„Pan Lodowego Ogrodu” – cztery tomy warte polecenia

„Pan Lodowego Ogrodu” to czterotomowa powieść, którą niełatwo sklasyfikować. „Science Fantasy” byłoby chyba najlepszym określeniem. Rozbudowana fabuła i gwałtowne zwroty akcji ukazywane na zmianę z perspektywy dwóch głównych bohaterów tworzą powieść godną polecenia na długie jesienno-zimowe wieczory.

Pan Lodowego Ogrodu. Okładka III Tomu.
Pan Lodowego Ogrodu. Okładka III Tomu.

Pewnie część z was już czytała tę fenomenalną powieść Jarosława Grzędowicza. Fani oczekiwali z niecierpliwością wydania kolejnych tomów. Czekać trzeba było długo, a każdy tom kończył się tak dramatycznie, że można było naprawdę wkurzyć się  na autora, że nie ma jeszcze następnej części. Cała saga ukazywała się w latach 2005-2012, czyli czasem trzeba było naprawdę poczekać. Ja czytałem „Pana Lodowego Ogrodu” tom za tomem, serią, bo gdy po niego sięgnąłem w ubiegłym roku były już dostępne wszystkie cztery części.

Tym co nie czytali nie chcę psuć przyjemności, więc nie zdradzę za wiele. „Pan Lodowego Ogrodu” to na pewno świetna lektura dla każdego miłośnika powieści przygodowych, science-fiction i fantasy. Tak, umiejętne połączenie różnych elementów sprawia, że jest to świetna lektura zarówno dla fanów twórczości z gatunku fantastyki naukowej, jak i „magii i miecza”. Jak Grzędowicz to zrobił? Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów.

Narracja prowadzona jest z punktu widzenia dwóch głównych bohaterów. Pierwszy, Vuko Drakkainen, jest uzbrojonym w zdobycze techniki Ziemianinem (pochodzenia bodaj polsko-fińsko-chorwackiego) wysłanym na misję ratunkową na obcą, zacofana planetę. Szuka zaginionych naukowców. Drugi, Filar, syn Oszczepnika, jest następcą tronu jednego miejscowych władców. Nie zdradzę zbyt wielkiej tajemnicy, jeżeli napiszę, że na tej obcej planecie występuje magia. Ta informacja występuje praktycznie w każdej recenzji i zapowiedzi „Pana Lodowego Ogrodu” i bardzo szybko pojawia się w I Tomie. Zresztą tę stronę gdy wzmianka o magii pojawia się po raz pierwszy można spokojnie z powieści wyrzucić. Vuko jeszcze przed wyruszeniem na misję otrzymuje polecenie zapoznania się z raportami, w tym słyszy, że tam gdzie ma się udać jest magia. Tutaj mały spoiler: Vuko chyba tych wspominanych raportów nie czyta, bo później zachowuje się tak, jak by o żadnej magii w życiu nie słyszał. Powtarzam się, ale naprawdę tej jednej strony po prostu może nie być. Drugim mankamentem, przynajmniej dla mnie, jest częste używanie wymyślonych przez autora określeń np. na pozycję społeczną czy liczebność oddziału wojska. Znaczna ich część pada w dialogach pomiędzy Filarem, a innymi bohaterami, którzy doskonale wiedzą o czym rozmawiają, tylko czytelnik nie wie. Wielu to nie przeszkadza, a mnie osobiście trochę irytowało. Nie zwykłem patrzeć na koniec książki by sprawdzać zakończenie przed przeczytaniem, wiec nie wiedziałem, że na końcu IV Tomu znajduje się rozbudowany słowniczek z tym wszystkim czego mi brakowało. Zatem jak by co, to zaglądaj na koniec IV Tomu, tam jest słowniczek, tylko uważaj, żebyś nie zepsuł sobie zakończenia.

„Pan Lodowego Ogrodu” jest dla mnie nie tylko powieścią „rozrywkową”. To gruntownie przemyślana wolnościowa literatura, pokazująca jak zbrodnicze jest myślenie różnych architektów społecznych narzucających innym swoje wartości. Szczegółów nie zdradzę, bo nie o to tu chodzi.

Fabuła czterech Tomów jest genialnie zbudowana, łącząc wszystko w całość. Dynamiczną akcję pod koniec trochę psuło mi zamiłowanie Grzędowicza do słówka „wizg”. To aż bolało, ale może o to chodziło? Właśnie o to natężenie „wizgów”?

„Pan Lodowego Ogrodu” dosłownie najeżony jest nawiązaniami do mitów, kultury, sztuki. Siadajac do lektury dobrze jest mieć pojęcie np. o twórczości Hieronima Bosha. Wskazana jest też znajomość „Jądra Ciemności” Josepha Conrada (chociaż „Czas Apokalipsy” może wystarczyć). Inaczej pewne smaczki będą dla czytelnika po prostu niezrozumiałe. Nie odstraszam od czytania, zwyczajnie podpowiadam jak najlepiej skonsumować tę lekturę. Miłego czytania!

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Wojciech 20 listopada 2014 Odpowiedz

    Moim zdaniem Vuko nie zachowuje się tak jakby nie czytał raportów tylko tak jakby nie wierzył co tam jest napisane. Zakłada, że magia to złudzenie, sztuczki albo jakiś nieznany fenomen fizyczny. Zresztą chyba powinieneś zrozumieć myślenie takimi kategoriami 😉 http://piotrdyminski.pl/2011/08/17/diabel-w-szczegolach-czesc-ii/

  • Piotr 26 listopada 2014 Odpowiedz Author

    Tak, tylko w ten sposób się to broni. Zresztą Grzędowicz bardzo zręcznie tę obronę stosuje. Jednak uważam, ze gdyby Vuko przeczytał jakiekolwiek raporty o tych „zjawiskach”, to trochę inaczej by postępował. Zatem albo raportów nie było, albo nie odrobił zadania domowego 😛 Tak czy siak, z punktu widzenia całej czterotomowej powieści jedną stronę można było bez żalu wyrzucić 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook