więcej w następnych rozdziałach. W tym miejscu pomyślmy jednak moment nad samym poziomem tej argumentacji… jeżeli w Anglii ktoś krytykuje JOW, to znaczy od razu, że nasz system jest lepszy niż angielski? A jak w Polsce ktoś krytykuje demokrację, to może znaczy od razu, że lepszy jest model białoruski? No bez żartów.

Rozdział 6.
„Gangsterzy i kasa będzie decydować i tyle!”
Ten argument powiązany jest też z drugim pytaniem referendalnym, tym o finansowanie partii z budżetu. W tym argumencie kryje się obraźliwe dla Polaków twierdzenie, ze zagłosujemy tylko na tego, kto zrobi drogą kampanię. Z jednej strony, żeby wygrać wybory trzeba dotrzeć do wyborców, poinformować o tym, że się kandyduje. To są koszty, więc kasa jest potrzebna. Jednak nie tylko kasa decyduje. Pokazał to Paweł Kukiz, który zrobił kampanię za 600 tysięcy i zdobył ponad 20% deklasując kandydatów z droższymi kampaniami (jak Korwin-Mikke) i miał o wiele „tańsze głosy” niż wydający miliony na kampanię Duda i Komorowski. Czyli kasa nie jest czynnikiem decydującym o wygranej.
Mówiąc o JOW trzeba powiedzieć, że koszty kampanii w małym okręgu będą o wiele mniejsze niż w obecnym systemie proporcjonalnym. W warunkach małego okręgu przesycenie otoczenia plakatami i banerami na każdym słupie może wręcz zaszkodzić kandydatowi „z kasą”. „Reguła JOW” przewiduje też równe dla wszystkich limity wydatków na kampanię. To nie wszystko, w małym okręgu łatwiej kontrolować wydatki kampanijne i źródła finansowania kandydata. Jest to bardziej przejrzyste. Uwaga, należy się spodziewać, że po wprowadzeniu JOW pewne powiązania finansowe staną się widoczne. Dziennikarze i blogerzy z pewnością będą je opisywać i piętnować. To nic złego! Jawność i przejrzystość jest dobra. Jeżeli patologiczne relacje będą widoczne, to jako wyborcy będziemy mogli im przeciwdziałać. Dla porównania, co mamy teraz?

thief
Im bardziej jasny system, tym łatwiej dostrzec szemrane działania, nieprawdaż?

Czy jesteśmy w stanie jako wyborcy monitorować finansowanie partyjnej kampanii w ogromnym okręgu? Nie. Nawet finanse partii nie są transparentne. Matka Kurka obsmarował KWW Bezpartyjni Samorządowcy wypisując, że na ten komitet wpłacały osoby związane z tym komitetem. Straszne, prawda? Czy mógłby tak obsmarować np. komitet PiS? Nie może, nawet gdyby chciał. Wydatki bezpartyjnych komitetów muszą być transparentne i rozliczone. Do wydatków partii nie mamy takiego dostępu. To kolejny przykład partiokracji i nierównych zasad. Zresztą na początku czerwca Sieć Watchdog Polska złożyła cztery zawiadomienia do prokuratury przeciwko PiS, PO, komitetowi wyborczemu Dudy i komitetowi wyborczemu Komorowskiego. Poszło właśnie brak jawności finansów i wydatków. Podsumowując: system oparty o JOW będzie bardziej przejrzysty, a dzięki temu będziemy mogli łatwiej przeciwdziałać negatywnym zjawiskom w finansowaniu polityków niż teraz. Wiecie, że „afera taśmowa” to zapewne „czubek góry lodowej”?

Rozdział 7.
„Szkoda małych partii, niech by też były w sejmie”
(„zmarnowane głosy”)
To pochodna argumentu o „betonowaniu” z Rozdziału 3 i „nie sprawdza się” z rozdziału 2. Argument ten opiera się na przeświadczeniu, że system wyborczy powinien być jednak proporcjonalny i umożliwiać wejście do Sejmu nawet małym partiom. Natomiast system większościowy działa zupełnie inaczej. Powoduje dążenie do łączenia jak najszerszego poparcia różnych środowisk. Mniejsze „partie” stają się frakcjami tych większych, rywalizują wewnątrz w prawyborach i wspólnie realizują cele. Ich postulaty mogą zostać też realizowane dzięki ustępstwom dużych partii tak jak w przykładzie opisanym w  Rozdziale 2. Każdy z nas powinien się zastanowić, czy chodzi mu o realne zmiany wprowadzane przez stabilny rząd, czy o kryzysy koalicyjne i małe opozycyjne partyjki, których posłowie będą mogli w Sejmie trochę pokrzyczeć, albo pierdzieć w stołki? W systemie proporcjonalnym z tymi małymi partiami są poważne problemy. Pierwszy jest taki, że one „kanalizują” pewne grupy społeczne czy postulaty polityczne nie dając nigdy szans na ich zaistnienie w realnej polityce. To jest taka opozycja, która może sobie istnieć nawet w Sejmie, ale faktycznie nic nie może zrobić. Drugi problem pojawia się wtedy, gdy taka mała parta jest potrzebna do stworzenia rządu. Wtedy nagle staje się nadreprezentatywna. Zobaczmy przykład PSL z 2011 roku. Niewiele ponad 8% poparcia, a współrządzi krajem i ma wicepremiera. Gdy uwzględnimy frekwencję i głosy, które padły bezpośrednio na posłów PSL to uświadomimy sobie, że ludzie z poparciem około 2% społeczeństwa mogą obsadzać najważniejsze stanowiska, blokować reformy, lub przepychać rozwiązania korzystne dla wąskiej grupy interesów. Serio to jest rozwiązanie mądre i godne uznania większości? Trzeci problem to zapewnienie miękkiego lądowania dla opadających partii. Najważniejsi ludzie w partii tracącej poparcie mają niemal gwarancję, że pozostaną posłami nawet, gdy ich formacja spadnie do tych 8 czy 12 %. Ewentualnie mogą się przefarbować i wejść pod nowym szyldem, jak nie jako Unia Wolności, to jako PO. W dużych okręgach zawsze ktoś się nabierze i na te parę mandatów w systemie proporcjonalnym wystarczy. Mogą sobie wtedy trwać w opozycji w takiej formie przetrwalnikowej, a po jednej lub dwóch kadencjach powrócić jako „jedyna realna siła opozycyjna” bo cały czas będą obecni w mediach i instytucjach publicznych. To dlatego od 25 lat Sejm w Polsce opanowany jest cały czas przez tych samych ludzi jeszcze z ZChN i PZPR. System większościowy jest za to bezwzględny. Nawet partyjni liderzy mogą mieć kłopot z wejściem do parlamentu! Natomiast w latach 20-tych w Wielkiej Brytanii jedna z dominujących partii całkowicie straciła swoją pozycję, wtedy w ich „systemie dwupartyjnym” Partia Liberalna została wyparta przez Partię Pracy. Utrata społecznego zaufania i więzi z wyborcami powoduje w systemie JOW całkowitą klęskę partii. To jest doskonałe narzędzie dla nas, dla wyborców.

Rozdział 8.
„A bo ponad 80% może być przeciw komuś, a on i tak wejdzie…”
(zmarnowane głosy)
To jest skrajna wersja argumentu o „zmarnowanych głosach”, któremu nie poświęcam osobnego rozdziału. Teoretycznie może się tak zdarzyć, że przy dużej liczbie kandydatów w JOW wygra ktoś ze stosunkowo niewielkim poparciem. Np. około 10 kandydatów będzie miało po około 10% każdy, a posłem zostanie ten co miał najwięcej czyli powiedzmy 15% poparcia. Według przeciwników JOW jest to jakaś katastrofa. Dlaczego tak myślą? Przekłada sie tu kalka z myślenia w naszym systemie, gdzie jak jakieś ugrupowanie ma kilkanaście procent, to zazwyczaj reprezentuje stosunkowo wąską grupę i nikogo więcej. Często taka partia nawet nie zabiega o innych wyborców, bo to mogłoby powodować straty we własnym elektoracie. Podkreślam, że tak dzieje się w systemie proporcjonalnym, który mamy obecnie. Natomiast dlaczego nawet taki skrajny wynik nie stanowi katastrofy w JOW? W systemie jednomandatowym poseł reprezentuje swój okręg. Jeżeli, tak jak w tym teoretycznym przypadku, poseł, którego nazwiemy sobie  Kovalsky, wygrał niewielką większością, to musi zabiegać o wzrost swojego poparcia, jeżeli chce uzyskać mandat w następnych wyborach. On musi (!) reprezentować wszystkich i pozyskiwać nowych wyborców. Z drugiej strony niezadowoleni z jego działań też mogą jednoczyć siły. Z kilku lub kilkunastu kandydatów łatwo będzie znaleźć dwóch, którzy się dogadają, by następnym razem startował jeden z nich, starając się zjednoczyć ich elektoraty. W ten sposób zarówno po stronie rządzącej jak i po stronie opozycji system jednomandatowy skłania do porozumień, konsensusu, szukania wspólnych celów i wyłaniania najlepszych kandydatów. Tak oddolnie powstaje system dwupartyjny. Nie poprzez zmiany przeliczników i nieuczciwe bariery dla niezależnych kandydatów, a przez oddolne porozumienia i zabieganie o jak najszersze poparcie ludzi o podobnych poglądach. Taki poseł Kovalsky przez swoje małe poparcie będzie jeszcze bardziej związany z wyborcami, w tym też z tymi, którzy na niego nie głosowali (!) niż z partyjnym szefem. W systemie JOW reelekcja tego posła zależy od tego czy zdoła zjednać sobie więcej wyborców, a nie od partyjnego szefa. Teraz zobaczmy z drugiej strony, w systemie proporcjonalnym do Sejmu nader często wchodzą posłowie z bardzo małym poparciem. W ostatnich wyborach najsłabsi mieli nieco ponad 3000 głosów. We wcześniejszych wyborach były jeszcze bardziej skrajne wyniki! To powoduje, że mandat takiego posła jest zależny przede wszystkim od szefa partii, który umieścił takiego posła na swojej liście. On nie tyle musi zabiegać o wyborców, a o łaskę prezesa. W systemie proporcjonalnym i tak nie ma dużych możliwości pozyskania bardzo podzielonego elektoratu. Wyborcy mogą przecież sobie szukać reprezentantów na innych listach, nawet tych, co maja ledwo 8%. Nie ma bodźców sprzyjających współpracy. To naprawdę nie jest nasza wina, że „gdzie dwóch Polaków tam trzy partie”. To ten system zachęca do podziałów, tak jak system oparty na JOW zachęca do współpracy. Dlatego w kazdym narodzie gdzie są JOW, wykształca się system dwupartyjny, a w każdym narodzie gdzie jest system proporcjonalny jest też układ wielopartyjny, kryzysy koalicyjne itd.

Rozdział 9.
„To niedemokratyczne!” („zmarnowane głosy”)
Nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych argumentów przeciw JOW. Szczególnie gdy go słyszę od byłych działaczy PZPR. To naprawdę urocze, że ludzie, którzy współtworzyli PRL chcą mi wmówić, że system stosowany w USA, Francji, Australii, Kanadzie czy Wielkiej Brytanii jest niedemokratyczny. Zarzut „niedemokratyczności” bierze się głównie z przeświadczenia o „zmarnowanych głosach”. O tej kwestii pisałem w rozdziałach: 2, 3, 7 i 8. Czy zatem system większościowy oparty o JOW jest niedemokratyczny? Zastanówmy się, demokracja to forma sprawowania rządów, w której źródło władzy stanowi wola większości obywateli. W systemie JOW władze sprawuje ten, kto dostaje najwięcej głosów. To bardzo prosta, a zarazem sprawdzona forma demokracji. Dla odmiany w systemie proporcjonalnym całe społeczeństwo może być szantażowane przez ludzi popieranych zaledwie przez 2% co wykazałem na przykładzie wyborów z 2011 roku w Rozdziale 7. To jest naprawdę niedemokratyczne, a nie system z krajów będących kolebką współczesnej demokracji i parlamentaryzmu.

Rozdział 10.
„Będą nam granicami okręgów mieszać!”

Skoro już mowa o tamtych krajach, które chcą naśladować zwolennicy JOW to docieramy do bardzo złowrogo brzmiącego pojęcia: „gerrymandering”. Nazwa pochodzi od pojęcia „gerrymander”, którym w języku angielskim przyjęto nazywać okręgi wyborcze o dziwnych kształtach stworzone z manipulacyjnymi zamierzeniami. Termin ten  powstał w wyniku połączenia nazwiska amerykańskiego polityka Elbridge’a Gerry’ego ze słowem salamandra. Kształt tego właśnie zwierzęcia miał przypominać jeden z okręgów, które Gerry jako gubernator stanu Massachusetts wykreślił na mapie wyborczej w taki sposób, by zwiększyć swoje szanse na ponowny wybór. Perfidne, prawda?

The_Gerry-Mander
Tak ten stwór wygląda (grafika z Wikipedii)

Pamiętajmy jednak, że nie ma systemów całkowicie odpornych na manipulacje. Przykładowo w systemie proporcjonalnym można zmienić sposób przeliczania głosów na mandaty, wprowadzać „listy krajowe”, progi wyborcze lub „blokowanie list”. To wszystko są manipulacje nie mniej paskudne niż „gerrymander”, ale znacznie mniej widoczne dla wyborców. Prawdopodobnie polski gerrymander będzie o wiele mniej groźny niż jego anglosaski kuzyn. Nasz kraj nie jest tak bardzo podzielony jak większość państw gdzie występują JOW i „gerrymandery”. W tamtych krajach mają dzielnice katolickie i protestanckie, angielskie, włoskie, muzułmańskie, polskie, chińskie i irlandzkie. Duze zróżnicowanie społeczeństw jest np. w USA, Wielkiej Brytanii, Indiach gdzie działają JOW. Społeczeństwo tak podzielone rasowo, narodowo i religijnie może mieć bardzo odmienne preferencje polityczne w sąsiednich dzielnicach czy hrabstwach. Zatem jest silna pokusa do tworzenia „okręgowych potworków”. Polska nie ma aż takiego zróżnicowania, a manipulowanie okręgami łatwo będzie nagłośnić przy dzisiejszej technologi. Posunięcie się do manipulacji może w Polsce powodować znacznie większe straty niż korzyści w wyniku wyborczym. Zatem zagrożenie „gerrymanderami”, które mogą się nam zakraść na mapę wyborczą uważam za niewielkie w porównaniu do korzyści jakie może dać wprowadzenie JOW.

Rozdział 11.
„Pier*ole! Przez JOW spadnie poziom debaty publicznej!”
Ostatnio spotkałem i taki argument (?). Muszę powiedzieć, że to dość zaskakujące, że przy dennym poziomie polskiej debaty publicznej, ktoś jeszcze obawia się spadku poziomu. Argument opierał się na założeniu, że skoro JOW prowadzą do „dwupartyjności” to powodować będą skrajną polaryzację sceny politycznej i skrajną kłótliwość. Ponieważ wydaje się, że jest w tym jakaś logika, to i tym argumentem się zajmę. Kłótliwość i podziały to w rzeczywistości cecha systemu wielopartyjnego opartego o ordynację proporcjonalną. To w tym systemie skrajny polityk znany głównie z awantur i protestów może wejść do sejmu zaledwie przy 10% poparcia i możliwe, że to od niego będzie zależało przyjmowanie ustaw lub formowanie rządu. To w systemie proporcjonalnym w Sejmie może znaleźć się wąska „partia branżowa” interesująca się tylko czubkiem nosa 7% grupy wyborców. To w proporcjonalnej ordynacji może się opłacić podzielić większą partię, bo przy odpowiednim przeliczniku dwa ugrupowania mogą dostać więcej miejsc niż jedna partia, a lider nowego ugrupowania będzie miał w sejmie lepszą pozycję niż miałby gdyby pozostawał „maszynką do głosowania”. To dlatego mamy w Polsce takie kłótnie, podziały, coraz to nowe szyldy, ale nadal tych samych agresywnych polityków w Sejmie (np. Macierewicza i Niesiołowskiego z ZChN).  System większościowy oparty na JOW działa w drugą stronę. Szanse zaistnienia mają Ci, którzy rzeczywiście potrafią dążyć do zgody i porozumienia oraz ci, którzy łączą, a nie dzielą jak najszerszy elektorat. System oparty o JOW eliminuje ze sceny politycznej ugrupowania skrajne i „branżowe”, a promuje tych, którzy tworzą program akceptowany przez jak najszerszą grupę wyborców. Doprawdy, po zmianie ordynacji na opartą o JOW ja spodziewam się tylko wzrostu poziomu debaty publicznej, bo najgorsi posłowie po prostu nie mają szans w tym systemie. Proszę zauważyć, że w o wiele bardziej zróżnicowanych krajach JOW prowadzą do dwupartyjności. Ludzie różnych ras, narodowości i wyznań tworzą wspólne ugrupowanie. Gdyby im wprowadzić system proporcjonalny, to jestem pewien, że kłótliwością pobiliby nas na głowę!

poziom
…tak bardzo wysoki poziom wybrańców systemu proporcjonalnego (screen z Faktu dla przypomnienia)

Rozdział 12.
„Jak wyłonić rząd z 460 różnych posłów?!”
Ten argument jest właściwie przeciwieństwem większości poprzednich argumentów przeciw JOW. Zazwyczaj systemowi większościowemu zarzuca się, że „jedna partia bierze władzę”, ale niemal równie często pada zarzut, że ciężko będzie stworzyć rząd przy 460 posłach niezależnych od partii. To świadczy o tym, że przeciwnicy JOW doskonale zdają sobie sprawę, że JOW naprawdę oznacza koniec partiokracji, czyli koniec uzależnienia „maszynek do głosowania” od partyjnych bosów. To do tego stopnia u wielu z nich rozbij wizje rzeczywistości, ze nie wyobrażają sobie rządu lub wręcz twierdzą, że „państwo się od tego rozwala”. Jakoś z powodu JOW nie widać, żeby rozwaliła się Wielka Brytania, USA, Francja czy Australia. To naprawdę nie ejst nic nadzwyczajnego, ze ludzie o podobnych przekonaniach i podobnym pomyśle na państwo zaczynają ze sobą współpracować. Na scenie politycznej to się nazywa partia. Taka partia nie musi mieć żadnych preferencji w prawie czy finansowania z budżetu, żeby była spójna i mogła działać. Wystarczy system pozytywnego doboru ludzi na najważniejsze stanowiska i system ich rozliczania i kontrolowania przez wyborców. Tego obecnie Polsce brakuje.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Andsiak 19 czerwca 2015 Odpowiedz

    Kapitalny artykuł dla zwolenników JOW i jako materiał szkoleniowy. Podzielam niepokój autora artykułu że obecni …
    „posłowie będą szukali optymalnego rozwiązania”. Zapewne optymalnego dla istniejących partii. Dla „partiokracji” to jest kwestia przetrwania, dlatego jedni będą kombinowali jak by tu coś zmienić tak, żeby nic nie zmieniać, a pozostali bez pardonu wściekle atakują.”….

  • Szpieg 19 czerwca 2015 Odpowiedz

    Świetne podsumowanie do rozpowszechniania tam, gdzie szkoda mielenia jęzorem. Hauer, jesteś wielki 🙂

  • Piotr 19 czerwca 2015 Odpowiedz Author

    @Szpieg, ale co poradzić, gdy „partycjusze” nawet nie chcą czytać :)?

  • Cookie 21 czerwca 2015 Odpowiedz

    Mi brakuje merytoryki – kto przeciwko JOW ten głupi ?? Szczególnie w punkcie nr 2

    „Taka ilość mandatów uzyskanych przez UKIP świadczy o tym że kandydaci tej partii w danych okręgach nie byli odpowiedni dla tej społeczności”
    Otóż to jest nieprawda, bo w wielu okręgach kandydaci UKiP byli bardzo odpowiedni, w końcu zebranie blisko 4 milionów głosów oznacza, że masa Brytyjczyków uznała kandydatów tej partii właśnie za odpowiednich. Oczywistość. To, że 4 miliony obywateli ma jednego przedstawiciela w parlamencie (w moim przekonaniu !) jest wypatrzeniem wyborów. Ale to jest spór zasadniczy, i tu ani zwolennicy JOW-ów ani przeciwnicy się nie przekonają. Tylko jak ja się np. na JOW-y nie zgadzam, to znaczy że jestem głupi :):)

    „Trzeba tu dodać, że najważniejszy postulat UKIP obiecała zrealizować Partia Konserwatywna. To oznacza, ze JOW sprawdziły się po raz kolejny!”
    Obiecała referendum w sprawie wyjścia UK z Unii. UKiP postuluje natychmiastowe wyjście. Poza tym – referendum swoją drogą a ostateczna decyzja i tak należeć będzie do polityków. A obiecanki ? Przypominam, że obiecano już 3 miliony mieszkań, drugą Irlandię, niedługo chyba zostaną tylko darmowe loty w kosmos.

    Co do manipulowania granicami okręgów, to trudno się zgodzić, że zagrożenie jest w Polsce mniejsze niż gdziekolwiek inne. Po prostu tej tezy nie da się udowodnić, dopóki się tego nie przerobi na żywym organizmie. Bez wątpienia pokusa jest silna – jest zatem zagrożenie. Ani mniejsze ani większe, takie jak wszędzie przy JOW-ach.

    Idźmy dalej

    „Gdy uwzględnimy frekwencję i głosy, które padły bezpośrednio na posłów PSL to uświadomimy sobie, że ludzie z poparciem około 2% społeczeństwa mogą obsadzać najważniejsze stanowiska, blokować reformy, lub przepychać rozwiązania korzystne dla wąskiej grupy interesów. Serio to jest rozwiązanie mądre i godne uznania większości?”

    A to w JOW-ach ma być inaczej ? Bardzo łatwo wyobrazić sobie sytuację, że w wyniku wyborów w JOW-ach tworzy się rząd, który „wisi” w sejmie na 2-3 posłach (wybranych w JOW-ach). Dlaczego posłowie z poparciem kilku promili społeczeństwa mają/mogą blokować reformy lub przepychać rozwiązania dla wąskiej grupy interesów ?

    Jowy zmiotą PIS ? (czy jakąkolwiek inną partię) ??Po części odpowiedź jest w punkcie 1 Pana wywodu. Nie rozumie, co to przeszkadza, że głosowanie było równoległe z wyborami do Sejmu ? Czego to dowodzi ? Jak najbardziej trafny jest argument, że dzięki tej ordynacji okazało się, że senat (owszem – bez wielkiego znaczenia) stał się zabetonowany. To jest fakt.

    Na koniec – w UK ponad 60% jednomandatowych okręgów to są tak zwane safety seats, gdzie od wielu wielu lat, od pokoleń wybierani są zawsze przedstawiciele tej samej partii (na ogół konserwatywnej lub pracy). No więc o jakim „rozbetnonowaniu” my mówimy ? Wybory w UK pokazują, że tak naprawdę JOW-y niczego mogą nie zmienić.

    W wyniku wyborów w JOW-ach w UK Nie tak dawno rządziła koalicja Partii Konserwatywnej z Liberalnymi Demokratami. Teraz rządzą konserwatyści. Gdzie tu jest element rozwalania sceny politycznej ?

    I na koniec. W wyborach w UK oddano ponad 30 milionów głosów. Kandydaci niezależni zdobyli jakieś 280 tysięcy. Poprzednio na 650 miejsc w Izbie Gmin mieli cały 1 mandat. Aktualnie to się zmieniło. Mają 0 !

    Dziękuję jeśli ktoś przeczytał. Nie dla JOW-ów

    (Nienależący i gardzący polskimi partiami politycznymi wyborca)

  • Piotr 21 czerwca 2015 Odpowiedz Author

    @Cookie, dziękuję za Twój wpis i dobre pytania!

    Odnośnie „rozdziału 2.” czy uważasz, że NATYCHMIASTOWA realizacja postulatu partii z poparciem około12% to byłoby dobre rozwiązanie? Wywalczyli referendum, mogą przekonywać większość do swojego pomysłu, czyli system działa prawidłowo. Gdyby partia z 12% mogła szantażem wymóc na pozostałych 88% natychmiastową realizację swojego postulatu to byłaby patologia.
    Kolejna rzecz, to kwestia oceny obietnic. Stawiasz znak równości pomiędzy obietnicami w systemie proporcjonalnym i systemie JOW. To błąd. Pisze o tym wiele razy: system proporcjonalny uniemożliwia realizację programu przedwyborczego. Rząd i program rządu ustalany jest na negocjacjach partii po wyborach. System JOW umożliwia spełnianie obietnic i rozliczenie polityków z obietnic. Możliwe, że brytyjska scena polityczna jest na podobnym etapie „przetasowania” jak 100 lat temu. To tylko potwierdza, że ten system działa prawidłowo.

    Co do manipulowania okręgami, to uzasadniłem dlaczego uważam to zagrożenie za mniejsze. Czy uważa Pan, że czynniki, które wymieniłem są bez znaczenia? Albo, ze manipulowanie przelicznikami w systemie proporcjonalnym jest mniej perfidne?

    Teraz odnośnie tego „rządu na 3 posłach”, już tłumaczę różnicę: w systemie proporcjonalnym ten rząd „wisi” na podstawie POWYBORCZEJ umowy koalicyjnej. Ten szantaż mniejszosciowej grupy zawsze oznacza odejście od tego, na co głosowali wyborcy. W systemie JOW w 99% przypadków rząd tworzą ludzie, którzy weszli ze wspólnym programem PRZEDWYBORCZYM. Jeżeli zaczną reprezentować „wąską grupę” to wyborcy mogą to bezwzględnie rozliczyć w kolejnych wyborach lub przez „recall” podczas kadencji co proponuje prof. Przystawa. Na tym polega różnica.

    Wyjaśniłem jaki jest efekt równoległej kampanii do Sejmu i Senatu: „Kampania Sejmowa jest najważniejsza i najbardziej widoczna bo Sejm jest ważniejszy od Senatu i jest do niego o wiele więcej kandydatów. W efekcie niejeden wyborca dowiaduje się o wyborach do Senatu dopiero w lokalu wyborczym, gdy otrzymuje dodatkową kartkę. Głosowanie do Senatu jest wtedy wyłacznie pochodną decyzji w upartyjnionych wyborach Sejmowych”. Nie wiem co jest w tym niezrozumiałego? Wykazałem też inne czynniki polegające na nierówności szans kandydatów partyjnych i bezpartyjnych. Zatem z kształt senatu nie tyle odpowiada ordynacja JOW, co nieuczciwe przepisy kodeksu wyborczego. Proszę tego nie bagatelizować, bo okręgi senackie są duże, więc czas i limity na kampanię mają ogromne znaczenie.

    Na koniec o „saefty seats”, proszę nie robić kalki z polskich partii na te z systemu JOW. To, ze partia regularnie wygrywa w okręgu i nikt jej nie może pokonać uważa Pan za negatywne, bo ma Pan negatywne skojarzenia z polskimi partiami. Tymczasem te zwycięstwa są efektem tego, ze cały czas największa liczba wyborców udziela w tym okręgu poparcia danej partii. To wcale nie jest takie „saefty”, bo zawsze może się odwrócić, tak jak prawie 100 lat temu. System JOW jest stabilny, ale partia, która zawiedzie wyborców jest bezwzględnie rozliczana i nie może liczyć na to, że tak jak w systemie proporcjonalnym jej czołowi politycy mimo wszystko utrzymają się w sejmie. Brytole nauczyli się co robić, żeby nie zawieść wyborców, ale to nie oznacza, że po wprowadzeniu JOW w Polsce jakieś znienawidzone przez Polaków partie staną się nieusuwalne. To błędne wnioskowanie. Proszę zobaczyć, przykładowo poprzednio PO wzięła większość w Senacie, a na jesieni praktycznie przestanie istnieć w tej izbie. To będzie dowód na „efekt JOW” nawet pomimo nieuczciwych reguł wyborów do Senatu. Zdecydowanie TAK dla JOW!

    Jeszcze raz dziękuję za ten wis i pozdrawiam!

  • Pytacz 22 czerwca 2015 Odpowiedz

    Panie Piotrze dla mnie jeżeli chodzi o wybory do senatu wszystko jest zrozumiałe i Pana argument, że ludzie którzy głosują w tym systemie od wielu lat dowiadują się dopiero przy urnach że wybierają też ludzi do senatu jest obraźliwy dla wszystkich wyborców. Uważa Pan, że ci co głosowali na Kukiza nie wiedząc o co mu chodzi i nie rozumiejąc o co chodzi w JOW – byli tymi mądrymi. A teraz ci sami ludzie (i nie tylko), którzy nawet nie wiedzą, że mają wybierać senatorów – są ludźmi głupimi – i należy dla nich te wybory rozdzielić by małpki wiedziały na kogo i po co teraz głosują? a koszty ? te małpki teraz raz płacą za wybory do sejmu i senatu – a Pan proponuje, żeby małpki dwa razy płaciły ? – wydaje mi się, że to nie w Pana Stylu ta wypowiedź i trochę się Pan zagalopował.

  • Piotr 22 czerwca 2015 Odpowiedz Author

    @Pytacz, co obraźliwego jest w stwierdzeniu faktu? Rozmawiam często z ludźmi, prowadzę ostatnio spotkania i jeszcze nikt się za to stwierdzenie nie obraził. Przeciwnie często ludzie przytakiwali, że tak właśnie było. Przyznawali, że natłok kampanii do sejmu przesłania wybory do senatu. Nie ma nic obraźliwego w stwierdzeniu, że nieprawidłowo zaparkowana ciężarówka może Panu zasłonić motocykl i nie ma nic obraźliwego, w stwierdzeniu, że ogromna kampania 300 kandydatów do Sejmu może Panu przesłonić mniejszą kampanię 5 kandydatów do Senatu. Nie ma tu nic o głupocie, a jedyne o tym, że taka konstrukcja wyborów „ogranicza widoczność” obywatelom. Proszę też zwrócić uwagę, że nie tylko to wpływa na wybory do Senatu, wymieniłem również inne czynniki. Zresztą po jesiennych wyborach interpretacja „efektu JOW” w Senacie na pewno się zmieni, gdy się okaże, ze nawet tak ułomna ordynacja jak ta do polskiego Senatu pozwala bezwzględnie rozliczyć partię, która zawiodła wyborców.

    Nie uważam nic takiego co Pan imputuje w dalszej części wypowiedzi. Ze względów czasowych bardzo chciałbym uniknąć kolejnej długotrwałej wymiany, w której będzie Pan wymagał, żebym udowadniał, że nie jestem wielbłądem.
    Przecież nawet nie padła teza o rozdzieleniu terminów! Jednak jak już przy tym jesteśmy, to wybory w systemie JOW są tańsze od wielomandatowych wyborów proporcjonalnych. Tym samym można by rozważyć wybór Senatu w innym terminie, np. w połowie kadencji Sejmu, tak by wyborcy mogli dać wyraźny sygnał czy popierają aktualny kurs polityczny, czy wolą go zmienić. To chyba nie byłoby złe. Amerykanie np. co 2 lata wymieniają 1/3 Kongresu i jakoś żyją. Szwajcarzy często organizują referenda i też żyją. Nie demonizujmy kosztów pytania obywateli o zdanie.

  • Pytacz 22 czerwca 2015 Odpowiedz

    Sz. P. Piotrze jak Panu wiadomo ja jestem zwolennikiem JOW ale również jestem zwolennikiem likwidacji senatu, którego istnienie do mnie nie przemawia. Chciałem tylko Panu przypomnieć że kiedyś w długotrwałej wymianie zdań to ja twierdziłem, że wyborcy są głupi i głosują tak jak im ojciec rydzyk podpowie albo Pan Kukiz pokrzyczy, albo Macierewicz pierdół naopowiada i że wierzą we wszystkie socjalne obietnice Pana Prezydenta elekta. Wtedy Pan twierdził że wyborcy są mądrzy i nie kierują się tak płytkimi argumentami. Dziś Pan twierdzi, że przed podejściem do urny nawet nie wiedzą, że mają głosować do senatu- dla mnie to jest brak spójności i nie chce Pana obrażać ale po raz kolejny powiem o braku obiektywizmu. Co do rozdzielenia terminów to nie musiał Pan o tym Pisać ale nawet średnio inteligentny człowiek taki jak ja, który to przeczyta, dochodzi do wniosku (może błędnego), że należy te wybory rozdzielić.

  • Piotr 22 czerwca 2015 Odpowiedz Author

    OK, kwestia istnienia Senatu lub przesunięcia terminu wyborów do Senatu to całkiem inny temat.

    W moim toku myślenia wcale nie ma sprzeczności. Ludzie nie są głupi, ale to nie zmienia faktu, że różni cwaniacy mogą wprowadzać w błąd, oszukiwać itd. Dlatego system wyborczy powinien być prosty i przejrzysty, a nie mętny i skomplikowany. Obecnie jest zbyt mętny nawet dla tych, którzy na co dzień mają do czynienia z politykami i wyborami. Miałem na ten temat spotkanie z dziennikarzami w Rzeszowie i niezależnie od redakcji byliśmy w tym bardzo zgodni. Żaden dziennikarz czy obywatel nie ma fizycznie możliwości ogarnięcia proporcjonalnych wyborów w swoim okręgu. Doświadczenie pokazuje, że nawet PKW tego nie ogarnia…

  • Pytacz 22 czerwca 2015 Odpowiedz

    Zgadzam się z Panem, że system wyborczy powinien być prosty i przejrzysty dlatego jestem zwolennikiem JOW bez żadnych zbędnych modyfikacji dających choćby cień szansy na dostanie się do parlamentu polityków nie wybranych przez obywateli. Niestety dalej uważam, że to mentalność sporej części naszego społeczeństwa, czyli społeczeństwo łatwowierne, myślące po socjalistycznemu, nie rozumiejące idei demokracji, społeczeństwo mocno sterowane przez media czy kościół katolicki, tak naprawdę nie potrafi samo wybrać i dlatego (może i Pan ma rację) nie wiedzą nawet o tym, że są wybory do senatu. Można to nazywać inteligentnie winą systemu wyborczego albo obraźliwie głupotą wyborców – ja wybieram tą drugą opcję bo uważam, że należy nazywać rzeczy po imieniu. Jeśli ktoś nawet nie wie że są wybory do senatu to nie powinien brać w nich udziału, a nie skreślać jak małpka tej samej partii co do sejmu.

  • Cookie 22 czerwca 2015 Odpowiedz

    Szanowny Panie Piotrze:
    Pisze Pan:
    „Stawiasz znak równości pomiędzy obietnicami w systemie proporcjonalnym i systemie JOW. To błąd. Pisze o tym wiele razy: system proporcjonalny uniemożliwia realizację programu przedwyborczego. Rząd i program rządu ustalany jest na negocjacjach partii po wyborach. System JOW umożliwia spełnianie obietnic i rozliczenie polityków z obietnic. (…)”

    Nie zgadzam się, że system JOW umożliwia spełnienie obietnic. Zapewnia możliwość realizacji obietnic dokładnie tak samo jak inne systemy. Przecież w wyniku wyborów w JOW-ach też wyłania się jakiś rząd, też będą partie lub inne zrzeszenia, a w sytuacji, gdy żadna z nich nie osiągnie samodzielnej większości, to też będzie koalicja (vide Wielka Brytania do niedawna) i przecież może być dokładnie to samo. Może być konieczność pójścia na kompromis i też może się okazać, że części obietnic ktoś nie zrealizuje. Tu nie ma żadnej istotnej różnicy, JOW-y niczego nie gwarantują. Twierdzenie, że gdy wprowadzimy JOW-y to nagle politycy zaczną nas słuchać jest chybione.

    Uważam, że każde manipulowanie przy ordynacji jest perfidne, ale jeśli mamy coś zmieniać, to po to, by było lepsze. JOW-y nie są żadnym lekiem na manipulowanie przy ordynacji wyborczej (granice okręgów). Tu i tu można to robić. Więc znów zmiana niczego nie ulepszy.

    „W systemie JOW w 99% przypadków rząd tworzą ludzie, którzy weszli ze wspólnym programem PRZEDWYBORCZYM. Jeżeli zaczną reprezentować „wąską grupę” to wyborcy mogą to bezwzględnie rozliczyć w kolejnych wyborach (…)”

    Niestety, ale nie jest tak w 99 % przypadków. Niech Pan prześledzi wybory w UK – tam często dochodziło do zawierania koalicji. A poza tym skoro tak by miało być, to oznacza, że wybory wygrywa jakaś partia polityczna, obsiada wszystko, zawłaszcza Państwo (tak jak do tej pory) i nadal mamy tzw. „partiokracje”. Może być tak jak Pan pisze, że „ktoś” wygra wybory i będzie rządzić samodzielnie. Ale przecież ordynacja proporcjonalna wcale tego nie wyklucza. Tu też można wygrać wybory i stworzyć samodzielny rząd (niewiele brakowało w 2001 r. i taką większość uzyskałoby SLD).
    Znowu – zamienił stryjek siekierkę na kijek.

    Panie Piotrze – jeżeli ktoś nie ma czasu na kampanie wyborczą (chodzi o Senat) no to chyba nie powinien się w ogóle za to zabierać 🙂

    I na koniec Szanowny Autorze powtórzę

    „W wyborach w UK oddano ponad 30 milionów głosów. Kandydaci niezależni zdobyli jakieś 280 tysięcy. Poprzednio na 650 miejsc w Izbie Gmin mieli cały 1 mandat. Aktualnie to się zmieniło. Mają 0 !”

    Ale idźmy dalej – popatrzmy na wybory w UK powiedzmy na ostatnie 20 kilka lat ! No to mamy tak:

    Kandydaci niezależni (inni – spoza partii politycznych)
    2015 – 0 / 650
    2010 – 1 / 650
    2005 – 0 / 650
    2001 – 0 / 650
    1997 – 1 / 650
    1992 – 0 / 650

    Pozostali deputowani są reprezentantami partii politycznych. Kandydaci niezależni to mit, owszem – mogą startować – ale ich obecność w Izbie Gmin jest marginalna.

    To dobitnie pokazuje, że JOW-y w UK zabetonowały scenę polityczną w obrębie dwóch partii. Tak jest dziś i JOW-y wcale nie wyciągną Polski z klinu pomiędzy PiS i PO. Owszem – kultura polityczna i klasa polityczna w UK to zupełnie inna bajka. I tak dochodzimy do sedna, z którym pewnie i Pan się zgodzi. Polsce potrzebna jest wymiana elit politycznych. Ale JOW-y tego nie załatwią (a przy najmniej nie są ŻADNĄ tego gwarancją – jak wielu ludziom wmówił Kukiz).

    Kadencyjność !!! Od radnego w gminie aż po posła. Od wójta/burmistrza/prezydenta miasta aż do prezydenta rp. My musimy znaleźć receptę jak odspawać od koryta ludzi, którzy są w polityce „zawodowo”. Niektórzy w naszym Sejmie pamiętają jeszcze stare dzieje. Dobitny przykład to jest Pan Stanisław Żelichowski (PSL) – w Sejmie od 1985 r !!!! 30 lat !!!

    Pozdrawiam i życzę dobrej frekwencji – ale o 50 % chyba można zapomnieć.

  • Piotr 22 czerwca 2015 Odpowiedz Author

    1. Spełnianie obietnic i rozliczanie władzy.
    W systemie proporcjonalnym prawie nigdy nie ma samodzielnych rządów. Koalicje powstają po wyborach i realizują program ustalony po wyborach, a nie to co obiecano przed wyborami.
    W systemie JOW prawie zawsze większości zdobywa jedno ugrupowanie, niedawny przykład z GB to rzadki wyjątek.
    Proszę porównać w ilu % przypadków w systemie JOW potrzebna jest koalicja, a w ilu % przypadków (nawet w innych krajach niż Polska) koalicja jest potrzebna w systemach proporcjonalnych. Koalicyjność przy systemie proporcjonalnym jest normą, a w systemie JOW wyjątkiem.

    W systemie proporcjonalnym partia spadając z poparciem z 30% na 10% nadal może zachować posady dla „głównych polityków”. W systemie JOW taki spadek to totalna porażka i utrata pozycji na dziesięciolecia. Dlatego politycy muszą tam szanować wyborców i dlatego od prawie 100 lat nie było takiej sytuacji.
    Ja pisze o tym jak rzeczywiście działa ten mechanizm, a Pan pisze, że „teoretycznie czasem może nie zadziałać, wiec nie ma różnicy”. To troszkę bez sensu, przyzna Pan?

    2. Manipulacje wyborcze: czy w ogóle dostrzega Pan manipulacje wyborcze jakie miały miejsce do tej pory w systemie proporcjonalnym? Dlaczego uważa Pan, że manipulacje które mogą wystąpić w warunkach JOW byłyby gorsze? Przecież manipulacja przelicznikiem głosów w ordynacji proporcjonalnej ma zasięg masowy, automatycznie dotyka wszystkich okręgów, a wyborcy prawie tego nie widzą. Według jakiego kryterium Pan ocenia co jest większym zagrożeniem?

    3. Panie Cookie, odnośnie czasu na kampanię w senacie, czy uważa Pan, ze to fair, ze kandydat partyjny ma go więcej niż niezależny?

    4. Jakie znaczenie ma ilu jest kandydatów niezależnych weszło do parlamentu GB? Szanowny Panie, te liczby są bez znaczenia dla oceny ordynacji. Wystarczy, ze jest możliwość kandydowania jako niezależny, a już zupełnie inaczej niż u nas układa się relacja na linii partia-poseł-wyborcy. I o tę relację chodzi, a nie o to, żeby notorycznie partie przegrywały z niezależnymi. Prawdopodobnie w Polsce początkowo partie dostaną w wielu miejscach bęcki od bezpartyjnych kandydatów, tak jak w samorządach, ale po iluś tam kadencjach nauczą się szanować wyborców i będzie jak w dojrzałych demokracjach. Nikt chyba nie zakłada, że pierwsze wybory w JOW spowodują, ze Polska scena polityczna będzie od razu dojrzała?

    5. JOW, PiS, PO i „betonowaniu” przygotowuję dwa kolejne wpisy, gdzie rozwinę temat. Teraz w skrócie: szyldy tych partii są znienawidzone przez większość Polaków, zatem na pewno dwupartyjność w Polsce o nie będzie POPiS. Trudno też powiedzieć ile kadencji Polska będzie potrzebowała by dojść do dwupartyjności, natomiast jest oczywiste, że system JOW do tego prowadzi. Przy czym po pierwsze nie ma w tym nic złego, a po drugie strasznie ludzi, że to będzie „POPiS” jest po prostu nieuczciwe. Obie te partie boją się systemu opartego o JOW i obie wykorzystywać będą to, że Polacy ich nie lubią by zniechęcać do JOW. Jak wspomniałem, jest to wyjątkowo urocze, gdy sympatycy PiS straszą nas rządami PiS…

    Pozdrawiam i dzięki za podrzucanie argumentów do dyskusji 🙂

  • Cookie 22 czerwca 2015 Odpowiedz

    Panie Piotrze:

    1. Ok, ale umówmy się, że JOW-y nie gwarantują nam tego, że koalicyjnych rządów nie będzie. Prześledzę później jak to było w UK , ale wcale nie tak rzadko jak Pan twierdzi. Wszystko można sprawdzić.

    2. Użyje Pana języka: Proszę mi nie imputować, że kiedykolwiek stwierdziłem, że manipulowanie przy JOWach jest mniej lub bardziej szkodliwe. Nie -to i to jest tak samo złe. Ja uważam, że każda zmiana powinna prowadzić do lepszego. A tu akurat w tym zakresie manipulacji nic się nie zmieni. Stąd mój sceptycyzm.

    3. „czy uważa Pan, ze to fair, ze kandydat partyjny ma go więcej niż niezależny?” Panie Piotrze, uważam, że jeśli ktoś ma zamiar poważnie zajmować się polityką i brać udział w wyborach, to nie może się tłumaczyć brakiem czasu na kampanię – obojętnie – czy jest partyjny czy nie. Pudło.

    4. „Jakie znaczenie ma ilu jest kandydatów niezależnych weszło do parlamentu GB? Szanowny Panie, te liczby są bez znaczenia dla oceny ordynacji. Wystarczy, ze jest możliwość kandydowania jako niezależny, a już zupełnie inaczej niż u nas układa się relacja na linii partia-poseł-wyborcy.”
    Jakie znaczenie ? ZASADNICZE !.
    Przepraszam, ale to jest kluczowa sprawa. Po to mają być JOW-y, by zerwać z partiokracją. A Pan pisze, że bez znaczenia jest liczba niezależnych deputowanych, bo liczy się sama możliwość kandydowania. Czyli sztuka dla sztuki ? Nieważne, że nie mam realnych szans wejść do parlamentu, ważne, że mogę kandydować. Toż przecież w tej ordynacji jaką mamy też mogę sobie startować, założyć komitet z ciotką albo i sam, wystartować i… Tu nie wejdę i tu nie wejdę. No to po co to wszystko ? Żeby sobie kandydować ? Znów odwołam się do tego o czym mówiłem – jeśli robić zmianę, to po coś, by był realny efekt. Mamy zerwać z partiokracją, a Pan mówi, że w sumie to liczy się to, żeby sobie pokandydować. Pan wybaczy, ale to jest bez sensu.

    5. Jest oczywiste, że system JOW do tego prowadzi (dwupartyjność). No i tu akurat się różnimy tym, że Pan uważa że to dobrze a ja że nie, kwestia subiektywnych poglądów. Na dziś jednak nie widzę innej możliwości, jak tylko PO lub PiS. A życzę Polsce, Panu i sobie, by te dwie partie (jak i inne aktualne) zmiotło na Kamczatkę.

    Pozdrawiam

  • Piotr 23 czerwca 2015 Odpowiedz Author

    1. To czekam na wyniki analizy 🙂

    2. To proszę uzasadnić, ze pomiędzy tymi rodzajami manipulacji można postawić znak równości. Ja argumentuję, że zmiany przeliczników są gorsze, bo od razu dotyczą wszystkich okręgów, a z punktu widzenia wyborców są o wiele mniej zauważalne niż „okręgowe potworki”. Rzucam taki argument na szalę i czekam na coś co go zrównoważy, jeżeli chce Pan uzasadnić twierdzenie „to tak samo złe”.

    3. W tym punkcie chyba się nie rozumiemy… Pańskie twierdzenie brzmi dla mnie tak: „Jeżeli ktoś chce startować w biegu na 100 metrów to nie może się tłumaczyć tym, że inni mieli 30 metrów forów”. Nie wiem skąd to nieporozumienie, może muszę przeredagować mój tekst? Czy z niego nie wynika jasno, ze ze względu na nierówne zasady rejestracji, kandydaci niezależni mogli zacząć kampanię później niż partyjni? To dlatego mieli „mniej czasu”, a nie, że im się nie chciało!

    4. To wracamy do definicji partiokracji… i tak w koło Macieju. O tu zapraszam: http://piotrdyminski.pl/2015/06/09/jow-zerwie-lancuch-partiokracji/ Żadna „sztuka dla sztuki” tylko całkowita zmiana relacji na linii partia-poseł-wyborcy. Kilka razy o tym piszę, a Pan to pomija.

    5. Właśnie to nie będzie PO i PiS. Właśnie dlatego przez ostatnie lata te partie nie wprowadziły JOW. Powtarzam: błędne jest założenie, że scena polityczna po pierwszych wyborach w JOW od razu będzie wyglądała jak w dojrzałych demokracjach. Te partie z dwupartyjnego systemu w Polsce, który z pewnością powstanie, dopiero będą musiały się ukształtować. Całkowita zmiana zasad wyborów, to całkowita zmiana komitetów i strategii wyborczej. Może taki przykład: jeżeli w szachach wprowadzimy zasadę, ze piony mogą chodzić i bić do tyłu, to wszystkie podręczniki szachowe będą do wyrzucenia. Jeżeli całkowicie zmienimy system wyborczy, to obecne partie są do wyrzucenia.

  • Pytacz 23 czerwca 2015 Odpowiedz

    Panie Cookie Pana argumenty (w moim przekonaniu są słuszne) ale jest jedna podstawowa różnica pomiędzy tym systemem, który mamy a JOW. I chodzi o to, że będzie Pan mógł zagłosować na konkretnego człowieka a nie na ugrupowanie. Nawet jeśli Pana kandydat będzie z PO czy PIS to będzie Pan wiedział, że głosował Pan na „Kowalskiego” a nie na Niesiołowskiego. Dla mnie to jest ogromny plus dla JOW, bo dotychczas to kogo tam sobie skreślałem nie miało praktycznie znaczenia. Nie wiem jak to zadziała w Polskich warunkach bo podejrzewam, że pierwsze kilka wyborów to będzie właśnie beton i ludzie tak czy tak zagłosują na tych samych matołków, których co dziennie widzą w telewizji. Tak samo jest u nas w Krośnie, gdzie kogo bym nie skreślił to i tak ci sami są radnymi. Widocznie ludziom to odpowiada, a to jest własnie demokracja. Mam nadzieje, że kiedyś Polskie społeczeństwo dorośnie do poważnej demokracji i w swoich wyborach nie będzie się kierować zdaniem ojca rydzyka i takich tam tylko zacznie głosować na ludzi mądrych i prawych (he he ale do tego jeszcze bardzo daleka droga).

  • Szpieg 23 czerwca 2015 Odpowiedz

    Pytacz, pełna zgoda, mam dokładnie te same odczucia. Po pierwszych kilku wyborach będzie „haha nie mówiliśmy”, ale docelowo system się oczyści, zwłaszcza jak głosować zaczną młodzi ludzie, dla których nie ma znaczenia kto spał na styropianie a kto stał tam gdzie stało ZOMO.
    Cookie, co do punktu piątego Twej wypowiedzi – wprowadzenie JOW jest jednak bardziej realnym rozwiązaniem niż bliżej nieokreślone „zmiecenie wszystkich partii”. To tak się niestety nie stanie, „Anders ci na białym koniu nie przyjedzie”, jak to kiedyś złośliwie powiedział jeden komunistyczny aparatczyk mojemu dziadkowi i niestety rację miał.

  • Cookie 23 czerwca 2015 Odpowiedz

    1. Ale nie dziś, sorki …:(

    2. A skąd wniosek, ze mając ordynację opartą na JOW-ach nie można dokonać korekty wszystkich lub znacznej większości okręgów wyborczych, biorąc pod uwagę preferencje wyborców z lat poprzednich ? Można równie dobrze manipulować wszystkimi granicami JOW-ów, czy nawet taką ich liczbą, aby wynik wyborczy był jak najkorzystniejszy dla aktualnie rządzących. I w ten oto sposób stawiam znak równości. To z pewnością w Polsce jest możliwe.
    Poza tym aktualna ordynacja w zasadniczych sprawach nie jest zmieniana od wielu lat, nie ma listy krajowej, przeliczamy metodą D’honta. Nota bene to AWS próbując się ratować w 2001 r. manipulował przy ordynacji.

    3. Przepraszam, ale tu rzeczywiście kompletnie się rozumiemy. Chociaż skoro Pan pisze, że to kwestia terminu i trybu rejestracji kandydatur, to spokojnie można uprościć zasady, bez zmieniania głównych reguł ordynacji wyborczej. Do tego naprawdę nie są potrzebne JOW-y. Swoją drogą – swoistym JOW-em (upraszczam) są wybory na prezydenta RP. I proszę, zarówno kandydaci partyjni jak i niepartyjni zdołali się zarejestrować i wystartować.
    Dla przykładu – Paweł Kukiz ogłosił swój start w wyborach w lutym, Grzegorz Braun, Magdalena Ogórek w styczniu. O wynikach nie muszę przypominać. Tak czy siak do uproszczenia trybu rejestracji kandydatów nie potrzeba JOW-ów.

    4. Przeczytałem – dalej się nie zgadzam (no może poza finansowaniem partii z budżetu). JOW-y nie eliminują partiokracji, w JOW-ach też partie wystawią kandydatów, którzy będą wspierani przez „wodzów”, z którymi emocjonalnie jakaś grupa wyborców będzie się identyfikować. Załóżmy, że w naszym krośnieńskim okręgu startuje kandydat pisowski. Nominowany – wiadomo – przez Jarka (czyli „element” wodzowski). I ogromna rzesza wyborców pójdzie głosować na niego, nawet gdy nie specjalnie go będzie znać. Bo PiS, bo ojciec rydzyk, bo zamach, bo prawdziwy Polak. Nie sprawdzi się ? Podpadnie ? Jarek za 4 lata wystawi innego, też z szyldem PiS-u i poparciem innych podmiotów, I coś mi się zdaje, że też wygra.
    Przykład brytyjski Panie Piotrze – niezależni kandydaci, którzy mają taki prosty sposób rejestracji, mogą objechać okręg na rowerze, pewnie nierzadko lokalne autorytety, a jednak nie mają szans na jakikolwiek sukces, nawet na 1 % miejsc w Izbie Gmin.
    JOW-y są w gminach. Rzućmy okiem na sąsiednie miasta – Sanok i Jasło.
    U sąsiadów z Sanoka na 21 mandatów 9 zdobył PiS. Czyli wygrali kandydaci partyjni, ale o dziwo nie rządzą samodzielnie.
    U jaślan 11/21 ma PiS. Większość bezwzględna jest. I znowu partia…
    Co ciekawe w Krośnie przy innej ordynacji (większościowej) drugi raz z rzędu rządzi samodzielnie komitet Pana Prezydenta Przytockiego. Hmm…
    5. Brak zgody, ok, różnimy się.

    Szanowny Panie Pytacz:

    „I chodzi o to, że będzie Pan mógł zagłosować na konkretnego człowieka a nie na ugrupowanie. Nawet jeśli Pana kandydat będzie z PO czy PIS to będzie Pan wiedział, że głosował Pan na „Kowalskiego” a nie na Niesiołowskiego.”

    O tym pisałem – jak Prezes Jarek czy Prezes Kopacz wystawi Panu Pana załóżmy Pana Babinetza lub Panią Łukacijewską, to jaki wybór mają powiedzmy zwolennicy tych partii ? Taki, że mogą głosować na innych, niezależnych. Tak. Ale jak pokazuje przykład brytyjski ci niezależni są kwiatkiem do kożucha, bo nie wchodzą (lub stanowią totalny plankton bez znaczenia).

    Wszyscy dostrzegamy konieczność zmian na scenie politycznej. Tyle, że ja sprzeciwiam się narracji, że wprowadzimy JOW-y i nagle Polska odżyje. Niestety nie. Dla mnie rozwiązaniem jest ograniczenie liczby kadencji sprawowania urzędu i wydłużenie kadencji posła/senatora/prezydenta/wójta/radnego do 5 lat. 2×5 i dziękujemy, przychodzą następni.

    Pozdrawiam !!!

  • Piotr 23 czerwca 2015 Odpowiedz Author

    @Cookie

    1. OK, nie pali się.

    2. Ustalmy: w proporcjonalnym wystarczy wiedzieć jakie jest mniej więcej sondażowe poparcie i jedną ustawą o zmianie ustawy zmienić przelicznik. Gotowe.
    W JOW, żeby ociągną podobny skutek co do skali manipulacji trzeba: analizować preferencje z poprzednich lat (a te mogły się zmienić) i gmerać przy granicach każdego okręgu co spowoduje wrzask posłów i kandydatów z tych okręgów. Poza tym zwracam uwagę: kraje obecnie stosujące JOW mają zwykle dużo bardziej zróżnicowane społeczeństwo, np. dzielnice katolickie i protestanckie, albo dzielnice licznych mniejszości narodowych, które mogą mieć bardzo odmienne preferencje wyborcze. Polska pod tym względem daje dużo mniejsze możliwości manipulacji.

    3. Tak, zgadza się, nie rozumiemy się. Ja pisze o tym co spowodowało W PRZESZŁOŚCI, ze wyniki wyborów do Senatu wyglądają tak, a nie inaczej, a Pan na to, że W PRZYSZŁOŚCI to można zmienić bez znacznego zmieniania ordynacji wyborczej. Swoją drogą to wybory prezydenta RP nie są wyborami do Senatu, a przecież chodziło o ordynację do Senatu. To w zasadach wyborów do Senatu dano nieuczciwe fory kandydatom partyjnym. Wybory sejmowe nie mają przecież z tym nic wspólnego…

    4. Istnienie partii nie oznacza partiokracji. W okręgu krośnieńskim PiS wystawiał 2 razy kandydata na prezydenta miasta. Dwa razy przegrał. W wyborach w małych okręgach aktualne partie na ogół przegrywają, bo Polacy mają ich dość. Obecnie szyld nawet najsilniejszej partii często szkodzi w małym okręgu.
    Przykład brytyjski: tam partie od pokoleń prowadzą pozytywna selekcję, która sprawia, że chcą mieć jak najsilniejszych kandydatów. Ci ludzie wygrywają w swoich okręgach nie tyle z powodu plakietki, co z powodu osobistych cech i szacunku swoich wyborców. Gdy podpadną wyborcom to ponoszą klęskę jak wymieniony wyżej Douglas Alexander.
    JOW w wyborach do gmin nie są najlepszym przykładem, ze względu na równoczesny wybór wójta/burmistrza powiązany z wyborami do rady wymogami rejestracyjnymi, a w przeciwieństwie do wyborów radnych prowadzonych w dwóch turach. Skomplikowane, ale objaśniam: żeby wystawić kandydata na wójta, trzeba wystawić też kandydatów w co najmniej połowie okręgów na radnych. Wybory wójta są ważniejsze i dwuturowe, zatem nie sprzyjają zawieraniu koalicji przed pierwszą turą. To powoduje, że w wyborach na poziomie rady gminy wyborcy są niepotrzebnie dzieleni i wygrywa ktoś, kto prawdopodobnie by przegrał, gdyby zawierano porozumienia przed I turą.
    Odnośnie Krosna, to do rady są wybory proporcjonalne ze wszystkimi wadami, takimi jak duża ilość kandydatów i względnie duże okręgi. Kampania ogniskuje się zatem na osobach liderów – kandydatów na prezydenta. Lider wyciąga wynik listy. Działa też odcięcie się od partyjnych plakietek, bo ludzie nie chcą głosować na partie. W efekcie SLD np. w ogóle nie wystawiło komitetu pod swoim szyldem, a PO wolała podpiąć się pod prezydenta Przytockiego. To nie lista „Samorządne Krosno” wypromowała w wyborach Przytockiego, tylko odwrotnie. Ponad połowa ludzi, którzy w jednomandatowych wyborach na prezydenta głosowali na Przytockiego, w wyborach do Rady poparła jego listę. Wystarczy porównać kto dostał więcej głosów.

    5. Czyli zmiana systemu, nie powoduje zmiany strategii wyborczej?

  • Pytacz 24 czerwca 2015 Odpowiedz

    Panie Cookie:

    „O tym pisałem – jak Prezes Jarek czy Prezes Kopacz wystawi Panu Pana załóżmy Pana Babinetza lub Panią Łukacijewską, to jaki wybór mają powiedzmy zwolennicy tych partii ? ”

    Oczywiście ma Pan rację nie mamy wpływu na to kogo Partia wystawi. Ale np. jak PO wystawi w moim okręgu Niesiołowskiego, a ja popieram PO to będę mógł świadomie na niego zagłosować, a w tej chwili głosując na PO, partia wystawia jakiegoś „jopka”, a ja głosując na niego nieświadomie wybieram Niesiołowskiego (a oddając głos na tego „jopka” chciałem żeby to on był w parlamencie a nie Niesiołowski). Różnica może dla Pana jest niewielka ale dla mnie jest ogromna bo w tej chwili głosuje Pan tylko i wyłącznie na Partię, a w JOW może Pan zagłosować na konkretnego człowieka z partii. I teraz jak Pana partia wystawi samych złodziei to teraz decyzja należy to Pana czy Pan chce tego złodzieja czy może zagłosuje Pan na kogoś nie zależnego, albo na kogoś z innej partii nie koniecznie takiej, której jest Pan zwolennikiem ale np. zna Pan gościa osobiście i wie Pan że on nie myśli tak jak Macierewicz. Chyba różnica jest wyraźna ?

  • Piotr 24 czerwca 2015 Odpowiedz Author

    Błędem jest twierdzenie, że w JOW „partia wystawia”. W tym systemie trzeba być najlepszym w małym okręgu, zatem partia musi zabiegać o kogoś popieranego lokalnie. Czyli to nie jest do końca tak, ze partia ma poparcie i wystawia sobie człowieka jakiego chce, tylko człowiek ma poparcie mieszkańców i dlatego on i partia wygrywa w danym okręgu. W GB mają to wyćwiczone od pokoleń, a my mamy całkiem odmienne doświadczenia dlatego na podstawie pewnych podobieństw często ulegamy złudzeniom. Efektem są później płytkie teksty Rafała Górskiego…

  • Pytacz 24 czerwca 2015 Odpowiedz

    Panie Piotrze umówmy się, że w GB w JOW może i tak jest ale w warunkach Polskich stwierdzenie, że to Partia wystawia kandydata jest poprawne, bo to się dopiero musi zmienić ale na to trzeba czasu. W pierwszych kilku wyborach w JOW to właśnie partie będą wystawiać swoich kandydatów i jak się okaże, że kilku z nich nie wejdzie do parlamentu to Partie zaczną zmieniać taktykę i wówczas dojdzie do prawdziwych zmian. Ale jak pisałem wcześniej na początku ludzie i tak w dużej mierze zagłosują na tych samych ludzi, których dzień w dzień widzą w telewizji, czyli tych których wystawi Partia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook