Krosno: wnioski ze „sprawy Hejnara” czyli mętne procedury samorządu

Ze skandalicznej sprawy dotyczącej piekarza Janusza Hejnara należy wyciągnąć wnioski. Za motyw przewodni posłuży mi wypowiedź Piotra Przytockiego z wywiadu, jakiego udzielił 12 lat temu, mówiąc o tym jak będzie wyglądało miasto za jego prezydentury. Najwidoczniej 12 lat to za mało na wprowadzenie podstawowych standardów… a może przeciwnie, może gdy ktoś rządzi zbyt długo, to obrasta patologiami?

piekarnia
Tę piekarnię chce zburzyć Urząd Miasta. Najlepiej nie płacąc odszkodowania. „Miasto przyjazne dla biznesu”.

Kto to powiedział? – Nie można chować głowy w piasek, tylko trzeba wyjść do ludzi i wyjaśnić. Jeśli są jakieś kwestie sporne, trzeba je rozwiązywać. To się wiąże z jawnością działań, o których piszę w programie. Nie można po prostu zatajać decyzji czy kwot, które są gdzieś tam wydawane nie wiadomo na co. To ma być jasne, oczywiste i widziane przez każdego mieszkańca i odczytywane jednoznacznie. Brak informacji powoduje plotkarstwo na mieście i domniemanie na przykład, że ktoś jest skorumpowany – Piotr Przytocki. Słowa padły w wywiadzie podczas kampanii wyborczej zanim po raz pierwszy został prezydentem. Żeby było ciekawiej, to była to odpowiedź na pytanie związane z błędem urzędu w sprawie zmiany nazwy ulicy. Tak, tak, wtedy pewien redaktor cierpliwie i wnikliwie opisywał takie skandaliczne działania władzy, a pan Przytocki zapewniał, że za jego prezydentury takich skandali nie będzie. Receptą miała być jawność. Jednak gdy mleko się rozlało i „sprawa Hejnara” zrobiła się niewygodna, to sposobem na nią był …brak jawności. Zaprzyjaźnione z prezydentem media milczały. Ja byłem instruowany, żeby „nie pisać o tym” bo „zobacz, inni nie piszą”. Zamiast przedstawić swoje stanowisko prezydent odmówił komentarza. Na pytania kierowane pisemne odpowiadał wymijająco, albo wcale. W skrócie: schował głowę w piasek. Nie wyszedł, nie wyjaśnił. Działania w tej sprawie prowadzone były niejawnie, pewne decyzje podejmowano w tajemnicy. Brak informacji powoduje domniemanie, że na przykład ktoś jest skorumpowany. Tak to wygląda zgodnie ze słowami prezydenta z 2002 roku!

Farsa z piekarnią w tle
Farsa to chyba najlepsze określenie na to, co samorządowcy i urzędnicy wyprawiali w „sprawie Hejnara”. Wysiłki podejmowane przez Urząd w celu wybrnięcia z sytuacji prowadzą jedynie do dalszego zapętlenia i jeszcze większej kompromitacji, aż do kulminacyjnego momentu gdy popełnione błędy są rażąco widoczne i niczym nie daje się ich zakryć. Jednym z takich momentów kulminacyjnych było żałosne głosowanie na sesji w 2010 roku, gdy nikt nie chciał odpowiadać na zdawane pytania, gdy okazało się, że radnych wprowadzano w błąd. To była publiczna kompromitacja Urzędu, w obecności przedstawicieli Dzielnic i Osiedli oraz mediów.  Takim momentem jest też uprawomocnienie wyroku uniewinniającego piekarza. Możliwe, że to nie koniec, bo ten zapowiada kolejne procesy, tyle, że w drugą stronę. Przeciwko tym, co go niesłusznie oskarżali. Niezależnie od wyników dalszych działań popatrzmy jak wyglądała ta farsa.

Prolog
Janusz Hejnar postanowił zainwestować. Chciał mieć własną piekarnię, postarał się o zezwolenie na budowę, o zmianę przeznaczenia gruntu, zgłosił rozpoczęcie robót, a nawet starł się z urzędnikami, gdy Ci przez „oczywistą omyłkę” omal nie uniemożliwili mu kontynuacji inwestycji. W tym czasie korespondował z urzędem, rozmawiał nawet z prezydentem. Pisał i mówił o „powstającym zakładzie”. Urzędnicy i samorządowcy tych oczywistych faktów nie dostrzegli.

Akt I: Tajne narady w dzielnicy
W 2007 roku w dzielnicy Suchodół odbyło się prawdopodobnie posiedzenie Rady Dzielnicy. Nie było zapowiedziane publicznie, ani jego postanowienia nie zostały ogłoszone. Ot taka jawność i demokracja po krośnieńsku. Na posiedzeniu rzekomo zgłoszono wniosek zmiany trasy drogi G, tak by przebiegała przez posesję Janusza Hejnara. Nikt tego jednak nie konsultował, ani z Hejnarem, ani z osobami, które będą miały nową obwodnicę w sąsiedztwie. Ot taka jawność po krośnieńsku. Ponieważ posiedzenie nie było ogłoszone (do dzisiaj nie są ogłaszane!) to nikt nie mógł przyjść i zobaczyć co tam radzą. Gdyby nie jakaś chora alergia na jawność, to prawdopodobnie już w tym miejscu cała „sprawa Hejnara” miałby swój finał. Pan Janusz wiedząc o takim wniosku, albo o tym, że taki wniosek będzie omawiany, przyszedłby i powiedział: „Gdzie wy chcecie drogę? Przecież ja buduję piekarnię. Dam ludziom pracę, miasto też na tym skorzysta. Nie idźcie tą drogą!” Ale nie, obrady odbyły się w pewnej tajemnicy. Protokół jest zdawkowy, nie wiemy nawet kto zgłosił taki pomysł zmiany trasy. Wiemy, że podpisał się pod tym Stanisław Słyś.

Akt II: „Kończ waść!”
Wniosek Rady Dzielnicy trafił do Urzędu i zaczął żyć własnym życiem. Rozwijał się i nabierał kształtów. Jednak cały czas w tajemnicy przed panem Januszem. Ten o planach Urzędu dowiedział się w 2008 roku, gdy budowa nabierała rozpędu. Dostał nawet pismo od prezydenta, który wzywał go do „zaprzestania nielegalnej budowy”. Okazało się, że prezydent posądził pana Janusza o prowadzenie budowy bez zgłoszenia rozpoczęcia robót! Gdyby działania samorządu i Urzędu były choć trochę bardziej jawne, to z pewnością sprawa zostałaby wyjaśniona na spokojnie. tymczasem prezydent w odpowiedzi dostał pismo od Janusza Hejnara: „Wzywam pana do złożenia urzędu prezydenta. Kończ waść wstydu oszczędź miastu i jego mieszkańcom”. Okazało się bowiem, że pan Janusz zgłosił rozpoczęcie robót, a na tę okoliczność miał stosowny dokument z … Urzędu Miasta Krosna.

Akt III: Tajne narady na komisji
Kolejny, istotny, ale niejawny akt tej farsy rozegrał się na Komisji Geodezji i Urbanistyki w 2010 roku. Z mocy Konstytucji i stosownych ustaw obrady Komisji są jawne. Jednak w Krośnie nie są ogłaszane terminy i miejsca gdzie się odbywają, a obywatele, którzy mimo wszystko jakoś trafią na komisję byli (są?) wypraszani. Sam się z tym spotkałem. Wiem, że inni mieli podobne problemy i to nawet po tym, jak już pouczyłem radnych żeby nie łamali prawa (udokumentowany jest przypadek wypraszania z komisji z 2013 roku). Już wracam do pana piekarza. W 2010 roku „droga G” kolidująca z piekarnią miała trafić do dokumentów planistycznych Miasta. Pan Janusz zgłosił swoje uwagi co do tego pomysłu, informując, że przecież tam powstaje zakład pracy. Argument powinien być przekonujący. Po pierwsze dużo się gada o tym, że jest bezrobocie, potrzeba inwestorów itd, a tutaj będzie się robiło drogę na nowej firmie? Po drugie trzeba przecież uwzględnić odszkodowanie i to zapewne nie tylko za sam zakład, ale i za niedotrzymane umowy albo utracone zyski. Niestety, jak wspomniałem, obradowano w tajemnicy przed obywatelami, w tym w tajemnicy przed piekarzem. Na komisji powiedziano, że: budowa jest nielegalna, że budowa jest wstrzymana, że Hejnar sfałszował dokumenty. Podano też szereg półprawd czy wręcz informacji nieprawdziwych na temat porównania „starego” i „nowego” przebiegu drogi. W komisji brał udział prezydent Przytocki, jej przewodniczącym był Stanisław Czaja, a jedną z osób zabierających głos w sprawie był Stanisław Słyś. No skoro tak, to uwagi przestępcy trzeba odrzucić, prawda? Problem w tym, że nie było żadnego wyroku w tej sprawie! Uznanie budowy prowadzonej przez Hejnara za nielegalną, zanim zapadł wyrok zdaje się stać w sprzeczności z konstytucyjną zasadą domniemania niewinności. Co więcej, kontrole Nadzoru Budowlanego nie doprowadziły do wstrzymania budowy, a przeciwnie, nie wykazały poważnych nieprawidłowości. Ale o tym radni nie wiedzieli wydając opinię na Komisji. …może nie mieli wiedzieć?

Akt IV: Blamaż na sesji w „Puchatku” 
Odrzucenie uwag Janusza Hejnara nastąpić miało na sesji, która odbyła się w Domu Ludowym „Puchatek” w 2010 roku. To była kompletna kompromitacja Rady, Urzędu i prezydenta. Hejnar przyszedł na obrady, bo sesji nie da się trzymać w tajemnicy. Są jawne i pod tym względem prawo jest przestrzegane. Pan piekarz podważył to, co mówiono o nim na komisji. Przedstawił wyniki kontroli Nadzoru Budowlanego. W efekcie także część radnych zaczęła zadawać pytania. Przewodniczący komisji (Czaja) się nie wypowiedział. Urzędnicy odmówili odpowiedzi. Prezydent Przytocki też schował głowę w piasek, nic nie wyjaśnił, nie rozwiązał kwestii spornej. Następnie pan przewodniczący Stanisław Słyś …zarządził głosowanie. Bez wyjaśnień, bez odpowiedzi. Radni odrzucili uwagi Hejnara. Rozmawiałem z niektórymi radnymi, którzy tak głosowali. Zasłaniają się tym iż kierowali się …opinią Komisji.

Akt V: Chowanie głowy w piasek
W dalszej części tej farsy Urząd Miasta z prezydentem Przytockim na czele chował głowę w piasek. Zamiast „wyjść do ludzi” i wyjaśnić pan Przytocki odmawiał komentarza. Na pytania kierowane na piśmie nie odpowiadał, lub odpowiadał wymijająco. Z jednej strony twierdził, że „według jego wiedzy pozwolenie na budowę utraciło ważność”, jednak nie chciał się tą wiedzą podzielić gdy zapytałem „z czego ta wiedza wynika?” Jakieś dokumenty, dowody, cokolwiek? A tu nic. Tylko odmowa komentarza. Byłem dociekliwy. Wymieniłem fakty sprzed rozpoczęcia procesu, o których Urząd musiał wiedzieć, a które świadczyły, że budowa była prowadzona po czym zapytałem „czy Urząd o tym wiedział?” Oczywiście nie dostałem odpowiedzi. Pan Janusz Hejnar po pierwszym uniewinniającym wyroku napisał do prezydenta zwracając uwagę, że na Komisji Geodezji (tej z Aktu III) wprowadzono radnych w błąd, a podjęta uchwała naraża gminę na koszty. Jak twierdzi, odpowiedzi nie dostał. Ja zapytałem o to w jaki sposób prezydent zareagował na to pismo, czy podjął jakieś działania, ale się nie dowiedziałem. Późnej Hejnar zwrócił się do Rady, by zmieniła swoją uchwałę, bo w 2010 wprowadzono radnych w błąd. Jego wniosek tak przeinterpretowano, by go odrzucić bez badania stanu faktycznego. Pan przewodniczący Stanisław Słyś był bardzo niemiły wobec radnych, którzy jednak chcieli by sprawę zbadano.

Akt VI: Miażdżące wyroki
Akt VI rozegra się na salach sądowych. W sprawie zapadły aż 4 wyroki. Pierwszy uniewinniający dla Hejnara. Jego uzasadnienie było miażdżące dla oskarżenia. Dowody dostarczane przez oskarżenie były albo wzajemnie sprzeczne, albo też potwierdzały linie obrony. Drugi wyrok uchylał ten pierwszy, ale tylko dlatego, że zdaniem sędziego można jeszcze uzupełnić materiał dowodowy. Sędzia stwierdził, że co prawda nic nie świadczy o winie, ale kto wie, może coś się znajdzie? Zatem materiał uzupełniano. Kolejny skrupulatnie prowadzony proces wykazał tylko jeszcze więcej okoliczności na korzyść oskarżonego piekarza. Zatem kolejne uzasadnienie uniewinniającego wyroku z żelazną logiką miażdżyło oskarżenia. Od tego Miasto próbowało się odwoływać. Sąd Okręgowy wskazał jednak, że ustalenia Sądu Pierwszej Instancji są prawidłowe, stan faktyczny jest taki jak ustalono – czyli budowa była prowadzona, a materiał dowodowy potwierdza linię obrony. Wskazano też przyczynę konfliktu: „Gmina Krosno, wydając uchwałę o zmianie “drogi G”, winna sprawdzić czy na tym terenie zostały wydane zezwolenia na budowę, czy też na tym terenie jakieś czynności budowlane zostały podjęte. Tego typu ustaleń gmina Krosno nie podejmowała”. Po tym wyroku napisałem maila z pytaniami do Urzędu Miasta. Na razie brak odpowiedzi.

Wnioski
Gdyby Rada dzielnicy nie czaiła się ze swoimi pomysłami byłoby fajnie. Gdyby Komisja nie odbywała się potajemnie, prawdopodobnie całej awantury by nie było. Jak można sprawę podsumować na tym etapie? Najprościej cytatem z Piotra Przytockiego: „Nie można chować głowy w piasek, tylko trzeba wyjść do ludzi i wyjaśnić. Jeśli są jakieś kwestie sporne, trzeba je rozwiązywać. To się wiąże z jawnością działań (…). Nie można po prostu zatajać decyzji (…). To ma być jasne, oczywiste i widziane przez każdego mieszkańca i odczytywane jednoznacznie. Brak informacji powoduje plotkarstwo na mieście i domniemanie na przykład, że ktoś jest skorumpowany”.
Z tego co się wydarzyło trzeba wyciągnąć wnioski. Praktyka działania samorządu i Urzędu musi się zmienić. Obrady Rad Dzielnic i Osiedli muszą być ogłaszane. Podobnie podejmowane przez nie uchwały i zgłaszane do Urzędu wnioski. To nie może być robione za plecami zainteresowanych. Obrady Komisji Rady Miasta muszą być ogłaszane, nie można stawiać obywatelom przeszkód w obserwowaniu tych obrad. Protokoły z Komisji muszą być łatwo dostępne. Nie można podejmować decyzji zakładając, że obywatel jest winny, jeśli nie było wyroku Sądu. To są rzeczy proste, wręcz podstawowe, wynikające z Konstytucji i ustaw. Żadna magia. To są sprawy, które można wdrożyć praktycznie od ręki. Akurat jest dobra okazja, niedawno rozpoczęła się nowa kadencja. Jeżeli z wdrożeniem powyższych uwag będzie jakiś problem, to naprawdę trudno będzie oprzeć się wrażeniu, że na przykład ktoś jest skorumpowany.

 

Komentarze

komentarzy

1 Komentarz

  • Prime 19 grudnia 2014 Odpowiedz

    Zachowanie prezydenta jest bez sensu! O co tu chodzi? Zniszczenie piekarni jest tylko na rękę konkurencji, bo wszyscy inni na tym tracą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook