JOW zerwie łańcuch partiokracji

To naturalne, że ludzie o podobnych poglądach i wspólnych celach współpracują ze sobą. To normalne, że zaczynają się organizować, tworzą stowarzyszenia, dzielą się wiedzą i doświadczeniem. To nic dziwnego, że wyłaniają liderów. Na scenie politycznej takie organizacje nazywa się partiami. To nic złego, że istnieją. Źle się dzieje dopiero gdy te partie zaczynają zawłaszczać państwo dla siebie, gdy scena polityczna zostaje zdominowana przez partyjnych wodzów. To już nie jest demokracja, tylko partiokracja.

Na 6 września zapowiedziano referendum, którego pierwsze pytanie dotyczy wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w wyborach do sejmu. Już rozgorzała dyskusja. Z jednej strony zwolennicy JOW mówią, że to „ukróci partiokrację”, a z drugiej przeciwnicy ripostują: „wcale, że nie, bo w Anglii też są partie”.

JOW_Przystawa
Jeden z marszy popaprcia za JOW. Na zdjęciu widoczny w koszulce JOW profesor Jerzy Przystawa. Fot jow.pl

Kto ma rację? Żeby to ustalić trzeba sobie odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: co rozumiemy pod terminem „partiokracja”?

To naturalne, że ludzie o podobnych poglądach i wspólnych celach współpracują ze sobą. To normalne, że zaczynają się organizować, tworzą stowarzyszenia, dzielą się wiedzą i doświadczeniem. To nic dziwnego, że wyłaniają liderów. Na scenie politycznej takie organizacje nazywa się partiami. To nic złego, że istnieją, a samo istnienie partii politycznych nie oznacza jeszcze „partiokracji”.

Z partiokracją mamy do czynienia gdy suwerenem w państwie przestaje być Naród, a faktyczną władzę zaczynają sprawować partie polityczne. Teoretycznie to Naród wybiera partie, które mają rządzić, ale w praktyce w partiokracji występują mechanizmy, które czynią partyjnych wodzów faktycznym ośrodkiem władzy w państwie. Formalnie nadal władza spoczywa w rękach Narodu, ale praktycznie rządzą partie. Przejdźmy do konkretów, poniżej przedstawię kilka najważniejszych ogniw łańcucha partiokracji:

1. Bierne prawo wyborcze – teoretycznie bierne prawo wyborcze do sejmu przysługuje każdemu polskiemu obywatelowi, który ukończył 21 lat. W praktyce, żeby dostać się do sejmu obywatel musi znaleźć się na liście jednej z dużych ogólnopolskich partii. I to na dobrym miejscu. Nie chodzi tylko o „jedynki”, strategia budowania list wyborczych zawiera wiele kruczków, które pozwalają z ogromnym prawdopodobieństwem ustalić kto z listy wejdzie do sejmu, a kto nie. O ułożeniu listy decyduje ten, kto a rejestruje – partyjny wódz. Obywatel bez błogosławieństwa partii nie ma szans. Furtką pozostaje utworzenie ogólnopolskiego Komitetu Wyborczego Wyborców, który będzie działał podobnie jak partia. Najważniejsze osoby w partii mają praktycznie gwarancję wejścia do Sejmu, nawet gdy poparcie spadnie do około 10%.

2. Kto wyłania rząd? Teoretycznie to obywatele wybierają reprezentantów deklarujących przed wyborami określony program. W praktyce w systemie proporcjonalnym nigdy nie dochodzi do sytuacji gdy jedna partia może wyłonić rząd i zrealizować swój program. Partie muszą porozumieć się i utworzyć koalicję. Taki koalicyjny program układają wodzowie partyjni już po wyborach, poza decyzją obywateli. Co gorsza w takich targach partia z poparciem 25% może zostać na bocznym torze, a stanowiska w rządzie, prawo do blokowania reform, czy prawo narzucania rozwiązań korzystnych tylko dla swojego elektoratu zyskuje patia z poparciem około 8%. Zdecydowana mniejszość dyktuje swoje warunki 92% społeczeństwa w wyniku układu pomiędzy kilkoma albo nawet zaledwie dwoma partyjnymi liderami.

3. Kogo reprezentują posłowie? Teoretycznie reprezentują Naród, wyborców. W praktyce poseł dobrze wie, że miejsce w sejmie zawdzięcza nie tyle wyborcom, co partyjnemu liderowi, który dał mu dobre miejsce na liście. Poseł staje się  „maszynką do głosowania”. Albo realizuje wytyczne lidera, albo żegna się z następną kadencją. Jest pionkiem, którego można wymienić na innego. W kampanii wyborczej gdzie w jednym ogromnym okręgu jest kilkuset kandydatów wyborcy nie mają faktycznie możliwości ich poznania i porównania. Dlatego o wyniku wyborów decydują pyskówki partyjnych liderów w telewizji. Przyjmuje to groteskową formę, gdy na lokalnych spotkaniach wyborczych osoba znana tylko z telewizora mówi wyborcom kto jest najlepszym kandydatem na ich terenie, a przy tym nawet nie potrafi wypowiedzieć poprawnie nazwisk kandydatów.

4. Do kogo należy mandat? Należy do partii. Jeżeli Poseł okaże się przestępcą, to na jego miejsce wchodzi następny z listy tej samej partii. Bez znaczenia jest, że gdyby wyborcy wiedzieli o przestępczej karierze posła, to by nie zagłosowali na niego, ani na tę partię. Mandat jest partyjny i kropka. Jak ktoś się wyłamuje to następnym razem nie wejdzie do Sejmu. Już wódz o to zadba.

5. Finansowanie partii. Partyjni wodzowie zadbali o swoją pozycję i w naszym imieniu zapewnili sobie finansowanie partii z budżetu. To jeszcze bardziej utrudnia konkurowanie z nimi komukolwiek spoza dużych partii. Partiokracja polega na tym, co kiedyś powiedział Kraśko: możemy sobie wybrać albo PiS, albo PO, albo SLD… Wpływy i państwo mają być podzielone pomiędzy określone partie, które kłócąc się w telewizji będą dawały nam złudzenie, że możemy coś zmienić wyborami. Te kłótnie prowadzone są zwykle na żenującym poziomie i w sprawach bez większego znaczenia.

6. Dobór ludzi na ważne stanowiska. Selekcja w partiokracji jest wybitnie negatywna. Wspomniałem już, ze partyjny wódz potrzebuje posłusznych pionków. To powoduje, że promowani są mierni, ale wierni. Najlepiej, żeby posłowie byli klonami wodza, tylko trochę słabszymi, to pozycja szefa nie będzie zagrożona. Sami posłowie kierując „strukturami” w terenie stosują podobny negatywny dobór pilnując by nie pojawił się nikt, kto będzie w stanie zająć ich miejsce. Ludzi wiernych partii obsadza się na wszelkich stanowiskach zależnych od partii. Przestają się liczyć kompetencje. Gdy braknie stanowisk zawsze można utworzyć nowe. To bez problemu przychodzi nawet tym partiom, które przed wyborami obiecują zmniejszenie biurokracji. Jak wspomniałem, to co mówią przed wyborami jest bez znaczenia, bo faktyczny program rządu powstaje po wyborach.

To tylko kilka mechanizmów, które tworzą polską partiokrację. Tym samym zmiana systemu wyborczego na oparty o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze jest dla partiokracji śmiertelnym zagrożeniem. Wprowadzenie JOW niszczy wszystkie powyżej wymienione mechanizmy!
Wiedział o tym profesor Jerzy Przystawa, twórca Ruchu na rzecz JOW. Ciesze się, że Paweł Kukiz tchnął w ten Ruch nową energię. Nic dziwnego, że praktycznie wszystkie partie są przeciw, nawet ta jedna, która udaje, ze popiera.

1. Bierne prawo wyborcze przysługuje każdemu na równych prawach, wystarczy zebrać niewielka liczbę podpisów sąsiadów i można startować w okręgu wyborczym. Okręg jest na tyle niewielki, że można go objechać nawet rowerem. Kandydaci partyjni i bezpartyjni startują na równych zasadach, każdy odpowiada za siebie. Lokalny autorytet nie musi mieć błogosławieństwa partii by mógł zostać wybrany do Sejmu.

2. W systemie brytyjskim, który promuje Ruch na rzecz JOW rząd wyłaniają wyborcy wyłaniając najsilniejszą partię. Rzadkością są rządy koalicyjne, więc nowy premier znany jest dzień po wyborach. Partia opozycyjna ma swój „gabinet cieni” czyli swoją propozycję rządu. Głosując za zmianą władzy wyborcy od razu wiedzą jaki będzie skład nowego rządu.

3. Posłowie reprezentują wyborców. Tych ze swojego okręgu. Wiedzą, ze jeżeli będą postępować odwrotnie niż obiecali, to mogą się pożegnać z następną kadencją. Szef partii za to dobrze wie, że jak straci posła, który ma lokalne poparcie, to prawdopodobnie w następnych wyborach straci też mandat w tym okręgu.

4. O mandacie posła decydują wyborcy. Jeżeli poseł okaże się przestępcą i straci mandat, to na jego miejsce wybierany jest nowy. Wyborcy mogą zaufać drugi raz tej samej partii, ale nie muszą. To jest wybór lokalnej społeczności.

5. Z postulatem JOW związany jest postulat likwidacji finansowania partii z budżetu. Wybory w małych okręgach są tanie, więc nie ma powodów by finansować działalność partii. Poza tym równość szans wymaga, by nie faworyzować finansowo partii.

6. Selekcja kandydatów odbywa się według kompetencji. Jeżeli partia che wygrać w danym okręgu to musi mieć jak najlepszego kandydata. To musi być osoba, która nie ma dużego elektoratu negatywnego, człowiek zdolny do porozumienia z jak najszerszą grupa wyborców. To znacznie podnosi jakoś parlamentów w krajach, które zwykliśmy nazywać „dojrzałymi demokracjami”. Tyle, że to nie wynika z żadnej dojrzałości, tylko z systemu. Nasz system promuje miernych ale wiernych. Promuje kłótnie, podziały, awantury. Wyrazisty krzykacz, w wyborach proporcjonalnych zdobędzie 10% i dostanie się do Sejmu, a nawet może zostać wicepremierem! W JOW nie ma najmniejszych szans nawet by zostać posłem. Nic dziwnego, że JOW zwalczają teraz prawie wszystkie partie.

Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy mniej dojrzali, czy że jesteśmy głupsi albo bardziej kłótliwi od Anglików, Francuzów, Amerykanów czy Australijczyków. Gdyby oni mieli patologiczny system proporcjonalny, to ich scena polityczna wyglądałaby jeszcze gorzej niż w Polsce. Ich system promuje najlepszych, najbardziej zdolnych do porozumienia i pozwala ich rozliczać z obietnic. Nasz system faworyzuje miernoty, krzykaczy oraz zwykłych cwaniaków, których nie możemy rozliczyć, bo zawsze mogą sobie zrobić „lifting” i wrócą pod nowym szyldem. To jak to ma wyglądać? Na szczęście większość Polaków nie ufa obecnym partiom, więc wynik wrześniowego referendum może być prawdziwym dynamitem wysadzającym partiokrację.

Komentarze

komentarzy

1 Komentarz

  • Pytacz 9 czerwca 2015 Odpowiedz

    Święta prawda !!! – i to jest właśnie przykład merytorycznego podejścia to sprawy he he. Ten tekst powinien się znaleźć w wielu miejscach medialnych aby ludzie mogli zrozumieć o co chodzi z JOW . Partię próbują, ludzi przekonać, że to zabetonuje polską politykę jeszcze bardziej, nawet Korwin takie brednie opowiada, ale nawet jeśli dzięki JOW do sejmu wejdą tylko dwie duże partie, to na pewno w ich szeregach będzie mniej krętaczy i ludzie którzy tak naprawdę rządzą w tym kraju od ponad 25 lat mogą zacząć się bać, że nikt ich już nie wybierze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook