Widziałem „Miasto 44”

Film ma dobre recenzje, parę spektakularnych scen, ale ja nim jestem po prostu zażenowany. „Miasto44” jest zwyczajnie słabe.

Najbardziej żenujące w tym filmie było podkreślenie na samym początku, że ma być hołdem oddanym bohaterom Powstania. Jeżeli taki był cel to nie wyszło. Jest gorzej. To coś podobno pokazano weteranom Powstania w rocznicę wybuchu. Nie dziwię się, że uczestnicy Powstania wypowiadają się krytycznie o „Mieście 44”, bo to jest po prostu żenada. Piszę to ja, jeden z krytyków Powstania Warszawskiego. Ja jednak zawsze podkreślałem, że trzeba rozdzielić bohaterstwo powstańców, od oceny decyzji politycznej i strategicznej przywódców. To są po prostu kompletnie różne sprawy.

miasto44Jeden z plakatów promujących Miasto 44

Tu zobaczysz trailer filmu

UWAGA! Spoiler! Dalsza część zawiera szczegóły fabuły i zakończenia.

Nie chcę bardzo spoilerować, ale wymienię kilka słabych i mocnych punktów filmu.

Budżet jak na warunki polskie był wysoki. 25 milionów to nie mało. Widać to w efektach specjalnych. To jedna z mocnych scen filmu. Drugą jest to, że niejako w tle wydarzeń widzimy Powstanie w pigułce, szereg faktów historycznych, takich jak: uwolnienie grupy węgierskich Żydów (tylko skąd oni wszyscy oni znają polski?!) , walki na cmentarzach wolskich, zbrodnie dirlewangerowców, wybuch „czołgu-pułapki”, udział berlingowców w walkach i ewakuacja pontonami wraz z grupą cywilów etc.

Teraz strony słabe. Pokazane wydarzenia przedstawione są w sposób, który określę jako: bezsensowny, takie luźno powiązane sceny, które mogą niewiele mówić komuś, kto nie ma zbytniego pojęcia o Powstaniu Warszawskim. Wybuch „czołgu-pułapki” pokazany jest tak, ze nie wiadomo o co chodzi, nie ma nawet pół dialogu na ten temat, chociaż było to wydarzenie wstrząsające, o którym mówiła powstańcza Warszawa. Ciekawy epizod z ewakuacją grupy cywilów z berlingowcami też jest ledwo zasygnalizowany, a można było ten wątek rozwinąć.

W pewnym momencie walki powstańcze zostały sprowadzone dosłownie do strzelanki FPS, co jest żenujące samo w sobie.

Skala niemieckich zbrodni popełnianych podczas Powstania jest tak naprawdę tylko zasugerowana. „Żywe tarcze” widzimy tylko raz, pod koniec. Temat zwyrodnialców z oddziału Dirlewangera (utworzonego z kryminalistów) jest ledwo muśnięty. W filmie prawie nie ma sukcesów powstańczych, nawet sceny walk z cmentarzy wolskich pokazane są jako totalna rozwałka Powstańców. Tymczasem w tych dniach i w tym rejonie Powstańcy kontratakowali z sukcesami, a nawet zdobyli ciężką broń w tym dwa czołgi. Tymczasem na filmie jest to moment pierwszej dezercji głównego bohatera. Zresztą całe Powstanie w filmie pokazane jest oczami dezerterów zakładających i zdejmujących opaski powstańcze gdy im wygodnie. Kolejnym policzkiem wymierzonym Powstańcom jest epizod z dowódcą, który próbuje zgwałcić jedną z głównych postaci. Serio jakiś idiota pokazał to weteranom jako film o bohaterstwie?

Do tego wszystkiego mamy scenę dobicia rannego Niemca, mamy głównego bohatera, który po prostu morduje bezbronnego niemieckiego żołnierza oraz jedną z końcowych scen, gdy hitlerowiec daruje życie głównemu bohaterowi. To jest dokładnie to, co chcecie pokazać Światu na temat Powstania? Zapewne w niemieckiej prasie dostaniecie dobre recenzje, gratuluję.

Komentarze

komentarzy

2 Komentarze

  • Yeri 6 października 2014 Odpowiedz

    Film jest koszmarnie zły, nie dotrwałem nawet do połowy. Ponieważ zgniotłeś już film wystarczająco, ja pozwolę sobie polecić wszystkim zainteresowanym dobrymi filmami o Powstaniu (i dobrymi filmami w ogóle) klasyczny dramat Wajdy z 1957 roku, czyli „Kanał”.
    Film rewelacyjny, zrealizowany na podstawie opowiadania Jerzego Stawińskiego, uczestnika Powstania, który w jego trakcie przeszedł przez warszawskie kanały, niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. Totalny brak efektów specjalnych, za to mistrzowskie didaskalia, dają wrażenie, że to bardziej teatr niż film, do tego przytłaczająca i klaustrofobiczna atmosfera kanałów dają nieziemski efekt. Świetni aktorzy, scenariusz napisany przez życie, bohaterstwo powstańców próbujących mimo wszystko przeżyć w ostatnich godzinach Powstania, ich niepotrzebna śmierć, metody jakimi zaszczuwali ich hitlerowcy, dają naprawdę wstrząsający efekt, przy minimum nakładów do tego.
    Jako ciekawostka- chociaż film genialny i nagradzany, w tym Srebrną Palmą w Cannes, dla publiczności był dość kontrowersyjny ze względu na swój pesymistyczny wydźwięk, który można odnieść również do samego Powstania. Dla mnie to jeden z najlepszych filmów w historii polskiego kina, autorzy „Miasta 44” powinni to zobaczyć i popełnić seppuku.

  • Piotr 7 października 2014 Odpowiedz Author

    @Yeri, a wiesz, że to Miasto 44 jest promowane przez różne środowiska jako „patriotyczny”? Mam wrażenie, ze ludzie ze zdolnością krytycznego myślenia dawno z tego kraju wyjechali, albo zostali wymordowani przez kolejnych okupantów.

    • Wiesław 12 sierpnia 2015 Odpowiedz

      Raczej zostali zmuszeni do zasuwania od świtu do nocy by zarobić na utrzymanie rodziny i nie mają czasu i możliwości by się jeszcze udzielać kulturalnie.

      • Yeri 14 sierpnia 2015 Odpowiedz

        To też oczywiście.

  • Szpieg 7 października 2014 Odpowiedz

    Hm, no ale moment, to żaden powstaniec nigdy nie dobił żadnego Niemca? Żaden w stresie do panienki się nie chciał dobrać? Sami paladyni tam walczyli? Panowie, litości!
    Obejrzyjcie sobie Czas horroru, ten co w trakcie powstania się dzieje. Sami śliczni, szlachetni młodzi chłopcy, zbijają Szkopów dziesiątkami, zdobywają czołgi, adorują delikatnie panienki… 😛

  • Piotr 7 października 2014 Odpowiedz Author

    @Szpieg, czy jednak coś takiego to „hołd dla bohaterów”? Raczej nie, prawda? A pod takim płaszczykiem ten szit się sprzedaje. Po drugie unikanie pokazywania zbrodni niemieckich przy pokazywaniu w mocny sposób zbrodni na Niemcach jest obrazem całkowicie wykrzywionym. O to chodzi i to napisałem.

  • Szpieg 7 października 2014 Odpowiedz

    Ano, wyczyny dirlewangerowców powinny być pokazane w pełnej krasie.
    CO do hołdów, to ja ich powstańcom warszawskim oddawać nie zamierzam. Nigdy żadnym polskim straceńcom hołdów nie oddawałem i nie będę, czy to Wizna, czy Westerplatte, czy Monte Cassino, czy powstanie warszawskie. Tak czy siak, kończymy jako mięcho armatnie, a korzystają Niemcy, Angole i Ruscy.

  • Yeri 8 października 2014 Odpowiedz

    Piotr pisze:
    7 października 2014 o 09:22
    „@Yeri, a wiesz, że to Miasto 44 jest promowane przez różne środowiska jako „patriotyczny”?”

    Zapewne w Niemczech?? 😉

    Szpieg pisze:
    7 października 2014 o 16:09
    „Hm, no ale moment, to żaden powstaniec nigdy nie dobił żadnego Niemca? Żaden w stresie do panienki się nie chciał dobrać? Sami paladyni tam walczyli? Panowie, litości!”

    Szpiegu, to Ty pomiłuj 🙂 Gdzie my tak twierdzimy?? Nie imputuj tam proszę takich rzeczy 🙂
    Dobijali. Zapewne i jakiś gwałt się trafił. Niemniej to Niemcy napadli i okupowali, gwałcili, rabowali, mordowali, itp.
    Teraz wyobraź sobie: napadł Cię recydywista-narkoman. W obronie koniecznej przylałeś mu i trafiłeś do Sądu. Jako oskarżony. Tłumaczysz jak było. Ludzie generalnie za Tobą. Jakiś reżyser mówi: ja zrobię o tym film!! Dokumentalny!! Robi. Ludzie oglądają film. A tam: bandyta- nosi zakupy starszej sąsiadce, idzie do komunii w białym gajerku ze świecą, przytula mamę, płacze po zdechłym piesku, itp. Ty- chlejesz piwsko, chlejesz wódę, robisz dzikie imprezy w mieszkaniu po których sąsiedzi spać nie mogą a jak się jakaś sąsiadka odzywa to zostaje prawie uduszona przez Twojego kumpla, palisz cygara, itp. „Hej!!”-wołasz słusznie oburzony- „Co to za szajs?? Ja całe życie byłem normalny, nazbierał reżyser parę scen wyrwanych z kontekstu i zrobił ze mnie degenerata!! A tamten ćpał i kradł całe życie, bił ludzi i w więzieniu siedział, a na tym filmie tylko kwiatuszki zbiera!! To teraz wszyscy pomyślą, że to ja go napadłem! Tak nie może być!”.
    A reżyser nas to: „O przepraszam. To są wszystko fakty. Nic nie wymyśliłem, same prawdziwe sceny, on faktycznie był u komunii, zakupy nosił, [po piesku płakał, a Tobie zdarzyło się piwa napić i huczną imprezę zrobić. Więc pokazuję prawdę. Ale widać niektórych w oczy kole!” 🙂

    Wybacz Szpiegu ten humorystyczny ton, ale na pewno wiesz już co mi się w takim pokazywaniu bardzo wyselekcjonowanych faktów nie podoba 😉

  • Yeri 8 października 2014 Odpowiedz

    I jeszcze:

    „Ano, wyczyny dirlewangerowców powinny być pokazane w pełnej krasie.”

    Amen.

    „CO do hołdów, to ja ich powstańcom warszawskim oddawać nie zamierzam”

    Twoje prawo. Niemniej wg mnie dla Nich i innych straceńców, choćby tych spod Wizny, powinniśmy mieć wielki szacunek. Bo, jak to celnie podsumował Piotr, należy odróżniać męstwo żołnierza od głupoty jego przełożonego, czy to generała, czy polityka. Ci ludzie ginęli w obronie swoich bliskich i to trzeba szanować bardzo i zawsze.

  • Szpieg 8 października 2014 Odpowiedz

    Hm, tak Yeri, aluzję złapałem. Wiem już co z filmem nie tak 😀

    Generalnie, co do zasady mam szanować żołnierzy wykonujących idiotyczne rozkazy? Kto następny w kolejce, kamikaze?
    Ok, ironia na bok. Generalnie twierdzę, że szanując i oddając hołdy mięsu armatniemu, pokazujemy naszym dzieciom że taka postawa jest godna naśladowania. A dla mnie nie jest. Bo koło kręci się dalej, i za jakiś czas znów zostaniemy wyrzezani dla interesów kogoś innego. Np. za Ukrainę będziemy umierali.
    Szanuję to ja Churchilla, który gotów był walczyć aż do ostatniego Polaka 😛 Szanuję żabojadów i Czechów, którzy wiedzieli kiedy odpuścić i przeczekać. Szanuję Orbana, który robi interesy z Putinem, a nie nastawia dupy za banderowców. Zginąć bez sensu to nic chwalebnego, a gloria victis to typowo polski szajs.
    Hauer, przecież ja gadam jak Korwin 😛

  • Yeri 9 października 2014 Odpowiedz

    „Generalnie, co do zasady mam szanować żołnierzy wykonujących idiotyczne rozkazy?”

    I tak i nie (odpowiedź godna miszcza zen).
    Częściowo masz oczywiście rację, wykonywanie oczywiście idiotycznego rozkazu jest oczywiście idiotyczne.
    Ale- tym tokiem rozumowania idąc: nie wygraliśmy Grunwaldu, bo Klemens z Moskorzewa powiedział: „chłopaki, pierdolić to, to jest kwiat europejskiego rycerstwa, pozabijają nas, jedziemy do domu, i tak przegramy, to chociaż żyjmy”. A rycerze powiedzieli: „mosz recht synek” i pojechali do domu.
    Przed większością naszych wielkich zwycięstw nie było pewności, że wygramy. Czasem było nawet pewne, że przegramy. Pamiętasz niedawną dyskusję z Hauerem o Cudzie nad Wisłą? Zakłady były pewnie 10:1 na ruskich, ale nasi dali radę. A gdyby nie dali podałbyś ich teraz jako przykład obok Wizny.
    Więc tylko kwestia tego, czy szeregowi Powstańcy wiedzieli, że to nie ma sensu, zginą, miasto pójdzie w gruzy, a ludność cywilna na rzeź? Jeśli wiedzieli o tym, to masz rację, nie ma tego co szanować, trzeba się za głowę łapać. Jeśli zaś szeregowy powstaniec był przekonany, że pomoc jest blisko i jak się zepną to jednak dadzą radę, to jesteśmy im winni szacunek. Czy tak?
    Jeśli tak, to można teraz gdybać, co myślał szeregowy powstaniec. Ja uważam, że wierzyli w sukces zrywu, dlatego się zrywali o tyle poświęcali, ergo szacunek im się należy.

  • Szpieg 13 października 2014 Odpowiedz

    Miszczu, z jednej strony to prawda, z drugiej dobija mnie fakt, że sytuacje kiedy taki zryw „na wariata” faktycznie przyniósł nam sukces można policzyć na palcach jednej ręki (i wtedy też właściwie należy się zastanowić, na ile pomogło nam „wariactwo”, a na ile to że mieliśmy względnie liczną i „obitą” armię), a ile razy więcej dostaliśmy bęcki. Zwłaszcza powstańców mam po dziurki w nosie, bo w przypadku powstań przewaga ruskich/szkopów zawsze była gargantuiczna, a nasi „bohaterscy” zamiast pokazać przywódcom wała, co pokolenie identycznie zrywali się i zbierali po łbie – żeby swoich „ojców i dziadów” nie zawieść. Hauer chwalił tu niedawno podejście kielczan, którzy pokazali wała Piłsudskiemu – i z tym się zgadzam. Przeczekali – i sytuacja sama dała nam niepodległość. Moim zdaniem, to właśnie gloryfikacja powstańców przez każde następne pokolenie powodowała, że „gorące 20-letnie głowy” chciały ich naśladować i w identyczny sposób szły na rzeź. Jedno powstanie warto czcić – wielkopolskie, bo było udane, zrobione we właściwym momencie i we właściwy sposób. Ale mało kto o nim słyszał w tym dziwacznym kraju, bo przecież było wygrane. Uważam, że raz na zawsze powinno się ukręcić łeb mitowi powstańca.

  • Yeri 14 października 2014 Odpowiedz

    No masz rację z gloryfikowaniem niepotrzebnych powstań, zgadzam się, że jak powstanie było pomyłką to należy to jasno powiedzieć. Jasne, że tak. Co nie zmienia faktu, że poświęcenie tych którzy się bili jest godne szacunku, za złe decyzje dowódców odpowiadają dowódcy.

    P.s. Hihi, pamiętam jak parę ładnych lat temu, na Świonach jeszcze, bardzo broniłeś tego Powstania (wspólnie z Markiem), kiedy ja je skrytykowałem 🙂

    • Kala 14 października 2014 Odpowiedz

      Widzę, że znajdujecie zastępcze platformy komunikacji :). 11 postów, sami znajomi.

      Żeby wnieść coś merytorycznie:
      Do zakończonych sukcesem powstań należy dołączyć serię powstań śląskich.

      Co do tego komu oddał bym szacunek, to w pełni zgadzam się z Yerim. Wrzucanie do jednego z kolei worka Westerplatte, Wizny, powstańczej Warszawy i Monte Cassino jest wg mnie pomysłem dość karkołomnym.

  • Szpieg 14 października 2014 Odpowiedz

    Yo Kalotronie!
    Ano spotykamy się u Hauera na wirtualnym piwku pogawędzić jak za dawnych lat, jako że fizycznie spotkać się trudno 🙁 Zaglądaj częściej 🙂

    Z tym wrzuceniem do jednego wora to masz rację, zrobiłem to pod wpływem emocji bo działa mi na nerwy to, że mamy deficyt zwycięstw które udało się przekuć w jakiś polityczny sukces. W II wojnie światowej bodaj ani jednego? Monte Cassino i Bitwa o Anglię są super w piosenkach Sabatona, ale realnie to nas wydymano. Nasza polityka historyczna z prawej strony lansuje „wielb ich, szanuj i bezmyślnie naśladuj”, zaś z lewej – totalne zaprzaństwo wszystkiemu i przepraszanie Niemców, żeśmy ich w Gliwicach napadli.

    Powstania śląskie – i owszem, he he, może jest w tym jakaś prawidłowość, że Ślązacy i Wielkopolska, ci co pod Niemcem sto lat siedzieli są bardziej pragmatyczni, a jak tylko za coś brała się Warszawka, to… gorące łby, patriotyczne zadęcie i obowiązkowo piękna klęska.

    Yeri, z tamtych czasów nadal pozostał mi jedyny argument który podtrzymuję, a który podłapałem od Roszkowskiego. Mianowicie, że dzięki Powstaniu Stalin zatrzymał się na przynajmniej dwa miesiące i nie zajął całych Niemiec (zgadnij kto skorzystał…), wyście z Hamerem twierdzili że to nie miało znaczenia bo Niemcy i tak by go zatrzymali. A co do reszty – przyznaję, dojrzałem przez te 10 lat. Szkoda, że powstańcy warszawscy nie mieli do tego okazji 🙁

  • Yeri 15 października 2014 Odpowiedz

    Oooo, Kala, kopę lat 🙂

    Szpiegu- hm, o ile pamiętam to twierdziłem, że Powstanie Warszawskie poprzedzone było Konferencjami Wielkiej Trójki , na których ustalono dokładnie strefy wpływów w Europie i co się komu dostanie. Ty kontrowałeś- nie bez racji- że jak Ruscy coś wzięli, to już nie oddali. To fakt. Ale w owym czasie Ruscy brali to, co mieli wynegocjowane w Jałcie, Teheranie i Poczdamie, bo wiedzieli, że biją się o „swoje” (Stalin podobnie jak Ty nie uznawał walki o cudze). I to nie przypadek, że do Berlina doszli wszyscy równo. Nasze Powstanie nic tu nie zmieniło, stąd argument Roszkowskiego niezbyt do mnie trafia, odbieram go jako jedną z wielu prób nadania sensu idei Powstania Warszawskiego, które ja oceniam wybitnie negatywnie. Szanując jednak samych powstańców jak mało kogo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook